Strefa euro: pora na luzowanie fiskalne

02.04.2019
Po raz pierwszy od dziesięciu lat następuje złagodzenie polityki fiskalnej w strefie euro. Poziom wydatków będzie jednak zbyt niski, a ich alokacja nieprawidłowa.


Trudno się bronić z jedną ręką związaną za plecami, jednak gospodarka strefy euro wielokrotnie stawała przed takim właśnie wyzwaniem. Ilekroć miała problemy, musiała bronić się wyłącznie przy pomocy polityki monetarnej. Europejski Bank Centralny (EBC) obniżał stopy procentowe do zera, a nawet poniżej zera, skupował hurtowe ilości obligacji rządowych i udzielał bankom supertanich pożyczek. Polityka fiskalna była wykorzystywana jedynie w minimalnym stopniu, a czasami wyrządzała wręcz więcej szkody niż pożytku. Kryzysy zadłużeniowe zmusiły rządy w południowej części strefy euro do zaciskania pasa. Państwa z północy zdecydowały się na wprowadzenie takiej samej polityki.

Teraz gospodarka strefy euro znowu ma kłopoty, a EBC ma coraz bardziej ograniczoną możliwość skutecznego wykorzystania instrumentów polityki pieniężnej. 7 marca bank centralny poinformował, że utrzyma obecne stopy procentowe bez zmian przynajmniej do końca tego roku i rozszerzy swój program tanich pożyczek dla banków. Mimo tego, EBC nie spodziewa się, aby inflacja, znajdująca się obecnie na poziomie 1,5 proc., osiągnęła docelowy poziom określony jako „blisko, ale poniżej 2 proc.”. Oficjalne stopy procentowe banku są już obecnie bliskie zera. Programu skupu obligacji nie da się zaś łatwo rozszerzyć, ponieważ zgromadzone zasoby niemieckich obligacji skarbowych są już zbliżone do limitów dozwolonych przez prawo.

Dobrze się składa, że po raz pierwszy od dziesięciu lat w strefie euro ma dojść do poluzowania polityki fiskalnej, jednak zakres luzowania jest niewielki, a stosowane instrumenty nie są najlepiej dobrane do pobudzania wzrostu gospodarczego. Strefa euro nie ma wspólnego budżetu (ministrowie finansów krajów członkowskich dyskutowali na ten temat 11 marca), więc ogólna polityka fiskalna strefy jest po prostu sumą planów fiskalnych poszczególnych państw członkowskich.

Wzrost deficytów

Plany krajowe wskazują, że w roku 2019 zanotowany zostanie większy zagregowany deficyt, wynoszący 0,8 proc. PKB. Rośnie deficyt budżetowy we Włoszech i Francji. W tym ostatnim kraju wielkość deficytu może jeszcze urosnąć w wyniku przyjętych pod koniec ubiegłego roku ustępstw wobec protestujących tzw. żółtych kamizelek. Niemcy natomiast planują mniejszą nadwyżkę budżetową. Fabio Balboni z banku HSBC spodziewa się, że w tym roku polityka fiskalna doda 0,2-0,3 punktu procentowego do wzrostu PKB w strefie euro. Każdy pozytywny impuls ma znaczenie, co nie zmienia faktu, że jest on niewielki.

Niektóre kraje mają więcej pola do manewru niż inne, przy czym państwa posiadające większe możliwości niekoniecznie je wykorzystają. Zarówno Niemcy, jak i Włochy zaczęły odczuwać silne pogorszenie koniunktury, częściowo wynikające ze spowolnienia popytu na ich eksport. O ile jednak Niemcy mają mnóstwo przestrzeni fiskalnej, w przypadku Włoch, których dług publiczny już obecnie przekracza 130 proc. PKB, znaczny wzrost wydatków mógłby (znów) wystraszyć rynki finansowe. Zastosowanie bodźca fiskalnego w Niemczech pomogłoby również Włochom. Niektórzy ekonomiści wskazują jednak, że Niemcy mają tendencję do generowania większych nadwyżek od pierwotnie przewidywanych.

Fabio Balboni dodaje, że znaczna część spodziewanych bodźców fiskalnych przybiera formę cięć podatkowych i podwyżek świadczeń socjalnych. Ponieważ ludzie mogą zdecydować się oszczędzić dodatkową gotówkę zamiast ją wydawać, takie instrumenty stymulują gospodarkę w mniejszym stopniu niż inwestycje publiczne, które przynoszą także korzyść w postaci zwiększenia potencjału gospodarczego.

Luka inwestycyjna

Gdyby kraje mające możliwość poluzowania polityki fiskalnej przez trzy lata zwiększyły wydatki o 0,5 proc. PKB, a wszystkie państwa członkowskie przeprowadziły reformy strukturalne, w dłuższej perspektywie gospodarka strefy euro powiększyłaby się o 1 proc.

Inwestycje publiczne wciąż nie wróciły do poziomu sprzed głębokich cięć dokonanych w latach kryzysu. Udział inwestycji publicznych w PKB strefy euro nadal jest niższy niż w roku 2007, podczas gdy w Niemczech ich udział jest niższy od średniej dla całej strefy. Według szacunków OECD, która 6 marca opublikowała ponurą prognozę gospodarczą dla strefy euro, gdyby tylko kraje mające możliwość poluzowania polityki fiskalnej, np. Austria i Holandia, a także Niemcy, przez trzy lata zwiększyły swoje wydatki o 0,5 proc. PKB, a wszystkie państwa członkowskie przeprowadziły reformy strukturalne, w dłuższej perspektywie gospodarka strefy euro powiększyłaby się o 1 proc.

Zmierzamy w kierunku globalnego spowolnienia

OECD przyjęłaby taką koordynację prowadzonej polityki z zadowoleniem, ale na razie nie ma żadnych sygnałów takich działań. Wspólny budżet omawiany przez ministrów finansów w tym tygodniu miałby przynajmniej na celu zachęcenie do prowadzenia inwestycji publicznych i reform strukturalnych. W wyniku nacisków państw północy, które nie akceptują pomysłu transferów fiskalnych do rzekomo rozrzutnych krajów południa, wspólny budżet nie może jednak być wykorzystywany do stabilizowania gospodarki w trudnych chwilach. Nie zostały jeszcze ustalone kluczowe szczegóły, takie jak choćby rozmiar wspólnego budżetu. Mnożą się natomiast zagrożenia dla wzrostu, począwszy od amerykańskiego protekcjonizmu, po spowolnienie w Chinach i chaotyczny brexit. Gospodarka strefy euro, zmuszona do bronienia się ze związanymi rękami, może zostać mocno poturbowana.

Niniejszy artykuł ukazał się w sekcji „Finanse i ekonomia” papierowego wydania „The Economist” pod tytułem Self-defence


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły