Praca na pół gwizdka pozwoli łatać lukę w podaży pracowników

11.07.2019
Rośnie grupa osób w UE, które pracują w niepełnym wymiarze godzin. W 2018 r. odsetek osób w wieku 20–64 lat, które pracowały w takim modelu wynosił 19 proc., w porównaniu do 16 proc. przed dekadą. I dobrze, bo potrzebna jest mobilizacja każdych rąk zdolnych pracować. Bezrobocie w Europie jest najniższe od początku milenium.


Stopa bezrobocia w Unii Europejskiej wyniosła w maju 6,3 proc. Jest to najniższy wskaźnik odnotowany w 28 krajach Wspólnoty od stycznia 2000 r. W Polsce wynik jest jeszcze lepszy – w maju było to 5,4 proc. Ostatni raz tak niskie bezrobocie mieliśmy we wrześniu 1990 r. To doskonały trend, który pracodawców skłania do poszukiwania pracowników w grupach dotąd rozpatrywanych nieczęsto.

– Pracodawcy już stali się bardziej elastyczni. W przekazie rekrutacyjnym widać, że poszukują ludzi w wieku 50+. Potwierdzają to także badania BAEL – ta grupa, chociaż znacznie wolniej ulega aktywizacji, miała najwyższy wzrost zatrudnienia w I kwartale tego roku – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. I dodaje, że potrzeba zwiększania podaży pracowników oznacza konieczność mobilizacji mało aktywnych dotąd grup: 65+ oraz części populacji nieaktywnej ze względu na obowiązki opiekuńcze (kobiety wychowujące dzieci, ale także osoby zajmujące się opieką nad starszymi rodzicami czy chorymi).

Kanałem wzrostu aktywności zawodowej tych grup jest możliwość pracy w niepełnym wymiarze godzin. Pokazują to także najnowsze wskaźniki Eurostatu.

Udział pracy w niepełnym wymiarze godzin (part-time work) w krajach Unii Europejskiej rośnie. W 2018 r. odsetek osób w wieku 20–64 lat, które pracowały w takim modelu wynosił 19 proc., w porównaniu do 16 proc. przed dekadą, podał Eurostat. Znacznie częściej – niezależnie od grupy wiekowej i kraju – w ten sposób pracują kobiety niż mężczyźni. W całej Unii w tym modelu pracowało w zeszłym roku 31 proc. kobiet w wieku 20–64 oraz 8 proc. mężczyzn.

Wprawdzie badania z Niemiec, Szwajcarii i Austrii pokazały, że kobiety są dyskryminowane w przypadku ubiegania się o pracę w niepełnym wymiarze czasu, jeżeli zasygnalizują chęć posiadania wkrótce dzieci (tam występują także największe różnice między wskaźnikami zatrudnienia dla kobiet i mężczyzn), ale i tak wszystkie trzy wymienione w publikacji VoxEU kraje mają pod względem zatrudniania w niepełnym wymiarze wyniki jedne z najlepszych w Europie. Lepszy odsetek zatrudnienia w niepełnym wymiarze godzin w grupie wiekowej 20-64 ma tylko Holandia (47 proc.). Następne są właśnie Austria (28 proc.) i Niemcy (27 proc.). Listę zamykają Chorwacja i Słowacja (5 proc.), Węgry (4 proc.) i Bułgaria (2 proc.). Polska na poziomie 6 proc. plasuje się ex-aequo z Czechami i Rumunią, tuż przed wymienioną wyżej Chorwacją.

W Polsce aktywność zawodowa to wciąż pięta achillesowa rynku pracy. „Wyniki badania aktywności ekonomicznej ludności (BAEL) wskazują, że osoby aktywne zawodowo stanowiły w I kwartale 55,9 proc. ludności w wieku 15 lat i więcej. W porównaniu do poprzedniego kwartału wskaźnik ten zmniejszył się o 0,2 pkt proc., natomiast w odniesieniu do I kwartału 2018 roku pozostał na zbliżonym poziomie (spadek o 0,1 pkt proc.)” – podał GUS.

Telepraca na odsiecz środowisku

Według badania BAEL, w pierwszym kwartale liczba osób zatrudnionych wyniosła 16,27 mln i była o 0,4 proc. niższa niż przed rokiem. Ekonomista Ignacy Morawski w komentarzu w SpotData podkreśla, że to wynik znamienny, bo liczba osób pracujących obniżyła się po raz pierwszy od 2013 r., mimo iż pracodawcy zatrudniają i chcą zatrudniać.

– Spadek jest efektem zmian demograficznych, po prostu rosnący popyt na pracę już nie rekompensuje spadających zasobów siły roboczej. Ubywa ludzi, którzy są w wieku produkcyjnym. Jest to moment symboliczny, sygnalizujący wkraczanie polskiego rynku pracy w erę systematycznego spadku zatrudnienia – pisze Ignacy Morawski.

Wskaźnik zatrudnienia we wszystkich państwach członkowskich jest wciąż wyraźnie wyższy wśród mężczyzn niż kobiet. W skali roku w Polsce (dane za maj 2019) liczba pracujących zmniejszyła się wśród kobiet, zaś minimalnie wzrosła wśród mężczyzn. Dlatego każda forma aktywizacji zawodowej jest pożądana.

– To, że w parze z elastycznością zatrudnienia idzie zwiększanie aktywności zawodowej, doskonale widać na przykładzie Holandii – w obu wskaźnikach ten kraj jest w czołówce unijnej – dodaje Łukasz Kozłowski.

Skąd wiadomo, że praca w niepełnym wymiarze wynika z woli i decyzji pracownika, a nie pracodawcy? Tłumaczą to inne dane – o underemployment. Under-employed to wg OECD pracujący w niepełnym wymiarze (poniżej 30 godzin tygodniowo), mimo iż chcieliby więcej lub na innych stanowiskach odpowiadających ich wyższym kwalifikacjom. W Polsce przymusowe niepełne zatrudnienie jest na tle innych krajów OECD niskie, nieznacznie przekracza poziom 2 proc. i spada.

I to właśnie wskaźnik under-employed pokazuje, że w Polsce praca w niepełnym wymiarze godzin wynika z chęci kobiet, a nie z braku innej możliwości (okoliczności narzuconych warunkami rynku pracy).

Wniosek więc z tego taki, że nie jest źle, bo niepełne przymusowe zatrudnienie nie wynika z braku innej możliwości, ale bardzo dobrze też nie jest, bo w wielu krajach Europy na pół gwizdka z wyboru pracuje się znacznie częściej niż w Polsce.

Wszystkie dane demograficzne wskazują, że bez zaangażowania imigrantów i emerytów gospodarka nie będzie się rozwijać. W Polsce nie ma pomysłu ani w jednej, ani w drugiej sprawie. O potrzebie usankcjonowania kwestii pracy imigrantów Obserwator Finansowy pisał ostatnio, więc dziś pochylmy się nad emerytami. GUS mówi wyraźnie – starzejemy się (jak zresztą wszystkie kraje Unii). W 2017 r. 65 i więcej lat miało 17 proc. Polaków, czyli 6 520 247 osób. W 2040 roku ma to być 9 429 485 osób, czyli 26 proc. W ciągu najbliższej dekady ubędzie 2 mln osób w wieku produkcyjnym 15-64 lata. Żeby tę lukę demograficzną załatać, należało podjąć działania…najpóźniej na początku tego stulecia. Ponieważ tego nie uczyniono, dziś trzeba się nauczyć pracy z emerytami. Się nauczyć i ich nauczyć.

Jakub Sawulski, ekonomista Instytutu Badań Strukturalnych, uważa, że dwa czynniki decydują o tym, jak długo będziemy chcieli pracować: jakość opieki medycznej oraz stale aktualizowane kompetencje.

– Zacznę od tego drugiego elementu. Osoby z grupy 50+ rezygnują, bo same czują, że odstają od coraz młodszego otoczenia, które umiejętności cyfrowe niemal wyssało z mlekiem matki. Dlatego teraz musimy się skoncentrować na grupie 45-55, aby za dekadę na rynku pracy nie powstała luka, którą odczujemy naprawdę boleśnie – podkreśla Jakub Sawulski i od razu dodaje, że nie ma w Polsce żadnego systemu, który wspomagałby ten proces, np. dofinansowania szkoleń.

– Drugi, a w zasadzie najważniejszy czynnik, to dobra jakość opieki medycznej. Dziś. Nie dopiero, gdy emeryt będzie emerytem. Jeśli utrzymamy pracowników w dobrej kondycji, która pozwoli im się swobodnie czuć i nadal pracować – będą pracować. I to dłużej niż rok czy dwa powyżej wieku emerytalnego – uważa ekonomista IBS.

Sawulski, współautor raportu „Czy polski system emerytalny zbankrutuje”, zwraca uwagę na jeszcze jeden element, niezmiernie ważny z punktu widzenia gospodarki państwa.

– Dla wysokości przyszłych emerytur kluczowe będzie ile PKB wytworzymy, by móc je wypłacać. Im więcej osób starszych będzie pracować, tym większy będzie tort do podziału.

Autorka jest dyrektorem prowadzącym dział raportów i analiz 300Research działającym na platformie 300Gospodarka.pl


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test