Polska o krok od pułapki średniego dochodu

02.04.2013
W 2012 r. polski produkt krajowy przyrósł o 2 proc. Obecny rok zapewne będzie jeszcze słabszy. W okresie 2009 -2013 aż trzy lata z pięciu nie były satysfakcjonujące ani z punktu widzenia obywateli, ani potencjalnych możliwości kraju. Niewykluczone, że Polska weszła w etap nazywany pułapką średniego dochodu.

(Opr. graf. DG)


Bank Światowy policzył, że od 1960 do 2008 roku na 100 państw z szerokiej grupy krajów o średnim dochodzie, tylko 13 przebiło się do grupy państw o dochodzie wysokim. Było to kilka azjatyckich tygrysów, Chiny, Izrael, a w Europie – Hiszpania, Grecja, Portugalia i Irlandia. Wiele krajów przechodzi na pewnym etapie swojego szybkiego rozwoju silne spowolnienie, które albo przełamią, albo będą się już później rozwijać w znacznie wolniejszym tempie niż w czasie, jak to kiedyś mawiano, „cudu gospodarczego”.

Tych drugich przypadków jest znacznie więcej. To kraje, które jak pisze Homi Kharas z Brookings Institution, pomysłodawca określenia „pułapka średniego dochodu”, nie są w stanie konkurować w produkcji przemysłowej i eksporcie z państwami o niskich kosztach i płacach, a z krajami wysokorozwiniętymi w innowacjach.

Kiedy pojawiają się bariery

Barry Eichengreen, ekonomista z Uniwersytetu Berkeley, spróbował sprawdzić jakie kraje przeżywały takie spowolnienie, przy jakim dochodzie na mieszkańca pojawia się bariera i jakie czynniki zwiększają prawdopodobieństwo zderzenia z nią. Wyniki badań opublikował w 2011 roku, a po zaktualizowaniu i rozbudowaniu – kilka tygodni temu. Są bardzo ciekawe.

Eichengreen szukał krajów, które przez siedem lat miały minimum 3,5 procentowy wzrost gospodarczy, a potem, od pewnego „środkowego” roku, też przez siedem lat był on średnio co najmniej o 2 punkty niższy*). Eichengreen ograniczył się przy tym do grupy krajów o średnich, ale stosunkowo wysokich dochodach (10 tys. dol. z 2005 roku). Szczegóły można znaleźć w pracach NBER 16919 i 18673.

Lista Eichengreena jest obszerna. Znajduje się na niej większość państw europejskich, z tym, że ten „środkowy” rok występował tam na ogół w latach 60. lub 70., ale czasem i później. Na przykład Austria przed 1961 rokiem rozwijała się w tempie 5,9 proc. rocznie, po 1961 – 3,4 proc. Finlandia przed 2002 w tempie 3,7 proc. a potem 0,9 proc., na czym zaciążył oczywiście kryzys lat 2008-2009. Polski na tej liście nie ma.

Z badań Eichengreena płynie wiele interesujących wniosków. Z jego wyliczeń wynika np., że istnieją dwa niebezpieczne punkty, kiedy dany kraj może wpaść w pułapkę średniego dochodu. Pierwszy przy ok. 11 tys. dolarów produktu krajowego per capita, według siły nabywczej, a drugi przy ok. 15 tys. dolarów. Tę pierwszą granicę Polska przeskoczyła szczęśliwie w 2000 roku. W latach 2001-2002 mieliśmy silne spowolnienie gospodarcze, ale wybrnęliśmy z niego i powrócił szybki wzrost. Bariera 15 tys. dolarów pękła w Polsce w 2008 r.

Z analiz wynika jednak również, że ta druga bariera jest dość rozmyta. Są kraje, które wpadały w spowolnienie mając wyższe dochody, np. państwa skandynawskie w latach 60. i 70., czy Wielka Brytania w 80.

Wykonajmy taki eksperyment. Sprawdźmy jak wypadnie w tej klasyfikacji Polska przyjmując 2008 rok, 2009 i 2011 jako „środkowy”  (przyjmując do obliczeń dane GUS i prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego). Otóż, choć we wszystkich przypadkach w drugiej dekadzie stulecia występuje istotne spowolnienie, to nie spełnia ono kryterium Eichengreena (spadek o 2 punkty procentowe). Spadek jest mniejszy i wynosi ok. 1,5 punktu proc. W tej chwili wydaje się zatem, że po latach wzrostów w pierwszej dekadzie stulecia na poziomie średnio 4-4,5 proc. czeka nas druga dekada, z wzrostem w granicach 2,8 – 3,0 proc. To byłoby jeszcze nie najgorzej.

Kluczowym czynnikiem, który prowadzi do wpadnięcia w pułapkę średniego dochodu, jest gwałtowny spadek produktywności (TFP) w momencie, w którym więcej ludzi nie może już przejść z rolnictwa do przemysłu (jest ich za mało, lub są niewykształceni), a import zagranicznych technologii przynosi coraz mniejsze korzyści. Czynnik TFP –od total factor productivity – mierzy przede wszystkim dynamizm i ogólny postęp w technologii i innowacyjności. Według amerykańskiego ekonomisty załamujący się TFP odpowiada w 85 procentach za wpadnięcie kraju w pułapkę średniego dochodu.

Inflacja i innowacje

Analizy ekonometryczne Eichengreena pokazują także, że wpadnięciu w pułapkę średniego dochodu sprzyja również wysoka i zmienna inflacja (moim zdaniem taki jest trend inflacyjny w Polsce) oraz wysoka relacja ludzi w wieku poprodukcyjnym do tych w wieku produkcyjnym (tu nadal mamy względnie korzystną sytuację, choć wkrótce zacznie się pogarszać).

Wpadnięciu w pułapkę sprzyjają także dwa dość nieoczekiwane czynniki. Po pierwsze zbyt wysokie stopy inwestycji, gdyż mogą przynieść w przyszłości niskie stopy zwrotu z kapitału. Po drugie, niedowartościowany kurs walutowy, zniechęcający do posuwania się w górę po drabinie technologicznej, skoro i tak eksport jest opłacalny. Licząc według siły nabywczej kurs w Polsce jest istotnie niedowartościowany, a stopa inwestycji umiarkowana.

Wpadnięcie w pułapkę średniego dochodu jest mniej prawdopodobne tam, gdzie występuje wysoki wskaźnik edukacji na poziomie średnim i wyższym oraz tam, gdzie produkty high-tech stanowią istotną część eksportu. Z tego punktu widzenia ilościowe wskaźniki edukacji w Polsce są pozytywne, choć nie do końca, biorąc pod uwagę np. niedopasowanie struktury kształcenia do potrzeb rynku.

Wskaźnik eksportu high-tech mamy natomiast bardzo słaby, jeden z najniższych w Europie. Wyniósł według Eurostatu 5,2 proc. w 2011 r., przy 16,2 proc. w Czechach, 14,9 proc. w Estonii, 20,.8 proc. na Węgrzech. Kiedy zaś spojrzeć na mapy Europy w najnowszym opracowaniu GUS na temat innowacyjności przedsiębiorstw, widać dramatycznie niski i od lat spadający odsetek firm przemysłowych i usługowych definiowanych jako innowacyjne.

W efekcie przychody ze sprzedaży produktów nowych lub istotnie ulepszonych w sprzedaży ogółem wynoszą w firmach przemysłowych zaledwie 9 procent, a w usługowych nieco ponad 3 procent. Z danych GUS wynika także, że w firmach nakłady na działalność innowacyjną w trzech czwartych finansowane są ze środków własnych przedsiębiorstw, natomiast udział środków budżetowych wynosi zaledwie 1 proc.

Nasz bilans jest zatem delikatnie mówiąc mieszany i nie ma gwarancji, że uda się osiągnąć taki wzrost gospodarczy, jaki przewiduje MFW (ok. 3 proc. rocznie). Kilka tygodni temu organizacja biznesu światowego Conference Board opublikowała swoje prognozy na najbliższe dziesięć lat (OF pisał o tym w tekście Polska już nie będzie szybko się rozwijać.

Wzrost gospodarczy w Polsce miałby wynieść 1,9 procent średniorocznie w latach 2013-2018 i 1,5 proc. w latach 2019-2025, mniej niż w Czechach i na Węgrzech. A to – jak policzyć dokładnie – oznaczałoby, że wpadamy w pułapkę średniego dochodu. Z analizy Conference Board wynika, że właśnie ze względu na spadek czynnika produktywności, który jednocześnie wzrasta u postkomunistycznych sąsiadów.

Co można zrobić

Co trzeba w takim razie zrobić? Kluczem z pewnością jest kwestia innowacyjności. Otaviano Canuto z Banku Światowego napisał w grudniu ub.r., że z jego badań wynika, iż są trzy istotne czynniki z punktu widzenia innowacyjności:

Po pierwsze – inwestycje w infrastrukturę telekomunikacyjną, łącza szerokopasmowe i wysokiej szybkości;

Po drugie – zliberalizowany rynek pracy umożliwiający swobodny przepływ talentów do przemysłów kreatywnych, projektowych (w tym swoboda zwalniania, gdyż samo wykształcenie wyższe nie gwarantuje, że przyjęliśmy właściwego człowieka, wręcz trudniej rozpoznać na wstępie jego możliwości niż robotnika w produkcji) oraz

Po trzecie – ochrona własności intelektualnej.

Zdaniem Macieja Bukowskiego, Aleksandra Szpora i Aleksandra Śniegockiego z Instytutu Badań Strukturalnych obecny model wzrostu gospodarczego wyczerpie się w latach 2020-2025. „Sposobem na uniknięcie stagnacji – pisze trójka autorów w opracowaniu Drzemiący tygrys, spętany orzeł – jest przestawienie się na konkurowanie innowacyjnością zanurzoną w środowisku regulacyjnym i strukturalnym przyjaznym przedsiębiorczości i kreatywności”. Inaczej wpadniemy w pułapkę średniego dochodu.

Jego zdaniem konieczne jest m.in. aktywniejsze wspieranie innowatorów przez instytucje publiczne, ulgi podatkowe na innowacje, przełamanie awersji administracji do ryzyka przy wspieraniu innowacji, dokończenie reform wymuszających efektywne funkcjonowanie sektora nauki w Polsce, systemowe reformy podnoszące jakość edukacji wyższej.

Alejandro FoxleyFernando Sossdorf (Fundacja Carnegie) analizowali przykłady udanego przejścia z grupy państw o średnim dochodzie do grupy wysokorozwiniętych, m.in. Finlandii, Irlandii i Korei Południowej. Okazało się, że wspólną cechą jest ustanowienie ponadpartyjnego konsensusu w sprawie tego, co niezbędne do zapewnienia długofalowego wzrostu. Tak się stało w Irlandii w końcu lat 80, w Finlandii we wczesnych latach 90. i Korei po kryzysie azjatyckim w końcu lat 90.

W kontekście najbardziej nagłośnionych wydarzeń minionych tygodni – awantur w Sejmie o związki partnerskie i zabawnego wniosku o powołanie prof. Glińskiego na premiera – ustalenia ekspertów z Fundacji Carnegie wydają się dość odległe od polskiej rzeczywistości.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test