Polska i globalizacja – rachunek na plusie

23.05.2014
Z globalizacją jest jak z koniem u księdza kanonika Chmielowskiego: że jest i jaka jest, każdy widzi. Gorzej z oceną wpływu. Najłatwiej stwierdzić, że jest wielki. Firma McKinsey idzie dalej. Z jej szacunków wynika, że przepływy towarów, usług i środków finansowych dodają światu co roku niemal tyle samo, ile wytwarza cała Polska.

(CC By NC Hannes Rinkl)


Nasz kraj odnajduje się w warunkach globalizacji całkiem nieźle. W opracowanym przez firmę doradczą McKinsey rankingu szeregującym grubo ponad setkę państw pod względem „indeksu łączliwości” (connectedness) zajmujemy 19. pozycję. Awansowaliśmy od 1995 roku o 5 miejsc. Informacje te pochodzą z opublikowanego właśnie raportu „Global flows in a digital age: how trade, finance, people and data connect the world economy”.

Jego autorzy nie używają terminu globalizacja. Abstrahując od przyczyn, koncentrują się na skutkach tego procesu oraz na przewidywaniach jego dalszego – burzliwego – rozwoju. W głównej tezie (punktującej stałe przyspieszanie przepływu towarów, usług, pieniędzy, ludzi i bitów ponad granicami) położyli nacisk na oszałamiające skutki cyfryzacji świata i gospodarki. Zajmują się przy tym wyłącznie jej wymiernymi efektami liczonymi w pieniądzu i wskaźnikach, pomijając zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki społeczne. To nie zarzut, nie tworzyli przecież ani manifestu, ani nowego paradygmatu ekonomii. W każdym razie globalizacja, nawet jeśli nie została tu nazwana, jest najdonioślejszym polityczno-gospodarczym faktem we współczesnym świecie i mało wskazuje, by tendencja się odwróciła lub spadło tempo jej przybierania.

Rośnie jak przepływ informacji

Na każde 5 dol., które wydajemy na zakup jakichkolwiek towarów, płacimy 1 dol. za produkt zagraniczny. W 1995 r. proporcja ta wynosiła 7:1. Zagraniczne źródła finansowania stanowią obecnie ponad 33 proc. całości (w 1990 r. poniżej 20 proc.). Najbardziej spektakularny jest wzrost przepływu informacji i łączności międzynarodowej. W okresie 2002–2012 średnioroczny wskaźnik wzrostu ruchu transgranicznego w internecie wyniósł 60 proc., a w latach 2002–2011 r. liczba międzynarodowych rozmów uległa potrojeniu.

W 2012 r. wartość towarów, które w drodze do odbiorcy przekroczyły granicę między państwami, miała wynieść 17,8 bln dol. Wartość usług ponadgranicznych była rzecz jasna o wiele mniejsza (4,4 bln dol.), bo choć stanowią one dziś ogółem niemal 2/3 globalnego produktu brutto, to chodzimy jednak raczej do magla za rogiem i do lekarza w rejonowej przychodni, rzadziej korzystając z usług zagranicznych. Trzeba jednak zauważyć, że duża część usług świadczona jest w poszczególnych państwach przez ulokowane w nich afiliacje usługodawców zagranicznych. Na tej zasadzie w 2011 r. wartość usług świadczonych poza USA przez zagraniczne odnogi firm amerykańskich osiągnęła 13 bln dol. W usługach zatem to góra przychodzi do Mahometa.

Globalne finanse pod kreską

Kolejny przedmiot globalizacji to międzynarodowe przepływy finansowe, na które w tym ujęciu składają się zagraniczne inwestycje bezpośrednie, zakup zagranicznych akcji i obligacji oraz pożyczki i depozyty dokonywane i lokowane poza krajem. Tak zdefiniowane łączne przepływy finansowe ponad granicami państw wyniosły w 2012 r. niemal 4 bln dol. i jest to jedyna kategoria globalizacyjna, która nie zdołała w 2012 r. wrócić do poziomu sprzed kryzysu finansowego. Wzrost, a następnie spadek przepływów środków finansowych były spektakularne. W 1980 r. miały one wartość 470 mld dol., żeby w 2007 r. wrosnąć do niebotycznej kwoty 120 bln dol., co oznaczało odpowiednio 4 proc. i 21 proc. globalnego produktu brutto. W 2012 r. transgraniczne przepływy finansowe stanowiły 5 proc. światowego produktu.

Globalizacja to również przemieszczanie się ludzi obejmujące migrantów, podróżnych oraz studentów zagranicznych. Z uwagi na ochronę krajowych rynków pracy i niechęć do dzielenia się zdobyczami socjalnymi w tej dziedzinie wzrost jest najmniejszy i następował wyłącznie w grupie podróżnych i studentów, jako że w ciągu 30 ostatnich lat liczba tzw. migrantów długookresowych rosła w takim tempie jak liczba ludności świata.

Tak jak w czasie XIX-w. rewolucji przemysłowej postęp i rozwój uosabiała jednostka mocy – wat, czyli dżul na sekundę, to dziś dżula spychają na bok megabity na sekundę. W opracowaniu McKinseya kwestia skutków i zasług cyfryzacji zajmuje wprawdzie miejsce najbardziej eksponowane i najobszerniejsze, w tym jego przeglądzie ograniczymy się jednak do stwierdzenia oczywistości tego wniosku i ze względu na wielowątkowość oraz wagę zagadnień cyfryzacji zostawimy je na inną okazję.

Miary globalizacji

Miary globalizacji mogą być przeróżne. Syntetycznej i przejrzystej ilustracji dostarcza suma transgranicznych przepływów towarów, usług i środków finansowych. W 2012 r. sięgała ona 26 bln dol., co stanowiło 36 proc. globalnego produktu brutto. W 1990 r. było to 5 bln i 23 proc. sumarycznego PKB świata. Dodatkowy komentarz jest zbędny.

Świat rozwijał się wzdłuż szlaków wędrówek ludów i handlu. Na Zachodzie najruchliwsze było przez kilka tysiącleci Morze Śródziemne. Podróże Marco Polo przypominają o Jedwabnym Szlaku. W naszych rejonach rej wodził przez wieki Związek Hanzeatycki. Nawiązania te służą wskazaniu, że jedną z miar postępów globalizacji jest ruch odbywający się na 50 najbardziej zatłoczonych szlakach współczesności. W 1990 r. przemieszczono nimi aż 63 proc. towarów będących w obrocie transgranicznym. W 2012 r. wskaźnik ten obniżył się do 54 proc.

Zmiana ta wskazuje na intensyfikację handlu na obszarach i w kierunkach odgrywających niegdyś znacznie mniejszą czy wręcz marginalną rolę. Ruch na głównych trasach przewozów nie zmalał, ale zapełniły się morskie i lądowe drogi rzadziej kiedyś uczęszczane przez statki, samochody i pociągi.

Handel między państwami rozwijającymi się prowadzony w relacji Południe–Południe stanowił w 1990 r. zaledwie 6 proc. światowej całości, a w 2012 r. było to już 24 proc. W wielkościach bezwzględnych zmiana jest jeszcze bardziej spektakularna, bo wartość towarów przemieszczanych w obrębie południowej półkuli wzrosła w tym czasie ze 198 mld do 4,4 bln dol. Wszystko to stało się m.in. wskutek globalizacji, której efekty ukazują się także na sposób jak najbardziej konwencjonalny.

Globalizacja to zatem przede wszystkim wielka swoboda przemieszczania się po świecie czegokolwiek, od idei i myśli po towary i kapitał. Wiemy zaś, że nic tak nie sprzyja powodzeniu i zasobności jak wolność. Co mądrzejsi dodają, że wolność wymaga głębokiej refleksji i samoograniczeń. Z tym zaś właśnie jest w dotychczasowych procesach globalizacyjnych najgorzej.

Przepływ dodaje wartości

Tak czy inaczej, badacze z McKinsey potwierdzili istnienie pozytywnej współzależności między wszystkimi rodzajami przepływów globalnych a wzrostem światowego produktu brutto. Ocenili, że w ostatnim okresie wszystkie te przepływy dodają do globalnego wzrostu bardzo pokaźną wartość: 250–450 mld dol. Gdyby namacalne efekty globalizacji miały być bliższe kwoty górnej, to liczone produktem światowym są niemal tak duże jak równowartość PKB Polski. Dokładniejsze byłoby porównanie z Norwegią i jej PKB nieco mniejszym od naszego, ale Norwedzy już teraz mają o niebo większe powody do zadowolenia z życia, więc mogą nam w tym porównaniu ustąpić. Gdyby wpływ globalizacji na światowy wzrost gospodarczy miał być jednak mniejszy, to przysparza ona tyle, ile całoroczna praca wszystkich Finów (250 mld dol. to mniej więcej tyle, ile wynosi PKB Finlandii).

W innym ujęciu: jeśli przyjąć, że coroczny przyrost ogólnoświatowego PKB wynosi 100, to przepływy międzynarodowe towarów, usług, środków finansowych, ludzi i bitów stanowią w tej setce 15–25 proc.

Kto skorzystał najwięcej

Intuicja podpowiada, że największymi beneficjentami globalizacji są państwa najbardziej rozwinięte. Domysły znajdują wyraźne potwierdzenie w wynikach wspomnianego już rankingu. Uwzględnia on udział danego państwa w przepływach globalnych ogółem oraz w ich poszczególnych rodzajach, a także umożliwia śledzenie zmian łączliwości ze światem w przekroju czasowym. Rozmiary wwozu do i wywozu z poszczególnych krajów zostały sprowadzone do względnej porównywalności dzięki wzięciu pod uwagę rozmiarów ich gospodarek. Było to niezbędne, ponieważ państwa łączące potęgę ekonomiczną z wielkim obszarem byłyby w rankingu upośledzone. Wydawałoby się mianowicie, że na tle innych są raczej zamknięte, bowiem w porównaniu z „maluchami” – jak Hongkong czy kraje Beneluksu – działają intensywniej na rynkach wewnętrznych i jest to najzupełniej naturalne.

W kategoriach możliwości wzrostu PKB państwa najściślej połączone ze światem mogą korzystać z globalizacji nawet o około 40 proc. bardziej niż państwa z niską wartością indeksu connectedness. Liderem zestawienia są Niemcy, które zanotowały od 1995 r. wzrost przepływów we wszystkich kategoriach. Pierwsze miejsce w „ważonych” przepływach towarowych zajął Hongkong, który jest drugi w klasyfikacji generalnej.

W usługach transgranicznych pierwszeństwo należy do Irlandii (14. miejsce ogółem). W finansach prym wiedzie Luksemburg (24. ogółem), a w przepływie osób przodownictwo należy do USA (3. ogółem). W kategorii „dane i łączność” pierwsza jest Holandia, która zajęła też świetne 6. miejsce w rankingu całościowym.

Polska w warunkach globalizacji

Polska jest 19., a wyróżnia nas poza tym m.in. dość spory wskaźnik intensywności przepływów (flow intensity) wynoszący 98 proc. Jest to relacja wartości ponadgranicznych przepływów towarów, usług i środków finansowych do wielkości PKB. Dla porównania: ten sam wskaźnik dla Niemiec wynosi 110 proc., dla USA 35 proc., dla Wielkiej Brytanii 60 proc., a dla Luksemburga aż 2600 proc. Wskaźnik luksemburski wykrzywia obraz, uwypukla sporą sztuczność oraz niedoskonałość tego rodzaju porównań, lecz z drugiej strony odzwierciedla rolę Luksemburga jako wielkiego centrum finansowego.

Jeszcze mocniej wyróżniamy się jako kraj i gospodarka pod względem dynamiki wskaźnika intensywności przepływów w okresie 1995–2012. W tym czasie, a w wielkim stopniu zawdzięczmy to przyjęciu do UE, wzrósł on dla Polski o 41 proc., co stawia nas na 8. miejscu wśród 131 uwzględnionych w rankingu państw. Wyprzedziły nas m.in. pierwsza w takim ujęciu Estonia (72 proc.), Niemcy (53 proc.), a także Maroko (46 proc.). Maroko warte jest uwagi także dlatego, że od 1995 r. wspięło się w rankingu głównym aż o 26 miejsc. Polski rząd i co bardziej przewidujące polskie firmy szukają perspektywicznych partnerów gospodarczych w Afryce, więc pożytecznie jest zwrócić uwagę, że najwidoczniej są u podnóża Atlasu nie tylko piękne plaże i tłoczne bazary.

W Europie Środkowej i Wschodniej wyprzedziła nas w głównym rankingu jedynie Rosja, która zajęła 9. miejsce. Zawdzięcza to przede wszystkim dużej ruchliwości Rosjan, co widać w Londynie i na Lazurowym Wybrzeżu, ale także w ośrodkach uniwersyteckich. Intensywne peregrynacje naukowe młodych Rosjan powinny dawać do myślenia zarówno pesymistom, jak i optymistom zastanawiającym się nad teraźniejszością i przyszłością tego państwa oraz relacji świata z Rosją.

Wiedza i praca

Jeśli zastanawiamy, czego wymagać od rządu i partii politycznych w przededniu serii wyborów, to szczególnie ważny powinien być dla nas fragment wyników badań McKinseya odnoszący się do podziału na dobra zawierające w sobie dużo wiedzy i te, które powstają w wyniku zużycia pracy, kapitału i surowców. Te pierwsze mają w sobie znaczący komponent badań i rozwoju oraz pracy na najwyższym poziomie. Są wśród półprzewodniki i komputery, farmaceutyki, pojazdy, maszyny i urządzenia, usługi księgowe, prawne czy inżynieryjne, zaś w przepływach finansowych wyróżniają się pod względem zawartości czynnika wiedzy zagraniczne inwestycje bezpośrednie, płatności tantiem, a także należności z tytułu patentów.

Przepływy międzynarodowe towarów i usług naznaczonych wiedzą miały w 2012 r. wartość 126 bln dol., stanowiąc niemal połowę całości obrotów transgranicznych. Obroty dobrami wyróżniającymi się wiedzą rosną szybciej niż światowa wymiana towarów i usług wymagających przede wszystkim pracy, kapitału i surowców. Handel półprzewodnikami i lekarstwami rośnie np. 1,3 razy szybciej niż tkaninami i zabawkami.

W zestawieniu obejmującym napływ i odpływ towarów z wyróżnionym udziałem wiedzy (knowledge intensive) na pierwszym miejscu są USA, potem Chiny (to do pewnego stopnia niespodzianka), a na trzecim miejscu Niemcy. Kolejne pozycje zajmują najwyżej rozwinięte państwa Europy i Azji. Państwa rozwinięte przejęły aż 2/3 przepływów dóbr knowledge intensive i szybciej od państw wschodzących (emerging) poprawiają relacje takich przepływów do całości PKB. Ujawnia się tu efekt wyższego poziomu wykształcenia zatrudnionych.

Rady dla doganiających są banalne – skuteczniej tworzyć warunki i instytucje sprzyjające innowacjom oraz coraz szerszemu wykorzystywaniu możliwości internetu. Polska odstaje od czołówki, bo jest w tym zestawieniu w okolicach 30. miejsca.

Radykalne obniżenie barier w przepływie towarów, ludzi, informacji i kapitałów przyniosło światu wiele dobrego. Umowny początek globalizacji łączy się z 25. rocznicą zmiany ustrojowej w Polsce. Można zaryzykować tezę, że bez globalizacji efekty naszych reform rynkowych dawałyby o sobie znać znacznie wolniej i bylibyśmy dziś w grupie państw zacofanych, a nie wśród pierwszych 20–25 najlepiej rozwiniętych państw świata. Trzeba z drugiej strony dostrzec, że procesy globalizacyjne idą zbyt szybko, zbyt żywiołowo i bezrefleksyjnie, jednak dla Polski rachunek zysków i strat jest (przynajmniej na razie) na plusie.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test