Niepewność gospodarcza na świecie osłabia wzrost

05.04.2019
Gospodarka globalna spowalnia, w dużej mierze z powodu powszechnego poczucia niepewności, której głównym źródłem jest trwająca amerykańsko-chińska wojna handlowa. Według MFW ok. 70 proc. światowej gospodarki doświadczy spowolnienia w tym roku.


Konflikt handlowy między Stanami Zjednoczonymi a Chinami doprowadził do obniżenia poziomu inwestycji i konsumpcji w obu krajach, a także wśród ich partnerów handlowych. Mimo, że per se ten konflikt nie miał dotychczas szczególnie dużego, negatywnego wpływu na gospodarki USA i Chin, poza wybranymi sektorami, to podważa on przyszłość globalnych powiązań gospodarczych i zagraża globalnemu wzrostowi gospodarczemu.

Wynika to przede wszystkim z głębokiego poczucia niepewności, które dotyczy nie tylko samych sporów handlowych, ale także perspektyw wzrostu gospodarczego, wysokiego poziomu zadłużenia, niedoszacowania poziomu ryzyka na rynkach finansowych oraz uwarunkowań politycznych.

W Stanach Zjednoczonych, gdzie dotychczas odnotowywano relatywnie dobre poziomy wzrostu PKB, wygasają efekty procyklicznego bodźca fiskalnego, który do niedawna był powodem zacieśniania polityki pieniężnej przez Rezerwę Federalną. Ponadto w USA spada wydajność, co będzie dodatkowo działało w kierunku osłabienia wzrostu gospodarczego w dłuższym terminie. Ta tendencja jest częściowo spowodowana opóźnieniami we wdrażaniu nowych technologii cyfrowych oraz rosnącym niedopasowaniem umiejętności na rynku pracy.

W Chinach trwa spowolnienie gospodarcze, któremu władze starają się przeciwdziałać poprzez zastosowanie bodźców monetarnych, kredytowych i fiskalnych. Sukces tych działań odnowiłby zaufanie uczestników rynku. Jednak gospodarka chińska boryka się z problemami strukturalnymi, spośród których można wymienić ugruntowane asymetrie publiczno-prywatne w gospodarce i systemie finansowym, brak zaufania ze strony sektora prywatnego, czy też wysoki poziom dźwigni finansowej. Obecne policy-mix może zatem okazać się niewystarczające, aby utrzymać relatywnie wysokie tempo wzrostu PKB w Państwie Środka, a powrót obaw o dalsze lub większe spowolnienie może spowodować niepokój na rynkach.

Davos: Chiny języczkiem u wagi

Strefa euro także zwalnia, na co wpływ mają zarówno czynniki o charakterze krajowym – takie jak wydarzenia polityczne we Francji, Włoszech i Niemczech, regionalnym, jak i globalnym. W szczególności problemy Niemiec – ze względu na duży sektor przemysłowy i znaczne powiązania z Chinami – mają skutki uboczne w całej Europie.

Włochy z kolei od dwóch lat zmagają się z niskim wzrostem gospodarczym, a bezrobocie wśród młodych ludzi sięgnęło poziomu 32 proc. Ponadto włoski rząd w sposób konfrontacyjny podchodzi do unijnych reguł fiskalnych, a biorąc pod uwagę to, że dług publiczny Włoch zwiększył się do 140 proc. PKB, istnieją powody do obaw, że wzrost rentowności obligacji rządowych – jak miało to miejsce w latach 2010-2012 – może wywołać kryzys fiskalny. Gdyby tak się stało, nie jest jasne, jak zareaguje Europejski Bank Centralny. Niezależnie od tego, brak silniejszego wzrostu w strefie euro zwiększy kruchość włoskiego sektora bankowego, ponieważ poziom kredytów zagrożonych rośnie wraz z obniżeniem tempa wzrostu gospodarczego. To z kolei spowodowałoby zaostrzenie warunków kredytowych i negatywne skutki dla innych, zdrowych sektorów włoskiej gospodarki.

W skali ogólnoświatowej, niepokojącą słabością jest wysoki poziom zadłużenia – zarówno publicznego, jak i prywatnego – który wzrósł zwłaszcza w ostatnich latach, kiedy główne banki centralne prowadziły niekonwencjonalną politykę pieniężną. Według MFW poziom globalnego długu do PKB wynosi 250 proc., czyli o około 30 punktów procentowych więcej niż w przededniu kryzysu finansowego w 2008 roku.

Obsługa wysokiego poziomu zadłużenia w trakcie możliwej recesji byłaby dużym wyzwaniem dla polityki gospodarczej w wielu krajach – zarówno rozwiniętych, jak i wschodzących. Wyzwanie to byłoby znacznie większe, gdyby dług był w posiadaniu kredytobiorców o wątpliwej wiarygodności kredytowej. Taki scenariusz mógłby bowiem doprowadzić do fali niewypłacalności i zwiększyć zmienność na rynku finansowym.

Jednocześnie istnieje wiele faktów świadczących o tym, że okres luzowania ilościowego i niskich stóp procentowych doprowadził do wyraźnego pogorszenia standardów udzielania kredytów. Dla przykładu wielkość rynku kredytów lewarowanych (leveraged lending) w USA podwoiła się do ponad 1,2 bln dol. z około 600 mld dol. w okresie sprzed ostatniego kryzysu finansowego.

Znacząco wzrosła także akcja kredytowa dla przedsiębiorstw charakteryzujących się niską wiarygodnością kredytową na rynkach wschodzących. Szczególnie niepokojące jest to, że ponad 3 bln tego zadłużenia jest denominowane w dolarach amerykańskich, a osłabienie wzrostu światowej gospodarki oraz umocnienie dolara będzie oznaczało problemy z jego obsługą.

Ważnym powodem do zmartwienia jest także niedoszacowanie wyceny ryzyka na rynku finansowym w obecnym cyklu gospodarczym. Przed ostatnim kryzysem błędna wycena ryzyka była w dużej mierze ograniczona do rynku kredytów hipotecznych w Stanach Zjednoczonych. Dziś wydaje się to dotyczyć wielu rynków na całym świecie, a ewentualna zmiana wyceny ryzyka, pęknięcie baniek na rynkach akcji lub nieruchomości mogą doprowadzić do znacznych zawirowań i korekty na rynku finansowym. Przykładami rynków, których dotyczy niedowartościowanie ryzyka są amerykański rynek długu o wysokiej rentowności (high yield), rynek długu korporacyjnego w gospodarkach wschodzących, czy też rynki długu państwowego w wysoko zadłużonych krajach, takich jak Włochy.

Obecnie, mimo że większość głównych banków centralnych cechuje się nadal akomodacyjną polityką monetarną, to nie mają one za dużo przestrzeni na dodatkowe złagodzenie polityki pieniężnej w przypadku wystąpienia niekorzystnych zdarzeń. Z kolei wykorzystanie polityki fiskalnej nie zawsze jest możliwe, a impuls pojawia się zazwyczaj ze znacznym opóźnieniem, gdy spowolnienie wzrostu już trwa.

Niepewność zwiększają także wydarzenia polityczne. W 2020 roku w Stanach Zjednoczonych odbędą się wybory prezydenckie. Ich wynik będzie miał wpływ na możliwe scenariusze polityki gospodarczej w największej gospodarce świata, które mogą dotyczyć zarówno działań antymonopolowych przeciwko głównym platformom cyfrowym, jak i poważnych zmian w systemie podatkowym.

W Europie głównym źródłem niepewności jest obecnie proces wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Tzw. twardy brexit z pewnością negatywnie wpłynie na zaufanie przedsiębiorców i inwestorów w Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej.

Z kolei w maju uwaga będzie skupiona na wyborach do Parlamentu Europejskiego, których rezultaty mogą doprowadzić do radykalnych zmian personalnych w Radzie i Komisji Europejskiej – jeśli na przykład większą reprezentację uzyskają partie anty-establishmentowe. Taki scenariusz mógłby zmniejszyć prawdopodobieństwo, że Unia Europejska podejmie bardzo potrzebne reformy strukturalne, dotyczące m.in. sfery fiskalnej.

Dodatkowo Europa pozostaje w tyle za innymi krajami w zakresie innowacji i wdrażania nowych technologii cyfrowych. Jednak same technologie cyfrowe również przyczyniają się do zwiększenia niepewności na świecie. Zakres, w jakim platformy cyfrowe mogą wpływać na procesy polityczne, jest niejasny. Istnieją jednak dowody sugerujące, że przynajmniej częściowo umożliwiły one wpływanie na demokratyczne wybory społeczeństw. Ponadto technologie cyfrowe wyznaczają także nowe i silne trendy gospodarcze, które mają i będą miały swoje odzwierciedlenie zwłaszcza na rynku pracy i w nierównościach dochodowych, co można już zaobserwować w gospodarkach rozwiniętych.

Wreszcie, cała globalna gospodarka przechodzi przemianę ze względu na rozwój krajów wschodzących, zwłaszcza w Azji, oraz cyfrową transformację modeli biznesowych i globalnych łańcuchów dostaw. Usługi stanowią coraz większy udział w globalnym handlu, dlatego są poszukiwane nowe źródła przewagi komparatywnej. Lokalizacja rynków docelowych i konfiguracja łańcuchów dostaw ulegają ciągłym zmianom. I choć oczywistym jest, że globalne struktury i zasady zarządzania gospodarczego i finansowego wymagają dostosowania do nowych warunków oraz wzmocnienia, to instytucje międzynarodowe nie posiadają odpowiednich uprawnień do przeforsowania takich zmian, a rządy wiodących potęg gospodarczych nie wydają się sprostać temu zadaniu.

Przy mniejszej dominacji USA i mniejszej skłonności do zapewnienia globalnego przywództwa gospodarczego i finansowego, niestabilność systemowa prawdopodobnie wzrośnie. Dzieje się tak zwykle w momentach zwrotnych, kiedy nie ma globalnego hegemona, o czym pisał amerykański historyk ekonomii Charles Kindleberger. Niektóre oznaki tego zjawiska są już widoczne właśnie w napięciach handlowych, zwiększającej się dźwigni finansowej i rosnącym nacjonalizmie.

Podsumowując, zróżnicowane trendy gospodarcze i polityczne mogą prowadzić do kolejnego globalnego kryzysu, a przynajmniej przedłużą okres niepewności. W takich warunkach ostrożność może wydawać się najlepszym wyborem. Jednak ostrożność wiąże się również z kosztami: przedsiębiorstwa i kraje, które nie inwestują wystarczająco dużo, na przykład w nowe technologie cyfrowe, mogą równie dobrze stracić. Jednocześnie, dopóki zasady i instytucje rządzące gospodarką światową pozostają wątpliwe, należy oczekiwać słabszych wyników gospodarczych w przyszłości.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test