Naddniestrze – projekt Kremla na krawędzi bankructwa

09.02.2015
Ponad 20 lat bycia rosyjskim protektoratem zrujnowało gospodarkę samozwańczej Naddniestrzańskiej Mołdawskiej Republiki. Dziś Kreml chciałby pozbyć się balastu, otrzymując w zamian faktyczne prawo weta w sprawie mołdawskiej integracji z Unią Europejską i oficjalną akceptację przez Zachód aneksji Krymu.

Poroszence zarzucono, że „w rezultacie nielegalnych działań kontrolowanych przez niego firm wyprowadzono z Mołdawii ponad 50 mln dol. (CC By SA Global Panorama)


Najnowsza decyzja Kremla, który odmówił Naddniestrzańskiej Mołdawskiej Republice tradycyjnie wypłacanego co roku wsparcia finansowego, stawia pod znakiem zapytania przyszłość tego quasi-państwa. Bez rosyjskich 100 mln dol. jego instytucje będą mogły zapomnieć o realnym wykonywaniu swoich funkcji.

Finansowa mission impossible

Tegoroczny budżet Naddniestrza nie domyka się z deficytem przekraczającym 50 proc. Dochody zaplanowano na 1,6 mld rubli naddniestrzańskich, czyli 145 mln dol., podczas gdy wydatki na 3,4 mld rubli naddniestrzańskich (306 mln dol.). Władze samozwańczej republiki już otwarcie przyznały, że katastrofa ogarnęła praktycznie wszystkie sektory gospodarki.

– Odnotowano duży spadek produkcji w przemyśle lekkim, rolno-spożywczym, maszynowym i elektrotechnicznym. To branże zorientowane na eksport. Zmniejszenie wielkości ich produkcji i w konsekwencji przychodów prowadzi do zmniejszenia wpływów podatkowych – konstatowała minister rozwoju gospodarczego Aleftina Slinczenko.

Według niej katastrofa rozpoczęła się w kwietniu 2014 roku, czyli wraz z rosyjską aneksją Krymu i początkiem działań wojennych na Ukrainie, a jej główne czynniki to sytuacja u wschodniego sąsiada oraz dewaluacja rosyjskiej i ukraińskiej waluty.

Po raz kolejny zapowiedziano „kompleksowe działania w celu poprawy warunków działania poszczególnych sektorów gospodarki”, ale niemal na pewno nic one nie dadzą. Kasa Naddniestrza świeci pustkami, a Rosja nie chce już dawać pieniędzy.

Naddniestrze oskarża Mołdawię i Ukrainę o blokadę ekonomiczną.

– Wzmacniają się działania związane z blokadą, pojawiają się nowe mechanizmy nacisku, odmowa wydawania przedsiębiorstwom dokumentów niezbędnych dla przewozu ładunków, co odbija się na sytuacji gospodarczej. Obroty handlowe z Ukrainą zmniejszyły się, wiele przedsiębiorstw, dla których Ukraina była jedynym rynkiem zbytu, musiało ograniczyć lub wręcz wstrzymać produkcję. Utrudniony jest tranzyt produkcji przez terytorium Ukrainy do krajów WNP, pojawiły się problemy na granicy ukraińskiej, przez którą przestali przepuszczać obywateli Rosji mieszkających w Naddniestrzu, zatrzymują ładunki – wyliczała minister spraw zagranicznych Naddniestrza Nina Sztanski.

W ciągu trzech pierwszych tygodni 2015 roku wpływy z cła były dziesięciokrotnie niższe niż w analogicznym okresie roku 2014. By zachować środki na wypłaty emerytur i świadczeń socjalnych, Naddniestrze zostało zmuszone do radykalnego ograniczenia pozostałych wydatków budżetowych.

Ratunkiem dla pogrążającej się samozwańczej republiki w wizji przedstawianej przez jej władze miałoby być przyciągnięcie rosyjskich inwestycji i rozwinięcie więzów handlowych z krajami Związku Euroazjatyckiego – zadanie tyleż ambitne, co niewykonalne, biorąc pod uwagę wskaźniki gospodarcze Rosji, która sama boleśnie odczuwa skutki odpływu kapitału.

– Będziemy nadal szukać rosyjskiej pomocy w pierwszym rzędzie w kwestiach kontaktów handlowo-gospodarczych, co pozwoli nam zachować poziom produkcji przemysłowej i wpływów do budżetu – zapewnia Nina Sztanski.

Lekarstwo na wszystko – Rosja

Zbliżającą się katastrofę gospodarczą nad Dniestrem przeczuwano już parę lat temu. Jeszcze w 2011 r., podczas debat o „Strategii rozwoju Naddniestrza na lata 2012–2025” ich uczestnicy podkreślali fatalną sytuację gospodarczą z masową emigracją zarobkową, spadającym poziomem życia ludności i jednoczesnym wzrostem kosztów utrzymania, chronicznym deficytem budżetu niepozwalającym quasi-państwu na wypełnianie swoich zobowiązań wobec mieszkańców i jednoczesnym brakiem mechanizmów naprawy sytuacji, stałym wzrostem wydatków budżetu i równie stałym spadkiem dochodów, a w konsekwencji rosnącym zadłużeniem wewnętrznym i zewnętrznym.

Dysproporcje i sprzeczności założone w wewnętrznych regulacjach wpływających na rozwój gospodarczy nie zawierają stymulatorów wzrostu gospodarczego i zwiększenia inwestycji ani wewnętrznych, ani zewnętrznych, przy czym istotną rolę odgrywa status nieuznawanej republiki – konstatowano.

Sposobem przełamania sytuacji miał być rozwój sektora rolnego i zwiększenie jego udziału w PKB Naddniestrza w oparciu o tanie kredyty dla gospodarstw rolnych ze środków rosyjskich. Zwracano uwagę na konieczność stymulowania rozwoju małego i średniego biznesu poprzez usuwanie barier administracyjnych, pomoc finansową i konsultingową dla przedsiębiorców. Postulowano wprowadzanie innowacyjnych technologii w przemyśle, przyciąganie inwestycji zagranicznych i zmiany w systemie podatkowym, które miały stymulować eksport. Generalnie panaceum miała być jak najściślejsza integracja z Rosją, włącznie z formalnym wejściem NMR w skład Federacji Rosyjskiej.

Plan Juszczenki, biznesy Poroszenki

Jeszcze 10 lat temu wydawało się, że reintegracja Naddniestrza z Mołdawią jest na wyciągnięcie ręki. Grupa kontaktowa 5+2 (OBWE, Rosja, Ukraina, UE, USA + Mołdawia i Naddniestrze) przygotowywała rozwiązania mające zadowolić obie strony konfliktu. Na przeszkodzie stanął jednak nieoczekiwanie zakończony potężną aferą nad Dnieprem spór mołdawsko-ukraiński.

Wiosną 2005 r. Ukraina przedstawiła swój plan uregulowania sytuacji, w którym nie było mowy o przywróceniu terytorialnej integralności Mołdawii, stawiano za to nacisk na procesy demokratyzacji w samozwańczej republice Naddniestrza. Projekt zakładający uznanie podmiotowości republiki, nadający jej prawo uczestniczenia w procesie normalizacyjnym na równi z innymi uczestnikami, stał w sprzeczności z koncepcją OBWE i Mołdawii, które o przyszłości regionu chciały rozmawiać wyłącznie z bezpośrednim odpowiedzialnym za konflikt, czyli Kremlem. Od nazwiska ówczesnego prezydenta Ukrainy koncepcja ta otrzymała nazwę Planu Juszczenki, jednak jej faktyczne autorstwo przypisywano ówczesnemu sekretarzowi ukraińskiej Rady Narodowego Bezpieczeństwa i Obrony Petrowi Poroszence. Jak się okazało, prowadził on rozległe w kontrolowanym przez Moskwę regionie i miał tam powiązania sięgające jeszcze czasów ZSRR (ojciec Poroszenki był dyrektorem jednej z fabryk w Benderach).

Zestawienie naddniestrzańskich biznesów Petra Poroszenki opublikował w 2014 roku mołdawski serwis informacyjny NOI: „Petra Poroszenkę wiążą interesy biznesowe z wieloma firmami na terytorium regionu naddniestrzańskiego. Partnerem ukraińskiego oligarchy jest jego były kolega szkolny, eksfunkcjonariusz MSW Naddniestrza Siergiej Wołoszin. Razem władają akcjami fabryk Mołdawkabel, Benderskiego Zakładu Olejowego, Benderskiego Kombinatu Piekarniczego, browaru, fabryk Tigina i Floare. Oprócz tego Poroszenko wspólnie z Jussefem Charesem, byłym doradcą prezydenta Wiktora Juszczenki, jest współwłaścicielem naddniestrzańskiego przedsiębiorstwa MMZ. W Tiraspolu Petro Poroszenko jest akcjonariuszem fabryki Elektromasz” – wyliczał NOI przy okazji ogłoszenia wyników ukraińskich wyborów prezydenckich, które wygrał Poroszenko.

Krytykująca ukraiński projekt Mołdawia podkreślała, że ani nie zawiera on procedury wyprowadzenia z Naddniestrza stacjonujących tam wojsk rosyjskich, ani nie rozwiązuje kwestii kontroli towarowej i odprawy celnej eksportu z Naddniestrza na granicy z Ukrainą (Kiszyniów domagał się, by wszystkie towary pochodzące ze zbuntowanej prowincji odprawiane były przez mołdawskich urzędników celnych, na co Naddniestrze nie chciało sie zgodzić). Plan Juszczenki-Poroszenki spodobał się natomiast na Kremlu (w czerwcu 2005 r. jego wstępną akceptację zapowiedział Siergiej Ławrow, szef rosyjskiego MSZ). Spodobał się on także władzom samozwańczej republiki.

Kiszyniów uważał, że na drodze realizacji mołdawskiej wizji uregulowania konfliktu stoi osobiście Petro Poroszenko. W sierpniu 2005 r. mołdawskie stowarzyszenie Pro Europa rozesłało do mediów oświadczenie, w którym oskarżyło Poroszenkę o „bezpośrednie lobbowanie w Kijowie interesów naddniestrzańskiego reżimu Smirnowa-Antjufieewa” (Igor Smirnow w latach 1991–2011 był prezydentem Naddniestrza, Władimir Antjufiejew – wieloletnim szef tzw. Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego, a latem 2014 roku został wyznaczony przez Kreml na wicepremiera tzw. Donieckiej Republiki Ludowej).

Poroszence zarzucono, że „w rezultacie nielegalnych działań kontrolowanych przez niego firm wyprowadzono z Mołdawii ponad 50 mln dol. Korzystając z wpływów w służbach celnych i straży granicznej, miał również pomagać w przemycie broni na teren Naddniestrza przez port w ukraińskim Iliczewsku, „mając w tym swój interes”. Borys Asarow, szef stowarzyszenia, oskarżył ówczesnego sekretarza RNBO także o to, że kontrolując część akcji spółki Gemeni, do której należy centrum handlowe w Kiszyniowie, miał zlecić zabójstwo Konstantina Szuparskiego, innego jej akcjonariusza, oraz jego rodziny, a następnie przejąć jego udział w biznesie, i o związki z ojcem chrzestnym rosyjskiej mafii Semenem Mogilewiczem. Historię z tym związaną szczegółowo przedstawia wydany przez japoński Uniwersytet Hokkaido zbiór tekstów poświęconych problemowi Naddniestrza.

Sprawa ujawnienia kompromitujących informacji, za którą – jak twierdzili obrońcy sekretarza RNBO – stały mołdawskie służby specjalne, zakończyła się na Ukrainie hucznym skandalem, w wyniku którego Poroszenko został zwolniony. Ustępując ze stanowiska, oświadczył, że wszystkie jego działania były zgodne z prawem.

Równolegle z odrzuceniem planu Juszczenki mołdawski parlament przyjął ustawę mającą doprowadzić do reintegracji regionu. Naddniestrze uzyskiwało autonomię w ramach Mołdawii z własnym parlamentem, trzema językami oficjalnymi – mołdawskim, rosyjskim i ukraińskim – oraz prawo samodzielnego decydowania w sprawach rozwoju gospodarczego z możliwością nawiązywania kontaktów zewnętrznych w sferze gospodarczej. Warunkami, jak się okazało nie do przyjęcia dla zbuntowanej prowincji, były demokratyzacja i wycofanie rosyjskiego kontyngentu wojskowego. Na 10 lat sytuacja uległa zamrożeniu.

Naddniestrze w zamian za Krym?

– Naddniestrzańska Mołdawska Republika jest naszym partnerem, mamy podpisaną serię międzyresortowych porozumień, na podstawie których okazujemy praktyczne wsparcie dla wielu sfer życia Naddniestrza. Oficjalnie uważamy, że będąc naszym partnerem, Naddniestrze powinno być szczególnym regionem ze szczególnymi gwarancjami statusu w ramach jednolitego państwa mołdawskiego – oświadczył nieoczekiwanie w styczniu Grigorij Karasin, wiceszef rosyjskiego MSZ.

Równolegle rosyjskie media poinformowały o wstrzymaniu przez Rosję wypłaty obiecywanych wcześniej 100 mln dol. pomocy dla Naddniestrza.

W ocenie Anatola Taranu , szefa mołdawskiego Centrum Strategicznych Badań i Politycznego Konsultingu, za rezygnacją z dotowania Naddniestrza z rosyjskiego budżetu mogą stać próby sondowania przez Kreml akceptacji przez Zachód rozwiązania, w którym za pozorne wycofanie się z terytorium stowarzyszonej z Unią Europejską Mołdawii Moskwa miałaby wytargować akceptację dla aneksji ukraińskiego Krymu.

W istocie o żadnym wycofaniu Rosji z Naddniestrza nie byłoby mowy – wręcz przeciwnie, Kreml umocniłby swoją pozycję rozgrywającego w regionie, otrzymując jeszcze dodatkowe profity. Znad Dniestru wyjechaliby (najprawdopodobniej na front ukraiński) jedynie rosyjscy żołnierze, natomiast Rosja rozszerzyłaby swoje wpływy polityczne.

Koncepcja wydaje się podobna do rosyjskiej wizji Donbasu: Mołdawia otrzymałaby wymagający ogromnych dotacji region, zwalniając tym samym Kreml z konieczności ponoszenia kosztów przez coraz bardziej dziurawy rosyjski budżet, a Rosja dostałaby polityczny pakiet kontrolny pozwalający jej blokować eurointegracyjne plany Kiszyniowa. Zachód miałby uznać takie rozwiązanie za wystarczająco korzystne, by dorzucić jeszcze w ramach bonusu ukraiński Krym i znieść sankcje związane z okupacją półwyspu. Według planów Kremla Rosja miałaby w efekcie wystrychnąć Zachód na dudka, otrzymując za darmo korzyści ekonomiczne, polityczne i terytorialne. A jako że w decydującej o przyszłości regionu grupie 5+2 znajduje się Ukraina, jedną z kart rozgrywanych przez Władimira Putina w grze o los Naddniestrza, Krymu i pośrednio o przyszłości Donbasu mogą stać się prywatne interesy ukraińskich polityków.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły