Nowe czynniki wzmacniają wzrost cen ropy naftowej

11.05.2018
Porozumienie OPEC o ograniczeniu produkcji ropy naftowej i kryzys w Wenezueli przyniosły istotny wzrost cen surowca. Decyzja USA o przywróceniu sankcji wobec Iranu jeszcze pogłębia tę tendencję.


Po 16 miesiącach od momentu wejścia w życie umowy OPEC plus (czyli państw OPEC i krajów, które nie należą do stowarzyszenia naftowego, ale pomagają ograniczyć globalną podaż ropy naftowej) o ograniczeniu produkcji ropy naftowej, udało się zrealizować dwa główne cele porozumienia:

  • zdecydowanie podwyższyć ceny surowca,
  • doprowadzić do prawie całkowitego zlikwidowania zapasów ropy naftowej wśród krajów OECD (systematycznie wzrasta bowiem stopień wypełnienia uzgodnionych poziomów redukcji wydobycia wśród krajów kartelu).

Państwom OPEC nie zależało na ustaleniu docelowego poziomu cen ropy, ponieważ chciały uniknąć oskarżeń o manipulowanie rynkiem „czarnego złota”. Lepiej było wykorzystać jako punkt odniesienia – średni pięcioletni poziom zapasów surowca, wyznaczony w krajach OECD. W dużej mierze kartel zdecydował się na ten wskaźnik, ponieważ wartości zapasów w tych państwach są skrupulatnie monitorowane i jednocześnie systematycznie publikowane.

W rezultacie podjętych działań ceny ropy Brent osiągnęły 30 kwietnia 2018 r. poziom 75,17 dol./b (wzrost od 30 listopada 2016 roku o 48,94 proc.), a ceny ropy WTI wzrosły do poziomu 68,57 dol./b (przyrost od 30 listopada 2016 roku o 38,69 proc.

Opierając się na informacjach ministrów najważniejszych krajów eksportujących ropę, kartelowi OPEC udało się już zredukować nadwyżkę zapasów w 97 proc. Podobnego zdania jest prezes Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE), który stwierdził, że nadwyżka ropy zniknie w przeciągu 2-3 najbliższych miesięcy.

Niemniej jednak zdaniem Khalid Al-Falih, ministra do spraw ropy Arabii Saudyjskiej, ograniczenia powinny być nadal kontynuowane, ponieważ niespełniony jest inny ważny cel stowarzyszenia, a mianowicie zwiększenie poziomu inwestycji w przyszłe zdolności wydobywcze ropy i gazu.

Minister, przemawiając po spotkaniu grupy w Jeddah 20 kwietnia powiedział, że wszystkie kraje muszą nadal próbować zwiększać zaufanie na rynku długoterminowym, aby przyciągnąć kapitał inwestycyjny. Świat musi zwiększać w każdym roku moce produkcyjne od 4 do 5 milionów b/d, aby sprostać rosnącemu popytowi i spadkom offsetów. Jak na razie przemysł naftowy jest daleki od osiągnięcia tego celu.

Plany zmiany benchmarku zapasów

Wykorzystywany dotychczas benchmark w postaci pięcioletniego średniego poziomu zapasów ropy naftowej ma niedoskonałości. W ciągu ostatnich 5 lat zapotrzebowanie na ropę spoza krajów OECD rosło bowiem prawie pięciokrotnie szybciej niż konsumpcja w krajach rozwiniętych – przyrost o 6,4 mln b/d w latach 2012-2017 w porównaniu z przyrostem o 1,3 mln b/d w krajach OECD.

Dodatkowo, mierzenie zapasów w prostych kategoriach objętościowych nie bierze pod uwagę ich dodatkowych funkcji. Poza możliwością czerpania korzyści finansowych z wahań cen surowca, zapasy odgrywają także istotną rolę w dopasowywaniu sezonowo zmiennego popytu na ropę naftową do znacznie mniej sezonowego profilu podaży.

Ponadto działają również jako bufor bezpieczeństwa zapewniający ochronę przed zakłóceniami w dostawach lub wzrostem popytu na surowiec. Powstało przez to przekonanie, że lepiej byłoby mierzyć zapasy w kategoriach liczby dni na ile potrafią one zaspokoić obecną globalną konsumpcję, niż za pomocą prostej sumy baryłek ropy.

Pokerowa gra Arabii Saudyjskiej

W ostatnim czasie dwa największe kraje, które przewodzą funkcjonującemu porozumieniu – Rosja i Arabia Saudyjska, przekazały informacje, iż prowadzą badania nad zmianą benchmarku, do którego przyrównywane były dotychczas zapasy ropy naftowej. Przedstawiciele tych krajów podali, że nowa średnia może opierać się na danych obejmujących okres siedmiu lat. Wprowadzenie takiej innowacji doprowadziłoby do wydłużenia w czasie okresu zmniejszania istniejących zapasów na rynku i jednocześnie mogłoby w dalszym ciągu doprowadzać do wzrostu cen ropy.

Do planów zmiany benchmarku mogła przyczynić się Arabia Saudyjska, która próbuje od dłuższego czasu oddziaływać na wzrost notowań surowca, ze względu na planowaną ofertę publiczną państwowej spółki Saudi Armaco. Wyższe ceny ropy naftowej doprowadziłyby bowiem do uzyskania większej ilości środków pieniężnych ze sprzedaży akcji spółki. Podobnie na utrzymanie wysokich cen naciskają również Rosjanie, dla których wyższe ceny sprzedawanego surowca przyczyniają się do poprawy ogólnej sytuacji budżetu państwa i jednocześnie powodują zwiększanie się rezerw dewizowych.

Kryzys w Wenezueli i silny spadek produkcji ropy naftowej

Ropa mogła dać bogactwo Wenezueli, ale ją pogrążyła

Czynnikiem, który może obecnie wspierać dalsze działania OPEC w kierunku utrzymania wysokich cen jest także silnie zmniejszająca się produkcja ropy w Wenezueli, która wywołana została problemami gospodarczymi. Przez wiele lat Wenezuela była jednym
z największych na świecie producentów i eksporterów ropy naftowej. Jako członek-założyciel Organizacji Krajów Eksportujących Ropę (OPEC), była ważnym graczem na globalnym rynku naftowym.

W ostatnich jednak latach: chroniczna recesja, brak reform gospodarczych i niedoinwestowanie odbiły się na przemyśle naftowym w tym kraju. Produkcja ropy w marcu 2018 roku spadła do poziomu 1,510 mln b/d – była to najniższa wartość wydobycia od prawie 30 lat, pomijając krótki spadek produkcji, który towarzyszył strajkowi generalnemu pod koniec 2002 roku. W nadchodzących miesiącach spadek wydobycia może jeszcze bardziej przyspieszyć w wyniku paraliżującego kraj zadłużenia, słabej infrastruktury, obniżenia ratingów przez główne agencje oraz możliwości nałożenia sankcji ze strony Stanów Zjednoczonych, jak ostrzega MAE.

Spółka Rapidan Energy Group z Waszyngtonu szacuje, że produkcja Wenezueli może spaść do poziomu 1,1 mln b/d do końca tego roku. Ponadto zaznacza, że spadek może być jeszcze bardziej gwałtowny, jeśli Stany Zjednoczone nałożą nowe sankcje po wyborach zaplanowanych w Wenezueli na 20 maja.

USA sankcjonuje Iran; ropa drożeje

W lipcu 2015 roku podpisana została umowa międzynarodowa pomiędzy sześcioma mocarstwami (Niemcami, Chinami, USA, Francją, Wielką Brytanią i Rosją) a Iranem. Kraje te zniosły sankcje gospodarcze w zamian za ograniczenie programu nuklearnego ze strony władz Teheranu. Po odwieszenie sankcji, Iran odzyskał pozycję jednego z największych na świecie eksporterów ropy naftowej, wysyłając ponad 2 miliony b/d surowca klientom z Azji, Europy i Turcji.

Wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA w 2016 roku doprowadził jednak do stopniowego pogorszenia stosunków na linii Stany Zjednoczone – Iran. Nowy prezydent nie krył krytyki w stosunku do podpisanego przez Baracka Obamę porozumienia z władzami Teheranu. W styczniu Trump powstrzymał się od ponownego narzucenia sankcji gospodarczych przeciwko Iranowi, ale tylko po to, by dać Europie więcej czasu na „naprawienie strasznych wad” w dotychczasowym porozumieniu.

Ostatecznie jednak 8 maja Trump dokonał ponownego wprowadzenia sankcji na Iran, a swoją decyzję argumentował chęcią przeciwdziałania zbrojeniu się irańskiego reżimu w broń nuklearną.

Jeszcze przed decyzją o przywróceniu sankcji analitycy oceniali, że może ona doprowadzić do przekształcenia szybko malejącej nadwyżki ropy w jej niedobór, co doprowadzi do błyskawicznego wzrostu cen. Prognozy sprawdziły się i po ogłoszeniu decyzji ceny ropy naftowej silnie wzrosły.

Iran starał się o pozyskanie ponad 100 miliardów dolarów kapitałów od międzynarodowych firm naftowych, aby zwiększyć produkcję ropy i kondensatu o około 25 proc. do ponad 5 mln b/d. Bez nowych inwestycji ze strony firm międzynarodowych produkcja będzie w stagnacji. USA może również doprowadzić do karania amerykańskich fili zagranicznych firm, które inwestują w Iranie lub kupują ropę naftową. Kupujący mogą wprawdzie próbować uniknąć kary, płacąc w walutach innych niż dolar amerykański, takich jak chińskie juany, lub współpracując z firmami, które nie mają żadnych oddziałów w Stanach Zjednoczonych.

Jeśli jednak azjatyccy nabywcy nie zastosują się do nowych ograniczeń, Trump może być zmuszony do nałożenia kar na Chiny i ich sojuszników, takich jak Korea Południowa i Japonia. To może dodatkowo wpływać na zaostrzenie problemu potencjalnej wojny handlowej w świecie.

Jeszcze zanim przywódcy religijni Iranu zaczęli publicznie palić flagi USA prezydent Iranu Hasan Rowhani oświadczył, że jego kraj jest przygotowany na możliwość wprowadzenia sankcji i odpowie na każdą decyzję Stanów Zjednoczonych. Decyzja prezydenta Trumpa prawdopodobnie doprowadzi do dalszych eskalacji.

Autor jest asystentem w Wydziale Analiz Rynków Finansowych w NBP; Doktorant w Katedrze Rynków Finansowych na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Artykuł przedstawia jego prywatne opinie.

Po raz pierwszy od zdjęcia sankcji irański tankowiec koncernu National Iranian Tanker Company wpłynął do portu w Rotterdamie w lutym 2017 r. Dziś wszystko wskazuje na to, że ten układ znów się zmieni. (CC BY SA kees torn)

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły