Polska błyszczy w rankingach, ale co z tego wynika

02.09.2011
Wysoka pozycja w różnych zestawieniach atrakcyjności inwestycyjnej gwarantuje Polsce miejsce na listach potencjalnych lokalizacji fabryk, czy centrów usług międzynarodowych firm. Nie należy jednak popadać w hurraoptymizm. Jest wiele niedociągnięć, nad którymi warto się pochylić. Daleko nam też do światowej czołówki w napływie inwestycji. I to się raczej nie zmieni.

Warszawa jest jednym z najbardziej atrakcyjnych miast na świecie dla lokalizowania biznesu (CC BY-ND Mike McHolm)


Raz na miesiąc-dwa któraś z firm konsultingowych lub międzynarodowych agencji publikuje ranking atrakcyjności inwestycyjnej. Od dłuższego czasu Polska wypada w nich nieźle. Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ) twierdzi, że te rankingi to najlepszy lek na wszystkie polskie kompleksy i gdyby mógł – współfinansowałby przygotowanie kolejnych raportów.

– Raporty atrakcyjności inwestycyjnej kształtują opinię inwestorów na wstępnym etapie ich obecności na rynku. To dzięki nim dany kraj w ogóle może znaleźć się na liście potencjalnych lokalizacji – uważa Jacek Kędzior, szef praktyki podatkowo-prawnej Ernst & Young na Europę Środkową i Południową (podlega mu w firmie 19 krajów).

Polska świetnie wypada ostatnio w rankingach, a PAIIZ pracuje za dwóch. Ostatnio agencja informowała, że obsługuje 172 projekty, warte 6,4 mld euro, dzięki którym może powstać 47,5 tys. miejsc pracy. Tak wielu inwestorów pukało do agencji w 2007 r., kiedy Polska notowała rekord zagranicznych inwestycji. Niestety od współpracy z agencją do budowy fabryki daleko. Niektórzy szacują, że tylko co dziesiąty inwestor decyduje się ostatecznie na wybór Polski. Wyniki rankingów nie przesądzają sprawy.

– Inwestorzy biorą pod uwagę rankingi, ale są one tylko jednym z wielu czynników wpływających na decyzje inwestycyjne – mówi Andrzej Hutniczak, wiceprezes sekcji BPO w Capgemini.

W momencie podejmowania decyzji poszczególne firmy potrzebują bardziej szczegółowych danych niż dostępnych w raportach. Sprawdzają lokalizację biorąc pod uwagę 20-30 kryteriów obejmujących zarówno informacje makro, czyli stabilność systemu politycznego, prawnego, ale także szczegółowe dane dotyczące konkretnych lokalizacji, infrastruktury logistycznej, rynku pracy czy zachęt finansowych oferowanych przez rząd i władze lokalne. O podjęciu decyzji decydują przede wszystkim te szczegółowe dane – mówi Jacek Kędzior.

Niekiedy ważnym kryterium jakie jest brane pod uwagę jest liczba połączeń lotniczych do miasta w świecie, gdzie znajduje się centrala na region inwestora.

Czują Polskę nosem

Rankingi atrakcyjności inwestycyjnej dzielą się na trzy grupy: określające odczucia respondentów (które miejsca uważane są za atrakcyjne), szeregujące lokalizacje pod względem jednego lub większej liczby kryteriów istotnych dla inwestorów (np. stan infrastruktury, biurokracja, itp.) oraz pokazujące faktyczny stan zaangażowania inwestorów (napływ inwestycji, liczba projektów).

Do grupy pierwszej zaliczane są informacje zamieszczone w ogłoszonym niedawno przez UNCTAD raporcie World Investment Report, gdzie respondenci wymieniają kraje, które ich zdaniem ściągną najwięcej inwestycji w latach 2011-13. Polska w tym zestawieniu wypada znakomicie, jest na szóstym miejscu, wyprzedzają nas tylko kraje BRIC – Brazylia, Rosja, Indie i Chiny oraz USA.

Kolejny ranking, który mówi o odczuciach, można znaleźć w raporcie Ernst&Young „2011 European Attractiveness Survey”, w którym 812 respondentów dało po dwie odpowiedzi na pytanie, jaki kraj będzie w najbliższych trzech latach najbardziej atrakcyjny dla rozwoju ich firmy.

Tu dla odmiany Polska nie wypada świetnie. W poprzednim raporcie zajęła pierwsze miejsce w Europie i była wskazana jako dobre miejsce do inwestowania. W ostatnim wymieniana jest jedynie Europa Środkowa i Wschodnia. Nasz region przegrywa w ocenach z Europą Zachodnią i z Chinami.

Na co patrzą firmy

Polska blado wypada na tle konkurencji w niektórych rankingach pokazujących warunki inwestycyjne. Np. w badaniu A.T. Kearney Global Services Location Index, czyli wskaźniku atrakcyjności dla centrów usług, zajmujemy dopiero 24 pozycję. Pocieszające jest to, że skoczyliśmy aż o 15 oczek w górę w porównaniu z poprzednim badaniem. Tak duży skok wśród 50 krajów dokonała jedynie Wielka Brytania, która jest w tym badaniu na miejscu 16.

Pod względem umiejętności i dostępności (odpowiednie doświadczenie, wielkość i dostępność pracowników, wykształcenie, znajomość języków) zajmujemy miejsce 23. Gorzej jest, jeśli brać pod uwagę korzyści finansowe (koszty wynagrodzeń, koszty infrastruktury, podatki): tu Polska zajmuje 35 pozycję. Najlepsze mamy otoczenie biznesowe (ryzyko, infrastruktura, kultura, własność intelektualna), bo w tej kategorii Polska zdobyła 19 miejsce.

Polska wygrywa za to w rankingach, które pokazują stan gospodarki, czy poziom wykształcenia. W roczniku OECD na 2011 r. Polsce pod względem finansów publicznych bliżej do Niemiec, Austrii i Szwecji niż Irlandii, Hiszpanii czy Grecji.

Nasze szkolnictwo też jest docenione przez analityków OECD. Polska zajęła w badaniu PISA 2009 jedenastą pozycję, o siedem miejsc lepiej w porównaniu z 2006 rokiem. To efekt tego, że 30 proc. Polaków w wieku 20-29 lat studiuje. Średnia dla OECD wynosi tylko 25 proc.

Ale niewiele zmienia się na lepsze w obszarach, które są naszą bolączką, jak np. korupcja. W rankingu Transparency International Polska ma 5,3 punktu, gdy 10 oznacza brak korupcji, a 0 – wysoki poziom.

– Polska nadal zasłużenie jest traktowana jako atrakcyjne miejsce dla inwestycji. Gwarantują jej to położenie, dostęp do dużych rynków wschodnich oraz standard cywilizacyjny. Dlatego wysoka pozycja nie dziwi. Jednak nieustannie powinniśmy się zastanawiać, co zrobić, żeby Polska była atrakcyjniejszym miejscem – podkreśla Jacek Kędzior.

Fakty i mity

Raporty z grupy „stan inwestycji” pokazują nas w bardzo dobrym świetle. W cytowanym już badaniu Ernst&Young Polska jest na 7. miejscu wśród krajów Europy pod względem liczby bezpośrednich inwestycji zagranicznym (BIZ) w 2010 r. To skok o jedną pozycję w porównaniu z ubiegłorocznym badaniem. Nasz kraj zanotował najwyższy w Europie wzrost liczby projektów – o 40 proc. do 143. Inwestycje zrealizowane w ubiegłym roku stworzyły 12,3 tys. miejsc pracy. Więcej etatów powstało tylko w Wielkiej Brytanii i Francji. Rok temu mieliśmy pod tym względem piąte miejsce w Europie (7,5 tys.). To zwiększa udział Polski pod względem utworzonych miejsc pracy z 6 proc. w 2009 r.  do 9 proc. w 2010 r. Autorzy raportu zaliczają Polskę do grupy krajów „wygranych” – razem z Wielką Brytanią, Niemcami, Węgrami i krajami nadbałtyckimi.

Kolejny ranking – Global Office Locations 2011 przygotowany przez CB Richard Ellis, firmę konsultingową wyspecjalizowaną w rynku nieruchomości. Warszawa zajęła piąte miejsce w Europie i 12 na świecie pod względem obecności międzynarodowych koncernów. W stolicy Polski działa 150 z 280 gigantów uznanych przez specjalistów CB Richard Ellis za najbardziej międzynarodowych. W Hongkongu, który zajął pierwsze miejsce – są 192 takie firmy. W Europie Warszawę wyprzedziły tylko Londyn, Moskwa, Madryt i Paryż. Warszawa znalazła się również w gronie zaledwie trzech miast spoza Azji (obok Moskwy i Dubaju), które przyciągają najwięcej zagranicznych firm z sektora przemysłu i usług.

Albo raport „World Investment and Political Risk” agencji MIGA z grupy Banku Światowego. Na pytanie: “W którym kraju rozwijającym się Pana/Pani firma inwestuje w tym momencie” niemal co trzeci badany odpowiedział: „W Polsce”. Jesteśmy na piątym miejscu, tuż po krajach BRIC. To raport przeprowadzony w ubiegłym roku. Na usta ciśnie się pytanie: gdzie te inwestycje? W ubiegłym roku do Polski napłynęło – wg wstępnych danych NBP tylko 7,3 mld EUR BIZ. W pierwszym półroczu tego roku było jeszcze gorzej – 3,9 mld EUR.

Pod względem stanu faktycznego teoretycznie nie jest więc źle. Należy jednak spojrzeć na Polskę z odpowiednim dystansem. W pierwszej piątce największych na świecie odbiorców BIZ w 2010 r. są m.in. USA (1. miejsce), Chiny (2) i Brazylia (5). Wysoko są też Hongkong i Belgia. Polski nie ma nawet w pierwszej dwudziestce, choć ostatnia w tej grupie Indonezja ma 13 mld USD, czyli kwotę, która jest dla Polski w zasięgu ręki (np. w rekordowym 2007 r. mieliśmy 23,6 mld USD BIZ). Trudniej byłoby się przebić do pierwszej piątki, bo ostatnia Brazylia ściągnęła 48 mld USD. No chyba, że u innych inwestycje spadną. Na przykład w 2010 r. napływ BIZ do Polski był niższy niż w 2009 r., ale i tak nasz kraj awansował z 11 na 8 pozycję w UE pod względem wysokości BIZ, bo u innych było jeszcze gorzej. Jednak trudno się spodziewać, że pozytywne nastawienie do Polski  spowoduje skok inwestycji, który zapewni nam pozycję w światowej czołówce. Do raportów trzeba podchodzić z ostrożnością.

– Najlepszy raport nie będzie wyłącznym powodem dla podjęcia decyzji o inwestycji. Na ostatnim etapie liczą się opinie innych inwestorów oraz zachowanie administracji –  ocenia Jacek Kędzior.

Rankingi są więc lekiem na nasze kompleksy. O atrakcyjności świadczą cyfry. Nie są najlepsze.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test