Pięta achillesowa Trumponomiki

01.12.2016
Strategia gospodarcza Donalda Trumpa ma poważne wady. W kraju, w którym występuje chroniczny niedostatek oszczędności, prezydent-elekt chce przywrócić wzrost za pomocą wydatków finansowanych z deficytu.


Wiedzie to do dalszego ograniczenia oszczędności krajowych, powodując nieuniknione powiększenie i tak już za dużej luki w handlu zagranicznym.

Taki obrót wydarzeń ujawnia piętę achillesową Trumponomiki: rażące uprzedzenia protekcjonistyczne, kolidujące wprost z nieuniknionym dla utrzymania wzrostu gospodarczego poleganiem przez USA na zagranicznych oszczędnościach i na deficycie handlowym.

Administracja Trumpa nie odziedziczy silnej i zdrowej gospodarki. Od czasu wielkiej recesji tempo ożywienia utrzymuje się na poziomie o połowę mniejszym, niż przy normalnych odbiciach porecesyjnych – co jest szczególnie niepokojące z uwagi na ogromny zakres spadku aktywności w latach 2008-2009. A oszczędności – zaczynu przyszłej pomyślności – nadal jest żałośnie mało. Tak zwana krajowa stopa oszczędności netto (czyli suma oszczędności firm, gospodarstw domowych i sektora rządowego, pomniejszona o amortyzację) wynosiła w połowie 2016 roku zaledwie 2,4 proc. dochodu narodowego. Oznacza to poprawę w porównaniu z okresem 2008-2011, gdy stan oszczędności był ujemny, co jest zjawiskiem bezprecedensowym. I tak jednak daleko do przeważającego w ostatnich trzech dekadach XX wieku średniego poziomu 6,3 proc.

To istotna kwestia, bo wyjaśnia przyczyny zgubnego deficytu handlowego, przeciwko któremu tak zawzięcie występuje Trump. Chcąc osiągać wzrost mimo braku oszczędności Stany Zjednoczone muszą importować nadwyżkowe oszczędności z zagranicy. Jedynym sposobem na przyciągnięcie kapitału jest natomiast utrzymywanie ogromnego deficytu rozrachunków bieżących i takiegoż deficytu handlowego.

Jest na to wyraźne poparcie w danych liczbowych. Od 2000 roku, kiedy oszczędności krajowe spadły poniżej linii trendu, powiększał się deficyt rozrachunków bieżących – średnio do poziomu 3,8 proc. PKB. Poziom ten jest prawie cztery razy większy niż w okresie od 1970 do 1999 roku, gdy ta luka wynosiła 1 proc. PKB. Podobnie było z deficytem w eksporcie netto, który jest najszerszą miarą nierównowagi w handlu konkretnego kraju. Od 2000 roku wynosi on w USA 4 proc. PKB wobec 1,1 proc. (przeciętnie) w ciągu trzech ostatnich dekad dwudziestego wieku.

Trumponomika nie uwzględnia przyczyn i skutków tego zapóźnienia w rozwoju. Skupia się na tych źródłach deficytu, które dotyczą poszczególnych krajów, jak Chiny i Meksyk. Pomija natomiast kwestię zasadniczą – że te przypadki deficytu dwustronnego są symptomem znacznie głębszego problemu oszczędności w USA.

Załóżmy na chwilę, że USA za pomocą kombinacji ceł i innych posunięć protekcjonistycznych (co obejmuje renegocjację porozumienia NAFTA oraz budowę sfinansowanego przez Meksyk muru granicznego) kończą handel z Chinami i Meksykiem. Na liście krajów, z którymi USA mają deficyt handlowy, zajmują one odpowiednio pierwsze i czwarte miejsce. Jeśli jednak nie zostanie rozwiązana sprawa chronicznego braku oszczędności, przypadające dziś na Chiny i Meksyk części deficytu handlowego po prostu rozłożą się na inne kraje – najprawdopodobniej na producentów o wyższych kosztach. Efektem tego będzie funkcjonalny ekwiwalent podwyżki podatków dla nękanych kłopotami amerykańskich rodzin z klasy średniej.

Krótko mówiąc – wielostronnego problemu nie da się rozwiązać dwustronnie. W 2015 roku Stany Zjednoczone miały deficyt w handlu ze 101 krajami. Jest to więc problem wielostronny, wypływający z niedostatku oszczędności i nie można mu skutecznie zaradzić za pomocą „lekarstw” stosowanych wobec poszczególnych państw. Oznacza to jednak, że jeśli USA nie zaczną znowu oszczędzać, to można mieć ograniczoną jedynie nadzieję na rozwiązanie problemu chronicznego, jak się wydaje, deficytu handlowego,  a także powiązanego z tą nierównowagą (co można prześledzić) słabszego przyrostu zatrudnienia.

Sprawa więc się komplikuje. Trumponomika zapewne spowoduje, że w nadchodzących latach niedostatek oszczędności krajowych jeszcze się zaostrzy. Analizy Tax Policy Center, Tax Foundation oraz Moody’s Analytics zgodnie pokazują, że w efekcie planu gospodarczego Trumpa deficyt budżetu federalnego wzrośnie w ciągu następnych dziesięciu lat do poziomu co najmniej 7 proc. PKB. Wyżsi doradcy Trumpa w dziedzinie polityki gospodarczej – Peter Navarro i Wilbur Ross (typowany przez Trumpa na sekretarza handlu) – w opublikowanym we wrześniu opracowaniu dowodzili natomiast, że szacunki te są błędne, bo nie uwzględniają „pobudzających wzrost korzystnych efektów” reform regulacyjnych i dotyczących energetyki. Nie uwzględniają także dodatkowych pomyślnych okoliczności, jakie powinny się pojawić wskutek zdecydowanego zmniejszenia amerykańskiego deficytu handlowego.

W analizie autorstwa Navarro i Rosa aż 73 proc. pobudzających wzrost korzystnych przychodów Trumponomiki przypisuje się  ogromnej poprawie ogólnego bilansu handlowego, jaka ma nastąpić w ciągu dekady. Jak jednak wykazano powyżej, jest to –jeśli pominąć cudowne powiększenie oszczędności krajowych – mocno wątpliwe. „Twórcza” księgowość – stanowiąca od dawna znak firmowy ekonomii strony podażowej – nigdy nie cechowała się równie bujną wyobraźnią.

Na tym właśnie polega jedna z najbardziej jaskrawych niekonsekwencji Trumponomiki. Zajmowanie twardego stanowiska wobec handlu w czasie, gdy oszczędności krajowe mogą się jeszcze bardziej zmniejszyć, nie ma po prostu sensu. Nawet najbardziej konserwatywne szacunki deficytu budżetu federalnego wskazują, że bardzo już dziś niska krajowa stopa oszczędności netto może w okresie 2018-2019 ponownie przybrać wartości ujemne. Spowoduje to wznowienie presji na deficyt w bilansie rozrachunków bieżących i w handlu. Odwrócenie tendencji do utraty miejsc pracy i dochodów – którą politycy chętnie obwiniają partnerów handlowych USA – stanie się wskutek tego skrajnie trudne.

W nadchodzącej epoce ujemnych oszczędności USA staną się – jak na ironię – coraz bardziej zależne od nadwyżek oszczędności zagranicą. Jeśli administracja Trumpa wyceluje w głównych pożyczkodawców zagranicznych – a konkretnie w Chiny –  strategia ta może w nią szybko ugodzić rykoszetem. Będzie to mieć co najmniej niekorzystny wpływ na warunki, na jakich USA pożyczają zagranicą. Mogłoby oznaczać wyższe stopy procentowe – czego oznaki są już widoczne – a w ostatecznym rozrachunku zniżkową presję na dolara. Jest też oczywiście scenariusz najgorszy – eskalacji globalnej wojny handlowej.

Protekcjonizm, mizerne oszczędności i wydatki finansowane deficytem to razem szczególnie szkodliwy koktajl. Pod rządami Trumponomiki przywrócenie wielkości Ameryce będzie nadzwyczaj trudne.

© Project Syndicate, 2016

www.project-syndicate.org

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test