Przyzwoitość a PKB

25.12.2015
Tylko w ciągu pierwszego kwartału 2015 r. Ukraińcy pracujący w Polsce wytransferowali 2,1 mld zł – ponad 77 proc. więcej niż przed rokiem. Ukraińska emigracja zarobkowa w Polsce i Europie jeszcze gwałtownie wzrośnie. Kilka dni temu Komisja Europejska zgodziła się objąć Ukraińców ruchem bezwizowym. Otwierając się na naszych sąsiadów robimy to, co jest przyzwoite.

(infografika Dariusz Gąszczyk/ CC by Jesús Corrius)


Komisja Europejska zaakceptowała zniesienie wiz dla Ukraińców. „Kijów wypełnił wszystkie warunki niezbędne do liberalizacji reżimu wizowego między Ukrainą i Unią Europejską”, podał portal kresy24.pl. Na początku 2016 r. Komisja Europejska ma zaproponować Radzie Europejskiej i Parlamentowi Europejskiemu podjęcie decyzji o ustanowieniu reżimu bezwizowego dla obywateli Ukrainy. Ruch ten dotyczy okresu do 90 dni i wszystkich państw UE poza Wielką Brytanią i Irlandią.

Już 2015 rok był dla Polski rekordowy pod względem liczby imigrantów zarobkowych z Ukrainy. Według opinii ekspertów rynku pracy będzie to nawet 600 tys. osób. W ubiegłych latach przepływy te szacowano na ok. 300-400 tys. osób rocznie. Konia z rzędem temu, kto zgadnie jednak, jaka jest prawdziwa skala tego zjawiska. Oficjalne statystyki rządowe rejestrują bowiem tylko marginalny wycinek rynku ukraińskich migrantów. Sprawdziłam najbardziej oczywiste źródła, gdzie powinny spływać dane o ludziach pracujących u polskich pracodawców.

Na stronie nowego Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej znajdziemy dane liczbowe o zezwoleniach na pracę, które wydaje się Ukraińcom pracującym u nas powyżej 6 miesięcy. Pozostali, którzy przebywają do pół roku nie muszą praktycznie dopełniać żadnych formalności, a chcąc przedłużyć swój pobyt w Polsce do 12 miesięcy, wystarczy, że złożą w odpowiednim urzędzie pracy oświadczenie polskiego pracodawcy o zamiarze powierzenia im pracy. W II półroczu 2015 r. wydano Ukraińcom 20 092 zezwoleń na pracę, podczas, gdy w całym 2014 roku było ich łącznie 28 913.

(infografika Dariusz Gąszczyk)

Fragmentaryczne dane o cudzoziemcach zatrudnionych w Polsce zbiera także ZUS. Spływają do niego deklaracje ubezpieczeniowe tylko od niewielkiej części ukraińskich pracowników. W polskich przepisach nie ma bowiem mowy o tym, by sprowadzający do Polski Ukraińców pracodawcy mieli obowiązek zatrudniać ich u nas na umowach gwarantujących im ubezpieczenie społeczne. W II kw. 2015 r. narodowość ukraińska pojawiła się na 75,5 tysiącach deklaracji ubezpieczeniowych w ZUS (w tym pracownikami w rozumieniu prawa pracy było 39,3 tys. osób).

O skali zjawiska ukraińskiej migracji można dowiedzieć się również z Bilansu Płatniczego RP za II kw. 2015 r. Narodowego Banku Polskiego. W dokumencie tym czytamy m.in., że transfery bankowe przychodów z tytułu pracy tzw. nierezydentów z Ukrainy (osób pracujących u nas nie dłużej niż rok) tylko za trzy pierwsze miesiące tego roku wyniosły 2,1 mld zł i były o 77,3 proc. wyższe, niż w analogicznym okresie 2014 r. Dla porównania, transfery z wynagrodzeń pracujących zagranicą Polaków wynoszą w analogicznym okresie czasu 4,036 mld zł, a skala polskiej migracji zarobkowej jest przecież nieporównywalnie większa.

Martwe dusze

Mimo, że wielu Polakom wydaje się, że zalewa nas ukraińska fala taniej siły roboczej z Ukrainy, nie do końca tak jest. Większość Ukraińców, którzy do nas przyjeżdżają, traktuje nas bowiem jako kraj transferowy i po uzyskaniu wizy (co od 2008 r., kiedy zostały wprowadzone uproszczone procedury, jest dość proste, o czym świadczą rosnące statystki), natychmiast stąd wyjeżdża na Zachód. Posiadając polską wizę Ukraińcy przez 90 dni mogą bowiem swobodnie przebywać na terenie wszystkich krajów Strefy Schengen. Teraz, po wprowadzeniu dla Ukrainy ruchu bezwizowego, należy się spodziewać, że liczba emigrantów w Europie jeszcze wzrośnie, a ich znakomita część będzie natychmiast chciała pojechać za nasza niemiecką granicę. Do pobytu w Polsce nie zachęcają Ukraińców ani zarobki, ani świadczenia, które raz, są im bardzo rzadko przyznawane, dwa – są znacznie niższe niż zachodnie.

Według statystyk prowadzonych przez resort pracy, w 2015 r. jedynie 185 bezrobotnych obywateli Ukrainy miało prawo do naszego zasiłku dla bezrobotnych. Dane te nie wskazują przy tym, przez jaki okres zasiłek im przysługiwał, ani też ilu z nich przebywało na terytorium Polski na podstawie zezwolenia na pobyt czasowy i pracę lub wizy wydanej w celu wykonywania pracy, a ilu z innego tytułu (np. jako członkowie rodziny obywatela polskiego). Zgłaszanie się po polskie świadczenia jest dla Ukraińców nie tylko nieopłacalne, ale i ryzykowne. Art. 101 ustawy o cudzoziemcach przewiduje, że zezwolenie na pobyt czasowy cofa się m.in. w sytuacji, gdy ustał cel pobytu, który był powodem udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy (praca), lub gdy cudzoziemiec przestał spełniać wymogi udzielenia mu zezwolenia na pobyt czasowy (przy czym zgodnie z art. 121 cudzoziemiec ma obowiązek powiadomienia wojewody właściwego ze względu na miejsce swojego aktualnego pobytu o utracie pracy u podmiotu powierzającego wykonywanie pracy wymienionego w zezwoleniu w terminie 15 dni).

W praktyce oznacza to, że jeśli Ukrainiec zgłosi oficjalnie fakt utraty pracy i będzie pozostawał bez zatrudnienia przez 30 kolejnych dni, zostanie mu cofnięte zezwolenie na pobyt czasowy oraz na pracę i będzie musiał wrócić, skąd przyjechał. Takie procedury zostały wszczęte w pierwszym półroczu tego roku w stosunku do ponad 3,5 tys. obywateli Ukrainy. Są to zwykle osoby, które padły ofiarą zorganizowanych grup przestępczych, które opanowały rynek czasowych zezwoleń na pracę. Urzędnicy powiatowych urzędów pracy mówią wręcz o pladze fałszywych oświadczeń o zamiarze zatrudnienia cudzoziemców wystawianych przez podstawionych pracodawców.

Są to również tzw. martwe dusze – osoby, które zostały zadeklarowane w polskich urzędach pracy, ale podjęły pracę w innych krajach UE i tam je na nielegalnym zatrudnieniu przyłapano. Zdaniem ekspertów takich przypadków po Nowym Roku będzie dużo więcej. Jedną z konsekwencji otwarcia granic Unii dla obywateli Ukrainy będzie poszerzenie szarej strefy w krajach, które będą głównymi kierunkami migracji, np. w Niemczech. Ukraińcy będą mieli bowiem ułatwiony wjazd do Unii, ale procedury dotyczące pozwoleń na pracę czy legalizacji pobytu nie zmieniają się. Nasi zachodni sąsiedzi bardzo restrykcyjnie podchodzą zarówno do formalności pobytowych, jak i do ochrony swojego rynku pracy.

Sąsiedzka pomoc

Gwałtowny wzrost ukraińskiej migracji miał miejsce w 2014 r. i trwa do tej pory, łatwo wytłumaczyć: wojna domowa na Ukrainie i wyniszczenie gospodarki. W ciągu zaledwie 20 miesięcy, władzom Ukrainy oraz Rosji udało się pogrążyć ten duży i w miarę stabilny ekonomicznie kraj w otchłani inflacji, bezrobocia i biedy. Dziś średnia płaca na Ukrainie to 4400 hrywien, co po kursie 0,17 zł za hrywnę daje kwotę 748 zł dochodu miesięcznie, podczas gdy jeszcze w 2013 r. przeciętna płaca wynosiła mniej – 3400 hrywien, ale kurs wynosił 0,4 zł za hrywnę, co dawało wynagrodzenie 1360 zł.

Spadkowi siły nabywczej hrywny towarzyszy gwałtowny wzrost cen paliw, leków oraz żywności, a także brak pracy. Poziom bezrobocia w I półroczu tego roku liczony wg wskaźników Międzynarodowej Organizacji Pracy (czyli odsetek osób pozostających bez pracy w stosunku do ogółu ludności aktywnej zawodowo) wyniósł 9,2 proc., ale w niektórych regionach sięga 13 – 15 proc.

Ukrainę czekają kolejne bolesne decyzje, tym razem dotyczące restrukturyzacji wielu dużych państwowych przedsiębiorstw. Pociągną one za sobą masowe zwolnienia i konieczność wyjazdu za chlebem kolejnych tysięcy ludzi.

Jak sytuacja ta wpłynie na naszą gospodarkę? Z danych resortu pracy wynika, że większość przybywających do Polski Ukraińców (46 proc. do sektora rolnictwa, 14 proc. do budownictwa, 11 proc. do przetwórstwa przemysłowego) to ludzie o raczej niskich kwalifikacjach. Gotowi są pracować za niskie stawki, nawet poniżej płacy minimalnej. To dobra wiadomość dla rozdrobnionego i niezbyt zamożnego sektora małych i średnich firm w Polsce. Niektóre branże, jak rolnictwo, bez Ukraińców pracujących w sezonie, po prostu by sobie nie poradziłyby. Wielu małym firmom budowlanym, usługowym czy rzemieślniczym również groziłyby poważne problemy finansowe.

Sprawy ważne i ważniejsze

Taka doraźna pomoc polskim firmom ma jednak także swoją cenę. W branżach, w których pojawią się gastarbeiterzy płace nie będą rosły. Polskie związki zawodowe nie mają wystarczająco silnej pozycji by niekorzystne dla polskich pracowników zjawiska powtrzymać.

Zdaniem ekonomistów, wstrzymanie podwyżek osłabi z kolei impuls do wdrażania technologii mniej pracochłonnych i bardziej kapitałochłonnych, co – w pewnym uproszczeniu – jest drogą do windowania wydajności pracy w Polsce i wyższej wartości dodanej naszych przedsiębiorstw.

– Ostatecznie utrzymywanie niskich płac powoduje osłabienie wzrostu popytu wewnętrznego i chłodzi wewnętrzny impuls wzrostu gospodarczego. Większość Ukraińców zamierza wrócić do domu, więc oszczędza jak tylko się da, albo też od razu wysyła pieniądze rodzinom, pobudzając konsumpcję nad Dniestrem i Dnieprem, a nie nad Wisłą – uważa Łukasz Komuda z Fundacji Inicjatyw Społeczno –  Ekonomicznych, ale zaraz dodaje, że wzrost PKB i tabele wskaźników ekonomicznych to nie wszystko.

Kilkaset kilometrów od naszej granicy trwa przecież wojna, giną ludzie, na domy spadają bomby, o czym i świat i sąsiedzka Polska mówią coraz rzadziej i coraz ciszej. Dla części Ukraińców dotkniętych tą katastrofą bezpośrednio lub tylko pośrednio staliśmy się drugim domem. Otwierając się na naszych sąsiadów robimy po prostu to, co jest przyzwoite.


Tagi


Artykuły powiązane

test