content

Niepewna przyszłość Chile

04.11.2015
Gdy na początku października byłem w Chile, uderzyła mnie rozbieżność między sukcesem wolnorynkowej polityki, jaką od dawna stosuje ten kraj, a bieżącym programem lewicowej prezydent, Michelle Bachelet. Jak rozbieżność ta zostanie rozwiązana, będzie istotnie nie tylko dla mieszkańców Chile, ale dla tych, którzy uważają kraj ten za model osiągnięć zdrowej polityki ekonomicznej.

Kopalnia miedzi Chuquicamata w Calama w Chile (CC BY-SA Peter Collins)


Chile ma najlepsze wyniki gospodarcze w Ameryce Południowej. PKB per capita przekracza tam 22 tys. dol. (w ujęciu parytetu siły nabywczej) i jest wyższy niż w Argentynie, Brazylii i Meksyku. Nic więc dziwnego, że Chile uważa się za kraj rozwinięty – jako jedyne państwo w Ameryce Łacińskiej należy ono do OECD.

Głównym bogactwem Chile jest miedź, na którą przypada połowa eksportu. Wprawdzie Codelco – największy w świecie producent miedzi – należy do rządu, ale jest to jedyna chilijska firma, stanowiąca własność publiczną. Przychody firmy zmieniają się zależnie od globalnej ceny miedzi. W niektórych latach przynosi ona zatem rządowi wysokie dochody, w innych natomiast okresach (na przykład w tym roku) kurczą się one na skutek spadku globalnej ceny tego surowca. Rząd stosuje tu mądrą strategię fiskalną: w latach wysokich przychodów z miedzi osiąga nadwyżki budżetowe, przy czym te dodatkowe środki przekazywane są do narodowego funduszu stabilizacyjnego.

Ale nawet gdy ceny miedzi są tak niskie jak obecnie, deficyt budżetowy wynosi w Chile jedynie 2 proc. PKB. W efekcie ostrożnej strategii fiskalnej dług publiczny odpowiada tam zaledwie 16 proc. PKB, a rating kredytowy Chile jest najlepszy w Ameryce Łacińskiej.

Podatki i inne przychody rządowe to niespełna 20 proc. PKB. Połowę wpływów podatkowych stanowi podatek od wartości dodanej, który jest w zasadzie podatkiem od konsumpcji. Wprawdzie podatek od dochodów osób prawnych także obowiązuje, ale jest on zintegrowany z podatkiem od dochodów osobistych w taki sposób, by zmniejszyć jego szkodliwy wpływ na inwestycje i produkcję.

Chile znane jest z systemu emerytalnego, opartego na prywatnych inwestycjach. Zatrudnieni zobowiązani są do przekazywania 10 proc. płac do wybranej prywatnej firmy emerytalnej, potem zaś mogą wybrać którąś z proponowanych przez nią strategii. Rząd zatwierdza zakres strategii inwestycyjnych, które różnią się od siebie pod względem możliwego udziału akcji oraz papierów o stałym dochodzie. W przypadku osób, które przez całe dorosłe życie pracowały i płaciły składki, może to zapewnić świadczenia wynoszące ponad połowę dochodu sprzed przejścia na emeryturę.

Ponadto zdrowa polityka pieniężna, jaką prowadzili liczni utalentowani szefowie banku centralnego (którego niezależność zawarowana jest w konstytucji) zapobiegła inflacji i spowodowała utrzymanie długoterminowych stóp procentowych na stosunkowo niskim poziomie. Cel inflacyjny wnosi w Chile 3 proc. z możliwością odchyleń o 1 punkt na plus lub na minus. W tym roku spodziewana jest inflacja na poziome 3,9 proc., a oprocentowanie obligacji dziesięcioletnich wynosi zaledwie 4,4 proc. A ponieważ bank centralny strzeże reżimu swobodnego kształtowania kursu walutowego, Chile nie grozi kryzys zadłużenia zagranicznego, jakiego doświadczają inne kraje latynoamerykańskie.

Chile jest także zdecydowanym zwolennikiem swobody handlu. Z ponad 20 krajami ma umowy o wolnym handlu, jest także członkiem powstającego właśnie Partnerstwa Transpacyficznego. Gospodarka korzysta także na otwartości wobec inwestycji zagranicznych; wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych sięga 80 proc. PKB.

Praktycznie nie ma tam analfabetyzmu: 98 proc. dorosłych mieszkańców umie czytać i pisać. Młodzi ludzie przeciętnie w różnych typach szkół – od podstawowej do wyższej – spędzają średnio 15 lat.

Wspaniałe wyniki gospodarcze Chile to efekt wolnorynkowych rozwiązań, wprowadzonych podczas dyktatury wojskowej generała Augusto Pinocheta, ale utrzymywanych i wzmacnianych przez demokratycznie wybierane rządy przez 25 lat po jego ustąpieniu. Jest więc zadziwiające, że mimo powodzenia i popularności tej polityki chilijscy wyborcy głosowali na prezydenta i parlament, który – jak się obecnie obawia wielu Chilijczyków – może tym osiągnięciom zagrozić.

W programie Bachelet kładzie się nacisk na trzy zmiany. Kluczowym jego elementem będzie bezpłatna edukacja na poziomie wyższym, wzorowana na systemach europejskich. Sfinansowanie reformy edukacyjnej wymagać będzie wyższych stawek podatkowych. Zmiany obejmą także prawo pracy, a ich celem jest wzmocnienie roli związków zawodowych.

Krytycy Bachelet twierdzą, że zamierzenia te już powodują obniżenie inwestycji firm i są przyczyną stosunkowo wolnego wzrostu gospodarczego. Martwią się także, iż nowe przepisy prawa pracy zniechęcą inwestorów, zarówno krajowych, jak i zagranicznych.

Na szczęście społeczeństwo Chile nie wykazuje żadnych skłonności do naśladowania błędów kilku innych krajów Ameryki Południowej, zwłaszcza Wenezueli, Ekwadoru, Brazylii i Argentyny.

Nawet krytycy Bachelet przyznają jednak, że nie zmienią się podstawy polityki makroekonomicznej Chile, obejmujące niezależny bank centralny, czuwający nad stabilnością cen, wolny handel i swobodę kształtowania kursu walutowego oraz politykę budżetową, nastawioną na utrzymanie niskiego deficytu i długu publicznego.

Kadencja Bachelet kończy się w 2017 roku. Według konstytucji nie może się ona ubiegać o następną kadencję. Istotne będzie zatem przyjrzenie się wyborom, które się wówczas odbędą.

Martin Feldstein, profesor ekonomii w Harvard University oraz emerytowany prezes Krajowego Biura Badań Ekonomicznych (National Bureau of Economic Research), w latach 1982-1984 przewodniczył Zespołowi Doradców Ekonomicznych prezydenta Ronalda Reagana. 

© Project Syndicate, 2015

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły