Niemcy mają dość sankcji wobec Rosji

20.09.2017
Przed wyborami w Niemczech przedstawiciele wszystkich głównych partii zadeklarowali, że zależy im na polepszeniu stosunków z Rosją. Większość z nich opowiedziała się ponadto za przynajmniej częściowym zniesieniem sankcji wobec tego kraju. Domagają się tego także wpływowe niemieckie organizacje biznesowe.


Mimo że przywódcy UE zdecydowali w marcu 2015 r., że zniesienie sankcji wobec Rosji nastąpi dopiero po pełnym wdrożeniu porozumienia pokojowego z Mińska, to w ostatnich miesiącach w stolicach europejskich pojawia się coraz więcej głosów wzywających do złagodzenia polityki wobec Rosji. Były one głośne szczególnie podczas kampanii wyborczej w Niemczech. W porównaniu do 2013 r., czyli okresu sprzed aneksji Krymu, niemiecki eksport do Rosji zmniejszył się o 14 mld euro, czyli o 40 proc. Nic więc dziwnego, że wszystkie niemieckie partie, które będą miały swoich przedstawicieli w nowym Bundestagu, zapowiadają chęć poprawy relacji gospodarczych z Rosją.

Zakończenia sankcji wobec Rosji i pogłębienia współpracy gospodarczej z Rosją. W podobnym duchu chce prowadzić politykę zagraniczną Alternatywa dla Niemiec (AfD), partia, która po raz pierwszy będzie miała swoich deputowanych w Bundestagu. Prawicowo-populistyczna AfD chce zachować NATO, ale znacząco go zmienić oraz pozbawić Turcję członkostwa w Sojuszu.

W podobnym duchu chce prowadzić politykę zagraniczną postkomunistyczna Lewica (LINKE). „W miejsce polityki zbrojeń, konfrontacji i sankcji przeciw Rosji, którą prowadzi rząd federalny, wprowadzimy politykę na rzecz pokoju i rozbrojenia” – zapowiada w swoim programie wyborczym.

Ta partia jest spadkobierczynią partii komunistycznej, która rządziła w Niemczech wschodnich do upadku NRD. Nic więc dziwnego, że domaga się „nowej orientacji” wobec Rosji oraz krytykuje działania wzmacniające wschodnią flankę NATO, żąda rozwiązania Sojuszu oraz sprzeciwia się zwiększeniu niemieckich wydatków na obronność.

Obydwie partie w żaden sposób nie łączą ewentualnego zniesienia sankcji z wypełnieniem przez Moskwę zobowiązań pokojowych z Mińska.

Ani Lewica ani AfD nie mają szans na uczestnictwo w rządzie po obecnych wyborach. W sumie są one popierane przez około 20 proc. niemieckich wyborców i ich postulaty dotyczące Rosji wyrażają nastroje znacznej części Niemców w tej kwestii. Nic więc dziwnego, że za złagodzeniem polityki opowiadają się również politycy, którzy są częścią obecnego rządu RFN lub mają duże szanse, by się w nim znaleźć po wyborach.

Jednoznacznie prorosyjskie stanowisko w tej kwestii zajmują niemieccy socjaldemokraci. Uzasadniają to dziedzictwem polityki odprężenia, którą na początku lat 70. zainicjował wobec ZSRR i całego bloku wschodniego kanclerz Willy Brandt. Ich krytycy wskazują jednak na to, że ich postawa ma więcej wspólnego z politycznymi wpływami Gerharda Schrödera, który był kiedyś mentorem wielu obecnych liderów SPD, a obecnie jest lobbystą Gazpromu.

W swoim programie SPD opisuje Rosję jako kraj kluczowy dla bezpieczeństwa i pokoju w Europie i te cele można osiągnąć „wyłącznie wspólnie z Rosją, a nie obok lub przeciwko niej”. W związku tym niemieccy socjaldemokraci proponują „deeskalację i powrót do dialogu oraz zróżnicowane używanie mechanizmów sankcji”. W nieco prostszym języku oznacza to „stopniowe znoszenie sankcji przeciw Rosji przy istotnych postępach przy wdrażaniu porozumienia z Mińska”.

Z ostatnich wypowiedzi Sigmara Gabriela, szefa niemieckiej dyplomacji i wpływowego polityka SPD, wynika, że w jego ocenie nawet drobny gest ze strony Moskwy mógłby zostać uznany jako powód do zmian w europejskiej polityce wobec Rosji. Jego zdaniem oczekiwanie pełnego wdrożenia ustaleń z Mińska jest „iluzoryczne” i sankcje powinny być już znoszone w sytuacji utrzymywania się rozejmu we wschodniej Ukrainie.

W czerwcu w St. Petersburgu szef MSZ Sigmar Gabriel spotkał się w towarzystwie Gerharda Schrödera na kolacji z prezydentem Władimirem Putinem. Mimo pytań ze strony dziennikarzy i posłów Partii Zielonych do tej pory nie ujawniono dokładnego tematu rozmów tych polityków. Ostatnie wypowiedzi Gabriela na temat polityki wobec Rosji traktowane są jako sprzeczne z dotychczasową linią rządu w Berlinie.

Oficjalnie władze RFN nie zmieniają swojego stanowiska w tej sprawie, chociaż także kanclerz Angela Merkel (CDU) sygnalizuje wolę współpracy z Rosją. Niedawno stwierdziła, że europejskie sankcje przeciw Rosji zostaną zniesione, gdy tylko „zapanują pokojowe warunki na wschodzie Ukrainy”. Takich zapowiedzi nie ma we wspólnym programie wyborczym chadeckich partii CDU/CSU. Za to dość daleko idące sformułowania znajdują się w dokumentach bawarskiej CSU. Według tej partii „sankcje przeciw Rosji nie mogą być stanem trwałym”, a Niemcy muszą „budować mosty do Rosji”. W związku z tym CSU chce opracować harmonogram znoszenia sankcji, które byłyby „uchylane wraz ze stopniowym wprowadzeniem w życie postanowień z Mińska”.

Jeśli pozwoli na to arytmetyka powyborcza, to partnerem koalicyjnym CDU/CSU będą Partia Zielonych lub liberałowie z FDP. Niewykluczony jest także sojusz z udziałem obydwu tych partii. W tradycji politycznej RFN to właśnie mniejsze partie obejmują ministerstwo spraw zagranicznych. Jak na razie obydwa te ugrupowania opowiadają się za utrzymaniem sankcji przeciw Rosji.

„Uważamy ukierunkowane sankcje UE wobec osób odpowiedzialnych [za rosyjskie działania na Ukrainie – przyp. AG] oraz publicznych i prywatnych instytucji za skuteczny środek polityki zagranicznej” – deklarują Zieloni i w związku opowiadają się za utrzymaniem sankcji wobec Rosji. Tak jednoznaczna deklaracja odróżnia ich nie tylko od innych ugrupowań lewicowych, ale także od reszty niemieckich partii politycznych.

W podobnym tonie utrzymana jest deklaracja programowa FDP. Według tej partii możliwe jest nawet „zaostrzenie sankcji w przypadku ponownej eskalacji militarnej”. Z drugiej strony liberałowie gotowi są je łagodzić lub całkowicie znieść, jeśli dojdzie do „istotnych ustępstw ze strony rosyjskiego rządu”. Ostatnio jednak przewodniczący FDP Christian Lindner wystąpił z wypowiedziami, które podważają te zapowiedzi. W jego opinii obecny status Krymu powinien zostać uznany jako „trwałe prowizorium”, dzięki czemu możliwy byłby powrót do współpracy z Rosją. Ponieważ temu pomysłowi sprzeciwili się inni wpływowi liberałowie, nie jest do końca jasne, jaki kurs w tej sferze może objąć po wyborach FDP.

Regularnie przeciwko sankcjom przeciwko Rosji wypowiada się część przedstawicieli niemieckiego biznesu. Jest to oczywiste szczególnie w przypadku koncernów energetycznych współpracujących z Gazpromem i Rosneftem oraz niemieckich przedsiębiorstw eksportujących maszyny i urządzenia przemysłowe do Rosji. Najbardziej aktywna w tej dziedzinie jest Komisja Wschodnia Niemieckiej Gospodarki (Ost-Ausschuss der Deutschen Wirtschaft), która reprezentuje interesy niemieckich koncernów i firm działających w 21 krajach Europy Środkowej i Wschodniej oraz w Azji Centralnej.

Według przedstawionego w czerwcu raportu tej instytucji obciążenia dla Europy i Rosji związane z sankcjami wyniosły „przynajmniej kilkadziesiąt dolarów”. Zdaniem szefa Komisji Wschodniej Wolfganga Büchele do tego dochodzą „trudne do wyliczenia psychologiczne straty po stronie przedsiębiorstw i konsumentów”. „Stosunki gospodarcze nie powinny być politycznie instrumentalizowane. Gdy sankcje stają się politycznym panaceum tracą na tym szczególnie Niemcy, które są krajem uzależnionym od eksportu” – mówił na czerwcowej konferencji Wolfgang Büchele, szef Komisji Wschodniej Niemieckiej Gospodarki.

Francja w Rosji inwestuje bez oporów

W ocenie prof. Hannesa Adomeita, politologa i eksperta ds. rosyjskich, ten lobbing na rzecz zniesienia sankcji ze strony organizacji gospodarczych nie w pełni jednak odzwierciedla opinie wśród niemieckich przedsiębiorców. „Większość z nich akceptuje sankcje, a w relacjach z Rosją kluczowe jest dla nich bezpieczeństwo prawne. Jego brak prowadzi do takich sytuacji jak w przypadku Siemensa, którego turbiny gazowe trafiły wbrew kontraktowi na Krym” – mówił niedawno na konferencji w Warszawie prof. Hannes Adomeit.

Jego zdaniem niemieckie elity polityczne ulegają iluzji uważając, że podobnie jak w latach 70. i 80. uda im się porozumieć z zapleczem przywódców na Kremlu. „W czasach Michaiła Gorbaczowa byli to ludzie wywodzący się z instytucji naukowych, zainteresowani współpracą z Zachodem. Tymczasem najbliższe otoczenie Władimira Putina pochodzi z resortów siłowych i ma zupełnie inne cele niż rozwój współpracy gospodarczej” – analizuje prof. Hannes Adomeit.

W sierpniu prezydent Donald Trump podpisał ustawę, na mocy której może wprowadzić sankcje także wobec europejskich firm współpracujących z Rosją w dziedzinie energetyki. Restrykcje mogą dotyczyć m.in. niemieckich koncernów współpracujących z Gazpromem przy budowie gazociągu Nord Stream 2. Te zapowiedzi spotkały się z ostrą krytyką przedstawicieli niemieckiego biznesu, a ich opinie wsparł nie tylko wicekanclerz Sigmar Gabriel (SPD), ale również kanclerz Angela Merkel (CDU).

O losach europejskich sankcji przeciw Rosji zdecydują przywódcy UE zapewne na początku przyszłego roku. By je utrzymać konieczna jest jednomyślność wszystkich 28 państw członkowskich.

Unia Europejska wprowadziła sankcje przeciw Rosji w marcu 2014 r. Była to reakcja na aneksję Krymu i konflikt zbrojny we wschodniej Ukrainie. Dotyczyły one m.in. osób fizycznych i prawnych, które były zaangażowane w te działania, oraz sektora zbrojeniowego, energetycznego i finansowego. Od tego czasu europejskiej sankcje były sukcesywnie przedłużane. W czerwcu przywódcy UE zdecydowali, że sankcje gospodarcze będą obowiązywać do 31 stycznia 2018 r. Niedawno zaś rządy Unii zdecydowały o przedłużeniu do 15 marca 2018 r. sankcji indywidualnych wobec 149 osób fizycznych i 38 prawnych, głównie z Rosji. Z kolei Rosja wprowadziła w sierpniu 2014 r. embargo na żywność z Unii. Było ono parokrotnie przedłużane i na razie ma obowiązywać do końca 2017 r.

Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test