Ograniczenia imigracji uderzają w start-upy

23.11.2016
Zwycięstwo Donalda Trumpa i Brexit oraz silne trendy antyimigracyjne z nimi związane budzą niepokój środowiska startup-ów. Założycielami znacznej części z nich są przybysze z innych krajów. Boją się, że dla następców niektóre drogi rozwoju zostaną teraz zamknięte.


Antyimigracyjna retoryka Donalda Trumpa w kampanii wyborczej, nawet nie zmaterializowana na razie w odpowiednich ustawach, może zahamować rozwój amerykańskiego sektora technologicznego. Inwestorzy, którzy w tym roku na świecie zainwestowali w firmy technologiczne (fintechy) już ponad 15 mld dolarów w obliczu niepewności wstrzymają się z dalszymi decyzjami biznesowymi. Dlaczego? Bo fundusze venture capital 33 proc. środków zainwestowały w start-upy założone przez imigrantów.

David. D. Kallick z nowojorskiego Instytutu Polityki Podatkowej mówi, że obecny klimat i polityczne zapowiedzi doprowadzą do utraty ludzi, którzy przybywają ze świeżymi ideami, energią i chęciami założenia własnej firmy, włączając w to osoby, które zaczynały od wózka z żywnością, aby później rozwinąć np. sieć restauracji w oparciu o innowacyjne aplikacje.

Próbę regulacji statusu zagranicznych przedsiębiorców w Stanach Zjednoczonych podjął prezydent Obama. Program „White House’s International Entrepreneur Rule” przyznaje przedsiębiorcom wizy na dwa lata, pod warunkiem, że taka osoba jest przynajmniej w 15 proc. właścicielem amerykańskiego start-upa i odgrywa kluczową rolę w zarządzaniu firmą oraz pozyskała minimum 345 tys. dol. od prywatnych inwestorów lub 100 tys. od agend rządowych. Dla biznesmenów, którzy w ciągu 2 lat będą mogli wykazać się sukcesem ważność wizy zostanie przedłużona o 3 lata. Wymagania są wygórowane – dwucyfrowy roczny wzrost przychodów firmy (min. 0,5 mln dol.) i stworzenie co najmniej 10 pełnoetatowych stanowisk pracy.

Nie rozstrzygnięto jednak do tej pory sprawy wiz dla pracowników niższego szczebla firm technologicznych. Dziesiątki tysięcy ich podań czekają ciągle na rozpatrzenie. Studium Start-up Visa Proposals and Job Creation szacuje, że liberalizacja przepisów dla zagranicznych pracowników sektora technologicznego mogłaby się przyczynić do wzrostu liczby nowych miejsc pracy o 1 – 3,2 miliona w ciągu 10 lat.

Biorąc pod uwagę przedwyborcze zapowiedzi Donalda Trumpa, w których deklarował preferencje dla zatrudnienia rodowitych Amerykanów, trudno się tego spodziewać i nie do końca wiadomo, czy przywileje dla założycieli start-upów zostaną utrzymane.

Według Jasona Wiensa, dyrektora Ewing Marion Kauffman Foundation z Kansas, prawdopodobieństwo założenia firmy przez imigrantów jest dwa razy wyższe niż w przypadku obywateli USA. Około 25 proc. firm technologicznych powstałych w latach 2006 – 2012 założyli obcokrajowcy. Co więcej, badania think tanku National Foundation for American Policy z Arlington dowodzą, że połowę amerykańskich tzw. jednorożców, czyli start-upów wartych przynajmniej 1 mld dolarów (wg CBInsights jest ich na świecie już 177) założyli imigranci.

Należy do nich np. Uber, Instacart, Stripe czy SpaceX zmierzający do podboju Marsa, a założony przez twórcę Tesli Elona Muska, który pochodzi z RPA. Czternastu przedsiębiorców jest z Indii, po 8 z Kanady i Wielkiej Brytanii, 4 z Niemiec (np. firma Oscar). Inni pochodzą z Argentyny, Egiptu czy Korei Południowej i Chin, a nawet z Uzbekistanu i Azerbejdżanu. Wpływ na rynek pracy firm prowadzonych przez założycieli – imigrantów jest ewidentny. Zatrudniają one przeciętnie 760 pracowników.

Siergiej Brin, współzałożyciel Google, przybył do USA wraz z rodzicami ze Związku Radzieckiego w 1979 r. Skończył Stanford i w roku 1998 założył swój pierwszy startup. Osiemnaście lat później jego firma, której współzałożycielem był Larry Page, miała ponad miliard klientów, a tylko w drugim kwartale 2016 roku osiągnęła przychody w wysokości 21,5 mld dolarów.

Badania wskazują, że imigranci stanowią 15 proc. amerykańskiej populacji, ale stworzyli jedną czwartą amerykańskich przedsiębiorstw, a w Dolinie Krzemowej 44 proc. technologicznych start-upów. Około 70 proc. ich menedżerów i developerów to imigranci. Bez przybyszów z zewnątrz amerykański sektor high-tech byłby znacznie skromniejszy.

Wynika to przede wszystkim z faktu, że zagraniczni studenci znacznie częściej podejmują studia z zakresu nauk ścisłych niż rodowici Amerykanie – 77 proc. studentów elektroniki i nauk komputerowych to obcokrajowcy.

Również w odniesieniu do Wielkiej Brytanii brak wyraźnego obrazu jak będzie wyglądał status pracowników sektora technologicznego po Brexicie. Propozycje rządu zawierają między innymi ograniczenia wizowe dla pracowników sektora technologicznego poniżej szczebla dyrektorskiego i podniesienie progów wymaganego wynagrodzenia, co spowodować może spadek konkurencyjności brytyjskich start-upów.

W październiku minister ds. wewnętrznych podtrzymała zamiar wydawania wiz wyłącznie dla pracowników, którzy wypełniać będą luki na rynku pracy. Rzecz w tym, że w przypadku start-upów trudno to udowodnić. Stąd protesty biznesu, o czym pisał niedawno FT.

Około 20 proc. brytyjskich młodych firm technologicznych spośród ponad 27 tys. powstałych w 2014 roku założonych zostało przez zagranicznych przedsiębiorców. Na szczeblu menedżerskim pracowało na Wyspach 7426 osób czyli 33 proc. ogółu menedżerów start-upów, z czego 3188 było obywatelami innych państw UE – ponad dwa razy więcej niż w 2010 roku.

Dlatego jeszcze przed decyzją o Brexit przedstawiciele ponad 230 firm technologicznych w liście do premiera Camerona wskazywało na negatywne skutki ekonomiczne ograniczających imigrację planowanych przepisów wizowych, bo udział sektora technologicznego w brytyjskim PKB przekracza 10 proc.

Budowa start-upa za granicą jest także europejskim fenomenem. Według Startup Heatmap Europe aż 23 proc. ich założycieli przenosi się poza rodzimy rynek. To pięć razy więcej niż w przypadku innych obywateli europejskich pracujących zagranicą. Najwięcej twórców startup-ów przenosi się z krajów Europy Wschodniej i krajów bałtyckich – w skrajnym przypadku

nawet 85 proc. (z Łotwy). Według wyników badań udostępnionych w sierpniu głównymi czynnikami wpływającymi na decyzję przedsiębiorców były:

  • pozyskanie talentów (71 proc. wskazań),
  • jakość oferowanego w kraju docelowym ekosystemu działania firmy, na który składają się klienci, wsparcie prawne, partnerzy i klienci) – 69 proc.,
  • koszty funkcjonowania firmy w nowym miejscu – 50 proc.,
  • pozyskanie kapitału 44 proc.

Nieco dziwić może stosunkowo niskie znaczenie czynnika finansowego – aż 1 na sześciu badanych stwierdził, że element ten jest zupełnie nieistotny. Wynika to z przekonania, że dobry pomysł, odpowiednia kadra i wsparcie administracyjno-prawne same przyciągną kapitał. Ciekawe, że reprezentanci start-upów pochodzący z krajów mniej zamożnych wyrażali podobne zdanie.

W badaniu atrakcyjności miast, gdzie warto zakładać start-up, przeprowadzonym pośród ponad 700 założycieli europejskich firm, najwięcej głosów otrzymał Berlin – 351 głosów, ale Londyn ustępuje mu tylko nieznacznie – 347.

Liczba zagranicznych start-upów w niemieckich miastach wzrosła w tym roku o ponad 10 proc. Według European Startup Monitor co czwarty pracownik sektora technologicznego w Niemczech jest spoza tego kraju. Liberalna polityka niemiecka jest z pewnością jednym z elementów wsparcia tak szybkiego rozwoju.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test