Czy jest jakaś różnica między drukowaniem pieniędzy a łagodzeniem ilościowym?

Gdyby Amerykanie wyciągnęli wnioski z błędów popełnionych w latach 90 w Meksyku, kryzysu finansowego można było by uniknąć.

Choć ostatni kryzys finansowy miał unikalne cechy, można go było uniknąć lub znacznie złagodzić jego przebieg, gdyby tylko rządy wyciągnęły wnioski z błędów jakie zostały popełnione wcześniej. Oto krótkie przypomnienie sytuacji w Meksyku w 1994 roku, która, choć może się to wydawać się zaskakujące, wykazuje podobieństwo co do przyczyn jak i przebiegu kryzysu, który teraz dręczy amerykańską gospodarkę.

W owym czasie drukowanie pesos na masową skalę spowodowało odpływ kapitału z Meksyku i dewaluację waluty. Dlaczego rząd meksykański do dopuścił? I dlaczego, gdy rynki finansowe dowiedziały się o tej polityce, bank centralny nie sprzedawał obligacji i nie ściągnął z rynku niepotrzebnego pieniądza? To nie było tak, że bank centralny w Meksyku nie wiedział, co robi. Chodziło o coś innego.

Rząd meksykański został postawiony przed bardzo trudnym dylematem. I to zaraz przed wyborami. Między czerwcem 1991 r. i lipcem 1992 r. rząd sprywatyzował 18 banków. Rząd dawał pełną gwarancję dla prawie wszystkich deponentów w FOBAPROA (Fondo Bancario de Proteccion al Ahorro), ale nie narzucał przepisów dotyczących jakości kredytów bankowych. Konsekwencje były zgodnie z oczekiwaniami: ilość złych kredytów wzrosła, a żeby uchronić banki przed bankructwem, rząd musiałby nagle wysupłać z kieszeni podatników 70 miliardów dolarów. Taka kwota dziś to prawie drobniaki, ale nie było tak wówczas, i na pewno nie było tak dla Meksyku.

Jeden wniosek wydaje się prosty. Albo rządy nie ubezpieczają depozytów i kredytów, albo jeśli decydują się to robić, muszą także nałożyć regulacje na bankierów co do sposobów inwestowania ubezpieczonych środków. W przeciwnym razie, częściowo zderegulowane instytucje finansowe szybko zaczną udzielać kredytów mało wiarygodnym kredytobiorcom. Ta sekwencja wydarzeń doprowadziła do kryzysu Savings and Loans, z którego wnioski zostały również zignorowane.

Kiedy instytucje finansowe są poddane regulacjom z obu stron, ich zarząd może uważać się za „bankierów”, ale tak naprawdę nie uprawiają oni „bankowości”, ponieważ nie muszą robić żadnego due diligence. Gdy rządy ubezpieczają depozyty, ale pozwalają bankom inwestować pieniądze gdziekolwiek chcą, to doświadczenie podpowiada, że ​​”bankierzy” w tych częściowo regulowanych instytucjach dają się nabrać na wszelkiej maści obietnice cudownych zysków.

Przed ostatnim kryzysem, Waszyngton nie tylko gwarantował depozyty na żądanie w bankach, ale również, implicite, przez Freddie Mac i Fannie Mae, fundusze rynku pieniężnego i należności z tytułu kredytów hipotecznych. Skala kryzysu odzwierciedla bezprecedensową skalę gwarancji jakich udzielił rząd.

Z kryzysu meksykańskiego trzeba było wyciągnąć następującą lekcję: jeśli rząd Stanów Zjednoczonych utrzymuje, wprost lub pośrednio, gwarancje dla depozytów, zobowiązań Freddie i Fannie i opiera się na nierzetelnych agencjach ratingowych, to instytucje finansowe muszą być ściśle regulowane.

Jednakże, jeżeli rząd wchodzi na ścieżkę deregulacji, to gwarancje depozytów też muszą zostać zniesione. Ta lekcja znowu została zlekceważona. Amerykańskim wyborcom zaproponowano tylko opcję sztywnej regulacji z alternatywą w postaci zniesienia bezpośrednich gwarancji dla wkładów i należności z kredytów hipotecznych. Temat gwarancji implicite dla funduszy rynku pieniężnego prawie w ogóle nie został poruszony.

Z innych błędów popełnionych w 1994 też nie wyciągnięto wniosków.

Meksykańscy politycy stanęli wówczas przed innymi nieprzyjemnymi wyborami: powiedzieć wyborcom, że popełnił wielki błąd i że podatnicy będą musieli ponieść koszty. Albo ewentualnie drukować pesos żeby wywiązać się z gwarancji dla depozytów.

Rząd meksykański i bank centralny zdecydowały się na drugą opcję. Zaczęła się dewaluacja, która nie rozwiązała żadnego z problemów Meksyku.

Przez pewien okres czasu bankowi centralnemu udało się ukrywać, że maszyny drukarskie pracują pełną parą. To pozwoliło dobrze poinformowanym Meksykanom wywieźć pieniądze z kraju przy jeszcze korzystnych cenach. Meksyk szybko stracił około 20 miliardów dolarów rezerw walutowych. W tamtym czasie naiwni obserwatorzy (wśród nich Paul Krugman) obciążali winą za odpływu kapitału „krótkoterminowych zagranicznych spekulantów”. W rzeczywistości sytuacja bardziej przypominała polityczny insider trading, niż „spekulację”.

Meksykańscy insiderzy pierwsi wycofali swoje pieniądze. Gdy inwestorzy zauważyli nadmiar niepotrzebnych pesos nastąpiła dewaluacja. W tym punkcie wniosek dla USA brzmi: żeby odkryć przyczynę, idź za ruchem pieniądza, i nie ufaj powierzchownemu teoretyzowaniu akademików i dziennikarzy.

Jakie więc są sukcesy ilościowego łagodzenia kiedy spojrzymy na przepływy pieniędzy?

Ta polityka uzupełniania kasy banków, choć nie całkiem w ten sposób jak w Meksyku czy w czasie kryzysu Savings and Loans. Zamiast drukować pieniądze, aby spełnić nominalne zobowiązania, rząd i Fed zdejmują toksyczne kredyty z bilansów instytucji finansowych.
A jeśli i tego byłoby za mało, banki mogą bardzo tanio pożyczać od Fed i kupować obligacje skarbowe. Sowity spread między tymi stawkami pozwala im notować rekordowe zyski i odbudowywać swoje bilanse bez ryzyka i bez wysiłku.

Czy wszystkie te działania rządu wystarczą, aby zapobiec deflacji?

Duży wzrost toksycznych kredytów stworzonych w ostatnich latach przełożył się nie tylko na ceny nieruchomości, ale i na wiele innych cen. Kiedy okazało się, że ceny te były wynikiem błędnych wyobrażeń, a nie rzeczywistości, zaczęły spadać. Na ile Fed powinien angażować się w łagodzenie ilościowe aby zapobiec załamaniu i utrzymać ceny wywindowane w czasie błędnej ekspansji kredytowej? Odpowiedź nie jest oczywista. Mimo ekstremalnie łagodnej polityki pieniężnej, ceny domów w dalszym ciągu spadają.

W obecnym kryzysie cała dyskusja skupiła się na polityce monetarnej. Doświadczenie Meksyku podpowiada jednak, że równie istotne są czynniki fiskalne i regulacyjne.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w Forbesie.


Tagi


Artykuły powiązane

Bankierzy centralni nie mają wpływu na wszystko

Kategoria: Zewnętrzni eksperci
Obecny kryzys z punktu widzenia polityki pieniężnej nie ma precedensu. Jak na razie nie ma ryzyka inflacji. Trzeba jednak uważać, by nie kontynuować działań specjalnych, gdy pandemia już minie - przekonuje Paul Tucker, były wiceszef Banku Anglii.
Bankierzy centralni nie mają wpływu na wszystko

Najwierniejsza przyjaciółka dolara

Kategoria: Analizy
Działania Fed w dobie COVID-19 wzbudzają uznanie. Będący ich efektem wzrost sumy bilansowej Fed rodzi obawy o kondycję dolara USA. Nie wszyscy jednak podzielają ten sceptycyzm. Rzecz w tym, że za dolarem przemawia nie tylko ekonomia.
Najwierniejsza przyjaciółka dolara

QE i jego felery

Kategoria: Analizy
W sprawie QE, czyli „dodruku” pieniędzy przez wielkie banki centralne na świecie, gdy już nie wiedzą, co dalej robić, są dwa dość mocne poglądy dające się obronić. Pierwszy, że nikt właściwie nie wie, jak to działa. I drugi, że mimo tej niewiedzy, luzowanie w bilionach ma mnóstwo zwolenników.
QE i jego felery