Nikomu nie zależy na Mołdawii na tyle, żeby istotnie zmienić jej położenie

11.07.2017
Na linii Kiszyniów-Moskwa zawrzało po wydaleniu z Mołdawii rosyjskich dyplomatów. To krok prozachodni, ale trzeba pamiętać o rozgrywkach elit przeznaczonych na użytek zewnętrzny. Ani położenie, ani gospodarka Mołdawii nie pozwalają na wybranie tylko jednego centrum przyciągania bez narażania się na eskalację napięcia.


Mołdawia jest krajem rozwijającym się, ale wciąż pozostającym na głębokich peryferiach gospodarki Europy. PKB per capita utrzymuje stały i wzrostowy trend, ale pozostaje najniższy na kontynencie. W 2007 roku wskaźnik ten wynosił 1231 dol., a w 2016 r. ok. 2000 dol.

Gospodarka jest jednak bardzo wrażliwa i gwałtownie odczuwa wszystkie zawirowania. Gdy w 2013 roku na przełomie 2014 i 2015 roku Rosja ogłosiła embargo i przestała importować mołdawskie wina – główny towar eksportowy Mołdawii – na przełomie 2014 i 2015 roku –PKB spadło aż o ok. 400 dol./na os. Choć skutki embarga były mniej dotkliwe niż w efekcie analogicznej sytuacji z 2006 roku (głównie dzięki znacznemu przeorientowaniu handlu na rynek UE), to aż 35 proc. krajowych producentów doświadczyło poważnych problemów finansowych.

Odczuwalne znaczenie miało także przesilenie polityczne na Ukrainie – związany z nim kryzys gospodarczy. Mołdawia nie posiadała skutecznych instrumentów chroniących przed dewaluacją walut partnerów gospodarczych. A ponieważ rok 2014 był rokiem wyborów niepewność związana z ich konsekwencjami negatywnie wpłynęła także na zainteresowanie zagranicznych inwestorów.

Bezrobocie wahało się w ostatniej dekadzie pomiędzy 3 proc. a 8 proc., choć nigdy nie przekroczyło 10 proc. Obecnie wynosi ok. 7 proc., co w perspektywie ostatnich lat jest wskaźnikiem stosunkowo wysokim. Prognozy wskazują na spadek wartości do ok. 4 proc. w roku 2017. Problemem pozostaje niski poziom przeciętnego wynagrodzenia, które wynosi ok. 5200 Mdl (lejów mołdawskich), czyli ok 1200 zł. Przez kraj przetoczyła się fala emigracyjna. Zgodnie z danymi Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) z kraju wyjechało 750 tys. osób – to ok. 21 proc. populacji kraju. Dla Mołdawii oznacza to głęboki deficyt siły roboczej, która byłaby zdolna do tworzenia PKB. Jest to natomiast jeszcze jedna karta przetargowa dla Federacji Rosyjskiej w negocjacjach gospodarczych z tym małym krajem. To bowiem do Rosji trafia połowa wszystkich Mołdawian wyjeżdżających za chlebem.

Wskaźnik rozwoju społecznego HDI plasuje Mołdawię na 107 w ogólnym rankingu z 2016 roku. Jest to spadek o dwa miejsca w stosunku do poprzedniego roku, który plasuje ją w gronie takich państw, jak Uzbekistan (106), Botswana (108), Gabon (109), Paragwaj (110) i Egipt (111

W perspektywie ostatnich 15 lat Mołdawia utrzymuje się na tej samej pozycji w rankingu. Trendy te odzwierciedlone są w sytuacji demograficznej kraju, gdzie liczba ludności zmniejszyła się w ciągu ostatnich dwudziestu lat z 3,6 mln do 2,9 mln.

Niski poziom dochodu oraz ogólnej jakości życia oznacza wzrost ryzyka wystąpienia konfliktów o charakterze wewnętrznym, a także wykreowania na potrzeby polityczne eskalacji napięcia w relacjach z Rosją lub Rumunią (jako jedynego sąsiada należącego do UE, zatem pośrednio z Brukselą). Jest doskonale widoczne w polityce Mołdawii.

Premier Pavel Filip jest zwolennikiem polityki proeuropejskiej, podczas gdy prezydent Igor Dodon obrał kurs zdecydowanie prorosyjski. Prawdziwy problem polega jednak na tym, że obaj reprezentują interes Vlada Plahotniuka, oligarchy, który w coraz większy stopniu determinuje życie polityczne Mołdawii. Oznacza to, że wprowadzenie do dyskursu publicznego kwestii wyboru między Wschodem a Zachodem ma charakter czysto pragmatyczny.

Kreowanie takiej dychotomii ma dla Plahotniuka bardzo daleko idące konsekwencje. Pozostawia mu duże pole manewru w polityce zagranicznej. Umożliwia czerpanie korzyści z kontaktów zarówno z Rosją, jak i z UE. Kreowanie takiego dyskursu publicznego podkreśla także legitymację władz mołdawskich zarówno w oczach wyborców jak i wspólnoty międzynarodowej.

Vlad Plahotniuc nie jest jedynym aktorem z wpływami w państwie. Nieco abstrakcyjne obecnie pytanie wyboru między Brukselą a Moskwą może się łatwo przerodzić w konflikt. Zbyt mocno akcentowane zbliżenie z Rosją wywoła mniej lub bardziej zdecydowaną reakcję władz unijnych w świetle złamania postanowień umowy stowarzyszeniowej. Jednoznaczne zaś wskazanie na Brukselę i choćby próby uniezależnienia (głównie w sferze dostaw surowców energetycznych) od Moskwy doprowadzić może do skorzystania z argumentów militarnych – w Naddniestrzu stacjonują rosyjskie wojska.

Z punktu widzenia Rosji wpływy w Mołdawii są na tyle wystarczające, aby nie weszła ona w orbitę Zachodu. Nie ma więc potrzeby eskalacji konfliktu, który, jak w przypadku Ukrainy, został przez obydwie strony okupiony wysokimi stratami politycznymi i ekonomicznymi, a tak naprawdę utrzymał status quo Ukrainy. „Przyzwolenie” ze strony Kremla na rozwój bliskich relacji z Unią Europejską uzasadniony jest dwoma czynnikami.

Po pierwsze Mołdawia nie ma tej samej wagi geopolitycznej, co Krym. Utrzymywanie stanu zawieszonego napięcia oraz obecność wojsk rosyjskich jest w takim wypadku wystarczającym środkiem uniemożliwiającym władzom w Kiszyniowie prowadzenie niezależnej polityki. Z drugiej strony, tempo integracji Mołdawii z UE jest bardzo wolne. Relacje te w dalszym ciągu równoważone są przez gospodarcze wpływy rosyjskie.

Europa Zachodnia pokazuje jedynie powierzchowne zainteresowania sytuacją w tej odległej republice. Ze strony dużych państw UE relatywnie większe zaangażowanie w sprawy Mołdawii przejawiają przede wszystkim Niemcy, dla których Europa Środkowa i Wschodnia jest wielki rynkiem zbytu.

Państwem, które jest żywotnie zainteresowane sytuacją w Mołdawii jest oczywiście sąsiad – Rumunia, która w latach 90. XX wieku liczyła na zjednoczenie obydwu krajów. Rumunia to najważniejszy partner gospodarczy Mołdawii. Ze względu jednak na stosunkowo słabą pozycję tego kraju w UE, nie jest on w stanie zaprząc partnerów europejskich do swojego ambitnego planu integracji Mołdawii z UE. Obecność Rumunii w NATO oraz ewidentnie antyrosyjskie stanowisko Bukaresztu na arenie międzynarodowej spotykają się natomiast z oczywistą reakcją ze strony Kremla, który podsyca antyrumuńskie nastroje w Republice Naddniestrzańskiej oraz wśród niektórych grup społecznych w samej Mołdawii.

Na linii Kiszyniów-Moskwa zawrzało wprawdzie ostatnio po wydaleniu z Mołdawii rosyjskich dyplomatów. Choć nie podano żadnych oficjalnych wyjaśnień to najprawdopodobniej chodzi o osoby szpiegujące na rzecz Kremla. To odpowiedź na szykanowanie przez rosyjskie służby mołdawskich polityków odwiedzających Rosję.

Tak naprawdę jednak wydalenie rosyjskich dyplomatów to teatr na potrzeby zachodniej publiczności, którą ciężej przekonać niż publiczność rosyjską. Mołdawia nie jest w stanie oprzeć się żadnemu z ewentualnych scenariuszy choćby ze względu na fakt, że to biedny kraj. W 2016 roku PKB (nominalne) wyniosło 6,75 mld dol. Poziom bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) ledwo przekroczył 3 mld dol., a największym inwestorem jest właśnie Rosja (792 mln dol. BIZ – 26 proc. wszystkich BIZ).

To Rosja jest jednak drugim po Rumunii odbiorcą mołdawskiego eksportu i drugim dostawcą towarów do Mołdawii, a to nie pomaga w uniezależnianiu się od Kremla.

Drugi inwestor zagraniczny, Holandia, zainwestował w zeszłym roku przeszło dwa razy mniej niż Rosja – 353 mln dol. (12 proc.), kolejny – Cypr – 267 mln dol. (9 proc.), Francja – 238 mln dol. (8 proc.) i Hiszpania – 223 mln dol. (7 proc.).

Główne nakłady trafiły do sektora finansów (ok. 20 proc.), sprzedaży detalicznej i hurtowej (ok. 20 proc.), przemysłu przetwórczego (ok. 18 proc.), nieruchomości (ok. 18 proc.), transportu i komunikacji (ok. 9 proc.) oraz energii i surowców mineralnych (ok. 8 proc.).

Wpływ zagranicznych koncernów w tzw. sektorach strategicznych jest stosunkowo wysoki, co wiąże się z ryzykiem prób wpłynięcia przez nie na politykę rządu w danych dziedzinach, tym bardziej w środowisku słabości instytucjonalnej, prawnej, politycznej i wysokiego wskaźnika korupcji.

Od kilkunastu lat Mołdawia notuje ujemny bilans handlowy, który jednak w ostatnim roku został mocno ograniczony. Pomimo niemal całkowitej zależności od rosyjskich dostaw surowców energetycznych, kraj ożywił współpracę gospodarczą z państwami Unii Europejskiej – w znacznie większym stopniu niż z krajami Wspólnoty Niepodległych Państw. Eksport do UE w 2016 roku wyniósł 1,217 mld dol., do WNP – 492 mln dol., z kolei import z UE osiągnął wartość blisko 2 mld dol., a z WNP niewiele ponad 1 mld dol.

W konsekwencji relatywnego uspokojenia kryzysu politycznego i liberalnego podejścia do kwestii gospodarczych nowego rządu, przyjęta została Narodowa Strategia na rzecz Pozyskiwania Inwestycji i Promocji Eksportu 2016-2020, gdzie znalazło się siedem priorytetowych sektorów inwestycyjnych i promocyjnych: rolnictwo i żywność, motoryzacja, usługi biznesowe, odzież i obuwie, elektronika, technologie informacyjne i komunikacyjne oraz przemysł maszynowy. Mołdawia, jako jedno z najbiedniejszych państw europejskich, prawie w 40 proc. swój PKB buduje na rolnictwie, a następnie na przemyśle niewyspecjalizowanym.

Mołdawia, pomimo bliskich relacji z UE stanowi jednak de facto kraj peryferyjny Rosji. Rosja kontroluje dostawy surowców energetycznych, wspiera republikę naddniesterzańską i utrzymuje tam swoją stałą obecność wojskową. W świetle danych gospodarczych, jak i niuansów politycznych oraz obecnej konfiguracji geopolitycznej wyznaczonej przez rywalizację Unii Europejskiej i Rosji o wpływy w Europie Wschodniej, Mołdawia nie ma realnych szans na podwyższenie poziomu autonomii w prowadzeniu polityki wewnętrznej i zagranicznej. Unia udaje, że dostrzega, iż Mołdawia się reformuje, Rosja udaje, że Unii tam nie ma.

Autorzy są analitykami w Zakładzie Badań nad Konfliktami w Akademii Finansów i Biznesu Vistula. Publikacja jest częścią cyklu uczelni i Obserwatora Finansowego, w którym regularnie pokazujemy regiony lub kraje zwiększonego ryzyka gospodarczego. Dotąd w cyklu ukazały się:

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test