Miasta wolą nie być oceniane. Co ukrywają?

23.09.2014
Tylko 19 polskich miast ma obecnie publiczne ratingi finansowe. Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak mało. Z analizy, jak międzynarodowe agencje ratingowe oceniają polskie samorządy wyłania się inny obraz niż z rankingów najbardziej popularnych i cieszących się największym uznaniem samorządowców.

Zielona Góra zrezygnowała z oceny agencji ratingowej uznając, że to zbyt droga usługa. (CC By SA Wiktor Jedrzejczak)


Ocenie agencji ratingowych poddają się obecnie następujące polskie miasta: Warszawa, Kraków, Poznań, Łódź, Gdańsk, Katowice, Szczecin, Bydgoszcz, Toruń, Białystok, Rzeszów, Kielce, Opole, Częstochowa, Zabrze, Gliwice, Płock, Rybnik oraz Ostrów Wielkopolski. Do tego dochodzi jeszcze kilka samorządów innych szczebli: starostwo powiatowe w Żywcu oraz samorządy wojewódzkie Wielkopolski, Małopolski oraz Mazowsza. Niewiele, jak na kilka tysięcy jednostek samorządowych w Polsce. Wielkimi nieobecnymi są, oprócz pozostałych samorządów wojewódzkich, Lublin i Wrocław. Ten drugi zrezygnował z poddawania się ocenie przez agencję ratingową w zeszłym roku.

Dlaczego tak mało samorządów decyduje się na publiczny rating a inne z niego rezygnują? Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Zadałem je władzom samorządowym czterech miast – trzech, które z niego zrezygnowały w zeszłym roku: Zielonej Góry, Olsztyna i Wrocławia, a dla równowagi także władzom Białegostoku, który poddaje się ocenie ratingowej właśnie teraz (Fitch Ratings w lipcu tego roku  zmienił perspektywę ze „stabilnej” na „pozytywną”).

Emilia Wojtuściszyn, skarbnik Zielonej Góry, jako główny powód rezygnacji tego miasta z poddawania się ocenie przez agencję ratingową, wymienia koszt tej usługi. Miasto płaciło za to po 100 tys. zł rocznie.

– A kredyty z banku dostajemy także bez ratingu – mówi Emilia Wojtuściszyn. – Bankowcy potrafią ocenić naszą sytuację finansową i bez niego. Jaka ona jest faktycznie, dobrze pokazuje nasz indywidualny wskaźnika zadłużenia. Dlatego uważamy, że rating nie jest dla nas koniecznością. Wprawdzie przy staraniu się o kredyt banki pytają nas o ocenę ratingową, ale gdy odpowiadamy, że jej nie mamy, nie robią z tego problemu.

Inną – raczej biurokratyczną – przyczynę wycofania się z ratingu podaje Olsztyn.

– My nie mamy ratingu, bo nie dogadaliśmy się z agencją ratingową – tłumaczy Magdalena Rafalska, dyrektor Wydziału Rozwoju Miasta w Urzędzie Miasta Olsztyn. – Nasze warunki w dwóch kolejnych przetargach na wybór agencji ratingowej spełnił tylko jeden z oferentów. Nie chciał jednak zaakceptować przedstawionego przez nas wzoru umowy. Chciał w nim takich zmian, które byłyby dla naszego miasta niekorzystne. My na to się nie zgodziliśmy.

Dyrektor Rafalska uważa, że z tego samego powodu nie podpisały umowy z agencją ratingową także inne miasta w Polsce.

– Banki dokonują oceny przy każdym przetargu na finansowanie miasta, a także przeprowadzają stały monitoring sytuacji finansowej naszego samorządu w przypadku udzielonych kredytów. Instytucje państwowe takie, jak Regionalna Izba Obrachunkowa oraz NIK, wydają opinie do uchwał budżetowych i kontrolują działalność miasta w zakresie gospodarki finansowej, w tym zadłużenia. Ponadto, po zmianie ustawy o finansach publicznych, ocenę sytuacji finansowej miasta corocznie przeprowadza niezależny biegły rewident, który sporządza swoją opinię i raport z badania sprawozdania finansowego – mówi Arkadiusz Filipowski, rzecznik Urzędu Miasta Wrocławia.

Filipowski zapewnia, że brak oceny ratingowej miasta nie wpłynął negatywnie na pozyskiwanie kredytów i pożyczek przez miasto.

– Warunki uzyskiwane w kolejnych przetargach na finansowanie zewnętrzne ulegają od dwóch lat poprawie: w 2012 r. oferowane marże kredytów dla miasta były oferowane powyżej 1 proc., a w 2013 i 2014 marże są poniżej 1 proc. – wylicza rzecznik Wrocławia.

Przedstawiciele Białegostoku napisali, że „przyczyną może być dość wysoki koszt za nadanie bądź aktualizację oceny ratingowej lub pogarszające się wskaźniki finansowe miast”. To drugie oznacza bowiem ryzyko wystawienia słabej lub niższej niż dotychczas oceny przez agencję ratingową. Za tą tezą przemawiają zamieszczone poniżej dwa ratingowe rankingi polskich miast, a także to, jak kształtowały się ratingi Wrocławia, Zielonej Góry i Olsztyna, zanim te miasta z nich się wycofały.

(infografika Dariusz Gąszczyk)

Większość „ratingowanych” polskich miast to więc zaledwie średniaki – nawet te, których prezydenci uchodzą za świetnych gospodarzy i cieszą się dużą popularnością. Cenzurka na poziomie BBB to w całej skali ratingowej ocena średnia, ale też wyższa być może tylko nieznacznie. Ocena danego miasta nie może być bowiem wyższa niż kraju, w którym ono się znajduje, a rating Polski wynosi obecnie A-. To oznacza, że ocena na poziomie BBB+ czy BBB jest tylko o jeden, dwa stopnie niższa niż kraju.

Fitch określa ten poziom następująco: „Dobra zdolność kredytowa. Rating BBB wskazuje, że ryzyko niewypłacalności jest niskie. Zdolność spłacania finansowych zobowiązań uważa się za dostateczną, ale niepomyślne biznesowe lub gospodarcze warunki mogą ją podkopać”. Rating BB, nadany Olsztynowi i Zabrzu, to już poziom spekulacyjny (speculative), wskazujący na podwyższone ryzyko niewypłacalności, szczególnie w przypadku niepomyślnych warunków biznesowych i gospodarczych.

W przypadku ratingu krajowego (nie da się go porównać z ratingami międzynarodowymi) trzeba nieco inaczej interpretować przyznane oceny (są one wyższe niż w przypadku ratingu międzynarodowego). Dla polskich miast sporządza go na razie jedynie agencja Fitch.

(infografika: Dariusz Gąszczyk)

 

W tym przypadku ocena A odpowiada mniej więcej BBB w ratingu międzynarodowym, a BBB można uznać za poziom niewiele wyższy od spekulacyjnego („umiarkowane ryzyko niewypłacalności w porównaniu do innych ocenianych miast lub obligacji z tego samego kraju”).

Przedstawiciele miast, które wycofały się z procesu ratingowania twierdzą, że poziom oceny nie miał znaczenia.

– To prawda, że nie mieliśmy wysokiej oceny, ale to nie był powód naszej rezygnacji z ratingu – przekonuje Emilia Wojtuściszyn, skarbnik Zielonej Góry.

Przemawia za tym fakt, że nadając ostatnią ocenę ratingową temu miastu, analitycy Fitcha spodziewali się jej poprawy („perspektywa pozytywna”).

– Nasz rating nie był zły – twierdzi Magdalena Rafalska z Urzędu Miasta Olsztyn.

Ma na myśli zapewne to, że analitycy Fitch napisali o tym mieście w zeszłym roku, iż spodziewają się tam „stabilizacji wyników operacyjnych w latach 2013-2015 i nadwyżkę operacyjną, która może przewyższyć obsługę zadłużenia”. Dodali, że ich ocena uwzględnia „niższą presję na wzrost zadłużenia miasta w związku z realizowanymi inwestycjami współfinansowanymi dotacjami unijnymi oraz z uwagi na politykę władz miasta mającą na celu ograniczanie zadłużania”. Z drugiej jednak strony za groźny dla finansów Olsztyna uznali oczekiwany wzrost zadłużenia jego spółek.

Szczególnie ciekawy jest przypadek Wrocławia, którego prezydent Rafał Dutkiewicz uchodzi za jednego z najlepszych polskich samorządowców. Mimo to Wrocław w ratingach kredytowych dotychczas specjalnie nie błyszczał. W 2006 r. Fitch przyznał mu ocenę BBB+, a rok później podniósł do A-. Jednak w 2009 r. analitycy Fitch zmienili perspektywę dla Wrocławia ze „stabilnej” na „negatywną”. Rok później rating międzynarodowy stolicy Dolnego Śląska spadł z A- do BBB+, a krajowy z AA- do A+. Przyczyną było m.in. „pogarszanie się wyniku operacyjnego i zwiększanie się bezpośredniego zadłużenia” oraz to, że nie poprawia się pokrycie tego długu. Analitycy Fitch tłumaczyli, że obniżenie oceny Wrocławia było wymuszone jego „wysokim poziomem długu, słabą ochroną wskaźników zadłużenia oraz rosnącym pośrednim ryzykiem” (związanym z długami miejskich spółek).

W latach 2011-2012 agencja potwierdziła ocenę Wrocławia na poziomie BBB+, ale w 2012 r. obniżyła jej perspektywę, ze „stabilnej” na „negatywną”. Dlatego, że Fitch wciąż spodziewał się słabego wyniku operacyjnego i tego, że jego wskaźniki zadłużenia nie poprawią się do 2013 r. Miało być to spowodowane m.in. brakiem znaczącej redukcji wydatków bieżących i ograniczonej zdolności do obniżania zadłużenia, które już zbliżało się do dopuszczalnych limitów. Kolejne negatywne czynniki, które przesądziły o takiej ocenie, to: utrzymujące się duże potrzeby inwestycyjne oraz spore pośrednie ryzyko, będące rezultatem wzrostu zadłużenia spółek miejskich, jak również gwarancji finansowych, udzielonych przez miasto.

W zeszłym roku Fitch potwierdził rating Wrocławia na poziomie BBB+ (zaś krajowy na poziomie A+), a perspektywę podniósł z „negatywnej” do „stabilnej”. Miało to być m.in. odbiciem lepszego od oczekiwań wyniku operacyjnego miasta w 2012 r. i prognozy analityków agencji, że  jego nadwyżka operacyjna średniookresowo może dalej stopniowo rosnąć.

– Nasze miasto zrezygnowało z nadania oceny ratingowej, ponieważ ocena wiarygodności kredytowej Wrocławia jest dokonywana na bieżąco przez banki, audytorów i instytucje państwowe – mówi Arkadiusz Filipowski.

Ratingi od lat mają i z nich nie rezygnują Warszawa, Poznań i Katowice. Mogą też pochwalić się najlepszymi ocenami ratingowymi. Warszawie dobre wyniki finansowe gwarantują firmy – płacą podatek dochodowy tam, gdzie mają swoją główną siedzibę. CIT to zaś bardzo duża część dochodów samorządów dużych miast. To głównie dzięki temu budżet stolicy jest ponad trzy razy większy (13 mld zł) od budżetu Krakowa (4 mld zł), tylko dwa razy mniejszego od Warszawy i drugiego pod względem liczby mieszkańców miasta w Polsce. Temu także Warszawa zawdzięcza w bardzo dużym stopniu stosunkowo niewielkie zadłużenie. Wbrew pozorom, władze stolicy nie przesadzają też z wydatkami inwestycyjnymi i gdyby nie to, dług miasta byłby większy, a co za tym idzie ocena ratingowa mogłaby spaść.

Na początku sierpnia tego roku Fitch Ratings potwierdził międzynarodowy rating stolicy Górnego Śląska na poziomie A-, a krajowy na AA+, przyznając jej jednocześnie „perspektywę stabilną”. Zdecydowały o tym dobre wyniki operacyjne (mimo słabszego 2013 r.), co – według analityków agencji – miasto zawdzięcza dużej zdolności samorządu zarówno do zwiększania dochodów, jak i zmniejszania wydatków.

Fitch docenił m.in. także to, że samorząd miejski Katowic postawił na finansowanie inwestycji głównie z własnych funduszy, na co może pozwolić sobie za sprawą zgromadzonych dużych rezerw wolnej gotówki i bardzo wysokiej nadwyżki operacyjnej. W 2013 r. zarówno zapas tej gotówki, jak i owa nadwyżka, wielokrotnie przewyższały koszty obsługi zadłużenia stolicy Górnego Śląska. Podobnie będzie zdaniem analityków Fitch w kolejnych latach, a nadwyżka operacyjna miasta według ich prognozy będzie rosnąć. Oceniają oni także, że od 2015 r. zadłużenie miasta będzie spadać. Mimo, że Katowice wciąż dużo inwestują (w latach 2015-2017 inwestycje będą stanowić 20 proc. budżetu tego miasta).

Katowice poddają się ocenie ratingowej od 13 lat.

– Zdecydowaliśmy się na to, by uwiarygodnić nasze miasto na rynkach finansowych i kapitałowych – mówi Danuta Kamińska, skarbniczka stolicy Górnego Śląska. – To się udało. Dzięki temu, że od lat mamy najwyższą możliwą do uzyskania przez jednostki samorządu terytorialnego ocenę ratingową, jesteśmy wiarygodni dla instytucji finansowych i inwestorów, cieszymy się ich zaufaniem, uzyskujemy tańszy kredyt, dostajemy go bez żadnych zabezpieczeń i gwarancji. Do międzynarodowych  instytucji finansowych możemy zwracać się bez pośredników, bo jesteśmy dla nich wiarygodnym partnerem.

Danuta Kamińska dodaje, że rating to dla jej miasta wielka promocja. Zaś dla pracowników urzędu miasta, jego władz – edukacja, uczenie się tego, jak należy patrzeć na miejski budżet. Tego, że nie liczy się tylko roczna perspektywa, że ważne jest, ile miasto jest w stanie wygospodarować dochodów z bieżących wpływów na rozwój miasta.

– A także, że trzeba badać trendy kształtowania się poszczególnych źródeł  dochodów i wydatków bieżących, majątkowych, kształtowania się nadwyżki operacyjnej w dłuższym horyzoncie czasowym i jej udziale w dochodach bieżących, analizować czy są one negatywne czy pozytywne. Na komisjach rady miasta często mówimy o wymaganiach agencji ratingowej, na co analitycy zwracają uwagę – wylicza skarbniczka Katowic.

Wcześniej trzeba było podczas tych posiedzeń tłumaczyć radnym nawet rzeczy bardzo oczywiste. Dziś już nie jest to konieczne. Jak twierdzi Danuta Kamińska także dlatego, że poddanie się ocenie przez agencje ratingowe pozwala też na szersze i głębsze spojrzenie na finanse miasta. Ich metodologia zakłada bowiem nie tylko ocenę zaplanowanego czy wykonanego budżetu, co robi firma audytorska, Regionalna Izba Obrachunkowa czy NIK, ale co tylko częściowo pokazuje rzeczywisty stan finansów danego samorządu. Bo oddziałuje nań ma wiele innych, poza budżetem, czynników, branych pod uwagę przez agencję ratingową. Chodzi m.in. o otoczenie polityczne, społeczno-gospodarcze, demografię czy zadłużenie i sytuację finansową spółek należących do miasta, ponieważ i to może mieć duży wpływ na finanse samorządu. Dla przykładu: jeśli upadnie spółka zarządzająca mieszkaniami komunalnymi, to konsekwencje finansowe tego upadku poniesie jej właściciel, czyli miasto.

Agencje ratingowe uwzględniają też sytuację polityczną w danym samorządzie, stabilność jego władz, to, czy w radzie miasta jest zgoda i czy prezydent miasta ma w niej wystarczające poparcie, bo i to może mieć wielki wpływ na miejskie finanse.

– Bardzo wsłuchujemy się w uwagi kierowane ze strony agencji, staramy się wyciągać wnioski z jej raportów – mówi przedstawicielka katowickiego samorządu. – Pomaga nam to zapobiegać przyszłym zagrożeniom, eliminować w miarę możliwości uświadomione ryzyka związane z finansami miasta i umiejętnie zarządzać naszymi finansami w długiej perspektywie.

Jak to wygląda w przypadku Poznania? Paweł Marciniak, rzecznik prasowy poznańskiego urzędu miasta, mówi, że stolica Wielkopolski zamawia rating m.in. ze względu na swą strategię. Zakładającą budowanie miasta silnego gospodarczo. – Ci, którzy chcą zainwestować w Poznaniu, biorą pod uwagę też rating – mówi Paweł Marciniak. – Dla dużych zagranicznych i polskich firm to jest ważny czynnik przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Gdy rozmawiamy z potencjalnymi inwestorami, wysoka ocena ratingowa Poznania jest jednym z naszych głównych argumentów. Poza tym agencja ratingowa oceni nas obiektywniej niż my siebie sami, co jest nie do przecenienia, gdy chce się dobrze zarządzać miastem.

W kwietniu tego roku Fitch Ratings potwierdził międzynarodowy rating Poznania na poziomie A-, nie przewidując jego zmiany w kolejnych latach („perspektywa stabilna”). Ma to być odzwierciedleniem „dobrych wyników operacyjnych Poznania”. Z bardzo wysoką marżą operacyjną – w 2013 r. wyniosła ona 14 proc. (346 mln zł). Analitycy Fitch przywołują także m.in. „umiarkowany dług bezpośredni miasta i oczekiwania Fitch, że będzie on malał w latach 2014-2016” oraz wyższe dochody z podatków i oszczędności na wydatkach operacyjnych.

Co więcej, według agencji, wyniki operacyjne Poznania pozostaną na dobrym poziomie także w najbliższych latach (do 2016 r.). To m.in. dlatego Fitch spodziewa się, że poziom zadłużenia stolicy Wielkopolski zmniejszy się z 75 proc. dochodów bieżących w 2013 r. do około 60-65 proc. do 2016 r. Czyli do 1,6 mld zł. To bezpieczny poziom, bo i w przypadku Poznania nadwyżka operacyjna już dziś jest większa od kosztów obsługi długu o półtora raza. Zaś Fitch prognozuje, że w latach 2014-2016 będzie od nich jeszcze większa.

Z analiz agencji ratingowych wynika jednak, że nie tylko liderzy ratingów wśród polskich miast zaczęli ostatnio obniżać swe zadłużenie, racjonalizować wydatki, pracować nad zwiększeniem dochodów i wdrażać różne działania naprawcze w swych finansach. To ma miejsce, czasem nawet w większym stopniu (co zrozumiałe), także w przypadku ratingowych outsiderów. Olsztyna, Kielc, Zielonej Góry czy Zabrza. Co, oczywiście, cieszy. Tym bardziej, że ich kiepska pozycja w ratingowych rankingach wynika w bardzo dużym stopniu z tego, iż są po prostu mniej zamożne, słabsze gospodarczo od największych polskich metropolii i innych najbogatszych ośrodków miejskich w Polsce.

W tym kontekście warto jednak przywołać przykład Białegostoku, który ostatnio poprawił ocenę ratingową. Pod koniec lipca tego roku Fitch Ratings zmienił perspektywę ratingów tego miasta ze „stabilnej” na „pozytywną”. Wpłynęło na to m.in. ograniczenie wydatków bieżących przez ten samorząd, a co za tym idzie zwiększenie nadwyżki operacyjnej budżetu, a także dążenie władz miasta do zmniejszania jego zadłużenia. Analitycy Fitch spodziewają się dalszej poprawy wyników operacyjnych Białegostoku i spadku jego zadłużenia. I to mimo wciąż wysokich wydatków na inwestycje, które w latach 2014-2017 mają stanowić 20 proc. wydatków ogółem i wynosić średniorocznie 330 mln zł. Ma to wynikać m.in. z kończącej się właśnie prywatyzacji Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej (MPEC). Wpływy z jego sprzedaży będą liczone w setkach milionów złotych. Dzięki nim Białystok chce do 2017 r. nie korzystać z kredytów, finansując swe inwestycje wpływami z tej transakcji, dotacjami unijnymi oraz z bieżącej nadwyżki, która już w 2013 r. z nawiązką wystarczała do obsługi zadłużenia.

Białystok poddaje się ocenie ratingowej od 2008 roku.

– Zewnętrzna ocena ratingowa jest brana pod uwagę przez banki udzielające nam kredytów, np. Europejski Bank Inwestycyjny, czy też zajmujące się organizacją emisji obligacji komunalnych – mówi Magdalena Jurczak z białostockiego urzędu miasta. – Rating ocenia zdolność danej jednostki samorządowej do obsługi zobowiązań z tytułu kredytów czy obligacji. Fakt poddawania się zewnętrznej, niezależnej ocenie ratingowej świadczy o wiarygodności samorządu, o przejrzystości jego sytuacji finansowej oraz podnosi zaufanie do niego w oczach potencjalnych inwestorów. Wyższa ocena ratingowa umożliwia również negocjowanie korzystniejszych stawek oprocentowania.

Samorządowcy wspominają też o tym, że rating umożliwia weryfikację kompetencji służb finansowych samorządu.  I to być może jest jeden z najważniejszych argumentów za.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test