Polskie firmy muszą dbać o marże, bo z czasem wzrosną im koszty

18.07.2019
Potencjał adaptacyjny polskich przedsiębiorstw w krótkim terminie jest duży. W średnim i dłuższym terminie ważne jest czy firmy będą potrafiły wykorzystać nowoczesne technologie lub lepsze metody zarządzania do zwiększenia marży tak, aby ta była dostatecznym buforem, chroniącym przed ciśnieniem kosztów - mówi dr Piotr Boguszewski, koordynujący w NBP szybki monitoring przedsiębiorstw.

Piotr Boguszewski (Fot. E. Kazanowski NBP)


ObserwatorFinansowy.pl: Rozmawialiśmy rok temu i mówił Pan, żeby nie przesadzać z obawami o presję płacową i wykorzystanie mocy produkcyjnych. Czy po wynikach szybkiego monitoringu przedsiębiorstw w lipcu 2019 roku powtórzy Pan tę tezę?

Dr Piotr Boguszewski: Powściągliwość w ocenie „gorących faktów” jest generalnie dobra. I w tym przypadku to się potwierdziło. W najnowszej edycji raportu widzimy delikatne symptomy spadku temperatury na rynku pracy i lekko obniżający się, choć wciąż bardzo wysoki, poziom wykorzystania mocy produkcyjnych.

Co oznacza „spadek temperatury na rynku pracy”? O ile badane firmy podniosą w tym roku pensje?

W ostatnich kwartałach wynagrodzenia realnie rosną w granicach 5-6 proc. r/r. Nie mówię, że to mało, ale przecież to wartość porównywalna z obecnym wysokim wzrostem PKB. Można też sądzić, że część procesów generujących wzrosty płac traci nieco swoją dynamikę i wzrost ten może nawet lekko zwolnić. Np. proces przesuwania pracowników do bardziej produktywnych działów z wyraźnie lepszymi płacami już się zapewne w części branż dokonał.

W IV kwartale 2018 roku wyniki finansowe badanych przez GUS firm spadły, w porównaniu z poprzednim rokiem, aż o 40 proc – do 18,1 mld zł. Czy to pogorszenie wyników było przejściowe?

Tak. Zagregowany wynik finansowy netto ogółem w I kwartale 2019 r. wyniósł ok. 26 mld zł. To, co prawda, o około 4,5 proc. mniej niż w I kwartale 2018 roku, ale jednak wyraźne odbicie po tym słabym, IV kwartale 2018 r. Odbicie, którego się spodziewaliśmy. Co więcej, z naszej analizy wynika, że na tegoroczny wynik negatywny wpływ miał splot wielu czynników, w tym także o charakterze jednorazowym – jak np. duże odpisy w jednej ze spółek. Gdyby nie te incydentalne zdarzenia, byłby on lepszy.

Jakie nowe tendencje widać w analizowanych w lipcowej edycji danych finansowych F-01 GUS za I kwartał ?

Ewidentną poprawę w inwestycjach firm, które wzrosły w średnich i dużych przedsiębiorstwach o ponad 20 proc. r/r. Tego dobrego wyniku można było zresztą spodziewać się w oparciu o wstępne szacunki GUS-u PKB za I kwartał. Nasze analizy pokazują tu jednak dodatkowo, że ożywienie inwestycyjne widać w wielu branżach. Co więcej, wysoki był udział inwestycji w budynki i budowle. Są to zwykle przedsięwzięcia o dłuższym cyklu, co sugeruje, że to ożywienie inwestycji nie będzie przejściowe. Co prawda obawiamy się nieco, w przypadku inwestycji budowlanych, nasilenia się barier podażowych, ale nie zmienia to faktu, że popyt w tym obszarze wydaje się bardzo dobry.

Wysoki jest udział inwestycji w budynki i budowle. Są to zwykle przedsięwzięcia o dłuższym cyklu co sugeruje, że ożywienie inwestycji nie będzie przejściowe

Jakie są motywy inwestycji firm w I kwartale 2019 r?

Jest tu szereg czynników: wysoki stopień wykorzystania mocy produkcyjnych, korzystne warunki finansowania, w tym poziom stóp procentowych. Warto też zwrócić uwagę na uwarunkowania popytowe – w sumie jeden z fundamentalnych elementów wpływających na aktywność inwestycyjną. Wprawdzie nie wynika to wprost z szybkiego monitoringu, a bardziej  – z badania koniunktury konsumenckiej GUS – ale wygląda na to, że firmy dobrze zrozumiały efekty popytowe rozszerzenia programu 500 plus. Poza skutkami stricte dochodowymi ma on duże znaczenie także psychologiczne przez to, że zmienił poczucie bezpieczeństwa finansowego wielu gospodarstw domowych i przesunął ich zwyczaje konsumpcyjne w różnych obszarach.

Jeśli tak, to optymizm firm powinien być wysoki, ale wskaźnik syntetyczny, który pozwala bezpośrednio porównywać nastroje firm i który debiutuje w tej edycji, wcale nie jest na szczytach

Zgadza się. W lipcu 2019 roku debiutuje w naszym raporcie zagregowany wskaźnik sytuacji przedsiębiorstw, liczony w oparciu o możliwie najszerszy zbiór danych, które są w monitoringu. Jest co syntetyzować, bo firmy same przecież oceniając własną sytuację, odpowiadając niemal na 40 pytań. Ten wskaźnik jest obecnie w pobliżu zera, czyli w okolicach swej wieloletniej średniej. To z punktu widzenia równowagi makroekonomicznej dobry stan. Własne oceny firm świadczą bowiem o tym, że aktualnie nie jest w tym sektorze ani nadmiernie gorąco, ani zbyt zimno. Jednocześnie warto dodać, że wieloletnia średnia jest w sektorze przedsiębiorstw korzystna.

A widzi Pan jakieś potencjalne zagrożenia stojące przed firmami? Niepokoiliśmy się kosztami pracy, ale może trzeba spojrzeć na koszty surowców albo ceny energii?

Firmy powinny oczywiście uważać na wzrost kosztów. Paradoksalnie, w warunkach dobrej koniunktury wcale nie musi to być łatwe. Po pierwsze, w czasach obfitości rzadko myślimy o zaciskaniu pasa i oszczędnościach. Do pewnego stopnia jest to i słuszne, i głęboko zgodne z psychologią, ale ważna jest tu właściwa granica. Po drugie, w sytuacji silnego popytu i znakomitych nastrojów konsumentów firmy, dbając choćby o utrzymanie pozycji rynkowej, muszą nierzadko ostro walczyć o przyciąganie nowych klientów. To zaś wymaga czasem szybkich i nieoptymalnych, pod względem kosztów lub cen, decyzji. Pamiętajmy bowiem, że dla wielu konsumentów wciąż najbardziej liczy się niska cena.

Czyli nie ma i nie będzie problemów?

Jeśli chodzi o przejściowe szoki – wierzę w duży potencjał adaptacyjny polskich przedsiębiorstw – to ewidentnie ułatwia amortyzację części wstrząsów, w tym kosztowych. Trzeba jednak mocno podkreślić, że potencjał ten nie jest nieograniczony. Widać również trudniejsze do pokonania wyzwania, które mogą się nasilać w średnim i dłuższym horyzoncie.

Jakie to wyzwania?

Choćby ze względów demograficznych powinniśmy zakładać, że barierą mogą być zasoby pracy. Jeśli nie zostanie to skompensowane wzrostem produktywności, koszty pracy będą zapewne dynamiczniej rosnąć. Trzeba też liczyć się z rosnącym trendem cen energii oraz szeregu innych materiałów i surowców. Tych problemów raczej nie da się rozwiązać bez inwestycji, głębokich zmian strukturalnych, systematycznego podnoszenia jakości kapitału ludzkiego, etc.

Pytanie brzmi zatem, czy firmy będą potrafiły wykorzystać np. nowoczesne technologie albo lepsze metody zarządzania do zwiększenia marży tak, aby ta była dostatecznie szerokim buforem, chroniącym przed ciśnieniem kosztów; zwłaszcza w warunkach globalnej konkurencji.

Jak Pan sądzi – będą potrafiły?

Jestem umiarkowanym optymistą. Na razie jest nieźle – rentowność sprzedaży brutto to w I kwartale to ok. 4,5 proc.. Powinno być jednak jeszcze lepiej, bo jak od tej rentowności odejmiemy marżę ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej, to nie wychodzimy na poziom dużo lepszy od lokaty bankowej.

Mało rzeczy się polskim firmom opłaca?

To nie jest tak, że coraz mniej się opłaca akurat u nas. Ta tendencja występuję w wielu, także rozwiniętych gospodarkach, w których „premia przedsiębiorcy” za wysiłek wykraczający poza założenie lokaty bankowej nie bywa większa. Wydaje się, że jest to jedną z przyczyn relatywnie słabszej aktywności inwestycyjnej. Ma to jednak także pozytywne strony. To jest, najogólniej mówiąc, taki schumpeterowski wpływ globalizacji – buduj biznes, ale tylko jeśli masz naprawdę dużo lepszy pomysł niż konkurenci.

W wielu rozwiniętych gospodarkach premia przedsiębiorcy za wysiłek wykraczający poza założenie lokaty bankowej jest mała. Polska nie jest tu wyjątkiem

Jak to właściwie działa?

To ja spytam pana – co by się musiało stać, aby myślał pan o założeniu firmy?

Musiałbym widzieć jakiś obszar działalności, w którym mam przewagę niełatwą do skopiowania

Otóż to. Sens inwestowania widzimy zwykle wtedy, gdy albo mamy istotny sygnał popytowy, albo przewagę technologiczną. Tyle, że we współczesnej gospodarce obie te rzeczy są, w pewnym sensie, mrzonkami. Nie ma teraz zbyt wielu istotnych sygnałów popytowych.

Chce pan np. przewozić paczki między miastami A i B, bo klientów jest dużo? Ok, zacznie pan, ale jeśli będzie to dochodowe, to już po miesiącu może pan mieć konkurencję nawet z drugiego końca świata, która zrobi to o 5 proc. taniej. A koszt wejścia w taką usługę nie jest duży. I po chwili już nie ma pan klientów, ale zostaje z wynajętą powierzchnią magazynową, zbędnymi samochodami dostawczymi i innymi pasywami.

To długoterminowo pesymistyczny wniosek nawet dla tych firm, które już w Polsce działają

Proszę mnie źle nie zrozumieć – fakt, że mało jest motywów do rozszerzenia działalności gospodarczej, a owoce z dolnych gałęzi drzew są już zebrane, nie oznacza, że nie ma ich wcale. Inwestycje przecież ruszyły, szanse są. To raczej jest jednak długi proces, który zakłada wynajdowanie nisz, zdobywanie jednego lokalnego rynku za drugim, etc. Do tego wymaga akumulacji kapitału i doświadczeń. Często też umiejętnej współpracy z silniejszymi podmiotami i łączenia sił przez mniejsze firmy.

To na co powinniśmy zwracać uwagę w kolejnych edycjach monitoringu?

Na szeroko pojętą efektywność firm, w tym na tendencje zmian kosztów. Wszystkich, nie tylko kosztów pracy. No i na inwestycje, w tym fundamenty trwałości ich obecnego przyspieszenia. Musimy też dokładnie przyglądać się, na ile inwestycje te służą innowacyjności polskich przedsiębiorstw.

– Rozmawiał Marek Pielach


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test