Programy studiów ekonomicznych głównego nurtu wymagają korekt

22.06.2014
Jeżeli zagrożenia wywołane przez światowy kryzys finansowy nie wywołają zmian w zasadniczych kursach ekonomii, to cała branża będzie znacznie mniej wiarygodna. Nie sposób jednak nie docenić postępu, jaki dokonał się w ekonomii głównego nurtu.

(CC By Sean MacEntee)


Kryzys finansowy sprawił, że studenci ekonomii z różnych krajów, m.in. energicznie działające grupy z Chile i Wielkiej Brytanii, ostatnio coraz ostrzej się domagają się reformy programów nauczania. Spośród niedawnych przykładów takich inicjatyw można wymienić raport opublikowany przez Pokryzysowe Stowarzyszenie Ekonomiczne działające przy Uniwersytecie Manchesterskim.

Prof. Wendy Carlin z University College London (część Uniwersytetu Londyńskiego) kieruje pracami międzynarodowego złożonego z pracowników naukowych zespołu, który opracowuje nowy podstawowy kurs ekonomii (finansuje to przedsięwzięcie Instytut Nowej Myśli Ekonomicznej, Institute for New Economic Thinking). W nowym programie kładzie się nacisk na dynamikę, niestabilność, instytucje i kwestie dotyczące ochrony środowiska naturalnego. Włącza się też do niego wyniki nowych badań i dowody empiryczne.

>>czytaj także: Ekonomia potrzebuje innych nauk

Sprawa reformy programów studiów była także tematem specjalnej sesji podczas niedawnej konferencji Królewskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Niektóre z poruszanych tam tematów omawiali wcześniej uczestnicy debaty zorganizowanej w 2012 r. przez „Vox EU”, którą zatytułowano „Po co ekonomia?” (What’s the use of economics?). Jej uczestnicy zwracali uwagę, że w powszechnym przekonaniu wiarygodność zawodu ekonomisty stała się wątpliwa.

Co musi się zmienić

Uczestnicy debaty zgodnie twierdzili, że studentom należy zapewnić więcej zajęć i lektur poświęconych historii gospodarczej i historii idei, więcej praktycznego kontaktu z danymi, lepsze nauczanie umiejętności komunikacyjnych, kontakt z nowymi badaniami ekonomicznymi. Ogólnie podkreślano konieczność odejścia od zbyt wąskiego i redukcyjnego podejścia do ekonomii, które stało się normą przy opracowywaniu programów studiów ekonomicznych pierwszego stopnia. Podzielają to przekonanie pracownicy naukowi oraz pracodawcy zatrudniający absolwentów tych studiów.

W Wielkiej Brytanii grupa robocza ujęła te założenia w oświadczeniu z kwietnia 2013 r. Konkludowano tam, że programy studiów ekonomicznych pierwszego stopnia powinny być bardziej pluralistyczne i zawierać: pewną liczbę zajęć poświęconych historii gospodarczej, które można by włączyć do istniejących kursów, szczególnie makroekonomii; wprowadzenie do analiz stosowanych w innych dyscyplinach; w miarę możliwości zajęcia dające wyobrażenie o pograniczu akademickich badań ekonomicznych, które można wykorzystać przy opracowywaniu programów politycznych (to np. ekonomia behawioralna, ekonomia instytucjonalna oraz pokryzysowe zmiany w dziedzinie ekonomii finansów); zajęcia lub lektury uświadamiające problematykę poruszaną w debatach poświęconych metodologii ekonomicznej i zajęcia lub lektury poświęcone zestawieniu wszystkich ram teoretycznych z dowodami oraz zachęcające do zdrowego sceptycyzmu wobec wszelkich stwierdzeń, niezależnie od ich pochodzenia.

>>zobacz film: Polacy nie rozumieją ekonomii i im to nie przeszkadza

A w praktyce?

Nawet stosunkowo minimalistyczne podejście prowadzi do poważnych zmian programów studiów ekonomicznych pierwszego stopnia. Na wielu uczelniach zasadniczy program wpadł w przewidywalne koleiny. Towarzyszyły temu dwa czynniki: po pierwsze, bodźce skłaniające do tego, aby w badaniach teoretycznych skupiać się na kwestiach technicznych powodujących stopniowy wzrost wiedzy, czyli na wkładzie, który kieruje się wyłącznie do specjalistów z tej samej dziedziny, a po drugie – poszerzenie zakresu obowiązków wykładowców i zwiększenie liczby studentów wskutek gorszej kondycji finansowej uczelni.

Najczęściej popierane zmiany to: powrót do elementów historii gospodarczej w zasadniczym programie studiów, włączenie do programu studiów elementów problematyki pogranicza badań ekonomicznych, rozbudzanie zainteresowania badaniami interdyscyplinarnymi i nauczanie podstawowych umiejętności, takich jak obróbka danych i dobra komunikacja.

Niektórzy ekonomiści mówili, że należy uaktualnić programy studiów, aby uwzględnić w nich interesujące dziedziny badań i przykłady ze „świata rzeczywistego”.

Są i różnice zdań

Większe różnice zdań powoduje kwestia charakteru samej ekonomii, a także to, w jakim stopniu doświadczenia ostatnich sześciu lat każą poddawać w wątpliwość podstawy tej nauki. Andrew Haldane, niedawno mianowany na stanowisko głównego ekonomisty Banku Anglii, wyraża następujące przekonanie, że „czas przemyśleć podstawowe elementy ekonomii”. Grupy studenckie domagające się reform z pewnością zgodziłyby się, że trzeba zdecydowanie zreinterpretować założenia, na podstawie których opracowuje się zasadnicze programy studiów.

Przekonania radykałów w pewnym stopniu pokrywają się z poglądami ekonomistów z głównego nurtu, np. wspomniana wyżej brytyjska grupa robocza także zalecała więcej pluralizmu w ekonomii Jej członkowie piszą: „Wrogie nastawienie wobec innych nastawień badawczych to przeciwieństwo dyscypliny dynamicznej, zdolnej do samokrytyki, która autentycznie poszukuje nowych i lepszych sposobów pojmowania świata”. Jednocześnie jednak dodali: „Mimo to nie należy pozostawiać studentów w stanie niepotrzebnego zagubienia albo z przekonaniem, że poglądy wszystkich szkół są równie uzasadnione, czyli że »wszystko przejdzie«”. Trzeba odpowiednio wyważyć: a) zapewnienie spójnej ramy, „konia pociągowego”, który umożliwi rozwój intelektualny i pozwoli doskonalić umiejętności analizy, oraz b) uczciwe wskazywanie spraw niepewnych, ograniczeń wiedzy ekonomicznej oraz istnienie ważnych poglądów i nastawień alternatywnych”.

W wypowiedzi, którą zamieścił niedawno na swoim blogu, Roger Farmer z UCLA stwierdził: „Dałbym studentom następującą radę. […] Bez pośpiechu przyswajajcie sobie koncepcje głównego nurtu. Najlepsi ekonomiści głównego nurtu w czasach studenckich byli radykałami kwestionującymi autorytety. Z dorobku tych ekonomistów musicie korzystać, jeśli macie dokonać poważnych zmian, dzięki którym będziemy wiedzieli więcej”.

Krytyka krytyków

Nie ma jednak wątpliwości, że domagający się zmian studenci przyjmują niewłaściwie szeroką interpretację neoklasycznego nurtu głównego i równie błędną interpretację pluralizmu. W niedawnym raporcie Pokryzysowego Stowarzyszenia Ekonomicznego nie doceniono np. szerokiego zakresu kursów proponowanych przez Wydział Ekonomii Uniwersytecie Manchesterskim (które niesprawiedliwie nazwano tam „monokulturą”); ponadto krzywdząco odmówiono tam przydatności raz wartości kursom realizowanym na wydziałach innych nauk społecznych i w szkołach biznesu.

W raporcie także błędnie utożsamia się pluralizm ze szczególnymi poglądami przyjmowanymi w heterodoksyjnej ekonomii, zamiast uznać za pluralizm gotowość analizowania z otwartością problematyki ekonomicznej z wielu różnorodnych punktów widzenia (również heterodoksyjnych). Oczywisty błąd logiczny tkwi w stwierdzeniu, że wszelkie nieheterodoksyjne poglądy są „neoklasycznym nurtem głównym”.

Simon Wren-Lewis z Uniwersytetu Oksfordzkiego z sympatią odniósł się do odczuć grupy studenckiej, ale uznał, że ich konkluzje są zasadniczo błędne. Ujął swoje zdanie następująco: „Uważam za słuszne stwierdzenie, że ekonomia jako dyscyplina badawcza za bardzo podkreślała, że jest dyscypliną obiektywną, neutralną pod względem politycznym, pomniejszając przez to znaczenie sądów wartościujących wypowiadanych przez ekonomistów. Jeszcze gorsze jest to, że niekiedy koncepcje bardzo wartościujące, np. znaczenie optimum w sensie Pareta, podaje się jako idee neutralne pod względem wartości, co jest zupełnie bezsensowne. […] Przekonanie, że powinno być możliwe stworzenie badającej ludzkie zachowanie nauki niezależnej od ideologii czy polityki, to jednak szlachetny ideał, przy tym częściowo go osiągnięto. Być może potrzebujemy więcej ekonomii politycznej (i ją dostajemy) w takim rozumieniu, że dostrzegamy, iż ekonomia działa z czynnikami społecznymi i politycznymi, wchodząc z nimi w interakcje, ale w moim przeświadczeniu nie potrzebujemy ekonomii w większym stopniu powiązanej z poglądami politycznymi”.

Istotnie mniej więcej w ostatnim 20-leciu postępy „badającej ludzkie zachowanie nauki” w dziedzinie gospodarczej były ogromne, a stało się to dzięki postępowi w mikroekonomii stosowanej. Postęp naukowy dokonał się dzięki licznym osiągnięciom – należy tu wymienić zwiększenie zasobu danych, postęp w dziedzinie technik ekonometrycznych, nowe metody, np. randomizowane badania kontrolowane (RCT) i eksperymenty terenowe, współpracę interdyscyplinarną, szczególnie z psychologami, powrót do historii gospodarczej oraz ekonomikę miasta. Ten postęp z pewnością należy do osiągnięć ekonomii głównego nurtu. Należy się z niego cieszyć, a studenci powinni nalegać, aby poświęcano tym osiągnięciom więcej uwagi podczas wykładów i ćwiczeń.

Wreszcie należy dodać – m.in. z powodu tego postępu w wielu badaniach ekonomicznych w ostatnim okresie – że zdecydowanie nie wszyscy ekonomiści-teoretycy są przekonani o konieczności poważnych zmian programu studiów. Wynika to z ich odmiennego od zdania Andrew Haldane’a przeświadczenia, że podstawowe elementy ekonomii pozostały nienaruszone. Jest to więc debata, która jeszcze potrwa, m.in. z powodu międzynarodowego charakteru ekonomii. Prawdopodobieństwo, że program studiów ekonomicznych pierwszego stopnia nie zmieni się znacznie w ciągu najbliższych pięciu czy dziesięciu lat, wydaje się jednak bardzo małe.

Diane Coyle jest dyrektorką agencji konsultingowej Enlightenment Economics.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w VoxEU.org (tam dostępna jest bibliografia). Tłumaczenie i publikacja za zgodą wydawcy.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły