Przyczyny mniejszego wzrostu płac

09.01.2019
Dlaczego w okresie ożywienia światowej gospodarki warunki dla pracowników nie poprawiły się? Czy wpłynął na to nadmiar siły roboczej, wyższa automatyzacja i sztuczna inteligencja? Tak, ale istotne znaczenie miał wciąż dominujący w myśleniu decydentów paradygmat neoliberalny.

(Money Metals, CC BY)


Według najnowszego raportu na temat płac, przygotowanego przez Międzynarodową Organizację Pracy (MOP) „Global Wage Report”, z wyjątkiem Chin, płace realne (skorygowane o inflację) rosły w tempie zaledwie 1,1 proc. rocznie w 2017 r., w porównaniu z 1,8 proc. w 2016 r. Jest to najwolniejsze tempo wzrostu od 2008 r.

W zaawansowanych gospodarkach krajów grupy G20 średnia płaca realna wzrosła zaledwie o 0,4 proc. w 2017 roku w porównaniu z 1,7 proc. w roku 2015. Mimo że w Stanach Zjednoczonych płace realne wzrosły o 0,7 proc. – w porównaniu do 2,2 proc. w 2015 r. – zatrzymały się one na dotychczasowym poziomie w Europie, gdzie niewielkie wzrosty w niektórych krajach zostały zrównoważone spadkami we Francji, Niemczech, Włoszech i Hiszpanii. To spowolnienie w „krajach sukcesu”, takich jak Niemcy i Stany Zjednoczone, jest szczególnie zaskakujące, biorąc pod uwagę rosnącą nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących tego pierwszego oraz spadające bezrobocie i „ciasne” rynki pracy w drugim.

Na rynkach wschodzących średnie tempo wzrostu płac w 2017 r. wynoszące 4,3 proc. było szybsze, niż w zaawansowanych gospodarkach krajów G20, choć wciąż wolniejsze niż w poprzednim roku (4,9 proc.). Azja korzystała z najszybszego tempa wzrostu płac realnych głównie dzięki Chinom i kilku mniejszym krajom, takim jak Kambodża, Sri Lanka i Birma. Jednak, ogólnie rzecz biorąc: tempo wzrostu płac w gospodarkach azjatyckich zwolniło w 2017 roku. Natomiast w Ameryce Łacińskiej i Afryce kilka krajów doświadczyło spadków płac realnych.

W wielu krajach udział pracy w dochodzie narodowym jest poniżej poziomu z początku lat 90. XX w.

Ponadto, według raportu MOP, w 2017 roku utrzymywała się głęboka przepaść między wzrostem płac a wydajnością pracy. W wielu krajach udział pracy w dochodzie narodowym jest wciąż poniżej poziomu z początku lat 90. XX wieku.

Wobec tego nasuwa się oczywiste pytanie: dlaczego, przy ożywieniu w globalnej produkcji w ostatnich latach, warunki dla pracowników w większej części świata proporcjonalnie nie poprawiły się?

Całej winy nie można zrzucić, jak zwykle, na handel i technologię. Niewątpliwie, z powodu pogłębiającej się integracji z globalnym rynkiem dużych gospodarek z nadmiarem siły roboczej oraz większego wykorzystania automatyzacji i sztucznej inteligencji, osłabła pozycja przetargowa pracowników, a zapotrzebowanie na siłę roboczą przeniosło się na ściśle określone i wąskie sektory. Jednak te czynniki nie wyjaśniają braku znaczącej poprawy warunków dla większości pracowników.

Rzeczywisty powód, dla którego pracownicy spotykają się z niesprawiedliwym traktowaniem, jest nie tyle ekonomiczny, ile instytucjonalny i polityczny. W różnych krajach ustawodawstwo i wyroki sądowe coraz częściej naruszają od dawna uznane prawa pracownicze.

Na przykład rządy – skupione jedynie na poprawie „elastyczności rynku pracy” – prowadziły politykę wspierającą interesy pracodawców bardziej niż pracowników, zwłaszcza poprzez podcinanie możliwości organizowania się pracowników. Obsesja na punkcie konsolidacji fiskalnej i oszczędzania uniemożliwiła takie wydatki społeczne, jakie mogłyby zwiększyć zatrudnienie w sektorze publicznym i poprawić warunki pracownikom. A obecne ramy regulacyjne w coraz większym stopniu pozwalają dużym korporacjom sprawować władzę bez odpowiedzialności, co prowadzi do wyższej renty monopolistycznej i silniejszej pozycji przetargowej.

Krótko mówiąc: dominacja neoliberalnego myślenia w kształtowaniu polityki gospodarczej w wielu krajach prowadzi do wykluczenia większości zarabiających z udziału w zyskach płynących ze wzrostu gospodarczego. Nie jest to jednak nieuniknione. W Chinach udało się osiągnąć szybki wzrost wynagrodzeń, a udział pracowników w dochodzie narodowym też rośnie, mimo pogoni tego kraju za szybkimi technologiami wypierającymi siłę roboczą.

Sukces Chin może wytłumaczyć model zaproponowany przez W. Arthura Lewisa, laureata nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii. Wyjaśnia on, jak dzięki zatrudnieniu w nowych, bardziej produktywnych sektorach można zaabsorbować nadmiar siły roboczej i podnieść płace dla wszystkich. Jednak, wracając do sedna, Chinom udało się wzmocnić ten efekt dzięki systematycznej polityce państwa mającej na celu poprawę warunków pracy.

W rezultacie średnie nominalne wynagrodzenie minimalne w Chinach wzrosło niemal dwukrotnie w latach 2011-2018, zaś płace pracowników przedsiębiorstw państwowych rosły jeszcze szybciej. Jednocześnie rząd rozszerzył inne formy ochrony socjalnej pracowników, prowadząc przy tym politykę przemysłową nastawioną na pobudzanie innowacji i wzrost produktywności, dzięki czemu kraj awansował w globalnym łańcuchu wartości.

To prawda, że ekonomia polityczna Chin jest nietypowa. Troska rządu o dobrostan pracowników może po prostu oznaczać potrzebę zapewnienia sobie pozycji politycznej w kraju przez Komunistyczną Partię Chin. W takim przypadku zawarł on faustowski kontrakt społeczny, typowy dla autokratycznych państw wschodnioazjatyckich.

A jednak, jeżeli Chiny potrafią powstrzymać trend spadającego tempa wzrostu wynagrodzeń, inne kraje też mogą tego dokonać. Przede wszystkim jednak twórcy polityki ekonomicznej na całym świecie będą musieli odrzucić paradygmat neoliberalny, który sprawił, że nie byli zdolni wyobrazić sobie alternatywnych sposobów prowadzenia polityki. Neoliberalizm jako projekt polityczny się wyczerpał. Jeśli pracownicy mają znów czerpać korzyści ze wzrostu gospodarczego, rządy będą musiały zacząć stosować bardziej postępowe metody prowadzenia polityki.

Na szczęście MOP oraz Konferencja Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju zaczęły wprowadzać rozsądniejsze zasady postępowania do programów, podobnie jak niektórzy politycy w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i innych krajach. Jednak doprowadzenie do stanu, w którym ekonomia będzie służyła większości społeczeństwa, wymagać będzie o wiele silniejszych bodźców we wszystkich obszarach.

Jayati Ghosh jest profesorem ekonomii na Uniwersytecie Jawaharlal Nehru w New Delhi, sekretarzem wykonawczym International Development Economics Associates i członkiem Independent Commission for the Reform of International Corporate Taxation (Niezależnej Komisji ds. Reformy Międzynarodowego Opodatkowania Przedsiębiorstw).

© Project Syndicate, 2018.

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test