Przestarzałe struktury w gospodarce Indii blokują jeszcze szybszy rozwój

W Indiach wciąż istnieją elementy gospodarki centralnie sterowanej. Rząd namaszcza szefów dużych firm, zmusza je do obniżania cen, decyduje o alokacji produkcji. Państwo sprawuje kontrolę nad ponad 500 wielkimi przedsiębiorstwami, których łączna wartość jest równa 30 proc. PKB. Pokrywanie ich strat jest przyczyną sięgającego 70 proc. PKB zadłużenia publicznego.
Przestarzałe struktury w gospodarce Indii blokują jeszcze szybszy rozwój

Rozwarstwienie społeczne jest w Indiach ogromne (CC BY-NC Brainbitch)

Indie zajmują trzecie miejsce w Azji – po Chinach i Japonii – pod względem wielkości PKB. Są też na dziewiątej pozycji wśród największych światowych potęg ekonomicznych. Według wielu prognoz, do 2030 r. Indie prześcigną Japonię i staną się drugą gospodarką Azji oraz trzecią na świecie, ustępując tylko Chinom i USA.

Trzeba przyznać, że potencjał mają ogromny. Są to m.in.: wielki i szybko rosnący popyt wewnętrzny tworzony przez ponad 1,2 mld mieszkańców, bardzo korzystna struktura demograficzna (więcej niż połowa ludności nie przekroczyła 25 roku życia), druga najliczniejsza na świecie (po Chinach) siła robocza (pół miliarda osób), rozwinięty sektor usług (głównie w dziedzinie telekomunikacji, technologii informatycznych  i outsourcingu).

Indie są też jednym z najszybciej rozwijających się dużych państw świata. W ciągu ostatnich 20 lat PKB w przeliczeniu na 1 mieszkańca wzrósł 4-krotnie, a roczne tempo wzrostu gospodarczego w całym tym okresie wyniosło ok. 6 proc. W latach poprzedzających globalny kryzys gospodarczy i finansowy stopa wzrostu PKB dochodziła do 10 proc. Utrzymanie zbliżonej dynamiki w następnych kilkunastu latach rzeczywiście mogłoby uczynić z Indii światową potęgę gospodarczą. Tylko czy kontynuacja takiej ekspansji gospodarczej jest możliwa?

Należy pamiętać, że Indie startowały do przyspieszonego wzrostu na początku lat 90. XX wieku z pozycji gospodarczego zaścianka, co było wynikiem ponad 40 lat quasi-socjalistycznego systemu wprowadzonego przez prezydenta Jawaharlala Nehru, po odzyskaniu przez Indie niepodległości w 1947 r.

W całym tym okresie wprawdzie istniała przedsiębiorczość prywatna, ale ograniczał ją niezwykle rozbudowany system pozwoleń i regulacji państwowych. Podstawą systemu gospodarczego były plany pięcioletnie, państwowa własność największych przedsiębiorstw oraz silny protekcjonizm w dziedzinie handlu zagranicznego. Była to reakcja na całe stulecia eksploatacji krajowych zasobów przez zagraniczne przedstawicielstwa handlowe (głównie francuskie, holenderskie i portugalskie), a później kolonistów brytyjskich. Jednak tego rodzaju polityka dominacji państwa w gospodarce oraz odgrodzenia miejscowych przedsiębiorstw od konkurencji międzynarodowej spowodowała, że Indie stały się słabo rozwiniętym krajem z chronicznym deficytem bilansu płatniczego.

Właśnie ostry kryzys bilansu płatniczego był bezpośrednia przyczyną zainicjowania w 1991 r.  przez ówczesnego ministra finansów, a obecnego premiera, Manmohana Singha, radykalnych reform gospodarczych. Polegały one m.in. na prywatyzacji większości państwowych przedsiębiorstw, redukcji liczby regulacji prawnych odnoszących się do sfery gospodarki, oraz stopniowym dopuszczaniu bezpośrednich inwestycji zagranicznych, zmniejszeniu podatków i uwolnieniu kursu rupii.

Chociaż reformy te były fragmentaryczne i nie zostały przeprowadzone z całą konsekwencją, jednak przyniosły spektakularne efekty. Nastąpiło nie tylko zdecydowane przyspieszenie tempa wzrostu gospodarczego. Pojawiła się bardzo liczna, oceniana na 400 mln osób, klasa średnia. Zupełnie zmieniła się struktura indyjskiej gospodarki: mimo iż na wsi mieszka w dalszym ciągu 60 proc. ludności, to udział rolnictwa w tworzeniu PKB zmniejszył się do ok. 17 proc. Na przemysł przypada 24 proc., a na sektor usług (wspierany przez rewolucję informatyczną i telekomunikacyjną oraz outsourcing) – blisko 60 proc. W ciągu 20 lat Indie przekształciły się ze światowego marudera w kraj zdecydowanie bardziej otwarty na świat, nastawiony na współpracę międzynarodową i rozwój ekonomiczny.

Z drugiej jednak strony trzeba pamiętać, że w dalszym ciągu 1 na 4 Hindusów żyje z mniej niż 1 dolara dziennie, nastąpiło silne rozwarstwienie społeczne, obok bardzo dobrze wykształconej grupy pracowników (głównie z sektora IT i biotechnologii) istnieje o wiele liczniejsza rzesza ludzi trwale wykluczonych, analfabetów, skrajnie ubogich. Poza tym nie udało się rozwiązać problemu opieki zdrowotnej, edukacji, poprawy stanu infrastruktury transportowej.

Zdaniem wielu ekonomistów, wyniki 20-letnich działań reformatorskich byłyby o wiele większe, gdyby po pierwszej fazie zmian została opracowana i wdrożona druga, spójna i całościowa koncepcja reformy funkcjonowania gospodarki. Władzom zabrakło jednak determinacji w tej sprawie. Utrzymujące się przez tak długi okres wysokie tempo wzrostu PKB (nawet w czasie światowego kryzysu nie spadło ono poniżej 5 proc.) miało wpływ wyraźnie demobilizujący.

W związku z tym w Indiach nadal istnieją elementy gospodarki centralnie sterowanej, wciąż menedżerowie wielu dużych przedsiębiorstw mianowani są przez rząd, władze państwowe decydują też o alokacji produkcji np. surowców, a nawet zmuszają firmy do obniżania cen.  Państwo sprawuje kontrolę nad ponad 500 wielkich przedsiębiorstw, których łączną wartość ocenia się na 500 mld USD, co stanowi ok. 30 proc. indyjskiego PKB.  To m.in. konieczność pokrycia strat państwowych firm jest przyczyną wysokiego, sięgającego 70 proc. PKB zadłużenia sektora publicznego.

W dalszym ciągu do wielu sektorów gospodarki indyjskiej inwestorzy zagraniczni mają bardzo ograniczony dostęp. Chodzi tu przede wszystkim o sieci handlowe i obrót akcjami na indyjskiej giełdzie papierów wartościowych przez zagranicznych inwestorów indywidualnych.

Mimo niewątpliwych postępów w liberalizacji handlu zagranicznego, Indie nie opierają rozwoju na eksporcie. Odróżnia to je wyraźnie od Chin, czy innych azjatyckich tygrysów. Lokomotywą indyjskiej koniunktury jest popyt wewnętrzny, natomiast eksport dóbr i usług wciąż odgrywa rolę drugorzędną. Stąd relatywnie niewysoka jego wartość. W 2010 r. wyniosła ona niecałe 372 mld dol. Stanowiło to ok. 22 proc. PKB. Spośród dużych rozwijających się krajów nieznacznie niższy wskaźnik ma tylko Brazylia. W Wietnamie wynosi on 78 proc., w Tajlandii – 76 proc., a w Chinach – 35 proc.

Indyjski eksport jest ponad 4-krotnie mniejszy od chińskiego i taka dysproporcja prawdopodobnie utrzyma się jeszcze długo. Wynika to m.in. z wyboru zupełnie odmiennej strategii rozwoju. Podczas gdy firmy chińskie chcą stać się „fabrykami świata”, wytwarzając produkty w kraju, to przedsiębiorstwa indyjskie starają się być aktywne i fizycznie obecne za granicą w postaci firm ponadnarodowych.

Udaje się to stosunkowo nielicznym, przede wszystkim wielkim konglomeratom biznesowym, kontrolowanym przez rodziny przemysłowców, takim np., jak Tata Group, Aditya Birla Group, Godrej & Boyce Mfg Co, Bharti Enterprises, czy Reliance ADA Group. Reszta jest na ogół są zbyt mała i słaba finansowo.

Relatywnie nieduży eksport towarów i usług to główna przyczyna deficytu bilansu obrotów bieżących. W 2010 r. przekroczył on 50 mld dol., a po 3 kwartałach 2011 r. szacowany był na ponad 35 mld dol. Problemem jest też deficyt budżetowy, przekraczający wyraźnie poziom 5 proc. PKB, oraz inflacja (blisko 7 proc. w skali rocznej).

Do tych wszystkich wyzwań, przed którymi stoją obecnie Indie, a które już w najbliższej przyszłości mogą ograniczać rozwój gospodarczy, należałoby jeszcze dodać sprawy związane z zarządzaniem państwem. Istnieją tam np. bardzo istotne różnice między poszczególnymi stanami w dziedzinie gospodarczych regulacji prawnych. Sprawia to, że Indie nie są do końca jednolitym rynkiem, a przepływ towarów, usług i kapitału wcale nie jest łatwy.

W części stanowi to dziedzictwo epoki kolonialnej, ale w niemałym stopniu jest rezultatem obecnej struktury administracyjnej państwa, utrzymywania licznych partykularyzmów regionalnych, etnicznych, religijnych itp. Na to nakłada się system kastowy, kruchość aliansów politycznych, konflikty interesów, korupcja i protekcja na szczytach władzy. W takich warunkach reformy strukturalne w gospodarce schodzą na plan dalszy.

Autor jest publicystą ekonomicznym, był zastępcą redaktora naczelnego gazety Rynki Zagraniczne, obecnie prowadzi Pracownię Badań Rynków Zagranicznych

Rozwarstwienie społeczne jest w Indiach ogromne (CC BY-NC Brainbitch)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

"Samowystarczalne Indie" mogą się wolniej rozwijać

Kategoria: Trendy gospodarcze
Znaczny wzrost ceł, zawieszenie umów handlowych, hojne dotacje dla zagranicznych producentów – protekcjonizm torował sobie w Indiach drogę na długo przed pandemią COVID-19. Sądząc po strategii samowystarczalności gospodarczej, forsowanej obecnie przez rząd Narendry Modiego, zadomowił się na dobre.
'Samowystarczalne Indie' mogą się wolniej rozwijać

Indie i Chiny: trudne sąsiedztwo

Kategoria: Sektor niefinansowy
Na całym świecie panuje zgoda co do tego, że drugim po Chinach największym "wschodzącym rynkiem" są Indie. Oba kolosy traktuje się jako nadzieję przyszłości i wróży im wzrost znaczenia na globie. A jakie są relacje między tymi krajami?
Indie i Chiny: trudne sąsiedztwo

Chiny nie przegrają gospodarczo na pandemii

Kategoria: Trendy gospodarcze
Łańcuchy produkcyjne będą zmodyfikowane z powodu pandemii, ale Chiny nie muszą przez to stać się wielkim przegranym recesji – uważa dr hab. Paweł Pasierbiak, kierownik Katedry Gospodarki Światowej i Integracji Europejskiej UMCS.
Chiny nie przegrają gospodarczo na pandemii