Populizm gospodarczy czasem jest usprawiedliwiony

13.01.2018
Najwyraźniej komentatorzy w poprzednim tygodniu byli jeszcze w nastroju świątecznym, bo ogląd przyszłości gospodarczej świata był optymistyczny. W tym tygodniu zeszli na ziemię.


Polityczny populizm jest szkodliwy, gospodarczy natomiast nie zawsze, pisze Dani Rodrik z Harvardu. Ekonomista zastrzega, że uleganie populizmowi w gospodarce zwykle prowadzi do sytuacji kiedy krótkoterminowe interesy podważają politykę pożądaną w dłuższej perspektywie. Klasycznym przykładem jest nieprzyjazne traktowanie zagranicznych inwestorów albo uznaniowa polityka pieniężna, gdy politycy u władzy mają pokusę do drukowania pieniędzy, by podnieść produkcję i zatrudnienie przed wyborami.

Czasem jednak, pisze Rodrik, kiedy regulacje zaczynają uciskać gospodarkę, jak obecnie w Unii Europejskiej, zrzucenie rygorów jakiego chcą populiści jest uzasadnione. Przytacza historię interwencjonizmu państwa w pokryzysowych Stanach Zjednoczonych w latach 30. XX w.: „Wyjątkowe czasy wymagają wolności eksperymentowania w polityce gospodarczej. Nowy Ład Franklina D. Roosevelta stanowi trafny przykład historyczny. Jego reformy wymagały usunięcia ekonomicznych kajdan nałożonych przez konserwatywnych sędziów i finansistów w kraju oraz standard złota zagranicą”.

Nie jesteśmy przygotowani na kolejną recesję, pokazuje jasno Barry Eichengreen z Berkeley. Zwykłą odpowiedzią na recesję jest obniżka stóp procentowych, podatków i zasilanie bezrobotnych oraz innych cierpiących z powodu recesji. USA jest zatem nieprzygotowane na recesję z wielu powodów. Oprocentowanie wciąż pozostaje na poziomie 1,25-1,5 proc., z możliwością podwyżki do najwyżej 2 proc.

Fed mogłaby uruchomić ewentualnie nowe programy luzowania ilościowego, ale warto pamiętać, że obecna ekipa nie jest tak skłonna do nowatorskich rozwiązań, jak ujemne stopy procentowe. Jeśli Republikanie nadal będą u władzy ich odpowiedzią będzie raczej konserwatywne cięcie wydatków niż aktywna stymulacja gospodarki. Co więcej, uważa Eichengreen, recesja będzie problematyczna na arenie międzynarodowej, bo polityka Donalda Trumpa zniszczyła zaufanie do amerykańskiego rządu.

Również bardziej rygorystyczna polityka pieniężna nie jest odpowiedzią na słaby wzrost produkcji, ostrzegają w obszernej analizie ekonomiści z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Obecny cykliczny wzrost gospodarczy na świecie nie powinien przesłonić tego, że zjawisko spowolnienia produkcji zaczęło się na długo przed kryzysem 2008 roku, który jedynie je pogłębił. Wzrost jest nadal powolny. Jeśli ta tendencja będzie się utrzymywała, konsekwencje będą odczuwalne w stagnacji standardów życia, w bardziej ograniczonych możliwościach spłacania zadłużenia – prywatnego i rządowego – oraz w makroekonomicznych zdolnościach przeciwdziałania przyszłym szokom.

Analitycy podeszli do problemu zadając trzy pytania: co jest głównym powodem spowolnienia produkcji w zaawansowanych gospodarkach, czy polityka pieniężna ostatnich lat pogłębiła problem i jakie są implikacje, jeśli w ogóle, dla przyszłych polityk pieniężnych. Ich zdaniem nie ma dostatecznych dowodów wpływu polityk pieniężnych na spadek produkcji, nie ma więc powodów aby zmieniać obecny kurs tych polityk.

Uzasadniona jest dalsza eksploatacja tradycyjnych surowców energetycznych jak ropa naftowa czy gaz ziemny. Zastopowanie wydobycia i przetwarzania tych surowców przyniosłoby katastrofę, wskazuje Mark Perry z American Enterprise Isntitute.

Przykładem jest doświadczenie parku Walt Disney World w Orlando sprzed ponad 40 lat. W 1973 roku, dwa lata po otwarciu, plany rozwoju parku zastopował kryzys naftowy, jaki nastąpił w wyniku wojen na Bliskim Wschodzie.

Gdy Zachód został odcięty przez kraje OPEC od dostaw ropy, park Disneya został odcięty od klientów, bo ceny paliw ograniczyły podróże amerykańskich rodzin. Wartość akcji Disneya na giełdzie spadła o ponad połowę.

Indie przechodzą fenomenalne zmiany. Stają się następną po Chinach gospodarką będącą celem inwestorów. Punktem odniesienia pokazującym błyskawiczny rozwój są płatności cyfrowe, które w Indiach są w stanie boomu dosłownie zmieniającego rzeczywistość. Wyeliminowały już 86 proc. pieniędzy z obrotu (smartphony ma już prawie 70 proc. obywateli).

To rozwiązuje zaś wiele problemów dotykających kraj od 50 a nawet 100 lat. Na przykład: pozwalają dostać kredyt osobie, która nie miałaby szans na zwykły kredyt w banku.

The Economist pisze, że w Indiach nadal nie ma klasy średniej, która ma szansę powstać właśnie dzięki cyfrowej rewolucji. Nic dziwnego, że IKEA, SoftBank, Amazon i Starbucks deklarują zamiary inwestowania w tym kraju. Na nową ofertę będzie jednak stać na razie tylko 1 procent populacji Indii – to ok. 8 mln ludzi, którzy mają dochody powyżej 20 tysięcy dolarów rocznie.

Kondycja następnych 9 proc. jest bardziej zbliżona do warunków centralnej Europy, 40 proc. żyje natomiast podobnie, jak mieszkańcy biednych krajów sąsiedzkich – Bangladeszu czy Pakistanu. Pozostałe 500 milionów żyje w kompletnej biedzie, jak w najbardziej pogrążonych regionach Afryki. Niestety różnice zasobności w Indiach, podobnie jak w innych krajach, jeszcze rosną.

Ludzie powinni być zastąpieni algorytmami wszędzie, gdzie tylko jest to możliwe – uważa noblista Daniel Kahneman. American Enterprise Institute prezentuje opinie uznanych ekonomistów na temat zagrożeń, jakie dla rynku pracy niesie rozwój sztucznej inteligencji (AI).

Kahneman, znany z badań nad tym, jak poznawcze uprzedzenia lub dziwactwa prowadzą nas do podejmowania irracjonalnych decyzji, twierdzi, że „trudno wyobrazić sobie, iż przy wystarczającej ilości danych pozostaną jeszcze rzeczy, które będzie w stanie zrobić jedynie człowiek”. Co więcej, sztuczna inteligencja będzie – a w wielu wypadkach już jest – genialna w podejmowaniu najlepszych decyzji.

Joseph Stiglitz i Anton Korinek malują wysoce pesymistyczny obraz przyszłości ludzi w erze sztucznej inteligencji. Ich zdaniem agenci AI, czy to ludzie o ulepszonej inteligencji czy też sztuczne formy życia, mogą przywieść ludzkość do nowego wieku pułapki maltuzjańskiej, kiedy super inteligentne jednostki będą zarządzać coraz rzadszymi zasobami gospodarczymi, spychając ludzi do rezerwatów gdzie będą egzystować w warunkach poniżej poziomu egzystencji.

Z kolei ekonomiści Daron Acemoglu i Pascual Restrepo twierdzą, że dzięki sztucznej inteligencji ludzkość doświadczy „efektu przywrócenia sprawności”. Automatyzacja będzie zbawienna dla ludzkości, ale proces nauki, jak ją wykorzystywać będzie bolesny i kosztowny, tak jak bolesna i kosztowna była rewolucja przemysłowa. Postęp technologiczny i tworzenie nowych zadań dla produkcji będzie przysparzać nowych miejsce pracy, ale pomyłki są nieuniknione. Rewolucja przemysłowa ostatecznie doprowadziła do podniesienia standardów życia, ale po okresie wyzysku robotników i rosnącej biedy, które doprowadziły do Karola Marksa i rewolucji komunistycznej.

Jeff Bezos, twórca i szef Amazon, znów otwiera ranking światowych miliarderów. Jego majątek oszacowano na 106 miliardów dolarów. Żeby znaleźć się w pierwszej setce trzeba mieć minimum 13,5 mld dol., w drugiej – ponad 8,2 mld, do wejścia na 500. miejsce wystarczy 4,2 mld. 2. miejsce zajmuje Bill Gates z majątkiem wycenianym na 92,7 mld dol., 3. Warren Buffett, z 88,4 mld dol. Tuż za podium stoi Mark Zuckerberg z majątkiem wartym 77,3 mld dol. Znany w Europie Wschodniej George Soros jest na 205 miejscu.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły