Przed Ukrainą ciężki rok

13.02.2019
Prognozy dla gospodarki ukraińskiej są obniżane. Naszego wschodniego sąsiada czeka w tym roku w najlepszym razie stagnacja, a w najgorszym - załamanie gospodarcze i ucieczka za granicę kolejnych setek tysięcy pracowników.

W tym roku Ukrainę czekają wybory prezydenckie i parlamentarne. Zasady polityki gospodarczej mogą się całkowicie zmienić, bynajmniej nie na lepsze. Na zdjęciu: siedziba Rady Najwyższej (parlamentu). (PAP)


Wzrost PKB Ukrainy w tym roku powinien wynieść ok. 3 proc. Przewiduje się inwestycje na rzecz rozwoju oświaty i medycyny, projekty dotyczące energetyki i rozbudowy infrastruktury drogowej. Priorytetem jest wzmocnienie gospodarki narodowej i stworzenie nowych miejsc pracy – zapowiada premier ukraiński Wołodymyr Hrojsman.

Na tle przewidywań światowych instytucji finansowych, prognozy przedstawione przez rząd ukraiński wyglądają jednak bardzo optymistycznie. W styczniu br. Bank Światowy (BŚ) obniżył szacowane tempo wzrostu PKB dla Ukrainy na rok 2019 z 4 proc. do 2,9 proc.

Analitycy BŚ podkreślają wzrost niepewności co do rozwoju sytuacji politycznej i negatywny skutek spowolnienia reform strukturalnych dla dynamiki wzrostu gospodarki ukraińskiej.

Przewidywania wzrostu PKB na 2019 r. skorygował w dół także Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) – z 3,3 proc. do 2,7 proc.

Ostrożne prognozy przedstawia ukraiński bank centralny NBU. Powody do obaw widzi tak w kraju, jak i poza jego granicami.

Nowy cykl polityczny

Do zagrożeń zewnętrznych, jakie mogą zaszkodzić gospodarce Ukrainy, NBU zaliczył możliwość dalszej, otwartej agresji wojennej ze strony Rosji, zwracając w tym świetle szczególną uwagę na rozwój sytuacji w basenie Morza Azowskiego. Inne niebezpieczeństwa to: niekontrolowany brexit, wojny handlowe USA z Chinami i innymi krajami oraz spowolnienie wzrostu gospodarki światowej. Analitycy NBU oceniają, że efektem powyższych możliwych zjawisk może być nadmiar podaży surowców i spadek ich cen na rynkach światowych. To uderzy w eksport ukraiński, doprowadzi do zmniejszenia wpływów walutowych i obniży wartość hrywny, a w konsekwencji przyczyni się do inflacji. Kolejnym zagrożeniem, na jakie zwraca uwagę NBU, jest możliwy spadek zainteresowania inwestorów zagranicznych lokowaniem kapitału w krajach rozwijających się, również nad Dnieprem.

Zagrożenia wewnętrzne to pogorszenie oczekiwań inflacyjnych na tle nowego cyklu politycznego (w tym roku Ukrainę czekają wybory prezydenckie i parlamentarne) oraz emigracja zarobkowa Ukraińców. Odpływ siły roboczej zwiększy dysproporcje pomiędzy popytem i podażą na rynku pracy, co wpłynie na dalszy wzrost płac. Zaostrzy się także problem niedoboru wykwalifikowanych pracowników. Szczególnie palącym czynią to ryzyko decyzje, ogłoszone przez Niemcy i Czechy, o liberalizacji rynków pracy i szersze ich otwarcie na pracowników znad Dniepru.

Wzrosły prognozy inflacji NBU. Jesienią zeszłego roku jego analitycy przewidywali, że tegoroczna inflacja wyniesie 6,3 proc. W styczniu tego roku NBU zmienił jednak swoją prognozę i przewiduje, że w stosunku rocznym inflacja sięgnie 7 proc.

Eksperci Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju zwracają uwagę na trzy główne zadania, jakie ich zdaniem stoją przed Ukrainą w tym roku. Są to: utrzymanie stabilności makroekonomicznej, niezbędnej dla przyciągania kapitału zagranicznego, reformowanie sfery energetycznej oraz reforma banków państwowych i ich przygotowanie do prywatyzacji.

Scenariuszem podstawowym dla gospodarki ukraińskiej w 2019 r. będzie zachowanie stabilności makroekonomicznej, jednak jego realizacja będzie wymagała ścisłej współpracy z MFW. Jeśli to się uda, PKB Ukrainy powinien wzrosnąć o 3,5 proc., a inflacja spaść do poziomu 7 proc. w skali rok do roku – ocenia ekonomista Anders Aslund z Atlantic Council, szacując jednocześnie szanse realizacji takiego właśnie scenariusza na 80 proc. To jednak oznacza w najlepszym razie stagnację, bo według ocen ekonomistów, Ukraina, by zacząć odrabiać załamanie gospodarcze, powinna rozwijać się w tempie 6 – 8 proc. rocznie.

Marzenia białych kołnierzyków

W scenariuszu niekorzystnym, jaki rysuje Aslund, naszego wschodniego sąsiada może czekać katastrofa – Ukrainie grozi drastyczna dewaluacja hrywny, której kurs może spaść z obecnego poziomu 28 do 40 hrywien za dolara, inflacja w takiej sytuacji w ujęciu rocznym z obecnych 10 proc. wzrosłaby do 50 proc., spadłby też ukraiński PKB. W rezultacie na emigrację zarobkową ruszyłaby potężna fala uciekinierów w obawie przed biedą. „Białe kołnierzyki z Kijowa będą w takiej sytuacji marzyć o pracy kierowcy taksówki czy kelnera w Polsce, byle tylko wyrwać się z zaklętego kręgu biedy i wywieźć z Ukrainy swoją rodzinę” – ocenia ekonomista.

Zdaniem ekspertów ukraińskich, gospodarkę naszego wschodniego sąsiada czekają w tym roku wstrząsy, których skutki odczuwać będzie jeszcze w latach 2020 – 2024.

Jak ocenia ekonomista Ołeh Ustenko z Fundacji Blazera, rok 2019 będzie dla Ukrainy czasem szczególnych prób. Badacz podkreśla, podobnie jak NBU, że z jednej strony czekają ją zagrożenia związane z sytuacją zewnętrzną, a z drugiej, zagrożenia wewnętrzne. Nadciągający kryzys światowy uderzy w główne pozycje eksportu ukraińskiego, a w konsekwencji w dochody budżetu. Oczekiwany jest bowiem spadek cen surowców, a Ukraina opiera swój eksport właśnie na sprzedaży nieprzetworzonych lub przetworzonych w nieznacznym tylko stopniu surowców.

„10-procentowa obniżka cen metali i zbóż na rynkach światowych oznacza spadek przychodów równych 3 proc. PKB Ukrainy” – szacuje Ustenko.

Ostatnie słowo należy do pogody

Kryzys światowy oznaczać będzie nie tylko dziurę w finansach, ale dodatkowo spadek i tak niewielkiego dziś zainteresowania inwestorów zagranicznych Ukrainą. W tej sytuacji można oczekiwać, że rząd w poszukiwaniu kapitału na łatanie dziur w bilansie płatniczym będzie starał się wyjść z papierami dłużnymi na rynki międzynarodowe. Chętnych na ich kupno da się jednak znaleźć wyłącznie, jeśli oprocentowanie będzie wyższe niż 10 proc. w skali rocznej. W „niekryzysowym” wszak 2018 r. Kijów kusił chętnych oprocentowaniem obligacji rzędu 9 proc.

Końcowy efekt takich działań będzie bardzo niekorzystny, choć nieco odłożony w czasie. Problemy stoją jednak nie tylko przed państwem, ale i przed sektorem prywatnym, który w takiej sytuacji może mieć według Ustenki problemy z obsługą swoich zobowiązań wobec kredytodawców, a te sięgają już 50 mld dol. W rezultacie nad Dnieprem może dojść do fali bankructw. Jak przewiduje Ustenko, suma tych niekorzystnych zjawisk da dodatkowy impuls dewaluacyjny.

„2019 r. to rok ogromnych zagrożeń. Zbliżają się wybory prezydenckie i parlamentarne, więc wszystkie dotychczasowe zasady polityki gospodarczej mogą się całkowicie zmienić, i wcale nie na lepsze” – komentował Gleb Wyszlynskyj z kijowskiego Centrum Strategii Ekonomicznych na łamach tygodnika “Nowoje Wriemia”. Ale na szczęście, jak przekonuje ekspert, jest mocny hamulec, który może powstrzymać rząd przed działaniami ryzykownymi – paradoksalnie to zadłużenie zagraniczne. W ciągu najbliższych trzech lat Ukraina będzie musiała wypłacić wierzycielom 20 mld dolarów – równowartość rezerw walutowych kraju. Dlatego jego zdaniem scenariusz podstawowy na ten rok to stabilność kursu walutowego i inflacji.

Problem w tym, że sama stabilizacja finansowa nie zagwarantuje naszemu wschodniemu sąsiadowi szybkiego rozwoju gospodarki. Potrzeba jeszcze reform gospodarczych, a z tymi z powodu wyborów może być kłopot. I nie dlatego, że reformy są niepopularne, ale dlatego, że są nieopłacalne dla skorumpowanej klasy politycznej – przekonuje Wyszlynskyj. Jego zdaniem główną zmianą, jaka mogłaby dać w rezultacie skokowy wzrost tempa PKB, byłoby stworzenie sądu antykorupcyjnego, niezależnego od polityków. I choć to reforma nie ze sfery gospodarki, może się okazać najważniejszą dla biznesu. Na jej przeprowadzenie trudno jednak liczyć.

Eksperci znad Dniepru zwracają uwagę w swoich tegorocznych prognozach także na to, że Ukraina, jak mało który kraj na kontynencie europejskim, zależna jest od niemal pomijanego dziś w kontekście gospodarki czynnika, jakim jest pogoda. Jedna trzecia wpływów walutowych kraju pochodzi bowiem dziś z eksportu płodów rolnych. Ewentualny, spowodowany niekorzystnymi warunkami pogodowymi, spadek plonów i w konsekwencji eksportu sektora rolno-spożywczego, może silnie uderzyć w całą gospodarkę.

 

 

 

 

 

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test