Nuklearny dylemat kurczaków

Kolejne ruchy przywódcy Korei Północnej, Kim Dzong Una, zmierzające do nuklearnej konfrontacji ze światem zachodnim nie są ani nowością ani dowodem szaleństwa, tylko znaną taktyką umyślnego balansowania na krawędzi wojny. W języku teorii gier Kim stanął przed dylematem kurczaka.
Nuklearny dylemat kurczaków

Wiele wskazuje, że nuklearna licytacja Korei Płn, to szantaż, który ma wymusić pomoc gospodarczą USA dla tego kraju. (CC-BY panaxy)

Kim Dzong Un oświadczył, że Korea Północna wycofuje się ze wszystkich paktów o nieagresji z południowym sąsiadem. Od tego czasu świat z niepokojem przyjmuje kolejne informacje o przeprowadzonych przez reżim testach broni nuklearnej, wrogim nastawieniu do zachodnich dyplomatów. Eksperci zastanawiają się co naprawdę kryje się za koreańskimi groźbami użycia broni masowej zagłady, jeśli nie zostaną spełnione warunki Kima, czyli jeśli Stany Zjednoczone nie wycofają wojsk z Półwyspu i nie zniosą nałożonych na kraj sankcji.

Mimo postawienia sprawy na ostrzu noża, groźby Una rozśmieszyły niektórych komentatorów . Pojawiły się liczne głosy, iż taka taktyka to samobójstwo w ewentualnym starciu z amerykańską potęgą militarną. Problem w tym, że, jak pokazuje historia i potwierdza teoria, w tym szaleństwie jest metoda.

Zimna wojna i gra w cykora

Zimnowojenna konfrontacja Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego opierała się przede wszystkim na wzajemnym straszeniu się groźbą wybuchu światowej wojny nuklearnej. Paradoksalnie jednak atmosfera ciągłej konfrontacji sprzyjała rozmowom pokojowym, jako że obie strony doskonale zdawały sobie sprawę z faktu, że naciśnięcie czerwonego guzika w Moskwie bądź Waszyngtonie nie pozostawi drugiej stronie innego wyboru, niż wysłanie głowic w drugą stronę. Taka taktyka nazwana została brinkmanship (z ang. „brawura”). Nazwę zawdzięcza amerykańskiemu Sekretarzowi Stanu w latach 1953-59, Johnowi Fosterowi Dullesowi, według którego zdolność do dojścia na krawędź bez wpadnięcia w wojnę jest „konieczną sztuką”.

Jej rezultatem była doktryna wojskowa Wzajemnego Zagwarantowanego Zniszczenia (MAD, Mutual Assured Destruction, ale także mad, czyli szalony), według której najlepszym sposobem na utrzymanie pokoju było ciągłe prowokowanie oponenta, który, by zachować swoją pozycję międzynarodową, odpowiadać musiał tym samym, aż do momentu, gdy w przypadku wywiązania się konfliktu nuklearnego między dwiema stronami doszłoby do efektywnej zagłady obu przeciwników. Byłby to jednak oczywiście najgorszy scenariusz dla obu stron.

Teoretyczny opis zimnowojennej koncepcji zapożyczono z odkryć raczkującej w tym czasie teorii gier. Brytyjski filozof Bertrand Russell porównał nuklearne zmagania do problemu znanego jako „gra w cykora” bądź „dylemat kurczaków” (ang. Game of chicken).Według niej, decyzje przywódców mocarstw nuklearnych są w pewien sposób podobne do znanego amerykańskim nastolatkom zakładu: dwie osoby wsiadają do samochodów i z dużą prędkością jadą w swoim kierunku. Ten, który pierwszy zjedzie z trasy, zostaje okrzyknięty „cykorem” (ang. „chicken”) i przegrywa. Ratuje życie, ale traci prestiż.

Gdyby jednak obydwaj zdecydowali się jechać – gwałtownie rośnie prawdopodobieństwo, że zginą obaj. Jest to przykład gry, w której najwięcej można zyskać wybierając strategię konfrontacyjną, niejako zmuszając partnera do ustępstw (zjazd z drogi) w celu uniknięcia wzajemnej destrukcji (czołowe zderzenie). Współpraca, mimo iż przynosi pożądany rezultat (brak zderzenia), nie daje równocześnie żadnej ze stron korzyści i powoduje straty wizerunkowe (bycie tchórzem).

Według Russella , w cykora zagrał prezydent USA John F. Kennedy, gdy w 1962 r. Sowieci umieścili swoje głowice nuklearne na Kubie. Gdy dowiedział się o tym amerykański wywiad, Kennedy postawił sprawę na ostrzu noża, publicznie dając Sowietom do zrozumienia, że zablokuje instalacje nowych głowic na wyspie, stosując wszelkie możliwe sposoby. Amerykanie rozważali, obok blokady morskiej wyspy, również strategie silnie konfrontacyjne, jak atak z powietrza czy zatapianie radzieckich statków zaopatrzeniowych. Taka reakcja mogłaby z kolei doprowadzić obie strony do wojny atomowej.

Używając teorii gier można udowodnić, że w rzeczywistych sytuacjach opisywanych przez „grę w cykora” najbardziej opłacalna jest tzw. „strategia szaleńca”. Aby wygrać, należy przekonać przeciwnika, że nie myśli się racjonalnie i jest się w stanie posunąć do ostateczności, co zmusi go do ustępstw. Warto jednak wziąć pod uwagę, że jak argumentuje część badaczy, w tym m.in. Steven J. Brams z New York University, konfrontacja dwóch mocarstw przypominała „dylemat kurczaka” najwyżej w warstwie werbalnej. W rzeczywistości obie strony bardzo nisko oceniały możliwość wybuchu wojny i potrafiły przewiedzieć swoje ruchy.

Groźna retoryka Kennedy’ego nie tyle rzeczywiście odstraszyła Rosjan i spowodowało „zjazd do boku”, czyli ich wycofanie się znad Morza Karaibskiego, tylko była dyplomatyczną zagrywką w celu zmuszenia przeciwnika do rozmów. W ten sposób, podgrzewając atmosferę wokół atomowego guzika, wypracowano kompromis, którego ceną dla Ameryki była likwidacja baz w Turcji, co nie od razu zostało podane do publicznej wiadomości.

W odróżnieniu od klasycznego „dylematu kurczaka”, optymalnym rozwiązaniem dla obu stron okazał się kompromis, w którym w zasadzie oba mocarstwa odniosły wymiernie geopolityczne korzyści, bez szwanku dla ich międzynarodowej pozycji. Można zaryzykować stwierdzenie, że znający się bardzo dobrze przywódcy zimnowojennych graczy, poprzez wzajemne silne zaufanie dla racjonalności swoich działań, zdołali zmienić zasady „gry w cykora” tak, że współpraca i wzajemne ustępstwa pozwoliły złagodzić konflikt.

W co gra Kim

Grając atomową kartą, modelowym „szaleńcem” chce być Kim Dzong Un. Można przypuszczać, że polityka reżimu północnokoreańskiego jest w istocie realniejszą próbą gry „w cykora”, aniżeli słowny „blef Kennedy’ego”. Anonimowy dla świata nowy przywódca Korei Północnej jest idealnym materiałem na irracjonalnego gracza, w przypadku którego ciężko stwierdzić, na ile możliwy jest kompromis. Co więc chce ugrać w tej potyczce Pjongjang?

Powody dla koreańskiej wersji brinkmanshipu wydają się być dość jasne i typowe dla każdej nieefektywnej gospodarczo wojskowej dyktatury. W zamian za podjęcie rokowań o zatrzymaniu programu atomowego, Kim liczy na ustępstwa ze strony przedstawicieli świata zachodniego. Pragnie w ten sposób wymóc na Amerykanach przywrócenie gospodarczej i humanitarnej pomocy, zawieszonej w 2005 roku po pierwszej północnokoreańskiej próbie nuklearnej.

„Szaleńcza” strategia dziwi mniej, gdy weźmie się pod uwagę równie szaleńczo ciężką sytuację gospodarczą tego najbardziej izolowanego na świecie kraju. Podstawowym problemem niewydajnej, socjalistycznej gospodarki jest ogromny niedobór żywności. Ocenia się, że w wielu prowincjach nawet do 40 procent dzieci cierpi z powodu niedożywienia. Według danych Światowej Organizacji Żywności (FAO), około jedna piąta północnokoreańskich rodzin nie ma stałego dostępu do mięsa, ryb i nabiału. Niezbilansowana dieta powoduje w naturalny sposób mnóstwo komplikacji zdrowotnych. Choćby takich, że „poddani” Kima są przeciętnie o 6,5 cm niżsi niż ich pobratymcy z Południa.

Skrajnie nieefektywna gospodarka praktycznie nic nie produkuje . Głównymi towarami eksportowymi są ryby, węgiel i inne surowce. Południowokoreański wywiad ocenia, że znaczna część dochodów w bilansie płatniczym pochodzi z produkcji dopalaczy i handlu bronią. Północnokoreańskie władze trudnią się również ponoć fałszerstwem amerykańskich dolarów na szeroką skalę. Według doniesień jednego z uciekinierów, sama północnokoreańska ambasada w Moskwie zdołała w 2008 roku wprowadzić do obiegu 30 mln fałszywych dolarów.

>>czytaj więcej: Korea Kimów: Nowy System Zarządzania Gospodarczego w Naszym Własnym Stylu

Stawką w grze jest również reputacja nowego lidera reżimu wśród twardogłowych generałów, którzy de facto sprawują władzę w Korei Północnej. Czy jednak obecny kryzys koreański może rzeczywiście przerodzić się w powtórkę tego kubańskiego sprzed pół wieku? Ocenę ryzyka utrudnia przede wszystkim fakt, iż tak naprawdę nie wiadomo, na ile zaawansowany jest nuklearny arsenał Pjongjangu.

Mimo niejasności błędem byłoby całkowicie zlekceważyć rozgrywkę młodego Kima, tym bardziej że co do oceny zagrożenia nie zgadzają się nawet amerykańskie służby.

Gra w Chińczyka

Jak więc znaleźć w przypadku obecnego kryzysu koreańskiego coś, co w teorii gier nazywa się stabilnym rozwiązaniem? Być może należy zastanowić się nad nim dopiero po wprowadzeniu do niej trzeciego gracza, czyli Chin. Państwo Środka to największy i praktycznie jedyny partner handlowy i inwestor w izolowanej od świata Korei Północnej. Według dostępnych szacunków, chiński eksport do Korei zwiększył się czterokrotnie od 2008 roku, a wymiana handlowa w 2011 roku osiągnęła poziom 5 miliardów dolarów.

Jest to jednak zaledwie ułamek całej światowej wymiany Chin (w tym tylko 2 proc. wartości wymiany z Koreą Południową). Biorąc pod uwagę fakt, że prawie 70 proc. północnokoreańskiego eksportu przyjmują Chiny, widać wyraźnie, że to Pekin trzyma w garści Kima i może w znaczny sposób wpłynąć na jego plany atomowe. Nie przypadkiem amerykański Sekretarz Stanu John Kerry w celu rozwiązania sytuacji udał się do nowego chińskiego przywódcy Xi Jinpinga. Ten ostatni z resztą zdążył już przestrzec Kima, że jego „egoistyczne przekonania nie mogą wpędzić całego regionu w chaos”.

W każdej grze zyski i straty jednej ze stron liczone są w z góry przyjętej jednostce wypłat. Gdy Chińczycy za jednostkę obiorą wartość swojego handlu, a nie liczbę głowic, to któryś z graczy będzie musiał ustąpić. Wtedy może okazać się, że choć młody koreański dyktator bardzo nie chce zostać „cykorem” zmuszonym do zjazdu w bok, to może nie mieć większego wyboru, gdy jego towarzysze z Pekinu uznają, że bardziej cenią sobie amerykańskie dolary niż bratnią przyjaźń Una.

Autor jest studentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Publikuje w Niezależnym Miesięczniku Studentów „MAGIEL”.

OF

Wiele wskazuje, że nuklearna licytacja Korei Płn, to szantaż, który ma wymusić pomoc gospodarczą USA dla tego kraju. (CC-BY panaxy)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Gry znad Wisły, czyli fenomen polskiego gamedevu

Kategoria: Trendy gospodarcze
W czasie transformacji gospodarczej polskie szkoły były stosunkowo dobrze przygotowane do kształcenia programistów. Teraz zbieramy tego owoce w postaci ponad 400 studiów deweloperskich, tworzących gry, sprzedawane na całym świecie.
Gry znad Wisły, czyli fenomen polskiego gamedevu

Grom pandemia niestraszna

Kategoria: Analizy
Grom pandemia niestraszna, a wręcz przeciwnie – gamedev kwitnie. Powszechny lockdown rozpościerający się szeroko na całym świecie skutkuje częstszym korzystaniem z elektronicznej rozrywki. Twórcy gier próbują wykorzystać tę sytuację.
Grom pandemia niestraszna

E-sport – wirtualne rozgrywki, realny biznes

Kategoria: Analizy
Tysiące ludzi zbierających się na stadionach, miliony przed ekranami – nierzadko oglądalność przekraczająca widownię konwencjonalnej telewizji. Rekordowe i wciąż rosnące nagrody dla najlepszych. Wartość rynku liczona w miliardach, większa niż PKB niejednego państwa. To opis e-sportu w pigułce. Więcej poniżej.
E-sport – wirtualne rozgrywki, realny biznes