Polska zasiedziała się w drugiej lidze

04.09.2013
O jedno oczko, na 42. miejsce spadła Polska w najbardziej cenionym rankingu konkurencyjności  World Economic Forum. Większym problemem jest jednak to, że od początku tego badania, czyli od 2004 roku, poruszamy się w pobliżu tej lokaty i nie potrafimy dokonać skoku do grupy najbardziej rozwiniętych krajów.


Polacy kończą przeciętne szkoły, po których dostają się na słabe uczelnie.  Już jako absolwenci trafiają do rozrośniętej i nienowoczesnej administracji publicznej lub zakładają własne firmy przez ową administrację tłamszone. Są też tacy, którzy pracują w fabrykach, ale mimo że znajdują się one w Polsce to produkują  wyroby zagranicznych marek, a większość zysku trafia do central obcych firm.  Wieczorami wszyscy wracają do domów, gdzie w programach informacyjnych oglądają polityków nie mówiących o żadnym z tych problemów.

Pełno tu radykalnych uproszczeń? Owszem, ale na szereg z nich wskazuje wiele raportów o naszej innowacyjności i długofalowych perspektywach gospodarki. Coroczny raport World Economic Forum warto zestawić m.in. z  raportem przygotowanym przez zespół prof. Jerzego Hausnera, z „Polska 2030. Wyzwania Rozwojowe” Kancelarii Premiera czy z „Narodowym Programem Foresight Polska 2020” Polskiej Akademii Nauk. Zrobił to już Piotr Arak. Z analizy tej wynika, że wciąż nowe zespoły przygotowują raporty o z grubsza tych samych bolączkach i barierach.

Globalny Indeks Konkurencyjności, liczony przez World Economic Forum, ma jednak znaczenie dla zagranicznych inwestorów, którzy traktują go jaki pierwszy etap selekcji rynków, na których będą inwestować, w tym źródło analizy porównawczej. Kompleksowość tego raportu i uwzględnianie wielu wskaźników pozwala np. chińskiej firmie transportowej spojrzeć na kraje w Europie Wschodniej pod kątem jakości dróg, a amerykańskiej firmie szkoleniowej wstępnie ocenić wartość kapitału ludzkiego w kraju na drugim końcu globu. Dlatego fakt, że ani w tym rankingu specjalnie nie awansujemy, ani nie spadamy powinien dać nam do myślenia.

Posługując się metodologią raportu możemy powiedzieć, że „zasiedzieliśmy się” w poczekalni między drugą, a trzecią – najlepszą grupą krajów. W grupie drugiej następuje jeszcze stosunkowo prosty rozwój poprzez wzrost efektywności. Trzeba zwracać uwagę na szkolnictwo wyższe, na elastyczność rynku pracy, rozwój rynków finansowych i wielkość całego rynku wewnętrznego. W grupie trzeciej rozwój następuje już  w bardzo szerokim zakresie poprzez wzrost innowacyjności. Symboliczną granica jaka oddziela obie grupy jest PKB per capita na poziomie 17 tys. dolarów. Polska miała w 2012 r. ok. 12 tys. dolarów, a więc niełatwo będzie dokonać awansu.

Wraz z 21 innymi gospodarkami takimi jak Brazylia, Węgry, Litwa, Meksyk, Turcja, czy Rosja znajdujemy się wciąż poniżej standardów liczącej 37 państw grupy krajów, których rozwój napędzany jest innowacjami. Skład czołówki jest także niezmienny od lat. W tym roku kolejny raz pierwsza jest Szwajcaria, drugi Singapur, trzecia Finlandia, czwarte Niemcy i piąte Stany Zjednoczone.

– Jeden z twórców raportu Xavier Sala-i-Martin napisał, że w dłuższej perspektywie wszystkie kraje będą prawie takie same. Nie będzie dużych różnić między rozwiniętymi, a rozwijającymi się. Obecnie ponadnarodowy transfer informacji, specjalistów, montowni, to są rzeczy technicznie proste i powszechnie stosowane. Główna różnica będzie polegać na elementach organizacji systemu społecznego, obyczajów, etosu pracy, skuteczności działania prawa, na innowacyjności  – mówi dr Piotr Boguszewski, z Instytutu Ekonomicznego NBP,  odpowiadający za polską cześć raportu. To oddziały okręgowe banku centralnego przeprowadzały bowiem w krajowych firmach ankiety Światowego Forum Gospodarczego, które pozwoliły ułożyć listę barier, z jakimi zmaga się Polska.

Polscy przedsiębiorcy tradycyjnie już na pierwszym miejscu wymienili prawo podatkowe, które krytykowali za zmienność i nieprzewidywalność. Co ciekawe same stawki podatków znalazły się na czwartym miejscu, za restrykcyjnym prawem pracy i nieefektywną biurokracją.

W porównaniu z badaniem zeszłorocznym najgłębszy spadek ocen dotyczył m.in. jakości rządzenia, komunikacji między różnymi grupami społecznymi w tym na linii biznes- rząd, wolności prasy,  skuteczności policji, a także pogorszyły się  oceny skutków prawa podatkowego z punktu widzenia jakości konkurencji. Największy przyrost pozytywnych ocen dotyczył poprawy komunikacji w różnych kanałach technicznych i technologicznych (od dróg, dostępności internetu w szkołach, aż po portale społecznościowe), lepszej oceny instytucji finansowych oraz większej równości między kobietami a mężczyznami.

Jakie słabości należy jednak wyeliminować w pierwszej kolejności aby dostać się do pierwszej ligi, która zaczyna się od poziomu PKB powyżej 17 tys. dolarów na głowę? Nieco mogą temu „pomóc” procesy niezwiązane bezpośrednio z samym wzrostem. Polacy emigrują a przyrost naturalny jest bliski zera, PKB jednak rośnie, więc na głowę mieszkańca przypada coraz więcej. Ponadto jest to wskaźnik liczony w dolarach, a więc korzystnie może go ukształtować także kurs walutowy (choć on sam może już być obiektywnym wyrazem siły gospodarki).

Trudno jednak sobie realistycznie wyobrazić przekroczenie bariery 17 tys. dolarów  bez wieloletniego wzrostu PKB o ponad 4 proc. rocznie (pamiętajmy, że doganiamy tę barierę, ale inne kraje też rosną). Tego nie da się już zrobić bez reform strukturalnych, bez uproszczenia podatków, zreformowania sektora publicznego, bez stabilności prawa podatkowego i wreszcie bez głębokich zmian w edukacji, która kładłaby zdecydowanie większy nacisk na innowacyjność.

– Do tego wszystkiego trzeba jednak szerokiego, narodowego, porozumienia i kompleksowych reform. Dlatego tak smuci kontrast między tym, że mamy coraz większe techniczne możliwości komunikacji, a słabymi ocenami funkcjonowania kanałów komunikacji społecznej, formułowanymi przez przedstawicieli polskich firm – podsumowuje Piotr Boguszewski.

Więcej informacji o raporcie na stronie NBP.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test