Przynajmniej do końca 2016 r. inflacja CPI poniżej celu RPP

12.11.2014
1 proc. inflację w 2015 roku i 1,6 proc. w 2016 roku zakłada „Raport o inflacji – listopad 2014 r." Instytutu Ekonomicznego NBP. Wzrost PKB w tym czasie nie przekroczy 3,3 proc. rocznie. To najbardziej prawdopodobny scenariusz przy zagrożonej recesją strefie euro, niskich cenach surowców oraz przesunięciu w czasie inwestycji drogowych ze środków unijnych.


Jeszcze w lipcowej projekcji NBP scenariusz nie był tak pesymistyczny. PKB miało rosnąć po 3,6 proc. w tym i w przyszłym roku, a w 2016 roku o 3,5 proc. Także inflacja w przyszłym roku miała wynieść 1,4 proc., a w 2016 roku nawet 2,3 proc., co zbliżało ją do 2,5 proc. celu NBP.

– Dotychczas przy każdej projekcji zakładaliśmy, że sytuacja w strefie euro będzie coraz lepsza, teraz niestety trzeba zweryfikować te założenia – wyjaśniał podczas prezentacji listopadowej projekcji prof. Andrzej Sławiński – dyrektor Instytutu Ekonomicznego NBP.

Negatywne dane przyszły nie jak dotychczas z peryferii, ale z samego rdzenia unii walutowej – Niemiec i Francji. W listopadowym raporcie jest nawet ramka poświęcona konsekwencjom niskiej stopy inwestycji w Niemczech. Spadek eksportu mocno odbija się na tamtejszym PKB, a straty poniesione przez niemieckie przedsiębiorstwa i instytucje finansowe w następstwie spadku cen kupionych za granicą aktywów sięgają niemal 20 proc. PKB. Tyle samo odejmuje z PKB skumulowana wartość kapitału publicznego jaki uległ deprecjacji od 1999 roku.

Największa gospodarka Europy wciąż ma jednak atuty, które powinna wykorzystać. „Stabilna sytuacja finansów publicznych i bardzo niski koszt pozyskania kapitału pozostawiają wciąż dużą przestrzeń do naprawy ujawniających się braków w infrastrukturze publicznej w celu przyspieszenia wzrostu PKB i zredukowania nadwyżki na rachunku obrotów bieżących” – czytamy w raporcie.

Do tego czasu w strefie euro w latach 2015-2016 można spodziewać się jedynie umiarkowanego ożywienia, ze średnią dynamiką PKB na poziomie 1,3 proc. To i tak nie najgorszy scenariusz, skoro Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje 40 proc. prawdopodobieństwo recesji w strefie euro i 30 proc. prawdopodobieństwo deflacji.

(infografika Dariusz Gąszczyk)

– Ożywienie gospodarcze znowu się spóźnia. W żadnym kraju nie widać znaczącego popytu konsumpcyjnego, coraz gorsze dane napływają z Niemiec. Właściwie z krajów europejskich tylko Wielka Brytania ma przyzwoite wskaźniki, ale to za mało, żeby pociągnąć cały kontynent – zgadza się prof. Maria Drozdowicz-Bieć ze Szkoły Głównej Handlowej.

– Jestem większym optymistą niż polski bank centralny, który zakłada, że przyszły rok będzie trochę gorszy pod względem wzrostu PKB od obecnego. Konsensus rynkowy jest odwrotny, a nadzieja na większy wzrost w 2015 roku opiera się na tym, że inwestycje prywatne muszą w końcu ruszyć, tak jak i wzrost w strefie euro, na który zaczną wpływać zupełnie przyzwoite wyniki gospodarki amerykańskiej – uważa z kolei dr Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz z projekcji NBP zakłada jednak, że obniży się dynamika polskiego eksportu do strefy euro, ale także do Rosji i na Ukrainę. Do rewizji w dół polskiego PKB przyczyniło się też przyjęcie założenia odłożenia w czasie realizacji niektórych projektów z perspektywy unijnej 2014-2020 ze względu na zmiany w Planie Budowy Dróg Krajowych oraz opóźnienia w zatwierdzaniu dokumentów programowych względem oczekiwań z lipca. Spadać będzie zatem udział w PKB eksportu i inwestycji publicznych, rosnąc powinna za to konsumpcja. Sprzyjać jej będą rosnące dochody gospodarstw domowych i niska inflacja.

W przyszłym roku inflacja CPI wyniesie tylko 1 proc., a w 2016 roku 1,6 proc. Po raz pierwszy w projekcji NBP omówiono też scenariusz pesymistyczny, którego prawdopodobieństwo wynosi aż 40 proc. (scenariusz centralny ma prawdopodobieństwo 55 proc.). W tym wariancie inflacja nie jest w stanie wzrosnąć powyżej 1 proc. aż do końca 2016 roku, PKB spada zaś do 2 proc. już na początku przyszłego roku.

„Niższa prognoza inflacji CPI w bieżącym i przyszłym roku w dużym stopniu wynika z obniżenia oczekiwań dotyczących wzrostu cen paliw, ze względu na spadek cen ropy naftowej na rynkach światowych. (…) Na wolniejszy wzrost cen energii w przyszłym roku wpływają również niższe, względem wcześniejszych założeń, podwyżki cen energii elektrycznej i gazu ziemnego dla gospodarstw domowych. Wbrew oczekiwaniom z lipca br. w taryfach energii elektrycznej na 2015 r. nie zostaną uwzględnione koszty zakupu certyfikatów finansujących procesy kogeneracji. Z kolei niższa podwyżka cen gazu ziemnego w 2015 r. wynika z opóźnień w dostawach gazu z Kataru (który jest droższy niż importowany z Rosji) oraz spodziewaną obniżką cen importowanego z Rosji gazu ziemnego w wyniku negocjacji kontraktu z Gazpromem” – czytamy w projekcji. W tym roku inflację dodatkowo obniży ciepła zima i rosyjskie embargo, które wpływają na ceny żywności.

Warto zauważyć, że cel inflacyjny NBP na poziomie 2,5 proc. był ostatnio spełniony w grudniu 2012 roku. Nowa projekcja nie daje dużych nadziei na jego osiągnięcie do końca jej horyzontu – do 2016 roku. Inflacja może zatem przebywać poniżej celu przez cztery lata lub nawet dłużej.

– Trzeba pamiętać, że cel 2,5 proc. był ustalony ponad 10 lat temu w zupełnie innej rzeczywistości gospodarczej. Dziś na dobrą sprawę należałoby go zmienić, a jego nieosiąganie, nawet przez dłuższy czas nie jest jakąś tragedią – uważa dr Bohdan Wyżnikiewicz.

– Niska inflacja na świecie nie będzie trwała wiecznie. Obecne ceny ropy naftowej są wynikiem względów politycznych, to gra USA przeciwko Rosji. Rynek może z czasem pójść w drugą stronę. Jeśli do wzrostu cen surowców dodamy za jakiś czas wzrost cen żywności po jakiejś chłodnej zimie to tendencje deflacyjne z powrotem zamienią się w inflacyjne – przewiduje prof. Maria Drozdowicz-Bieć.

„Wydaje się, że w gospodarce światowej tendencje deflacyjne mają przejściowy charakter, na co wskazuje stabilizowanie się oczekiwań inflacyjnych w większości krajów, wzrost cen aktywów oraz niski poziom stosowanego przez MFW indeksu ryzyka zagrożeń deflacyjnych” – czytamy także w listopadowej projekcji. Wyjątkiem jest strefa euro z relatywnie wysokim bezrobociem oraz stagnacją popytu, której towarzyszy niska inflacja bazowa.

Całe szczęście Polsce bliżej pod tym względem do reszty świata niż do strefy euro. Mamy przecież solidny wzrost gospodarczy, rosnące płace i rosnące ceny aktywów finansowych. Nie jesteśmy także zmuszeni do przeprowadzania bolesnych procesów oddłużania.

– To co jest naprawdę groźne w przypadku deflacji to sprzężenie zwrotne między stagnacją gospodarczą, a oczekiwaniami deflacyjnymi. Od tego w Polsce jesteśmy daleko – uspokaja prof. Andrzej Sławiński.

Prezentacja raportu na stronie NBP


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test