Modi bardziej pomógł statystyce niż indyjskiej gospodarce

26.04.2019
Na przełomie kwietnia i maja w Indiach odbywają się wybory parlamentarne. Obecna ekipa premiera Narendry Modiego z partii Janata (BJA) udowadnia, że u władzy była skuteczniejsza pod względem ekonomicznym niż rządy koalicji UPA pod wodzą Manmohana Singha z Partii Kongresowej. Wątpliwości budzą prezentowane statystyki.


Strukturę gospodarczą Indii można uznać za anachroniczną, bo połowa ludności w wieku produkcyjnym utrzymuje się z rolnictwa, gdzie przeciętna wielkość farmy nie przekracza powierzchni 1 hektara, a wydajność jest niższa niż w wielu rozwijających się krajach. To sprawia, że przeciętnie 11 mln ludzi rocznie migruje do miast. Jedna trzecia z 1,35 mld ludności pracuje w usługach, które odpowiadają za ponad 60 proc. krajowej produkcji.

To szósta pod względem wartości PKB i najszybciej rosnąca gospodarka świata, o wartości 2,6 biliona dolarów w 2017 roku, większej niż np. francuska. W kategorii per capita to tylko 7.200 dolarów liczone według parytetu siły nabywczej, nominalnie ledwie 2 tys. dolarów. Niski poziom płac, słabe tempo ich wzrostu oraz niskie koszty życia, w połączeniu z władającą językiem angielskim populacją, powodują, że Indie są wciąż atrakcyjne dla globalnego outsourcingu. Atutem jest też dobry poziom edukacji technicznej. Stąd aż 80 proc. wartości przychodów branży informatycznej generowane jest przez popyt zagraniczny.

Jak policzyć szarą strefę?

Przez ostatnie lata indyjski wzrost gospodarczy był napędzany prywatną konsumpcją i rządowymi wydatkami, czego beneficjentem była głównie licząca już 250 mln ludności klasa średnia, a tempo wzrostu PKB na poziomie 6-7 proc. rocznie przyczyniało się do zmniejszenia skali ubóstwa, które wciąż dotyka ponad 70 mln ludzi, czyli 10 mln mniej niż przed dekadą.

Nadal jednak aż 40 proc. dzieci uznawanych jest za niedożywionych. Warto zauważyć, że dopiero w zeszłym roku w ramach programu Saubhagya prawdopodobnie osiągnięto cel, który przewidywał 100-procentową elektryfikację gospodarstw domowych. Wyzwaniem jest społeczna i finansowa inkluzja. 190 mln Hindusów nie korzysta z usług finansowych, o 340 mln mniej niż pięć lat temu. Tyle właśnie rachunków bankowych udało się uruchomić dzięki specjalnemu programowi wdrożonemu przez rząd, który objął stery największej demokracji świata w 2014 roku.

Poziom szarej strefy w Indiach sięga nawet 80 proc. PKB.

Problemem dla indyjskiej gospodarki i jej budżetu jest ciągle nienotowany gdzie indziej oraz trudny do wyobrażenia poziom nieformalnej gospodarki – czyli szarej strefy – sięgający nawet 80 proc. wartości PKB, stąd wiele wskaźników ekonomicznych ma charakter szacunkowy.

Przytłaczające zwycięstwo Narendry Modiego i utworzenie pierwszego od 30 lat rządu większościowego było konsekwencją głębokiego, społecznego rozczarowania niskim poziomem życia, inflacją, rozrastającą się biurokracją i korupcją w czasie wieloletnich rządów koalicji z udziałem Kongresu Narodowego, partii rodziny Gandhi. Modi, biznesmen z sukcesami na koncie, obiecał uporać się z tymi problemami, zapowiadając deregulację gospodarki, inwestycje infrastrukturalne, uproszczenie podatków i przynajmniej 10 milionów dodatkowych miejsc pracy rocznie. Część tych zapowiedzi udało się spełnić, końcówka kadencji nie wygląda jednak imponująco.

Indie wyżej niż Polska

Bank Światowy w Raporcie Doing Business 2018 podaje, że od 2003 roku w Indiach wdrożono 37 reform, z czego prawie połowa przypada na rządy partii Janata. Modi ograniczył obowiązujący od czasów Nehru dogmat centralnego planowania oraz podwyższył limity zaangażowania prywatnego i zagranicznego kapitału w niektórych sektorach gospodarki (np. w sektorze przemysłu zbrojeniowego czy ubezpieczeń), zniesiono kontrolę cen paliw, poważnie ograniczając ich subsydiowanie.

Za największe przedsięwzięcie uznaje się reformę podatkową z 2017 roku, polegającą na wdrożeniu podatku od towarów i usług (GST), na niektóre pozycje nawet w wymiarze 28 proc. Upraszczało to znacznie dotychczasowe, wielopoziomowe mechanizmy fiskalne, ułatwiając dystrybucję towarów między 22 indyjskimi stanami, na granicy których funkcjonowały punkty kontrolne, a odprawy trwały godzinami.

Rating Indii w rankingu Banku Światowego poprawił się w latach 2017-2018 aż o 23 pozycje.

W ten sposób można powiedzieć, że powstał indyjski wspólny rynek. Innym celem reformy podatkowej było ograniczenie szarej strefy, choć pojawiły się obawy o funkcjonowanie małych firm i rzemiosła, działających głównie w sferze nieformalnej. Wpływy podatkowe, w tym z akcyzy, pozwoliły ograniczyć deficyt fiskalny do 3,5 proc. PKB (tzn. o jeden punkt procentowy). Reforma podatkowa, elektryfikacja wsi i masowe ubankowienie społeczeństwa spowodowały znaczny skok gospodarki indyjskiej – w rankingu Banku Światowego w latach 2017-2018 rating Indii w 2018 poprawił się aż o 23 pozycje.

Teraz to 77. gospodarka świata według kryterium łatwości prowadzenia biznesu (w momencie objęcia rządów przez Modiego Indie zajmowały dopiero 142. miejsce). W szczegółowych kategoriach, jak finansowanie, ochrona inwestorów mniejszościowych, przyłącza elektryczne, Indie weszły do grupy 25 najwyżej rozwiniętych państw świata i stoją wyżej niż choćby Polska.

Reforma sparaliżowała biznes

Do udanych przedsięwzięć rządów Modiego trzeba dodać wybudowanie, przy wsparciu socjalnych programów, 13 mln mieszkań (pięć razy więcej niż za rządów poprzedniej ekipy) i udzielenie samozatrudnionym ponad 130 mln dolarów pożyczek. Rząd osiągnął też sukcesy w zwalczaniu korupcji. Na mocy specjalnej ustawy w ciągu dwóch ostatnich lat skonfiskowano przejęte z naruszeniem prawa aktywa warte 9,7 mld dolarów. To poprawiło nieco pozycję Indii w ratingu korupcji, w którym ten kraj zajmuje 78. miejsce na świecie.

Największym uderzeniem w nielegalne dochody miała być demonetyzacja banknotów o nominałach 500 i 1000 rupii w listopadzie 2016 roku, co oznaczało usunięcie z obiegu aż 86 proc. pieniądza gotówkowego. Hindusi musieli najpierw wycofywane pieniądze umieścić na swoich kontach, aby moc je wypłacić w nowych nominałach. Towarzyszyło temu oczekiwanie, że część nierejestrowanych dochodów, w obliczu groźby penalizacji, nie zostanie wpłacona do banków, a część środków wpłaconych przez ludność przekształci się w pieniądz cyfrowy. Plan ten okazał się jednak zawodny.

Według raportu Centralnego Banku Indii (RBI) z 2018 roku aż 99,3 proc. banknotów podlegających demonetyzacji wróciło w nowej postaci do obiegu lub zostało zdeponowanych na rachunkach, a warto zauważyć, że w momencie ogłoszenia wymiany pieniędzy kont w banku nie miało około pół miliarda Hindusów. Reforma nie tylko nie osiągnęła celów, ale na kilka miesięcy sparaliżowała biznes, osłabiając aktywność gospodarki i wzbudzając jeszcze większy zapał do posiadania gotówki.

Nie zmaterializowały się powyborcze zapowiedzi Modiego o przekształceniu Indii z gospodarki usług w kraj oparty o przemysł przetwórczy w ramach inicjatywy Make in India. Umiarkowanie udał się też zamiar wspierania startupów, w które wpompowano 1,5 mld dolarów, obejmując młode firmy zwolnieniami podatkowymi. Co więcej, wartość nowych projektów inwestycyjnych na koniec zeszłego roku była najniższa w całej kadencji obecnego rządu, a trend spadkowy utrzymuje się od momentu demonetyzacji – ocenia niezależny think tank CMIE (Centre for Monitoring Indian Economy).

Wyzwanie z przekwalifikowaniem

Demonetyzację i wprowadzenie podatku GST uznaje się za odpowiedzialnych za niższy od PKB wzrost dochodów rolników i wyższe bezrobocie, co szczególnie może zaważyć na szansach wyborczych lidera partii Janata. Poziom bezrobocia był dwa razy wyższy na koniec marca niż dwa i pięć lat temu, przekraczając 7 proc. To szczególnie dolegliwe w gospodarce, w której aż 50 proc. populacji jest poniżej 27 roku życia, a bezrobocie młodych sięga 20 proc. Dane statystyczne nie odzwierciedlają jednak rozmiarów problemu.

W rozwiązaniu problemu indyjskiego bezrobocia może pomóc przekwalifikowanie pracowników.

Bardziej przekonywujące są inne przykłady, choćby zeszłoroczny, dotyczący 63 tysięcy stanowisk pracy w Centralnym Zarządzie Kolejnictwa, na które aplikowało aż 19 mln kandydatów. Pomóc w rozwiązaniu problemu indyjskiego bezrobocia może przekwalifikowanie pracowników. Według raportu Światowego Forum Ekonomicznego The Future of Jobs 2018, nawet połowa siły roboczej kraju powinna być przekwalifikowana do 2022 roku. To konsekwencja digitalizacji gospodarki – jej cyfrowy sektor jest wart 170 mld dolarów czyli 7 proc. PKB. McKinsey oblicza, że za 6 lat mogłoby to być 10 proc i aż 435 mld dolarów, jeśli potencjalni pracownicy zdobędą wymagane kwalifikacje. W przeciwnym razie, wskutek automatyzacji, krajowi grozi utrata nawet 45 mln prostych stanowisk pracy w centrach usług, bankowości czy ubezpieczeniach.

Indie: od własnego pomysłu do sprawdzonych wzorców

To wielkie wyzwanie dla kolejnej ekipy rządzącej. Obecna naraziła się na krytykę inwestorów, ekonomistów i przedsiębiorców, manipulując przy statystykach na kilka miesięcy przed wyborami. W listopadzie 2018 roku rządowy think tank i Centralny Urząd Statystyczny zrewidowały dane dotyczące tempa wzrostu gospodarczego, wykazując, że w okresie rządów premiera Modi PKB rósł średniorocznie o ponad jeden punkt procentowy szybciej niż za czasów poprzedników. Dane poprzednie (z sierpnia), wykazujące zupełnie coś odwrotnego, przedstawiciele rządu uznali za „eksperymentalne”.

Zaprotestowała opozycja, 108 hinduskich naukowców z krajowych i amerykańskich uniwersytetów zaapelowało o odpolitycznienie i integrację danych, a do dymisji podali się wszyscy niezależni eksperci Centralnego Urzędu Statystycznego.

W grudniu z powodów „osobistych” zrezygnował prezes Banku Narodowego Indii. Media spekulowały, że jednym z powodów były naciski rządu na bank centralny, by zezwolił państwowym bankom, będącym w złej sytuacji, na wznowienie akcji kredytowej dla małych przedsiębiorstw. Ponadto rząd oczekiwał, że bank przekaże nadwyżki rezerw bezpośrednio do budżetu państwa, by sfinansować deficyt budżetowy.

Niejasności dotyczą też kalkulacji poziomu deficytu fiskalnego w konsekwencji niższej kwoty zebranych podatków. A niższe dochody podatkowe mogą oznaczać niższy od podawanego przez rząd wzrost PKB. Rachunkowe roszady nie wywołują jednak społecznych emocji, takich jak choćby konflikt z Pakistanem i nie wpłyną na wynik indyjskich wyborów, a ludowo-patriotyczna partia premiera Modiego ma przynajmniej 50-procentową szansę na ponowne zwycięstwo.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test