• Marek Chądzyński

Przemysł zwolni, bo Europa dostała zadyszki

21.07.2011
W drugiej połowie roku polska gospodarka może zacząć hamować. Pierwszy sygnał to wyraźnie spowolnienie wzrostu produkcji przemysłowej w czerwcu. Kolejne miesiące nie muszą być wcale lepsze, bo strefa euro – a zwłaszcza Niemcy – wyraźnie tracą impet.

(CC BY Images_of_Money)


Źle wyglądają ostatnie dane o PMI w Europie, czyli indeksach wyliczanych przez instytut Markit, pokazujących nastroje w przemyśle. Wskaźnik dla strefy euro spadł w lipcu do 50,4 pkt z 52 pkt w czerwcu ocierając się w ten sposób o granicę oddzielającą wzrost od recesji w sektorze (50 pkt) i plasując na poziomie najniższym od dwóch lat. Nienajlepiej wyglądają wyniki badań dla Niemiec, które nadawały ton gospodarce Eurolandu jeszcze na początku roku. Indeks pokazujący koniunkturę u naszych zachodnich sąsiadów spadł do 52,1 pkt z 54,6 pkt. Analitycy spodziewali się odczytu na poziomie 54,1 pkt. Szczegółowych danych jeszcze nie ma, ale można zakładać, że tak duże pogorszenie nastrojów wśród właścicieli firm zza Odry to skutek spadku zamówień w eksporcie i echo tego, co dzieje się wokół Grecji i innych krajów peryferiów strefy euro.

– Przestały działać czynniki, które wspierały wzrost produkcji w strefie euro, przede wszystkim w Niemczech. Takim czynnikiem było słabe euro w ubiegłym roku, które napędzało niemiecki eksport – mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku.

To złe informacje dla polskiego przemysłu. W ostatnich miesiącach korzystał on z niemieckiej dobrej koniunktury, co widać było po rosnących zamówieniach eksportowych. Pierwszy zgrzyt nastąpił już w czerwcu, gdy liczba zamówień spadła. Efekt? Spadek tempa wzrostu produkcji przemysłowej do 2 proc. rdr w czerwcu, znajdzie poniżej oczekiwań rynkowych. Według Jakuba Borowskiego powinniśmy się oswajać z myślą, że polski przemysł nie będzie już dynamicznie zwiększał produkcji również w kolejnych miesiącach. Bo to, że niemiecki eksport – a za nim eksport z Polski do Niemiec – będą hamować jest bardzo prawdopodobne. Jako powody ekonomista wymienia m.in. spowolnienie w krajach rozwijających się, np. w Chinach i pogorszenie nastrojów na rynku ze względu na problemy fiskalne w niektórych krajach strefy euro.

– Na rynkach finansowych może nastąpić wzrost zaniepokojenia sytuacją takich krajów jak Hiszpania, Włochy, Irlandia, czy Grecja, które potrzebują wzrostu gospodarczego jak powietrza. Słabszy wzrost będzie prowadził do wzrostu awersji do ryzyka, co może oznaczać osłabienie złotego i umocnienie szwajcarskiego franka – mówi Jakub Borowski.

Według ekonomisty Invest-Banku tym razem jednak nie możemy liczyć na silny impuls pobudzający eksport, jakim na początku 2009 roku było znaczne osłabienie złotego. Bo tym razem skala deprecjacji nie będzie tak głęboka, jak na początku kryzysu.

– W 2009 roku żyliśmy w innym świecie. To było apogeum kryzysu, nie było sygnałów wskazujących na odwrócenie trendu spadkowego na rynkach akcji i na rynkach walut, nie mieliśmy żadnych danych makro wskazujących na poprawę sytuacji, a stymulacja fiskalna i monetarna jeszcze nie działała. Dziś Polska jest w lepszej sytuacji, ma już wdrożone narzędzia stabilizujące relację długu do PKB jak reguła wydatkowa. Złoty już się aż tak bardzo nie osłabi, jak wtedy, więc impuls dla polskiego eksportu będzie słabszy – uważa ekonomista Invest-Banku.

Jeśli scenariusz spowolnienia w przemyśle się zrealizuje to raczej nie da się utrzymać dynamiki PKB powyżej 4 proc. w III i IV kwartale tego roku. Invest-Bank prognozuje, że PKB będzie rósł w tym okresie o (odpowiednio) 4 i 3,8 proc.

– W tej chwili można powiedzieć, że te prognozy są obarczone dużym ryzykiem korekty w dół. Ten wzrost może być niższy nawet o 0,2-0,3 pkt proc. A jeśli dojdzie większego pogorszenia nastrojów w strefie euro np. na fali obaw o wypłacalność Grecji, wówczas dynamika wzrostu może być jeszcze niższa – mówi Jakub Borowski.

Spowolnienia w polskim przemyśle spodziewa się również Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ. Nie dziwi go fakt, że przedsiębiorcy bardziej sceptycznie oceniają przyszłość i np. wstrzymują się z inwestycjami. To konsekwencja tego co się dzieje nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Fiskalne zaciskanie pasa nie służy gospodarce, a na to skazane są Europa i USA borykające się z rosnącym długiem. Jak mówi Dariusz Winek nie jest wykluczone, że amerykański Fed ponownie będzie musiał zastosować tzw. ilościowe luzowanie polityki pieniężnej, by rozruszać gospodarkę. Mogłoby to nastąpić wówczas, gdy wdrożenie programów oszczędnościowych zminimalizowałoby ryzyko wzrostu inflacji.

Analityk jest jednak większym optymistą w ocenie skutków niższego wzrostu produkcji dla dynamiki polskiego PKB. Jego zdaniem w III kwartale może ona wynieść 4,3 proc., w IV będzie to 4,4 proc.

– Wkład produkcji do PKB będzie niższy w drugim półroczu. Ale nadal utrzyma się wysoka dynamika w budownictwie i będzie rosnąć rola popytu konsumpcyjnego. A to dlatego, że stopa bezrobocia będzie spadać, a zatrudnienie rosnąć. Firmy poluzują też zapewne swoją dyscyplinę finansową i zaczną zwiększać płace – mówi Dariusz Winek. Ekonomista dodaje, że na wypadek kłopotów przedsiębiorstwa mogą skorzystać z poduszki płynnościowej zgromadzonej w poprzednich miesiącach. Firmy mają 176,8 mld zł depozytów, z których mogą finansować działalność. A w I kwartale tego roku, według danych GUS wypracowały prawie 29,3 mld zł zysku netto – o prawie 3,6 mld zł więcej niż rok wcześniej.

Zdaniem ekonomisty BGŻ zatrudniać będą przede wszystkim najmniejsze firmy. Analityk nie zraża się tym, że z ostatnio opublikowanego raportu NBP o koniunkturze w przedsiębiorstwach wynika, że firmy nie kwapią się ze zwiększaniem zatrudnienia i wynagrodzeń. Liczba przedsiębiorstw, które chcą zatrudniać w trzecim kwartale tylko nieznacznie przekracza liczbę firm szykujących się do zwolnień. Według raportu NBP prognozy zatrudnienia są gorsze, niż kwartał temu. Syntetyczny wskaźnik prognoz spadł o 4,3 pkt proc. w porównaniu do II kwartału i wyniósł minus 0,7 proc. W skali rocznej nastąpiła nieznaczna poprawa – o 0,2 pkt proc.

– W tych badaniach jest mowa o zmianach kwartał do kwartału. Fakt, że firmy nie zwiększą zatrudnienia w III kwartale względem II kwartału nie oznacza, że sytuacja na rynku pracy się pogarsza. W ujęciu rocznym ona będzie lepsza – mówi Dariusz Winek.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test