• Sławomir Węglewski

Recesja w UE trzyma jak tegoroczne mrozy

08.03.2010
Gdy w III kwartale ub.r. Europa odbiła się od dna, odnotowując  0,4-procentowy wzrost gospodarczy, nie brakowało opinii, że to sygnał  trwałego przyspieszenia, a nawet gwałtownego wyjścia z kryzysu. Tymczasem i w UE27, i strefie euro PKB wzrósł w IV kwartale o symboliczne 0,1 proc. W rezultacie ub. rok szeroka Unia zamknęła 4,1-proc. spadkiem PKB, o 0,1 procent przebijając „dokonania” strefę euro (-4,0 proc.). - Tak to jest, jak się stawia wóz (rynki finansowe) przed koniem (realna gospodarka) - podsumowuje Robert Gwiazdowski z CAS.

Copyright by AG


Niewiele brakowało, by odtrąbiony u progu jesieni  koniec recesji  trzeba było odwołać raptem trzy miesiące później.  Nadchodzące z Eurolandu dane o gospodarce studzą jesienny entuzjazm równie skutecznie, jak ogarniające kontynent mrozy, i w zasadzie tylko dzięki niezłemu finiszowi  Francji zarówno w UE27, jak i strefie euro PKB wzrósł w IV kwartale o symboliczne 0,1 procenta. W porównaniu z analogicznym okresem 2008 r. oznaczało to jednak 2,1-procentowy spadek w strefie euro (oczekiwano – 1,9 proc.) i  2,3 – procentowy regres w całej Wspólnocie. W rezultacie ubiegły rok Unia zamknęła 4,1-procentowym spadkiem PKB, a  kraje strefy euro – minus 4,0 proc.

Przy okazji okazało się, że rozbrat z recesją nie stał się udziałem wszystkich członków Eurolandu, a na czarnej liście, oprócz Hiszpanii, Grecji i Rumunii, znalazły się Czechy, Cypr, Łotwa i Węgry oraz dość niespodziewanie – Włochy i Szwecja.  Niewiele zresztą brakowało, by w tym gronie pojawiły się i Niemcy (zerowy wzrost w porównaniu z III kwartałem)  i Wielka Brytania, która wyszła z recesji jako ostatnia w grupie siedmiu najbardziej uprzemysłowionych państw świata, a u schyłku roku tylko 0,1 procenta obroniła się przed powrotem. W tej ogólnej mizerii tylko Polska, jako jedyny kraj UE odnotowała 1,7-procentowy wzrost PKB w ujęciu rocznym.

Rynek pracy w bezruchu

Równie nieciekawie jak wskaźniki PKB prezentują się wieści z rynku pracy. Z danych Eurostatu wynika, że w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrost bezrobocia odnotowano we wszystkich państwach członkowskich, a jego stopa w całej Wspólnocie stanęła w grudniu  na poziomie  9,5 proc., rosnąc w ciągu roku o 1,5 proc.

Jeszcze gorzej było w strefie euro,  gdzie wskaźnik bezrobocia sięgnął 9,9 proc., od stycznia 2009 r. przyrastając o 1,4 proc. W ujęciu liczbowym oznaczało to, że na przełomie roku w całej UE bez pracy pozostawało  niemal 23 mln  osób, z czego 15,7 mln 683 przypadało na strefę euro. W stosunku do stycznia 2009 w Eurolandzie przybyło 3,8 mln bezrobotnych, w tym 2,2 mln w strefie euro. Najmniejszy wzrost odnotowano w Niemczech (z 7,2 do 7,5 proc.), Luksemburgu (z 5,4 do 5,9 proc.) i Belgii (z 7,5 do 8 proc.), a największy – na Łotwie (z 12,3 do 22,9 proc.), Litwie (z 6,4 do 14,6 proc.) i w Estonii (z 7,6 do 15,5 proc.). Na umiarkowanym poziomie bezrobocie utrzymało się tylko w Holandii (4,2 proc.) i Austrii (5,3 proc.). Katastrofalne rozmiary przybrało natomiast we wspomnianej już Łotwie i we wciąż brnącej w recesji Hiszpanii (18,8 proc.).

Zdaniem analityków poziom bezrobocia staje się coraz poważniejszym problemem całej Wspólnoty, gdyż ma bezpośredni związek z poziomem konsumpcji gospodarstw domowych, w ostatecznym rachunku decydującym o koniunkturze całej gospodarki.  A wyjątkowo ostra zima, mrożąca inwestycje, zwłaszcza w mającym duży wpływ na zatrudnienie budownictwie, wskazuje, że  szybkiej poprawy trudno oczekiwać.

Produkcja, sprzedaż detaliczna – w dół. I do tego powrót inflacji

Pozytywnych dla Wspólnoty sygnałów trudno szukać we wskaźnikach branżowych. Wbrew szacunkom analityków podbudowanych listopadowym wzrostem produkcji przemysłowej (1,4 proc.), jej grudniowy wskaźnik w strefie euro niespodziewanie spadł o 1,7 proc.  W skali roku oznaczało to spadek o 5 proc., przy oczekiwaniach na poziomie minus 1,7 proc. Jeszcze gorzej było z produkcją w całej Unii, gdzie grudzień zaznaczył się 1,9-procentowym spadkiem (przy listopadowym wzroście o 0,9 proc.). Co istotne, statystycznie największym hamulcowym okazała się gospodarka Niemiec, gdzie w konsekwencji 2,3 proc. spadku zamówień w przemyśle produkcja spadła w grudniu o 2,6 proc. Przy prognozach odpowiednio 0,3 i 0,5 proc. na plusie.

Źle wyglądają wskaźniki sprzedaży detalicznej. Wprawdzie niezawodny w sferze handlu grudzień zaznaczył się w całej UE 0,5-proc. wzrostem w stosunku do listopada, ale już styczeń był o 0,3 proc. gorszy, a od zeszłorocznego odstawał o 1,3 proc. I słaba w tym pociecha, że wyniki stycznia były nieznacznie lepsze od przewidywań analityków, spodziewających się miesięcznego spadku o 0,5 proc. Według Howarda Archere, głównego ekonomisty londyńskiego IHS Global Insight, szczególnie niepokojący był największy spadek w grupie wydatków uznaniowych (sprzedaż innych produktów niż żywność), wskazujący, że konsumenci oszczędzają na wszystkim poza produktami niezbędnymi.

Na domiar złego szacunki Eurostatu potwierdziły powrót jesienią inflacji. W grudniu w strefie euro sięgała ona 0,9 proc. w skali roku, podczas gdy jeszcze w lipcu problemem była sięgająca 0,7 proc. deflacja. Wtedy obawiano się, że postępujący spadek cen może skłonić konsumentów do czekania na „jeszcze lepszy” moment i przedłużyć recesję. Teraz producenci z obawą patrzą na coraz mniej skłonnych do otwarcia portfeli Europejczyków, co skutecznie blokuje powrót dobrej koniunktury w produkcji.

W dość zgodnej opinii analityków słabsze od przewidywanych wyniki ostatnich miesięcy ubiegłego roku to w równej mierze skutek wyjątkowo mroźnej zimy, grecjopochodnego strachu przed nadmiernym zadłużaniem budżetów, jak i stopniowego odłączania gospodarek od respiratora rządowych programów stymulacyjnych. Dowodem na to ostatnie jest przykład Niemiec, gdzie koniunkturę w III kwartale nakręcało obowiązujące do września „wrakowe” (rządowe dopłaty w wysokości  2,5 tys. euro dla pozbywających się starego wozu i kupujących nowy, bardziej przyjazny dla środowiska. Dopłaty sięgnęły 5 mld euro). Gdy program się skończył – kolejny kwartał Niemcy mieli już pod kreską.

Wskaźniki optymizmu – pesymistyczne

Zważywszy, że w grudniu zima tylko postraszyła i prawdziwe oblicze pokazała w kolejnych miesiącach, a budżetowe problemy z Grecji rozlały się na PIIGS (Portugal, Italy, Ireland, Greece, Spain), dziwić mógł tylko nadspodziewanie wysoki wzrost styczniowych wskaźników optymizmu w sektorze przemysłu – PMI, opublikowanych przez Markit Economics w najsilniejszych gospodarkach Eurolandu (PMI Purchasing  Managers’ Index powstaje na podstawie badania przeprowadzonego wśród około 3 tysięcy firm z sektora przemysłowego. Dane pochodzą z Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii, Irlandii, Austrii, Grecji i Holandii. Wartość wskaźnika PMI powyżej 50 punktów oznacza ożywienie w sektorze).

Dzięki wzrostowi w Niemczech, Austrii, we Francji, nawet we Włoszech oraz aż 1,7- pkt. wzrostowi w Holandii, cały Euroland odnotował skok z 51,6 pkt. do 52,4 pkt. I to mimo utrzymującego się pesymizmu na półwyspie Iberyjskim z PMI na poziomie 45,3 pkt (ale z 0,1 pkt. wzrostem w porównaniu z grudniem) oraz w Grecji ze spadkiem PMI z 48,8 pkt w grudniu do styczniowych 46,8 punktów.

Symptomatyczna była sytuacja na Wyspach, gdzie będąca poza strefą euro Wielka Brytania punktowała z 51,5 w grudniu do 54,1 pkt. w styczniu, podczas gdy PMI dla przemysłu Irlandii spadł z 48,8 do 48,1 pkt. W czasie gdy angielscy producenci zacierali ręce na widok najszybszego od sześciu lat wzrostu wartości nowych zamówień krajowych oraz rekordowej liczby zamówień  eksportowych, na Zielonej Wyspie humory psuły fatalne warunki pogodowe i związany z tym regres w nowo otwartych biznesach.

Nastroje w przemyśle były jednak jedynym pozytywem odnotowanym w styczniu przez Markit. Uważany za istotniejszy dla gospodarki wskaźnik PMI dla sektora usług (w krajach rozwiniętych decyduje on o około 3/4 PKB) spadł w Eurolandzie do 52,5 pkt i był o 1,1 pkt. niższy niż w grudniu. Co ciekawe, wzrost PMI odnotowała tylko Hiszpania, gdzie nastąpił skok wskaźnika do 48,8 pkt. (z 45 pkt. w grudniu). Co poniektórzy analitycy tłumaczą to faktem, że iberyjscy usługodawcy najwyraźniej uznali, że sięgnęli już dna, a zatem w przyszłości może być tylko lepiej…  Dna nie dostrzegli natomiast usługodawcy w Irlandii, gdzie tłumaczony warunkami pogodowymi spadek aktywności w sektorze znalazł wyraz w prawie 4-punktowym spadku optymizmu ( z 48,3 pkt. do 44,4 pkt).

W pozostałych krajach Eurolandu, w których styczeń był dziewiętnastym z kolei miesiącem spadku zatrudnienia w sektorze usług, wskaźnik PMI zgodnie spadał. Głównie na skutek wzrostu kosztów zaopatrzenia, płac i energii, a w Wielkiej Brytanii także z powodu fatalnych warunków pogodowych. Nigdzie jednak PMI nie zszedł poniżej 50 punktów, co może wskazywać,  że nastroje w branży nie były jeszcze najgorsze.

W kontekście ujawnionego przez kryzys mocnego zróżnicowania poszczególnych gospodarek w ramach Wspólnoty równie ważne, a w niektórych przypadkach nawet ważniejsze od unijnych średnich były nastroje i wskaźniki w jej najsilniejszych gospodarkach. Na nich bowiem, jak wskazuje choćby casus Grecji, spoczywa odpowiedzialność już nie tylko za kondycję Unii, ale także jej trwałość. A tam w końcówce roku też było smutnawo.

Największy zawód bez wątpienia sprawiła analitykom gospodarka Niemiec, której po niezłym III kwartale wróżono przynajmniej 0,2-procentowy wzrost w kolejnym. Tymczasem okazało się, że szczytem jej możliwości okazała się stagnacja. Wprawdzie odpytywany przez Reutersa Andreas Scheuerle, ekonomista w Dekabank we Frankfurcie, bagatelizował sytuację twierdząc, że grudniowa zapaść to tylko jedna z dziur na wyboistej drodze do góry, ale już niemiecki  minister gospodarki Rainer Bruederle wyniki kwartału podsumował stwierdzeniem, że przed najsilniejszą gospodarką Eurolandu wciąż jest „długa kamienista droga”.

I to jego opinie potwierdzały, niestety, niemal wszystkie badania wśród niemieckich przedsiębiorców. Największy niepokój wzbudzał zwłaszcza indeks nastrojów gospodarczych ZEW (tworzony w Mannheim jeden z najważniejszych indeksów w niemieckiej gospodarce, badający nastroje i przewidywania specjalistów z dziedziny finansów), który w styczniu z 50,4 pkt. spadł do 47,2 pkt. W komentarzu dla AFP prezes instytutu ZEW Wolfgang Franz nie krył, że ten najniższy od lipca 2009 r. poziom wskaźnika wyraźnie wskazuje, że sytuacja niemieckiej gospodarki  jest ciągle bardzo kiepska i chwiejna. Zbieżne z sygnałami z ZEW okazały się wskazania  Indeksu Nastroju w Biznesie (IFO) – publikowanego przez Instytut Badań nad Gospodarką Uniwersytetu w Monachium wskaźnika koniunktury w Niemczech, powszechnie uważanego za jeden z głównych wskaźników nastrojów biznesowych w Europie. W styczniu IFO osiągnął poziom 95,2 pkt., a w lutym, po raz pierwszy od roku, spadł o 0,6 pkt. Zgodnie z modelem wskaźnik poniżej 100 pkt. ma pesymistyczne zabarwienie i ujawnia poważne obawy co do kierunków i tempa ożywienia gospodarczego.

Te obawy są w Niemczech jak najbardziej uzasadnione, zważywszy choćby na fakt, że tylko zimowe opóźnienia w transporcie kosztować tam będą 2 mld euro, a gospodarka raczej nie doczeka się wsparcia z dziurawego na 70 mld euro budżetu.

Nie inaczej oceniają sytuację konsumenci. Z opublikowanych w lutym badań Federalnego Urzędu Statystycznego w Wiesbaden wynikało, że zaufanie niemieckich konsumentów maleje od 5 miesięcy, co przekłada się na znaczny spadek zakupów. W styczniu br. sprzedaż artykułów żywnościowych spadła nad Renem o 2,3 proc. (w stosunku do stycznia ubiegłego roku), a odzieży i butów o 1,4 proc.

Optymizmem nie wieje z gospodarki brytyjskiej, której wyjście z recesyjnego dołka zajęło 18 miesięcy, by w ostatnim kwartale rozczarować analityków raptem 0,1-procentowym wzrostem PKB (skorygowanym potem na 0,3 proc.). W ujęciu rocznym oznacza to 3,3 proc. spadek, a w całym 2009 roku największe od 1949 roku, 4,8-procentowe cięcie PKB. W niemal zgodnej ocenie analityków tak niska dynamika wzrostu nie wyklucza, że recesja znów zagości na Wyspach, a jeśli się jej uniknie, to przy mozolnej wspinaczce na drogę przyzwoitego wzrostu.  W tym kontekście dziwić tylko może fakt, że mimo słabych wyników, w przeciwieństwie do niemieckich pozytywne nastroje ani na moment nie opuszczały brytyjskich przedsiębiorców i konsumentów. Z badań Nationwide Building Society wynika wręcz, że z lutowym, 24-punktowym wskaźnikiem poziom zaufania konsumentów osiągnął pułap najwyższy od 24 miesięcy. Zdaniem szefa ekonomistów urzędu Nationwide Martina Gabhauera tak dobre nastroje wśród konsumentów stanowią podstawę nadziei na stabilny i zrównoważony rozwój gospodarczy na Wyspach.

PKB na przydechu

Znacznie gorzej z tymi nadziejami jest na Półwyspie Skandynawskim, gdzie w recesji znów znalazła się gospodarka Szwecji.  W czwartym kwartale 2009 roku PKB w kraju Wikingów spadł w porównaniu do trzech poprzednich miesięcy aż o 0,6 proc., podczas gdy ankietowani przez Bloomberga analitycy prognozowali mu wzrost o 0,3 proc. – Zawiódł i prywatny popyt krajowy, inwestycje i konsumpcja gospodarstw domowych, a całości dopełnił słabszy od oczekiwanego eksport – podsumował Stefan Hoernell, starszy ekonomista w Svenska Handelsbanken.

Gdy do tych mało imponujących statystyk dodamy 0,2-procentowe skurczenie się gospodarki Włoch, siódmy z rzędu recesyjny kwartał w Hiszpanii i coraz bardziej ciążącą na Eurolandzie „grecką tragedię”, na bohatera strefy euro wyrasta Francja, która po marniutkim III kwartale w końcówce roku zaskoczyła analityków 0,6-procentowym wzrostem.  W dodatku działo się to przy drastycznym, 2,7-procentowym spadku wydatków konsumenckich „od zawsze” będących głównym motorem wzrostu gospodarczego ojczyzny Voltaira. Generalnie powodów do zadowolenia nie było jednak i nad Loarą. W całym 2009 roku francuska gospodarka skurczyła się o 2,2 proc., odnotowując największy spadek PKB od zakończenia drugiej wojny światowej.

Sytuacja w Eurolandzie, choć  dla Wspólnoty najistotniejsza, nie była jednak jedynym problemem nękającym kontynent. Na drugim biegunie Unii jeszcze bardziej straszyły dane ze „ściany wschodniej”, gdzie Łotwa podsumowała rok utratą prawie ćwiartki PKB (22,9 proc.), a gospodarka Estonii zamknęła ostatni kwartał 9,4-procentowym spadkiem. Czechy z kwartału na kwartał straciły 0,6 krajowego produktu, a Rumunia do 6,9 procentowego spadku w III kwartale dorzuciła 1,5 procenta w ostatnim. We wszystkich tych krajach do rangi pierwszoplanowego problemu urosły kłopoty z deficytem budżetowym, podążającym dobrze już znaną „grecką ścieżką”.

Przy wszystkich tych nieszczęściach trudno tam znaleźć jakąś realna podstawę do wiary w szybsze czy choćby perspektywiczne odbicie. Wiara Europy Wschodniej w szybką odbudowę popytu na rynkach zachodnioeuropejskich wciąż bowiem wydaje się złudna, a wewnętrzną koniunkturę blokuje słabość tamtejszego systemu bankowego. Zdaniem analityków brytyjskiej firmy badawczo-konsultingowej Capital Economics zarówno w krajach bałtyckich, jak i na Bałkanach realne jest ryzyko powstania swoistego błędnego koła, gdyż – jak to ujęli Neil Shearing i David Oxley, ekonomiści ds. rynków wschodzących tej firmy – „ślamazarne odrodzenie gospodarcze ogranicza zdolność banków do udzielania pożyczek, które zależą z kolei od raczkującego odrodzenia”. Słowem – jak napisał w nocie do klientów Kubilay Ozturk, analityk HSBC, wszystko wskazuje na to, że odrodzenie w Europie Środkowej i Wschodniej będzie stopniowe i wyboiste, a w 2010 roku państwa tej strefy wiele radości Unii raczej nie przysporzą.

A to i tak umiarkowany pesymizm. Zdaniem cytowanego przez wiedeński „Der Standard” Erika Bergloefa z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, „jeśli chodzi o wzrost, to Europa Wschodnia pozostaje w tyle za resztą świata”, a w ciągu kilku kolejnych lat wzrost w tym regionie będzie „najniższy na świecie”.

Gdy do tego dodamy coraz bardziej alarmujące wieści z rynków PIIGS – za optymistyczną należałoby uznać opinię unijnego komisarza ds. gospodarczych i walutowych Olli Rehna, który po wizycie w Atenach nie zawahał się stwierdzić, że „ożywienie unijnej gospodarki następuje, ale jest wciąż kruche”. Urzędowy optymizm komisarza nie zmienia faktu, że pomysłu na wzmocnienie tej kruchości w Komisji Europejskiej jak na razie nie ma. Arsenał tradycyjnych środków pobudzających – obniżki stóp procentowych i zwiększania deficytu budżetowego – już się bowiem wyczerpał, a programy stymulacyjne dowiodły jedynie swej doraźności.

W tej sytuacji bardzo trzeźwo brzmi głos głównego ekonomisty Business Center Club profesora Stanisława Gomułki, według którego dane o gospodarce w strefie euro tak naprawdę nie są powodem do niepokoju, bo wszystko jest w zasadzie pod kontrolą. Jak nam powiedział – okres kurczenia aktywności gospodarczej już się zakończył, ale nie rozpoczął się jeszcze okres wzrostu i jeśli tylko Stany Zjednoczone znów nie wyciągną z szafy jakiegoś trupa – w europejskiej gospodarce większych wstrząsów spodziewać się nie należy.

Opinie

Robert Gwiazdowski – Centrum Adama Smitha

Gospodarka realna i tak zwane rynki finansowe coraz bardziej oddalają się  od siebie. W finansowym Matrixsie europejskim dominuje problem „świńskiej grypy”. Ale nie tej, którą wykreowały koncerny farmaceutyczne, biorąc przykład z ekologów, którzy wykreowali globalne ocieplenie, żeby zarobić pieniądze. Chodzi o chorobę zadłużenia, z jakim borykają się PIIGS (Portugal, Italy, Ireland, Greece, Spain).

Balanga na kredyt, jaką zafundowały sobie te kraje w ostatnich latach w celu „pobudzania konsumpcji” i „wyrównywania nierówności”, zakończyła się – jak to z balangami bywa – kacem gigantem. I teraz strefa euro stoi przed pytaniem: podać cierpiącym klina, zaczynając od Grecji – czyli zrobić europejski bailout, czy też  nie. Z ekonomicznego punktu widzenia sprawa jest prosta – trzeba przerwać  te pętlę. Ale polityka rządzi się swoimi prawami i pewnie europejscy podatnicy (głównie niemieccy) będą musieli zapłacić greckie długi.

Tymczasem bailout przeprowadzony w Ameryce już się Amerykanom odbija czkawką. Ale prezydent Obama i prezes Bernanke obrali strategię: byle dojechać do najbliższego zakrętu, a potem się zobaczy, co jest za zakrętem.

Obawiam się, że widok może nie być najładniejszy. Tak to jest, jak się stawia wóz (rynki finansowe) przed koniem (realna gospodarka).

Witold Michałek  (Unilob/BCC)

Pogrążona w kryzysie gospodarka UE w 2009 roku stabilizowała się, przygotowując się do mozolnego wychodzenia z recesji. Według Eurostatu kraje strefy euro, władające lwią  częścią unijnej gospodarki, w drugiej połowie ubiegłego roku zaczęły wychodzić z recesji, wykazując niewielkie wzrosty w III i IV kwartale. W krajach poza strefą euro także było nieco lepiej, np. w Polsce odnotowano wzrost kwartalny znacznie wyższy od przeciętnej europejskiej, choć poniżej 3 procent, a np. w ciężko doświadczonej kryzysem Estonii zanotowano zmniejszenie tempa spadku PKB.

Jednocześnie sytuacja finansów publicznych w poszczególnych krajach coraz bardziej się różnicuje. Oznacza to, że w 2010 r. bardzo prawdopodobny jest wzrost niespójności pomiędzy kierunkami polityki finansowej poszczególnych państw członkowskich strefy, prowadzący do napięć, których początki już teraz możemy zaobserwować. Równie zgrabny co obraźliwy, rozpowszechniany w północnej części strefy skrót PIIGS określający 4 południowe (plus Irlandia) kraje o największych obecnie problemach z deficytem, zadłużeniem i perspektywami na wzrost, jest tego przykładem. Wydaje się, że wychodzenie Unii z kryzysu będzie odbywało się  drobnymi kroczkami, z których nie wszystkie będą stawiane w pożądanym kierunku.

Finansowe problemy Grecji wyraźnie to ujawniły. Jak dotychczas brak jest politycznego consensusu, jak się wobec niej zachować. Konieczna jest zewnętrzna pomoc, ale nie wiadomo jeszcze, jak i czy rządy zmuszone wyłożyć dodatkowe miliardy euro przekonają do tego swoje własne społeczeństwa. Jednocześnie finansowe wsparcie Grecji nie może stać się  łatwym precedensem dla innych. Poza tym sama Grecja, a raczej Grecy muszą w tym procesie współpracować, a na to się na razie nie zanosi. Tak więc, dopóki jednoznaczna strategia nie zostanie wypracowana i nie rozpocznie się jej wdrażanie, należy oczekiwać,  że zaufanie do euro powoli będzie spadać, a problemy z ogromnym publicznym zadłużeniem większości rządów UE będą silnie spowalniały proces wzrostu PKB w 2010 roku. Rykoszetem dotknie to także Polskę.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test