Polska zyskuje w statystyce Eurostatu

15.01.2012
Polska od lat przoduje w Europie w istotnej kategorii pomyślności, czyli pod względem wzrostu PKB, jakby go nie mierzyć i nie ujmować. Bezduszny w kategoriach politycznych Eurostat wymyślił nową metodę porównywania wzrostu gospodarczego, która jeszcze bardziej faworyzuje polską gospodarkę.

(CC BY-NC s_falkow)


Produkt krajowy brutto prezentować można na wiele sposobów, przy czym najistotniejsze jest rozróżnienie między wielkościami nominalnymi mierzonymi w cenach bieżących, a realnymi, które są oczyszczane ze skutków inflacji. Kilka lat temu wprowadzono w Eurostat metodę niestosowaną jeszcze w Polsce, która burzy dotychczasowe przyzwyczajenia i wymaga szczególnej ostrożności podczas interpretacji danych.

Realnie 31 procent wzrostu od 2005 roku

W ujęciu realnym, mierząc za pomocą tejże nowej metody, w której stosuje się wielkości powiązane łańcuchowo (chain-linked volumes), PKB Polski urósł w okresie 2005-2011 o 31 proc. W tyle pozostawiliśmy wszystkie, bez wyjątku, państwa europejskie. Na drugim miejscu jest Słowacja (29,3 proc.), a następnie Czarnogóra (27,6 proc.)  i Turcja (25,6 proc.). Bezwzględny spadek PKB w relacji do 2005 roku dotknął Grecję (minus 4,3 proc. i Włochy (minus 0,4 proc.).

Tu trzeba chwilę zatrzymać się by wytłumaczyć na czym polega metoda nawiązań łańcuchowych (chain-linking method). Jeszcze kilka lat temu do pomiaru realnych wartości PKB w ciągu kwartałów lub lat stosowano metodę stałych cen. Polegała ona na usuwaniu wpływów inflacji/deflacji za pomocą przeliczenia badanych wielkości z całego okresu z użyciem wskaźnika cen z jednego wybranego roku bazowego. Kalkulacja była bardzo prosta, lecz obarczona sporymi wadami. Stawały się one tym bardziej dokuczliwe, im szybszy rozwój gospodarczy i im odleglejszy rok bazowy od roku pomiaru.

Przyczyną zniekształceń była zmieniająca się z każdym rokiem struktura gospodarki oraz PKB, podczas gdy indeks cen z roku bazowego odzwierciedlał strukturę już nieistniejącą. Przeliczanie szeregów statystycznych co 5 lat z zastosowaniem nowego roku bazowego (zamiast noty, że zestawienie zawiera dane wyrażone np. w cenach stałych 2000 r., pojawiała się informacja, że wartości są przedstawione w cenach stałych 2005 r.) dawało obraz lepszy, ale wciąż zbyt niedoskonały.

Z tego powodu od 2007 roku w większości państw UE, USA, Kanadzie, Japonii i innych wprowadzona została nowa metoda pomiaru zmian zjawisk w ujęciu realnym wykorzystująca łańcuchy wielkości (volumes) lub wskaźników (indices). Nosi nazwę metody – tak jest ona określana w naszym GUS – nawiązań łańcuchowych (chain-linking method). Nie ma tu jednego roku bazowego, ponieważ dane z każdego roku przeliczane są po cenach roku poprzedniego. Wielkości są zatem urealniane w sposób kroczący, każdy rok (kwartał) ma własną wagę, a przeliczanie rozpoczyna się od roku określanego jako referencyjny.

Metoda ma zalety, lecz nie jest pozbawiona wad. Wskaźniki wzrostu uzyskiwane tą metodą lepiej oddają rzeczywisty obraz procesów gospodarczych. Główne słabości to skomplikowany sposób liczenia oraz brak możliwości dodawania do siebie wielkości z kolejnych lat. Jest tak, ponieważ wielkości bezwzględne są w każdym roku przekształcane z użyciem innego indeksu. Te właściwości bardzo utrudniają szczegółowszą interpretację uzyskanych danych.

Widać to wyraźnie na przykładzie danych dotyczących Polski. Badacz nieświadomy cech metody mógłby popaść w rozpacz, gdyby zobaczył, że nasz PKB za 2011 rok miałby wynosić po przeliczeniu na euro po jednakowym kursie:

283 mld euro – jeśli rokiem referencyjnym w metodzie nawiązań łańcuchowych jest 2000 r.

320 mld euro – jeśli rokiem referencyjnym w metodzie nawiązań łańcuchowych jest 2005 r.

363 mld euro – gdy jest wielkości nominalne PKB za każdy kolejny dany rok przeliczane są po cenach każdego roku poprzedniego.

W konsekwencji (poza rokiem referencyjnym i bezpośrednio po nim następującym) nie można posługiwać się wielkościami bezwzględnymi uzyskanymi metodą chain-linked volumes. Niezależnie jednak od tego, jaki rok referencyjny zostanie zastosowany, to wielkości względne (wskaźniki) będą zawsze takie same, co wynika z istoty metody.

Wskaźnik wzrostu PKB 27 państw Unii Europejskiej wyniósł jedynie 6,2 proc., a więc wbrew powszechnym u nas sarkaniom dystans do państw Europy Zachodniej odrabiamy bardzo szybko.

Szybsi od największych i najbogatszych

Porównanie z UE-27 może być uznane za statystyczna sztuczkę, bowiem członkowie Unii to podmioty bardzo zróżnicowane pod względem wielkości i tempa wzrostu PKB. Polska rośnie jednak także nieporównanie szybciej niż poszczególne, najbogatsze państwa Europy. Taka np. Dania prawie się zatrzymała w rozwoju, bowiem jej PKB wzrósł w okresie 2005 – 2011 o niemal niezauważalne 0,6 proc. Spośród wielkich gospodarek najgorzej wypadła Wielka Brytania (wzrost o 2,8 proc.), wyniki Francji (5 proc.). Niemiec (9,5 proc.) i Holandii (9,2 proc.) też nie zachwycają.

Rodzimy polityk marzący, żeby nad Wisłą było jak nad Dunajem, chciałby nieszczęście sprowadzić na Polaków. Węgry nie zdołały dorównać nawet Danii i od 2005 roku praktycznie nie ruszyły się z miejsca (wzrost o 0,4 proc.). Dziwi zatem, że zaraz po Nowym Roku na ulice Budapesztu wyszło „jedynie” kilkadziesiąt tysięcy osób.

Eurostat podaje także indeksy wzrostu PKB w porównaniu z rokiem 2000. PKB Polski wzrósł od 2000 do 2011 r. o 52,5 proc., co dało nam w Europie „dopiero” piątą pozycję ex equo z Estonią. Największy wzrost był w ostatniej dekadzie udziałem Słowacji (64,2 proc.), Litwy (62,4 proc), Czarnogóry (61,2 proc.). Wyprzedziła nas jeszcze Turcja (56,9 proc.). W ogonie są Portugalia i Włochy. W obu krajach wzrost w ciągu 10 lat był niższy od 5 procent.

Wbrew różnym kąśliwym uwagom Polska od dawna jest bardzo „zieloną wyspą”. Również w krótkoterminowych prognozach wypadamy bardzo dobrze. Według szacunków Eurostatu, nasz produkt krajowy brutto będzie w 2013 roku o niemal 38 proc. wyższy niż w 2005 roku i nie oddamy swojego pierwszeństwa pod względem skumulowanego tempa wzrostu w Europie.

W 2005 r. bezwzględna wartość niemieckiego PKB była 10,5 razy większa niż wartość PKB Polski. W 2011 roku różnica ta zmniejszyła się do 7 razy. W przypadku Hiszpanii mnożnik na naszą niekorzyść spadł w ciągu 6 lat z 4,1 do 2,9. W przeliczeniu na głowę mieszkańca dystans zmniejszył się jeszcze bardziej. I tak należy trzymać.

Autor jest publicystą ekonomicznym, był szefem redakcji serwisów ekonomicznych PAP. Publikuje w internetowym Studiu Opinii.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test