NBP: Stabilny wzrost gospodarczy do 2017 roku

13.07.2015
W 2015 roku inflacja będzie trochę niższa, a wzrost PKB trochę wyższy niż zakładał NBP w marcowej projekcji. PKB wzrośnie o 3,6 proc. w tym i w 2017 roku. W 2016 roku, w czasie przejściowym między jedną a drugą perspektywą unijną, będzie to 3,4 proc. Inflacja jednak nie wróci do celu.


Takie wyniki przynosi lipcowa projekcja inflacji i PKB przygotowana przez Instytut Ekonomiczny Narodowego Banku Polskiego. Jego dyrektor prof. Andrzej Sławiński mówił o „stonowanym optymizmie”. Optymizmie, bo w strefie euro powraca jednak ożywienie. Stonowanym, bo niewiadomymi są Grecja i Chiny.

– Gdy obniżono jednostkowe koszty pracy i zmniejszono wydatki budżetowe w Portugalii i Hiszpanii to bardzo silnie wzrósł eksport obu krajów, więc pojawiły się źródła spłaty zadłużenia. W Grecji tak się nie stało. To jest kraj, który pomijając inne strukturalne słabości, nie ma po prostu dużego przemysłu. Dramat Grecji polega na tym, że ten już obniżony poziom konsumpcji wciąż może być za wysoki w stosunku do możliwości greckiej gospodarki – tłumaczył prof. Andrzej Sławiński.

– W Chinach istotne jest pytanie czy zwiększone wydatki budżetowe będą w stanie złagodzić wpływ lodowatego wiatru, który wieje na koniunkturę z sektora budowlanego, gdzie mamy duży nadmiar podaży. To jest główne ryzyko, a nie chińska giełda, która nie jest dużym rynkiem – dodał.

Nawet jednak gdyby wydarzenia w obu tych państwach przybrały zły obrót polska gospodarka wyszłaby z nich obronną ręką. Negatywny scenariusz przygotowany przez NBP zakłada, że wzrost PKB wciąż byłby w okolicach 2,5 proc., a niska inflacja nie zamieniłaby się w deflację.

Scenariusz bazowy jest oczywiście lepszy. W latach 2015-2017 dynamika PKB ma się ustabilizować na poziomie średnio 3,6 proc. rok do roku, a wzrost ma bazować głównie na rosnącej konsumpcji oraz inwestycjach prywatnych przy ujemnym wkładzie eksportu netto. Jest to zresztą tendencja ogólnoświatowa, że wzrost ma głównie źródła wewnętrzne, bo faza intensywnego handlu i rozwoju globalizacji wydaje się być za nami.

Oprac. DG

– Widzę podobną ścieżkę dynamiki PKB jak bank centralny, z ewentualnym odchyleniem na plus dzięki jeszcze wyższej od zakładanej konsumpcji. Rozumiem jednak, że NBP z natury rzeczy nie mógł założyć w prognozach większej stymulacji fiskalnej, która prawdopodobnie nastąpi po wyborach parlamentarnych i która do tego wzrostu konsumpcji się przyczyni – mówi Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

– Założenie, że popyt krajowy i inwestycje przyczynią się w najbliższych latach do wzrostu na poziomie 3,6 proc. jest uzasadnione. Trudno bowiem zakładać dalsze utrzymanie takiego wkładu eksportu netto. W ogóle oczekiwania co do tego co się stanie w strefie euro, która jest tego eksportu odbiorcą, muszą być stonowane – uważa z kolei Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Jak w każdej z ostatnich projekcji problemem jest inflacja. Analitycy NBP zakładają, że bez zmiany stóp procentowych i przy powrocie do 22 proc. stawki VAT w 2017 roku, co wynika z ustawy, inflacja CPI osiągnie 1,6 proc. w 2017 roku. Gdyby ustawę zmieniono utrzymując 23 proc. VAT inflacja mogła by zbliżyć się do 2 proc. To nadal poniżej 2,5 proc. celu inflacyjnego (z pasmem odchyleń o 1 punkt procentowy).

Niska inflacja w długim terminie ma wynikać z niskiej presji popytowej, niskich cen importu wynikających tylko z umiarkowanej poprawy koniunktury w strefie euro oraz niskich cen ropy naftowej i surowców rolnych na rynkach światowych.

– W ostatnich latach o polskiej inflacji decydowały czynniki zagraniczne. Patrząc na to co dzieje się z kursem walutowym, z cenami ropy i żywności faktycznie trudno zakładać inną ścieżkę inflacji niż zrobił to NBP. Ona mogła by być wyższa gdyby wzrost popytu w 2016 i 2017 roku był większy niż w dzisiejszych założeniach, albo gdyby podjęto jakieś decyzje czysto administracyjne – mówi Jarosław Janecki.

– Nieosiągnięcie cele inflacyjnego byłoby problemem gdyby Polska była samotną wyspą, która nie podołała temu zadaniu. Tymczasem jest to zjawisko szersze, rzecz charakterystyczna dla wielu gospodarek na świecie. Choćby dlatego nie zaczynałbym dyskusji o obniżeniu tego celu przez przyszłą Radę Polityki Pieniężnej – mówi Janusz Jankowiak.

W lipcowym raporcie o inflacji znalazła się także ciekawa ramka, z której wynika, że Polska jest jedną z najbardziej zrównoważonych gospodarek w Europie. Przynajmniej według Alert Mechanism Report przygotowywanego co roku przez Komisję Europejską. Kryteria oceny bazują na jedenastu wskaźnikach makroekonomicznych i makrofinansowych.

>> Czytaj także Nierównowaga dopada nawet niemiecką gospodarkę”.

„Nie ma oznak nierównowagi na rynku nieruchomości, zadłużenie sektora prywatnego i publicznego należy do najniższych w Europie, a nadwyżka w handlu zagranicznym w latach 2013-2014 umożliwiła ograniczenie ujemnego salda obrotów bieżących do najniższego poziomu od 2004 r.(…) Ponadto, zgodnie z aktualnymi danymi, wskaźnik bezrobocia po raz pierwszy obniżył się poniżej progu granicznego, przy rekordowym poziomie zatrudnienia i stabilnym wzroście produktywności, ograniczającym jednostkowe koszty pracy” – wymieniono w raporcie o inflacji.

Jedynym wskaźnikiem, w którego wypadku Polska przekroczyła próg ustalony przez KE, jest międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto (MPI), wyrażająca różnicę między aktywami i pasywami zagranicznymi wszystkich podmiotów krajowych w relacji do PKB.

Video z prezentacji raportu oraz sam raport na stronach NBP.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test