Projekcja NBP: Chudy rok 2013, lepszy następny

11.03.2013
1,3 proc. wzrost PKB w tym roku i 2,6 proc. w przyszłym przy inflacji stale zbliżonej do 1,5 proc. zakłada najnowsza projekcja inflacji i wzrostu gospodarczego przygotowana przez Instytut Ekonomiczny NBP. Scenariusz chudego 2013 roku i odbicia w 2014 roku potwierdzają także inni analitycy.

Jacek Kotłowski, dyrektor w Instytucie Ekonomicznym NBP (fot. NBP)


Prognoza marcowa, na którą powoływała się Rada Polityki Pieniężnej obniżając ostatnio stopy procentowe aż o 50 punktów bazowych, została znacznie zmieniona w stosunku do poprzedniej z listopada 2012 roku. Obniżono tempo wzrostu gospodarczego i inflacji na 2013 rok, podniesiono za to prognozy na rok 2014. Zamiast 1,5 proc. polska gospodarka powinna w tym roku urosnąć zaledwie o 1,3 proc. Spadnie też inflacja CPI – jeszcze w listopadzie szacowano, że do 2,5 proc. a obecnie, że do 1,6 proc.

„Głównymi czynnikami odpowiadającymi za osłabienie tempa wzrostu w bieżącym roku są: niekorzystna koniunktura za granicą, w tym zwłaszcza w strefie euro, ograniczenie wydatków konsumpcyjnych przez gospodarstwa domowe spowodowane złą sytuacją na rynku pracy i niemożliwością dalszego podtrzymywania konsumpcji kosztem oszczędności, zacieśnienie polityki fiskalnej oraz spadek inwestycji publicznych finansowanych napływem funduszy strukturalnych z UE” – czytamy w najnowszej prognozie NBP.

Co jeszcze zmieniło się od projekcji listopadowej? GUS opublikował słabsze od oczekiwań szacunki wzrostu PKB za III kw. 2012 r. oraz za cały 2012 r. Znacznie gorsze od spodziewanych okazały się też dane o konsumpcji. W dodatku zrewidowano w dół także prognozy wzrostu za granicą, o 150 punktów bazowych zmniejszyła się także stopa referencyjna NBP, choć w momencie zamknięcia projekcji obniżki wynosiły 100 punktów. Jacek Kotłowski szef pionu prognoz Instytutu Ekonomicznego NBP tłumaczy, że 150 punktów bazowych w przyjętym modelu odpowiada za 0,6 proc. wzrost PKB, w perspektywie czterech do sześciu kwartałów.

(CC BY okano/DG)

Jeszcze silniejszy jest wpływ zmiany PKB w strefie euro na PKB Polski. Tu proporcja jest bliska 1:1, co oznacza, że spadkowi tempa wzrostu PKB w strefie euro o 1 punkt procentowy odpowiada spadek wzrostu w Polsce również o 1 punkt procentowy. Dlatego największym znakiem zapytania w projekcji jest właśnie rozwój sytuacji za granicą.

– Wydaje się, że strefa euro jest w takim momencie, iż osiągnęła już dołek na przełomie IV kwartału 2012 roku i I kwartału 2013 roku. To wtedy dane były najsłabsze. Bardzo dużą niewiadomą jest jednak to w jakim tempie będzie teraz odbijała. Nasz scenariusz zakłada, że będzie rosła w tempie 1 procentowym, co jest wynikiem poniżej wzrostu potencjalnego, ale jednak dość optymistycznym – tłumaczył Jacek Kotłowski podczas prezentacji projekcji NBP. Oczywiście nie wszystkie problemy w unii walutowej zostały rozwiązane. Polepsza się sytuacja w Niemczech i Hiszpanii, ale ten pozytywny efekt znosi borykająca się z coraz większymi kłopotami Francja.

– W średnim i dłuższym horyzoncie będziemy mieli przyśpieszenie wzrostu PKB. Będą za to odpowiadać dwa czynniki: przyśpieszenie wzrostu za granicą i inwestycje publiczne, które będą wspierać wzrost w kraju. Spodziewamy się również odbudowy konsumpcji i inwestycji prywatnych i przynajmniej zmniejszenia procesu zacieśnienia polityki fiskalnej. Wszystko to przy stabilnym kursie walutowym – mówił Jacek Kotłowski.

Efektem powinien być wzrost PKB o 2,6 proc. w 2014 roku (w projekcji listopadowej szacowano 2,3 proc.). W efekcie projekcja NBP jest teraz zbliżona do szacunków innych instytucji. Wzrost PKB o 1,3 proc w 2012 r. i 2,6 proc. w 2013 roku to prawie tyle samo ile przewiduje agencja Reutera (1,5 proc. i 2,6 proc.) oraz Komisja Europejska (1,2 proc. i 2,2 proc.). Urzędowy optymizm nadal wykazuje tylko Ministerstwo Finansów (odpowiednio 2,2 proc. oraz 2,5 proc), choć ostatnie wypowiedzi przedstawicieli resortu wskazują, że nie wykluczają oni rewizji tych założeń i nowelizacji budżetu w tym roku.

Skąd jednak powszechne założenie, że w 2014 roku w strefie euro nastąpi wyraźne odbicie, na którym zyska także polska gospodarka?

– To naturalna cykliczność. Jakkolwiek teraz występują negatywne tendencje w krajach euro: polityki deflacyjne i zacieśnienie fiskalne, to w końcu osiągniemy dno i to najpewniej w tym roku. Ożywienie w Stanach Zjednoczonych i w Azji Południowo-Wschodniej jest już faktem, zyska na nim także Europa, a szczególnie Niemcy. Polska gospodarka powiązana jest z niemiecka i do połowy roku większość negatywnych tendencji także u nas powinna wygasnąć – wyjaśnia Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku.

– NBP długo zaprzeczał temu, że konsumpcja może spaść, teraz konserwatywnie zakłada, że ta tendencja się utrzyma, a moim zdaniem druga połowa roku będzie lepsza za sprawą konsumpcji właśnie. O ile w tym roku zakładamy wzrost na poziomie 1 proc. to w 2014 już na poziomie 2,8 proc. a więc wyższy niż przewiduje NBP – dodaje Pytlarczyk.

Prof. Stanisław Gomułka ma odmienne zdanie. – Prognoza NBP zbliżona jest do tej przedstawionej przez Komisję Europejską, która zakłada wzrost w 2013 roku na poziomie 2,2 proc. Kiedy przedstawiono prognozę Komisji już miałem wrażenie, że jest trochę zbyt optymistyczna. Ożywienie w strefie euro nie jest gwarantowane, nie widzę też dobrych powodów, żeby inwestycje w Polsce zaczęły rosnąć, szczególnie że inwestycje publiczne maleją. W sytuacji, w której do tego popyt nie rośnie, konsumpcja też. Nie wiem czemu wzrost PKB w Polsce w przyszłym roku miałby być na poziomie 2,2 proc. jak chce KE, lub nawet 2,6 proc. jak przewiduje NBP.

(CC by Images_of_Money/DG)

Najwięcej emocji podczas prezentacji raportu wzbudziła jednak projekcja inflacji CPI. Mamy bowiem niemal płaską ścieżkę idącą wokół 1,5 proc., a więc dolnego pasma odchylenia od celu inflacyjnego. W 2013 i w 2014 roku to 1,6 proc., a w 2015 roku 1,5 proc.

– Nietrudno założyć, że projekcja która jest płaska będzie się mylić w którąś ze stron. Ja ją traktuję jak niezajęcie stanowiska w sprawie inflacji, która będzie niska, ale jednak wyższa niż wskazuje to obecna projekcja – przewiduje Ernest Pytlarczyk.

– Raport NBP uważam za jeden z najlepszych jakie czytałem w tym roku, a w takim przebiegu ścieżki inflacji nie widzę niczego dziwnego – uważa z kolei prof. Stanisław Gomułka.

– W sytuacji kiedy mamy takie spowolnienie i rosnącą stopę bezrobocia nie powinno być presji płacowej, deficyt obrotów bieżących nie powinien być specjalnie wysoki, złoty może się nawet umacniać, a przynajmniej nie osłabiać. Te wszystkie czynniki powinny zapewnić trwale niską inflację – podsumowuje Gomułka.

Marek Pielach


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test