Płace nie rosną automatycznie z produktywnością

24.04.2019
Płace w gospodarkach krajów rozwiniętych nie rosną równie szybko jak produktywność. Czy jest to anomalia? Gdy uważnie przeanalizujemy, co kryje się pod tymi terminami, to okaże się, że nie tylko trudno mówić o anomalii, ale wręcz trudno by te dwie wielkości rosły w dokładnie tym samym tempie.


W ostatnich latach głośno się zrobiło na temat tzw. spadającego udziału płac w PKB oraz wykresu rzekomo pokazującego, że płace w gospodarkach krajów rozwiniętych nie rosną równie szybko jak produktywność. Dla niektórych badaczy ta obserwacja może stanowić punkt startowy dla normatywnych postulatów o konieczności poprawienia owej anomalii. Tymczasem, gdy uważnie przeanalizujemy, co kryje się pod tymi terminami, to okazuje się, że nie tylko trudno mówić o anomalii, ale trudno byłoby oczekiwać, żeby te dwie wielkości rosły w tym samym tempie.

Termin „produktywność” to najczęściej wielkość Produktu Krajowego Brutto podzielona przez liczbę przepracowanych godzin (w innym wariancie używa się również wartości dodanej). „Płace” to najczęściej mediana płac czyli płaca dzieląca ludzi równo na pół pod względem wysokości zarobku z tytułu pracy (przy tych opisach stosuje się zazwyczaj albo medianę, albo średnią wykluczającą zarobki pracowników o wysokich dochodach, co w efekcie daje podobny skutek).

Takie wyjaśnienie pojęć od razu tłumaczy nam, kiedy i dlaczego te dwie wielkości nie będą podążać w tym samym tempie. Otóż wystarczy, że w procesie ekonomicznym dodatkowe wartości PKB zostaną wygenerowane nie przez przeciętnego pracownika, lecz przez inne sektory. Wtedy nie tylko te wielkości nie będą za sobą podążać 1:1, lecz ich wspólne kroczenie w dokładnie tym samym tempie byłoby anomalią, gdyż oznaczałoby, że nowa wartość ekonomiczna nie przypada na to miejsce, w którym zostaje wytworzona.

Weźmy prosty przykład z brzegu, żeby to wyjaśnić. Powiedzmy, że mamy grupę 10 osób, która wytwarza różne produkty (każdy inny we własnym zakresie). Powiedzmy, że możemy te osoby uporządkować w grupę zarabiających od 1000 złotych w górę co tysiąc do 10 tysięcy. Średni zarobek, podobnie jak mediana, wynosi 5,5 tysiąca. Dla uproszczenia załóżmy, że to stawka godzinowa, więc średni produkt na godzinę wynosi również tyle. Powiedzmy teraz, że nagle najbogatsza z tych osób zmieni pracę i zacznie tworzyć aplikacje sprzedawane na całym świecie tak, że zarobki tej osoby podskoczą dwukrotnie do 20 tysięcy na godzinę. W wyniku tego średnia produkcja podskoczy do 6,5 tysiąca na godzinę, co oznacza około 18 proc. wzrostu średniej produkcji. A co się stanie z medianą płac? Nic. Będzie stała w miejscu. Jej wzrost wyniesie 0, bo dalej 5,5 tysiąca będzie dzielić ludzi równo na dwie połowy.

Powiedzmy więcej: wzrost mediany byłby anomalią, ponieważ dodatkowa wartość ekonomiczna powstała w konkretnym miejscu. Jej źródłem jest wartość aplikacji jednego pracownika, a nie pracownika z okolic mediany. Oczywiście z czasem poprzez proces ekonomiczny dochodzi do tego, że inne dochody również się podnoszą, ale nie następuje to od razu i w tym samym tempie. Następuje to zatem w pełni zgodnie z tym, co przewiduje teoria ekonomii.

Po tej krótkiej konceptualizacji możemy przejść do badań empirycznych i analogicznego wyjaśnienia na przykładzie PKB na przepracowaną godzinę w krajach najbardziej rozwiniętych. Dlaczego ten wskaźnik rośnie szybciej niż mediana płac realnych i dlaczego udział płac w PKB spadał?

Po pierwsze, dlatego, że w PKB zawiera się deprecjacja kapitałowa, którą jest trudno szacować, oraz podatki pośrednie. Gdy te wielkości odejmiemy, to okazuje się, że trudno mówić o systematycznie spadającym udziale płac w PKB. Warto zobaczyć na ten temat opracowanie Benjamina Bridgemana, które pokazuje, że mimo historycznych nizin udziału prac brutto w PKB, udział netto jest bliżej historycznych wyżyn.

Po drugie, dlatego, że w PKB zawiera się tak zwana imputowana renta, czyli dochód wyliczany na podstawie posiadania nieruchomości (i jak gdyby wynajmowania ich samemu sobie). Jeśli ten dochód będzie szacowany na wyższy, to wyższe będzie również PKB. Nie ma powodu, żeby takie wyższe PKB nagle powodowało o tyle samo wyższą medianą płac. Byłoby to nielogiczne. Warto zobaczyć na ten temat znakomite opracowanie Mathew Rognliego (bodaj najlepszego krytyka analiz Pikiettiego).

Kolejną przyczyną jest to, że część PKB jest generowana przez dochody z samozatrudnienia, a nie z pracy. To jest zresztą cecha krajów o udanej transformacji ustrojowej od socjalizmu do gospodarki rynkowej. Jeśli na przykład jutro powstanie wiele nowych małych firm, to udział płac w PKB spadnie. Jeśli te firmy zaczną odnosić sukcesy i zwiększać produkcję, to wynagrodzenie przypadnie głównie na jego generatora: samozatrudnienie, a nie na medianę płac. Mówiąc inaczej, wolniejsze wzrosty mediany płac odzwierciedlają również rozwój sektora małych przedsiębiorstw.

Dodatkowo warto pamiętać, że stosuje się inne indeksy cenowe. Dla PKB stosuje się deflator, a dla mediany płac wskaźnik CPI. To oznacza, że płace są relatywnie bardziej zdyskontowane w stosunku do PKB, gdzie indeks cenowy jest niższy.

Ciekawe jest to, że pomija się niestety tak zwane „kompensacje” dla pracowników. Chodzi o dodatkowe niepieniężne wynagrodzenia, które pracodawcy wypłacają pracownikom np. ubezpieczenia. Z punktu widzenia pracodawcy jest to w istocie wynagrodzenie, gdyż pracodawca jest zainteresowany porównaniem produktywności pracownika do jego całkowitego kosztu, czyli wszelkich wydatków. Dobrze to pokazuje opracowanie Amerykańskiego Fed.

Ważne również jest, że jakaś istotna część różnicy w produktywności wynika ze zjawiska opisywanego przeze mnie na hipotetycznym przykładzie. W rozwijającej się gospodarce rolę odgrywają najlepsi i to oni generują dodatkową wartość ekonomiczną. Dlatego ich zarobki rosną szybciej od mediany płac. Z kolei w krajach najbardziej rozwiniętych pracownicy z okolic mediany płac są łatwiej zastępowalni przez pracowników z krajów biednych i rozwijających się. W istocie po części stąd wynika słynny „wykres słonia” autorstwa Milanovica, pokazujący, że na globalizacji najbardziej korzystają ludzie w krajach biednych i goniących kraje najbardziej bogate oraz najbogatsi w najbogatszych krajach (mniej korzysta klasa średnia w krajach najbogatszych, choć ciągle korzysta). Dzieje się to głównie z powodu przepływów kapitałowych i przenoszenia produkcji.

Musimy pamiętać, że narracje ekonomiczne pisze się w najbogatszych krajach świata. Właśnie tam ów rozziew jest najbardziej widoczny. Inaczej rzecz ma się w krajach biedniejszych lub tuż za czołówką, np. według danych NBP w ostatnich kilku latach płace w Polsce rosły szybciej niż średnia produktywność.

Podsumowując zatem: nie istnieje żaden paradoks rozziewu między dynamiką produktywności a płac. Istnieje za to rozziew między PKB na godzinę pracy a medianą płac w najbogatszych krajach, który bardzo łatwo wytłumaczyć standardową teorią ekonomii i zademonstrować dobrymi badaniami empirycznymi.

Tekst powstał jako głos w dyskusji po konferencji naukowej „Produktywność gospodarki: uwarunkowania, determinanty, perspektywy”, która odbyła się we Wrocławiu 12 kwietnia 2019 roku. Konferencja została zorganizowana przez Uniwersytet Wrocławski, Towarzystwo Ekonomistów Polskich i Narodowy Bank Polski.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test