Mury między nauką a gospodarką przeszkadzają w rozwoju Polski

06.02.2012
Znajomość potrzeb gospodarki kraju i umiejętność pracy w zespołach grupujących ekspertów różnych specjalności, to cechy dzięki którym amerykańska nauka jest wiodąca w świecie, a jej gospodarka – innowacyjna. Polska nauka i gospodarka też mogą takie być – mówi w wywiadzie Piotr Moncarz, profesor Uniwersytetu Stanforda.

Prof. Piotr Moncarz (Fot. arch. P. Moncarza)


Obserwator Finansowy: Polska mieści się w czołówce najszybciej rozwijających się gospodarek europejskich. Czy polska gospodarka jest innowacyjna?

Prof. Piotr Moncarz: Niestety nie. W różnych rankingach innowacyjności Polska jest klasyfikowana na granicy piątej i szóstej dziesiątki, co na kraj z tak wysoce wyedukowanym społeczeństwem jest szokujące. W ostatnich dwóch dekadach liczba studentów na wyższych uczelniach w Polsce powiększyła się ponad czterokrotnie. To gigantyczny wzrost, który powinien skutkować wzrostem wkładu nauki do gospodarki, a w Polsce tak się nie stało – przepływ wynalazczości, nowych pomysłów do gospodarki jest bardzo mały.

Z czego według pana to wynika?

Moim zdaniem to skutek istnienia muru obronnego, który powstał pomiędzy uniwersytetami i gospodarką. Uczelnie stworzyły sobie system samoobrony przed światem zewnętrznym, który nie zawsze był przyjazny. Szczególnie tak było przed 1989 rokiem. To o dziwo przetrwało. Wszystko inne się zmieniło, a ten mur pozostał. Drugie wytłumaczenie jest takie, że nasze uniwersytety tkwią w tradycji struktur, które sięgają XIX wieku. Trzecia rzecz to przeobrażenia gospodarcze, zapoczątkowane w 1989 roku, które doprowadziły do zlikwidowania starych powiązań między przemysłem i nauką.

Zakończył się właśnie współprowadzony przez pana pierwszy etap programu szkoleniowego Top 500 Innovators Ministerstwa Nauki, zrealizowany na Uniwersytecie Stanforda, w którym uczestniczyło 40 polskich naukowców. Program ma podnieść kwalifikacje najlepszych polskich naukowców w zakresie ich współpracy ze środowiskiem gospodarczym. Czy spotkanie z tą grupą nasunęło panu jakieś nowe wnioski na temat przyczyn słabej innowacyjności Polski?

Widać, że istotną barierą jest indywidualizm, z którego tak często jesteśmy dumni. Sprzyja on na przykład rozwojowi artystów, ale utrudnia pracę zespołową. W dzisiejszym nowoczesnym świecie, w którym technologie są coraz bardziej skomplikowane, praca w zespole multidyscyplinarnym staje się koniecznością. Jeżeli gotowość do pracy w grupie nie leży w naszej naturze, musimy przyswoić sobie i stosować techniki, które taką pracę nam umożliwią.

500 uczestników programu to wziąwszy pod uwagę skalę polskiej gospodarki liczba, która wydaje się być mała. Czy to wystarczająco duża grupa, żeby stanowiła ona masę krytyczną przełamującą innowacyjną bezwładność naszej gospodarki?

W odniesieniu do 38 milionów Polaków to oczywiście bardzo mało, ale już w zestawieniu ze środowiskiem akademickim liczącym około 1,2 mln osób, czy dalej naukowców zajmujących się w Polsce transferem technologii, odsetek jest znacznie większy. Weźmy jeszcze pod uwagę, że są to jednostki wyjątkowe, wybrane w konkursie, wyłonione z grona naukowców o znaczących osiągnięciach i w tym zbiorze te 500 osób będzie stanowić znaczącą grupę.

Co oni są w stanie zdziałać?

Ci ludzie po powrocie ze szkolenia – taką przynajmniej mam nadzieję i takie odnoszę wrażenie – są naładowani energią zmiany. Oni będą promieniować na swoje środowisko. Bardzo ważne jest też to, że uczestnicy pierwszego etapu programu są rozproszeni po 20 ośrodkach, a jednocześnie są bardzo mocno ze sobą związani. Stworzyli formalne stowarzyszenie, które ma ambitne plany. Mamy więc taką sytuację, że przy braku kontaktów między uczelniami istniejącymi w jednym mieście powstała grupa rozrzucona po całej Polsce, której celem jest wspólne wprowadzanie zmian i wykorzystanie doświadczeń z programu szkoleniowego. Choć to stosunkowo niewielka grupa, to mogą oni przyczynić się do poprawy innowacyjności Polski.

Co według pana można i należałoby zrobić, żeby ta energia i zapał do zmian nie wygasły?

Odpowiedzią na to pytanie niech będzie mój osobisty apel do środowiska akademickiego w wieku 50+. Nie przeszkadzajmy tym młodym naukowcom i pracownikom ośrodków transferu technologii. Przypatrujmy się im i nawet jeśli czasem nie zgadza się to z naszym szablonowym wyobrażeniem, jak powinna działać akademia, pozwólmy im na przeprowadzenie tego eksperymentu.

Przez wiele lat w Polsce podsycane było przekonanie, że nasza nauka nie ustępuje światowej, ale jej osiągnięć nie umiemy przekuć w sukces gospodarczy. Chyba najlepszym przykładem takich niewykorzystanych szans jest niebieski laser. Czy rzeczywiście nasi naukowcy nie pozostają w tyle za czołówką światową?

Polskie wykształcenie nie ustępuje wysokim standardom światowym. Na to są dowody – osoby wykształcone w Polsce, gdy wyjadą do zagranicznych firm i ośrodków naukowych robią kariery, są doceniani przez środowisko, co oznacza że do tej roli zostali dobrze przygotowani.

Dlaczego im się to nie udaje w Polsce?

Tu wracamy do początku naszej rozmowy, a mianowicie problemów wewnątrzśrodowiskowych, kultury świata akademickiego. Spędzając czas w Polsce bywam na różnych uczelniach w Polsce i widzę, że zaczynają się tam dziać rzeczy obiecujące. Na Politechnice Gdańskiej jeden z młodych naukowców pochwalił się urządzeniem do badań plazmowych, takim samym jakie stosowane jest na Uniwersytecie Stanforda. To oznacza, że Polska potrafi stworzyć młodym naukowcom odpowiednie warunki do pracy. Mając taki warsztat można prowadzić poważną działalność naukową. Spodziewam się, że właśnie teraz polska nauka zacznie pokazywać naprawdę duże osiągnięcia. Jestem o to spokojny.

Co powinno zmienić się w polskiej nauce i jej relacjach ze światem biznesu, żeby w przyszłości polskie wynalazki były lepiej wykorzystywane?

Pierwsze kroki zostały już zrobione. Zostały wprowadzone reformy systemu szkolnictwa i choć nie wszystkie były dobre, to naruszyły one bizantyjskie stosunki wewnątrz uczelni. To niewątpliwie krok we właściwym kierunku. Wysłanie 500 prężnych, młodych naukowców do wiodących ośrodków innowacyjności na świecie, w tym na Uniwersytet Stanforda świadczy o tym, że państwo polskie podchodzi do tego strategicznie. Kolejny istotny krok to stworzenie przy uczelniach ośrodków transferu technologii, które specjalizują się w tym jak z nowym pomysłem przejść ścieżkę do jego skomercjalizowania.

Jakie czynniki przesądzają o pozycji Uniwersytetu Stanforda i innych najlepszych uczelni amerykańskich wśród najbardziej innowacyjnych uniwersytetów na świecie?

Podstawowym czynnikiem, który charakteryzuje najlepsze uniwersytety amerykańskie jest bliski kontakt z potrzebami gospodarki kraju. Środowisko akademickie uczestniczy w rozwiązywaniu konkretnych problemów i wdrażaniu nowych rozwiązań wykorzystywanych w gospodarce. Drugi bardzo ważny element to praca w zespołach, która jest głęboko zakorzeniona w kulturze korporacyjnej i akademickiej w Ameryce. Źródła tego tkwią pewnie w społeczeństwie pionierskim, które, żeby przetrwać musiało polegać na współpracy. Kolejnym charakterystycznym zjawiskiem, które upowszechniło się w ostatnich dwóch, trzech dekadach jest multidyscyplinarność zespołów. Zespoły monospecjalistyczne tracą rację bytu we współczesnej nauce amerykańskiej.

Czy amerykański system szkolnictwa może być dla Polski wzorcem, a jeśli tak to jakie jego elementy powinniśmy skopiować?

Amerykański system nie jest pozbawiony problemów. Pod względem szkolnictwa na poziomie podstawowym i średnim Stany Zjednoczone są w ogonie państw rozwiniętych, ale mimo tych problemów system amerykański kształci doskonałych naukowców. Poza wspomnianą już wcześniej pracą zespołową, która zaczyna się już na poziomie szkoły podstawowej, jest jeszcze jeden niezwykle istotny czynnik, na który chciałbym zwrócić. To etyka postępowania w społeczności. Za nieetyczne i niemoralne uchodzi ściąganie. To wynika z tego, że nie ma podziału na my studenci i oni nauczyciele. Nauczyciel należy do zespołu i jest partnerem dla studentów. Jego zadaniem jest przekazywanie wiedzy, a egzamin odbywa się nie po to, żeby uprzykrzyć życie tym, którzy mają go zdać, lecz po to, żeby sprawdzić, czy student przyswoił sobie wiedzę i czy ją zrozumiał. W takiej sytuacji ściąganie jest czymś absurdalnym i chyba należałoby porównać to zjawisko z kradzieżą, w tym przypadku kradzieżą wiedzy, którą ktoś inny przyswoił.

W jakich dziedzinach polska nauka, a dzięki niej polskie firmy mogą uzyskać globalną przewagę konkurencyjną? Czy w naszym kraju są zasoby surowców lub wiedzy, które w gospodarce globalnej mają unikalny charakter?

W Polsce jest niesamowicie szeroki wachlarz naukowców zajmujących się, nawet w sposób bardzo dogłębny, najprzeróżniejszymi rzeczami, które nigdy nie doprowadzą do produktu, bo są to dziedziny już zmonopolizowane przez inne kraje, w sensie pozytywnym. Poziom wiedzy i ścieżkę od pomysłu do przemysłu doprowadziły one do takiej perfekcji, że wejście na ten rynek będzie niezwykle trudne, czy wręcz niemożliwe. Musimy się skoncentrować na wyjątkowych dla nas kręgach kompetencji.

Czy mamy takie?

Pojawiają się, w biotechnologii, w nowoczesnych materiałach, w nanotechnologii. Należy zrobić szczegółową analizę i na jej podstawie wybierać te dziedziny, w które Polska powinna strategicznie inwestować. Posłużę się tu przykładem. Załóżmy, że gaz łupkowy jest rzeczywistością, a ja uważam, że tak jest. To może być istotna część polskiej energetyki i sektora chemicznego. Popatrzmy na to co mamy do zaoferowania tym gałęziom przemysłu. Bardzo szybko zauważymy, że nie jesteśmy dobrze przygotowani do wykorzystania gazu łupkowego. Tę dziedzinę powinniśmy szybko rozwinąć i udoskonalać. Jeżeli uda nam się wyprzedzić inne kraje, które popełniły mnóstwo błędów związanych z ekologią, jak również wdrażaniem niewłaściwych technologii, to polska nauka mogłaby się stać nie tylko partnerem polskiej gospodarki, ale możemy stworzyć produkt intelektualny, który będzie konkurencyjny na świecie.

Dotknął pan bardzo gorącego tematu w Polsce. Technologiami wydobycia gazu łupkowego dysponuje chyba bardzo ograniczona liczba firm. Czy jesteśmy zdolni do tego, żeby stworzyć lepszą metodę wydobycia od tych, które są oferowane na rynku?

Nie chciałem tego sugerować i nie chciałbym, żeby ktokolwiek tak odczytał moją wypowiedź. Chodzi o to, żebyśmy byli partnerem – nie jako siła robocza, lecz intelektualna – tych firm, które ze swoimi technologiami wejdą na rynek polski, a kiedyś ten partner może przegoni mistrza. Zaczynać od zera, bez mistrza, który już posiada znaczącą wiedzę, byłoby nonsensem.

Czy globalną przewagę można uzyskać dzięki pierwotnym zasobom umiejętnie wykorzystywanym, czy też zdobywa się ją w wyniku konsekwentnie realizowanych strategii, niekoniecznie bazujących na dostępnych zasobach materialnych, czy intelektualnych?

Nauka posuwa się niezwykle szybko do przodu i tym kontekście bazowanie na wiedzy, którą już zgromadziliśmy byłoby błędem. Rynek wymagają bardzo szybkich zmian i oczekuje ciągle nowych produktów. Nauka musi podejmować ogromny wysiłek, żeby dostarczać gospodarce nowe pomysły na produkty. Ze względu na te oczekiwania rynku nauka musi się stale przeobrażać. Model naukowca, który podejmował pewien problem w czasie pracy nad doktoratem, a potem kontynuował go przez habilitację i dalej nie ma dziś racji bytu.

Czyli kluczowym czynnikiem przesądzającym o osiągnięciu przewagi konkurencyjnej jest decyzja strategiczna.

Absolutnie tak. Przy tak wielkim wysiłku jakiego wymaga utrzymanie nauki na poziomie światowym, musi on być sterowany regułami celów strategicznych.

Uniwersytet Stanforda może poszczycić się tym, że jego absolwenci założyli takie firmy jak Google, Cisco, Sun Microsystems, eBay. Czy możemy liczyć na to, że jeden z uczestników polskiego programu kiedyś założy firmę, która będzie tak wielkim sukcesem?

W czasie zajęć uczestników programu 500 najlepszych innowatorów mieliśmy wiele spotkań z inwestorami, przedstawicielami funduszy venture capital, ludźmi którzy zakładali wiele firm. W pewnym momencie zacząłem się obawiać, że może wprowadziłem niewłaściwy element do programu szkolenia młodych naukowców z Polski, bo przecież mogliby oni uznać, że jak najszybciej powinni uruchomić własne firmy i to jeszcze w Kalifornii. A ja wówczas musiałbym tłumaczyć się w Polsce z tego, że wykradłem wyśmienitych naukowców.

To była na szczęście tylko przelotna myśl. Dawało się wyraźnie zauważyć, że ci ludzie w znacznej części są nastawieni na uruchomienie nowej firmy ale w Polsce. Jestem pewien, że program 500 najlepszych innowatorów zrodzi wiele nowych firm, ale trudno przewidzieć czy któraś z nich stanie się przedsiębiorstwem globalnym. Na Uniwersytecie Stanforda każdego roku wydaje się kilkaset licencji do wykorzystania osiągnięć naukowych w biznesie, a mimo tego nawet w Dolinie Krzemowej nie powstaje kilkaset firm takich jak Cisco nawet w ciągu dziesięcioleci.

Innowacyjne firmy dziś kojarzą się przede wszystkim ze sferą wirtualną. Ich wspólnym elementem jest Internet. Czy rzeczywiście tylko w Internecie powinniśmy upatrywać źródeł innowacji? Trywializując to pytanie Internet nas nie ubierze, nie nakarmi i nie zapewni nam dachu nad głową.

Prawdziwą innowacyjnością jest wynalazek, który przeobraża się w wartość gospodarczą. Nie każde osiągnięcie związane z Internetem jest innowacyjne. Różne atrakcyjne aplikacje, które dostępne są na przykład w najnowocześniejszych telefonach komórkowych nie są innowacjami, a jedynie poprawkami czegoś co już od jakiegoś czasu istnieje. Prawdziwa innowacja musi mieć wpływ na jakość życia, czy funkcjonowanie gospodarki.

Firmy IT, technologiczne wciąż informują o nowościach. Trudno za tym nadążyć.

Nie powinniśmy się dać zwieść szumowi, który powstaje w branży informatycznej. Pamiętajmy, że ogromna liczba innowacji powstaje w innych dziedzinach, jak na przykład w gromadzeniu i przetwarzaniu energii słonecznej, w chemii, elektronice. W tym wszystkim oczywiście też bierze udział informatyka, ponieważ komputery wieloma procesami sterują i pomagają nam w tworzeniu modeli, projektowaniu, ale to jest tylko narzędzie.

Innymi słowy – nie powinniśmy się obawiać, jeśli nowy pomysł nie jest silnie związany z Internetem. Musimy jednocześnie mieć na uwadze to, że bez Internetu umożliwiającego szybkie przesyłanie ogromnych ilości danych, nie możemy być partnerem gospodarki globalnej. Tu należy dodać, że mimo szybkiego rozwoju Internetu w Polsce, jego wykorzystanie w gospodarce jest stosunkowo słabe. Jest mało firm, które są przygotowane do produkowania czegoś, co zaprojektowano na drugim końcu świata.

Historia gospodarcza pełna jest przykładów państw, które osiągnęły sukces „z niczego”, jak też takich, które mając wszelkie predyspozycje do bycia potęgami, te szanse marnotrawiły. Na jakiej ścieżce jest Polska patrząc z perspektywy profesora Uniwersytetu Stanforda?

Jestem przekonany, że model, zgodnie z którym rozwija się Polska przybliża ją do grona innowacyjnych liderów. Ten kraj nie stanie się Kuwejtem, bo nawet jeśli spełni się sen o gazie łupkowym, to będzie to jedynie dodatkowe źródło napędzające gospodarkę opartą na wiedzy. Polska jest krajem bogatym w zasoby intelektualne i powinna je wykorzystywać do maksimum, tym bardziej, że są one odnawialne. Po mojej przygodzie z pierwszą czterdziestką uczestników programu 500 najlepszych innowatorów nie mam wątpliwości, co do tego, że Polska ma zasoby intelektualne na najwyższym poziomie światowym. Ta grupa pokazała, że jest tak samo dobra, a czasem lepsza niż ich koledzy z Uniwersytetu Stanforda, uznawanego zazwyczaj za jeden z pięciu najbardziej innowacyjnych uniwersytetów na świecie.

Ostatnie pytanie dotyczy Stanów Zjednoczonych. Jak pan ocenia perspektywy rozwoju gospodarki amerykańskiej? Z jednej strony nie brakuje ekspertów wieszczących, że Ameryka jest pogrążona w marazmie i zrezygnowała z roli światowego przywódcy. Z drugiej strony nadal chyba trudno jest znaleźć drugi taki kraj, w którym na każdym kroku wpaja się jego mieszkańcom, również tym najmłodszym, że przyszłość jest przede wszystkim w ich rękach i głowach.

Uważam, że Ameryka nadal pozostaje krajem twórczym, pełnym ludzi z otwartymi głowami. Jest też państwem zdrowej dyskusji społecznej, która czasem może wyglądać jak brutalne pranie się po twarzach przed kamerami, ale tu więcej do zarzucenia mam tym, którzy sterują kamerami. Ameryka na pewno nie spełni złośliwych marzeń tych, którzy jeszcze za mojej młodości mówili, że ten kraj to co najwyżej subkultura, bo chodzi w kolorowych skarpetkach.

Rozmawiał Artur Burak

Prof. Piotr Moncarz, jest wykładowcą amerykańskiego Uniwersytetu Stanforda. Jest dyrektorem akademickim programu Top 500 Innovators, a także współzałożycielem i przewodniczącym US-Polish Trade Council – organizacji wspierającej współpracę pomiędzy USA i Polską. Był członkiem rady Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, należy również do Polskiej Akademii Nauk i Rosyjskiej Akademii Nauk Technicznych.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test