• Beata Tomaszkiewicz

Tak obniżyć podatki, by Ukraińcy chcieli je płacić

09.02.2010
Nie ma czegoś takiego jak darmowy obiad – mawiał Milton Friedman. Prezydent Janukowycz powinien o tym wiedzieć. Koniec z rozdawaniem pieniędzy ludziom, którym się robić nie chce. Firmom trzeba stworzyć warunki do zwiększania zatrudnienia i oferowania godziwej płacy, bo wówczas Ukraińcy nie będą potrzebowali zapomóg od państwa. Będą zwiększali konsumpcję, ale za własne, a nie za kredyt.


Ukraina miała  w ubiegłym roku spadek PKB na poziomie niemal 15 proc. To największy spadek w naszym regionie.  Dlaczego ten kryzys dotyka Ukrainę bardziej niż inne kraje Europy Centralnej i Wschodniej?

Ukraina ma te same problemy, które przeżywają wszystkie kraje postkomunistyczne –biurokracja, niewydolne prawo, tyle że spotęgowane zaniedbaniami kolejnych rządów z ostatnich 20 lat. Dodatkowo dochodzą tam problemy nie spotykane w większości gospodarek środkowo- czy wschodnioeuropejskich. Na Ukrainie po upadku komunizmu nie zostały np. uwolnione ceny energii – prądu, ciepłej wody, gazu. Są one w znacznej części dotowane przez rząd, a ponadto – z powodów politycznych – nie egzekwuje się  długów.

Ukraina wyhodowała także nowy gatunek ludzi, którzy robić nie chcą; to ludność pokołchozowa. Rząd ją utrzymuje, wypłacając co miesiąc renty. Problem dotyczy co najmniej połowy ludności wiejskiej. W związku z tym powstaje kolejny problem – ok. 30-40 proc. gruntów na Ukrainie leży odłogiem. Ziemia, szczególnie we wschodnich rejonach,  jest do przejęcia za grosze. Tymczasem typowy ukraiński były kołchoźnik, który mógłby kupić wielkoobszarowe gospodarstwo, kupuje np. hektar. I całość obsiewa ziemniakami. Połowę zbiorów przerabia na bimber, drugą zatrzymuje na zakąskę, a żyje z kilkuset hrywien państwowej renty. Mówię to nie dlatego, żebym miał coś przeciw bimbrowi, ale zwiększając obszar upraw, można by urozmaicić zakąski.

Była kiedyś Pani w kołchozie? Ja byłem kilka razy, raz nawet z kolegami 8  marca w Dzień Kobiet. Byliśmy gwiazdami wieczoru, bo w promieniu 300 kilometrów zostaliśmy jedynymi trzeźwymi facetami. Ludzie nie robią, to piją.

Premier Julia Tymoszenko, zamiast ciąć wysokość dotacji, jeszcze je zwiększyła. W efekcie Ukraina jest państwem, które największy procent PKB na świecie przeznacza na pomoc socjalną.

Kraj ten nie ma żadnych rezerw walutowych, którymi można by stabilizować system. Sektor bankowy jest silnie rozdrobniony. W samym Kijowie jest ponad 200 różnych banków, często w całości mieszczących się w jednym pokoju czy apartamencie. Nie są więc w stanie finansować przedsiębiorstw. Dla przykładu w całej Polsce działa 69 banków komercyjnych.

Na to nakłada się fatalne prawo i niesprawny wymiar sprawiedliwości. I bańka na rynku nieruchomości. W Kijowie w najlepszych lokalizacjach ceny nieruchomości spadły w ubiegłym roku o 30 – 40 proc. Przed kryzysem sięgały 8 – 9 tys. USD za metr kw. W Warszawie np. ceny praktycznie się nie zmieniły, potaniały mieszkania na przedmieściach – o ok. 10 proc., ale apartamenty w centrum utrzymały ceny. Tyle że u nas najbardziej luksusowe mieszkania dochodzą do 3 – 4 tys. USD za metr kw.

Gdyby nie zastrzyki z MFW –  ok. 1 mld USD miesięcznie, to Ukraina już by dawno zbankrutowała.

Co ma Pan na myśli, mówiąc niesprawny wymiar sprawiedliwości?

Korupcję. Jest gigantyczna. Tam się kupuje wyroki. Śmiem twierdzić, że większość kontraktów, zgód na budowę, rozpoczęcie działalności koncesjonowanej, zakup ziemi czy nieruchomości załatwianych jest dzięki pieniądzom, które przechodzą pod stołem.

Jedną z przyczyn tak dotkliwego kryzysu na Ukrainie, większego niż w innych państwach regionu, jest również to, że Ukraińcy wszystkie kredyty, nawet konsumpcyjne, zaciągali w dolarach lub euro.

Ukraińcy faktycznie zadłużali się  wyłącznie w walucie. Kryzys spowodował spadek wartości hrywny w stosunku do euro czy dolara o ponad 30 proc. W efekcie o tyle wzrosła każdemu kredytobiorcy miesięczna rata. No to co zrobili? Ano, przestali spłacać zadłużenie. Przy okazji wyszło na jaw, że część tych kredytów wcale nie została przyznana na zasadach rynkowych, tylko na swoistych zasadach biznesowych, i nie są zabezpieczone. Złe długi w niektórych bankach sięgają 70 proc. wartości portfela kredytowego. Nadal więc istnieje realne zagrożenie, że przewrócą system finansowy Ukrainy.

Na razie banki ratują się, jak mogą. Wymyśliły swój własny handel wymienny: jeśli nie są w stanie wypłacić klientowi pieniędzy z lokaty, to w zamian oferują mu przejęte za długi mieszkanie albo telewizor czy samochód. Nie słyszałem, by wpadły na to banki w jakimś innym kraju – np. w Hiszpanii, która także ma problem z bańką na rynku nieruchomości.

W kryzysie ukraińskim jest coś  dziwnego, nie spotykanego gdzie indziej. Z jednej strony gigantyczny spadek PKB, z drugiej bardzo wysoka, przekraczająca 13 proc. inflacja; tymczasem Europa Zachodnia boryka się z deflacją. Czyżby rząd, uciekając się do inflacji, próbował łagodzić skutki kryzysu?

Inflacja zawsze wynika z druku pustego pieniądza. Na Ukrainie konstytucja tego nie zakazuje jak w Polsce. Wszystko zależy od odpowiedzialności banku centralnego, a ten jest na tyle odpowiedzialny, na ile zezwalają mu politycy. Nadmierna podaż pieniądza jest teraz korzystna z punktu widzenia władzy, bo wysoka inflacja łagodzi skutek znacznego osłabienia kursu hrywny, i w związku z tym wzrostu rat kredytów.

Zgodnie z prognozami, m.in. ekspertów CASE, Ukraina będzie miała  w tym roku PKB jedynie na poziomie minus 1,8 proc. Jest to realne?

Jedyna uczciwa odpowiedź, jaka mi przychodzi do głowy, to nie mam bladego pojęcia. I ci, którzy dają takie prognozy, także bladego pojęcia nie mają. Ale ponieważ pracują w jakiś bankach albo – jak CASE – dla rządu, to muszą jakoś uzasadnić swoje pensje i podają jakieś cyfry. Tymczasem poziom PKB na Ukrainie zależy od zbyt wielu niepewnych, zmiennych czynników – np. od tego, czy MFW będzie podtrzymywał dopływ kapitału, czy Janukowycz ograniczy transfery socjalne, od światowego popytu na surowce – aluminium, żelazo, stal, czyli na produkcję głównego regionu przemysłowego, Donbasu.

W środę Wiktor Janukowycz, który wygrał wybory prezydenckie, ma przedstawić plan ratowania gospodarki. Co się powinno w nim znaleźć?

Na pewno Ukraińcy będą musieli dostosować poziom życia do swoich możliwości. Nie sądzę,  żeby uwolnienie cen, np. energii, było możliwe. Trudno mi powiedzieć, w jakim stopniu rząd będzie w stanie ograniczyć wydatki socjalne, choć w sytuacji realnego zagrożenia bankructwem państwa powinien się na to zdobyć. Ale nie ukrywajmy, jak wiele krajów, także ten ma dysfunkcyjny system polityczny i przeprowadzenie tego typu zmian może się okazać niemożliwe.

Za to nowy prezydent może i powinien zwiększyć bazę podatkową.

Podnieść podatki?

Nie, broń Boże, właśnie obniżyć, do rozmiarów takich, by ludzie chcieli je płacić. System podatkowy tego kraju jest strasznie skomplikowany i nawet  wykształconemu Ukraińcowi jest się trudno w nim zorientować. W skrajnym przypadku danina na rzecz państwa mogłaby wynieść tam 80 proc. dochodów. Ale oczywiście to żaden problem, bo prawie nikt, ani firmy, ani osoby fizyczne nie płacą podatków. Pewien niewysoki ryczałt wnoszą do kasy państwa tylko pracownicy na samozatrudnieniu. Właśnie dlatego, że danina jest nieduża. To powinno dać do myślenia nowemu prezydentowi.

Janukowycz jest przedstawicielem oligarchów ukraińskich, od kilku lat legalnych i transparentnych, którzy pozatrudniali najlepszych menedżerów z całego świata. Już nie wysadzają trybun stadionów w powietrze, prowadzą wysokiej klasy przedsiębiorstwa. Prawdziwym testem dla nowego prezydenta będzie to, na ile program, który zaproponuje, będzie korzystny dla oligarchów, a na ile dla małych i średnich firm. Bo Ukrainę z tej katastrofy może dźwignąć sektor małych i średnich firm. W każdym zdrowym kraju, w tym w Polsce, daje on ok. 70 proc. miejsc pracy, i niewiele mniej wypracowuje PKB. To nie korporacje napędzają gospodarkę. I nowy szef państwa także to powinien zrozumieć.

Na Ukrainie mały i średni biznes praktycznie nie istnieje…

Jest stosunkowo niewielki. Dominują wielkie przedsiębiorstwa i jednoosobowe firmy osób na samozatrudnieniu.

Może przydałyby się  także zachęty, jakie choćby mamy w Polsce, które przyciągnęłyby zachodnie inwestycje na Ukrainę?

Nie widzę sensu w tworzeniu preferencyjnych warunków dla zagranicznego biznesu. Dużo lepszy efekt dałoby stworzenie dobrych warunków dla własnych przedsiębiorców – wówczas kapitał obcy sam przybiegnie w podskokach. I to w równym stopniu dotyczy tak Ukrainy, jak Polski.

Na Ukrainie wielu przedsiębiorców czy międzynarodowych korporacji nie chce inwestować dlatego, że własność jest słabo chroniona. Łatwo się tam odbiera firmy.

W świetle prawa? Czy po prostu przychodzi kilku niegrzecznych chłopców z pistoletami do właściciela i mówi, że firma teraz jest ich?

Nie, zgodnie z prawem albo z usankcjonowanym bezprawiem. Wystarczy, że inwestor czy prowadzona przez niego działalność nie podoba się politykom, niekoniecznie ze szczytu władzy, nawet ze szczebla regionalnego, i spółka przestaje istnieć albo jest przekazywana nowemu właścicielowi. Zagranicznym firmom często przysługują się także miejscowe zarządy, wyprowadzające z nich majątek. Przed sądem wygrywały procesy z właścicielami, bo z góry miały opłacone wyroki.

To dlatego zrezygnował Pan z prowadzenia swojego biznesu na Ukrainie?

Nie, nie dlatego. Po pewnym czasie zrozumiałem, że aby osiągnąć tam sukces – muszę tam zamieszkać. Miejscowi pracownicy jak im się nie wskaże palcem – sami nic nie zrobią, a ponadto zatrzymują się i rozkładają bezradnie ręce przed najmniejszą przeszkodą. Wybór zatem jest stosunkowo prosty: albo przywiezienie kilku managerów z zagranicy, albo osobista obecność. Ani na jedno, ani na drugie nie było mnie stać – więc zrezygnowałem.

Na Ukrainie nieprzyjazne i nieprzejrzyste prawo powoduje, że niewiele zagranicznych firm chce prowadzić tam działalność. Dlatego za rozwój biznesów wzięli się oligarchowie, kupując fachowców z Europy. Zbudowali hipermarkety, kopie znanych marek z Unii, tyle że własne. Kierują nimi menedżerowie np. z Francji. To samo z sieciami telefonii komórkowej. Szefem największego telekomu jest Polak. Telewizją Achmetowa kieruje Waldemar Dziki z Polsatu.

Ale jeśli oligarchowie, jak Pan podkreślił, prowadzą teraz legalne interesy, to im także powinno zależeć na uregulowaniu przepisów i likwidacji korupcji.

A po co? Ich stać na adwokatów, jak trzeba, to na sędziów, na opłacenie korzystnych wyroków. Nie stać małych firm; i stworzenie warunków do ich rozwoju powinno być priorytetem nowego prezydenta. Ponadto dla oligarchów jest to bardzo korzystna bariera wejścia i ochrony przed konkurencją. Osoby z zewnątrz nie są w stanie się w tym modelu odnaleźć i w nim funkcjonować.

Ukraina ma także bardzo poważny problem ekologiczny – to tereny wokół Czarnobyla i zagłębie przemysłowe w Donbasie. Czy przywrócenie ich środowisku może stać się  siłą napędową gospodarki?

Ekologia to fanaberia narodów bogatych. Pańskie zabawy. Żaden rozsądny polityk widząc ogrom problemów Ukrainy, nie zacznie ich rozwiązywać od ochrony środowiska.

Kluczową kwestią jest teraz powrót Ukrainy do życia, na jakie ją stać. Koniec z konsumpcją na kredyt. Zresztą to teraz problem większości państw świata. Bufet na Titanicu był szeroko otwarty, wszyscy mogli pić do woli. Teraz się dławią.

Trudno zamknięcie bufetu wytłumaczyć szaremu obywatelowi. Przykładem Grecja, w której rozpoczyna się fala strajków.

Chyba oszaleli. Przecież  w tej sytuacji Grecja z całą pewnością upadnie. To samo będzie z Ukrainą, jeśli jej mieszkańcy nie zrozumieją, że muszą zrezygnować z przywilejów socjalnych, na które ich nie stać.

A jak upadnie, to jakie będą tego konsekwencje?

Wielu ludzi straci pieniądze. Nie tylko inwestorzy czy MFW. Jeśli państwo bankrutuje, to przestaje być wypłacalne wobec swoich obywateli. Wówczas już nie ma mowy o ograniczaniu wydatków socjalnych, przestaje się wypłacać wszystko, z dnia na dzień. Mamy do czynienia z sytuacją rewolucyjną i trudno sobie wyobrazić jej konsekwencje.

Dodatkowo od bankructwa Grecji rozpocznie się upadek strefy euro. Bankructwo Grecji to będzie pierwsza kostka domina.  Ale jeśli za nią pójdą kolejne kraje – Hiszpania czy Włochy, to z całą pewnością euro padnie. Biorąc pod uwagę nasze szczęście: jak weszliśmy do NATO, to się przestało liczyć, jak wstąpiliśmy do Unii, to zaczęła mieć problemy, to teraz jak już będziemy gotowi na przyjęcie euro, to ono upadnie właśnie w tym momencie.

Z całą pewnością Niemcy czy Francja nie będą ratowały Włoch czy Hiszpanii, Irlandii i Portugalii. Ani ich na to nie stać, ani to w ich interesie. Nigdy w historii żadna unia walutowa oparta na papierze nie przetrwała, więc pytanie nie jest czy, ale kiedy. UE ma tylko sens jako wspólnota gospodarcza, ale żadnego więcej.

A jaka z tego nauka dla Ukrainy?

Że nie ma czegoś takiego jak darmowy obiad – jak mawiał Milton Friedman. Koniec z rozdawaniem pieniędzy ludziom, którym się robić nie chce. Firmom trzeba stworzyć warunki do rozwoju, do zwiększania zatrudnienia i oferowania godziwej płacy, bo wówczas Ukraińcy nie będą potrzebowali zapomóg od państwa. Będą także zwiększali konsumpcję, ale za własne, a nie za kredyt. A przedsiębiorstwom jest wszystko jedno, gdzie sprzedają, za granicą czy na rynku wewnętrznym, byle sprzedawały: „Lepiej być bogatym, niż biednym z powodów czysto finansowych” – jak mówił Woody Allen.

I takie reformy gwarantuje Wiktor Janukowycz?

Szybko się o tym przekonamy.

Rozmawiała Beata Tomaszkiewicz


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test