Piąta władza to władza ludu XXI w. bez złych konotacji

06.11.2013
Internet pozwala obywatelom dotrzeć do informacji i połączyć siły, gdy potrzebują załatwić coś z politykami i z każdą grupą, która ma jakiegoś rodzaju władzę w społeczeństwie. Sama świadomość, że ktoś może sprawdzić ich poczynania wpływa dyscyplinująco – uważa prof. William Dutton z Uniwersytetu Oksfordzkiego.

William Dutton (Fot. EFNI)


ObserwatorFinansowy.pl: Jaka jest jakościowa różnica między czwartą a piątą władzą, rozumianą jako forma sprawowania kontroli nad urzednikami publicznymi przez rzeszę internautów

William Dutton: Od końca XVIII wieku ludzie rozumieją, że niezależna od rządu prasa może działać jako czwarta władza. Szlachta, duchowieństwo i lud były trzema stanami, a oto pojawił się czwarty, który ma niezależną opinię i realny wpływ na władzę. Prasa od XVIII wieku miała duże znaczenie, bo mogła się zwracać do milionów. Dziś radio i telewizja docierają do miliardów ludzi. To jest dziś czwarta władza, nadal potężna, jeśli tylko jest niezależna od rządu. Jeśli nie jest niezależna, nie stanowi czwartej władzy.

Piąta władza to nowa forma kontrolowania rządzących, która stała się możliwa dzięki internetowi. To on pozwala poszczególnym osobom dotrzeć do informacji i połączyć siły. Ludzie mogą łatwo odnaleźć innych, których interesują te same zagadnienia – choroby, zainteresowania, działania społeczne. Przez networking ich wpływ, gdy chcą coś załatwić z politykami, lekarzami, nauczycielami lub z inną grupą, która ma jakiegoś rodzaju władzę w społeczeństwie, jest większy. Ludzie natychmiast znajdują informacje, dzięki którym mogą zakwestionować decyzje władz. Myślę, że jest to rewolucja.

Mogą też wziąć pod lupę informacje z mediów i je podważać. Piąta władza często walczy z czwartą. Są media, które tylko rozpowszechniają komunikaty public relations, więc piąta władza krytykuje lenistwo dziennikarzy. To jest bardzo ważna rola. Piąta władza może być równie ważna, jeśli nie ważniejsza dla XXI wieku niż czwarta władza była od XVIII wieku.

Czy można oszacować wielkość korzyści ekonomicznych możliwych do osiągnięcia dzięki piątej władzy?

To bardzo trudne zadanie. Piąta władza daje możliwość zabierania głosu ludziom, którym zależy, żeby pewne dziedziny życia społecznego i publicznego działały lepiej. Dzięki temu społeczeństwa będą popełniały o wiele mniej kosztownych błędów.

Bardzo duża część debaty o demokracji skupia się na ideach, na demokracji idealnej, w której każdy głosuje jak na zebraniach ludowych w Szwajcarii. Realistyczna wizja demokracji mówi, że istnieje wiele instytucji, które mają wpływ na kierunek spraw publicznych – rząd, elity biznesowe, prasa itd. To jest demokracja pluralistyczna, gdzie jest wiele niezależnych głosów, a żaden z nich nie jest monopolistą. Piąta władza jest więc kolejnym składnikiem tego pluralistycznego miksu w tym sensie, że nie przejmuje kontroli nad pozostałymi, ale poszerza pluralizm i umożliwia demokratyczny dialog. Skutki działania piątej władzy na pewno będą pozytywne.

Czy może pan podać jakieś przykłady?

„Mom’s net” jest brytyjskim serwisem, w którym matki dyskutują o wszelkich sprawach związanych z rodzicielstwem. Od lat pojawiały się informacje, że dziennikarze włamują się do skrzynek głosowych celebrytów, polityków, itp., ale nic się w tej sprawie nie działo. Potem na Mom’s net pojawił się wątek, że włamano się do skrzynki rodziców, których dziecko zaginęło, co rozbudziło ich nadzieję, że dziecko być może jednak żyje. Mom’s net zrobił z tego powodu potężną awanturę. W ten sposób opinia publiczna usłyszała o tej sprawie – serwis, który został stworzony zupełnie w innym celu, wszczął alarm w aferze podsłuchowej.

Mówi się, że w Chinach obywatele nie mają nic do powiedzenia, ale nawet w Pekinie ludzie używają aplikacji do pomiaru poziomu zanieczyszczeń. Za jej pomocą przekazują sobie, czy danego dnia jest zbyt duży smog, żeby jechać do pracy rowerem, czy muszą zakładać maskę. Ludzie skomasowali te dane i teraz mogą kontrolować wypowiedzi rządu – że to nieprawda, że zanieczyszczenie nie przekroczyło dopuszczalnych norm.

Zna pan przykład działania piątej władzy, które doprowadziło do ograniczenia nieefektywnych wydatków państwa?

Strony dotyczące łapownictwa to jeden z moich ulubionych przykładów. W Indiach funkcjonuje serwis „Zapłaciłem łapówkę”. Jeśli ktoś dał łapówkę, wraca do domu i w serwisie wpisuje komu, ile i za co zapłacił.

Włącznie z imieniem i nazwiskiem skorumpowanej osoby?

Tak. Te informacje się zgłasza, ale serwis ich nie udostępnia. Przede wszystkim chroni prywatność zgłaszających. W ten sposób żaden konkretny człowiek nie jest wystawiony na ryzyko, ale dane są gromadzone i wiadomo, ile łapówek w sumie ludzie zapłacili i z jakiego powodu. W ten sposób serwis ujawnia schematy korupcyjne – jakiego regionu dotyczy, jakiej branży itd.

Czy te zgłoszenia są weryfikowane? Co by się stało, gdyby ktoś zgłosił, że dał premierowi 1 mln dol. łapówki, żeby go skompromitować?

Myślę, że gdyby pojawiło się tego rodzaju zgłoszenie, zarządzający serwisem prawdopodobnie by je zweryfikowali. Oni dostają tysiące zgłoszeń. Gdyby ktoś chciał zmanipulować system i kogoś skompromitować, serwis byłby w stanie wykryć fałszywe zgłoszenia przez porównanie z istniejącą bazą danych.

Mówimy o idei otwartego, transparentnego rządu, o coraz silniejszym nacisku na upublicznianie budżetów, dokumentacji wewnętrznej urzędów. Pojawia się jednak pytanie: kto będzie patrzył na te dane? Im bardziej rząd będzie otwarty, tym silniejsza będzie piąta władza. Ludzie będą pytać rządzących: dlaczego tyle pieniędzy wydajecie na ten, a nie inny cel? Budżet państwa jest zbyt duży, żeby ktokolwiek był w stanie objąć go samodzielnie, ale jeśli przygląda mu się wielu ludzi, będą w stanie wyłapać nieefektywności i zacząć o nie dopytywać. I nawet jeśli ludzie nie znajdą nic niewłaściwego, sama świadomość, że ktoś może sprawdzić ich poczynania, dyscyplinująco wpływa na urzędników.

Jak Pan ocenia pomysł e-demokracji?

Może pan być zaskoczony, ale nie jestem zbytnim optymistą, jeśli chodzi o demokrację w internecie. Wielu ludzi nadal nie ma do niego dostępu lub nie potrafi z niego korzystać, nawet w krajach gdzie internet jest masowy.

A demokracja bezpośrednia i referenda?

To jest świetny pomysł. Referendum jako instytucja opiniodawcza, która wskazuje rządom, co ludzie myślą na pewne tematy i w którym kierunku należy iść, to cenna rzecz. Nie uważam, że referenda powinny być wiążące. Doświadczenia Kalifornii nakazują ostrożność, większość rozstrzygnięć jest podważana przez sąd konstytucyjny. Jeśli referenda mają być wiążące, to nie będzie wcale. Parlamenty i inne instytucje państwowe obawiają się wszystkiego, co mogłoby je wiązać. Nawet gdy referendum nie jest wiążące, to pojawia się ryzyko, że rządzący wystąpią przeciwko opinii publicznej. Dlatego większość rządów bardzo obawia się tej formy wyrażania opinii przez ludzi, ale oni i tak są pytani o opinię, np. w sondażach.

Jestem za tym, żeby jak najczęściej wypytywać ludzi, czego chcą, ale żeby te opinie nie były wiążące dla legislacji lub rozstrzygnięć politycznych. Jestem zwolennikiem pluralizmu. Chciałbym żeby było wiele różnych głosów na każdy temat. Referendum oddaje głos opinii publicznej, ale nie chciałbym, żeby jego wynik zamykał sprawę. Powinno być jednym z wielu aspektów debaty. Politycy i tak nie mogą występować zbyt często przeciwko opinii publicznej. To sprawia, że legislacja, parlamentarzyści, politycy w szerszym stopniu odpowiadają za swojej decyzje. Muszą wytłumaczyć, dlaczego idą wbrew opinii publicznej.

Jakie są najlepsze na świecie przykłady serwisów stworzonych przez rządy?

Estonia jest ciekawym przykładem ze względu na swoje doświadczenia z głosowaniem przez internet. Sama idea głosowanie w sieci nie jest jednak dobrym pomysłem, bo nie da się zagwarantować bezpieczeństwa tak przeprowadzanych wyborów.

Nie widzę żadnych genialnych projektów wdrażanych przez rządy. W internecie rządy najczęściej próbują pochwalić się i zdobyć uznanie dla tego, co już zrobiły. Dlatego właśnie musimy mówić o piątej władzy. Ona nie powstała z woli rządu, tylko na skutek niezależnych działań obywateli. Najciekawsze projekty wdrażane przez rząd polegają na tym, że daje on obywatelom możliwość zgłaszania informacji – np. o dziurach w jezdni – i szerszego dostępu do danych o działaniach państwa. Rząd powinien jedynie umożliwiać piątej władzy działanie, dać jej szansę odegrania większej roli w pluralistycznej demokracji.

Rozmawiał Krzysztof Nędzyński

William Dutton jest profesorem studiów nad internetem na Uniwersytecie Oksfordzkim.

Dziękujemy organizatorom Europejskiego Forum Nowych Idei za pomoc w przeprowadzeniu wywiadu.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły