Reforma emerytur przesuwa się w czasie

11.06.2010
Najwcześniej za trzy tygodnie rząd zajmie się projektem założeń do ustawy reformującej system emerytalny przygotowanym przez minister pracy Jolantę Fedak. Wszystko dlatego, że podczas konferencji uzgodnieniowej, która odbyła się pod koniec maja, zgłoszono do projektu tak dużo uwag, że teraz resort pracy będzie potrzebował sporo czasu, aby niektóre z nich wprowadzić do projektu. Mimo to szefowa resortu pracy chciałaby, żeby nowela weszła w życie w styczniu 2011 r.

Jolanta Fedak, minister pracy (c) PAP


Główne założenia nowelizacji ustawy nie zmieniają się. Nadal pozostaje w nim zapis mówiący o zmniejszeniu składki przekazywanej z ZUS do OFE z 7,3 proc. do 3 proc. Pozostałe 4,3 proc. miałoby zostać zapisana na specjalnych, elektronicznych kontach w ZUS. Zdaniem minister Jolanty Fedak dzięki tej zmianie nasz system emerytalny byłby znacznie tańszy, bo nie trzeba by było płacić prowizji OFE za obrót pieniędzmi, które fundusze inwestują w obligacje.

Ministerstwo Pracy policzyło, że w ten sposób każdy przyszły emeryt zaoszczędzi średnio 47 zł rocznie. To oznacza, że po 35 latach pracy kapitał kobiety zwiększy się o 4, 36 tys. zł, a mężczyzny, który pracuje dłużej, o 5,83 tys. zł. Byłaby to także oszczędność dla budżetu państwa, który nie emitując obligacji dla OFE, nie powiększałby długu publicznego. Chodzi o to, że zgodnie z założeniami systemu emerytalnego część naszej składki emerytalnej musi być przekazywana do OFE.

Problem w tym, że nasza składka emerytalna jest potrzebna na wypłatę bieżących emerytur. I aby znalazły się pieniądze, które trafiają do OFE, budżet państwa musi się zadłużyć emitując obligacje. – Ten system jest zdecydowanie za drogi – mówiła 10 czerwca podczas spotkania z dziennikarzami minister pracy Jolanta Fedak.

Inne rozwiązanie, które na pewno znajdzie się w projekcie, to możliwość jednorazowej wypłaty środków zaoszczędzonych w funduszach emerytalnych po ukończeniu przez ubezpieczonego obu płci 65. roku życia i odłożeniu w ZUS pieniędzy, które pozwolą na wypłatę w wysokości 200 proc. najniższej emerytury. Dziś byłoby to ponad 1400 zł.

Zdaniem minister Fedak ten mechanizm nie tylko pozwoli skorzystać ubezpieczonym z tych pieniędzy, które sami odłożyli, ale dodatkowo zachęci ich, a zwłaszcza kobiety, do dłuższej aktywności zawodowej.

Z uwag, które zostały zgłoszone podczas konsultacji międzyresortowych, w projekcie nowelizacji ustawy znajdą się trzy. Pierwsza z nich to propozycja ministra skarbu dotycząca zniesienia dotychczasowych limitów składki, które OFE mogą inwestować na giełdzie. Obecnie fundusze emerytalne mają prawo kupować akcje za 40 proc. składki.

Pierwotnie w projekcie chciano zachować dotychczasowy limit. Teraz zostanie podniesiony. Nie ma decyzji, do jakiej wysokości. – Czekamy w tej sprawie na propozycję Komisji Nadzoru Finansowego. Ale nie wykluczam, że będzie to nawet 100 proc. Nie widzę powodu, aby wprowadzać jakieś limity, skoro i tak największa część emerytury będzie wypłacana przez ZUS – tłumaczyła Jolanta Fedak.

Kolejny zapis, który trafi do projektu, zniesie obowiązkową przynależność do Otwartych Funduszy Emerytalnych. W praktyce osoby, które rozpoczynają pracę, musiałyby zadeklarować chęć uczestnictwa w drugim filarze. Natomiast ci, którzy już w nim są, musieliby zdecydować, czy chcą w nim pozostać. Jeżeli nie – ich składki pozostałyby na koncie w ZUS. Pieniądze, które do tej pory wpłacili do drugiego filaru pozostałyby nadal w OFE i dopiero w wieku 55 lat (kobiety) i 60 (mężczyźni) można by zdecydować o ich przeniesieniu do ZUS. Będzie można także na pięć lat przed emeryturą wyjąć pieniądze z OFE i przenieść je do funduszy bezpiecznych.

Zdaniem Jolanty Fedak wprowadzenie dobrowolności drugiego filara zmusiłoby OFE do konkurowania między sobą o jak najlepsze wyniki. Resort pracy szacuje, że z możliwości wycofania się z OFE skorzysta około 10 proc. ubezpieczonych. To spowoduje, że w budżecie państwa pozostanie ok. 2,5 mld zł.

Minister pracy nie chce iść jednak dalej w liberalizowaniu naszego systemu emerytalnego i nie chce wprowadzić dobrowolności ubezpieczenia w ZUS. – Emerytury z FUS funkcjonują na zasadzie solidarności pokoleń. Składki wpłacane przez pracujących są przeznaczane na wypłatę bieżących emerytur. Gdyby do FUS nagle trafiało mniej pieniędzy, zabrakłoby na świadczenia dla obecnych emerytów – tłumaczyła Jolanta Fedak.

Ostatnia propozycja, która trafi do noweli, to propozycja  Komisji Nadzoru Finansowego dotycząca zakazu wtórnej akwizycji. Obecnie niektóre towarzystwa emerytalne dają swoim agentom ekstra premie za namówienie klienta jednego OFE na przepisanie się do innego funduszu. Często jest to zmiana ze szkodą dla ubezpieczonego, bo np. nowe OFE ma gorsze wyniki niż miało poprzednie. Jeśli przygotowywana przez resort pracy nowelizacja weszłaby w życie, wówczas sprawy związane ze zmianą OFE dokonywałoby się nie za pośrednictwem agentów, ale wyłącznie przez telefon lub internet. Minister Fedak chciałaby, aby przygotowana przez nią ustawa trafiła pod obrady rządu jeszcze w tym miesiącu. To by oznaczało, że nowela trafiłaby do Sejmu już w wakacje.

Nie jest pewne, czy projekt zyska akceptację rządu. Głównym przeciwnikiem proponowanych rozwiązań jest szef doradców premiera Michał Boni. Jego zdaniem dużo lepszym sposobem na rozwiązanie problemu z narastającym długiem publicznym generowanym przez OFE byłaby zmiana sposobu księgowania długu publicznego tak, żeby nie zaliczało się do niego obligacji, które kupują OFE. Takie rozwiązanie co prawda pozwoliłoby na odsunięcie w czasie wizji przekroczenia długu publicznego w wysokości 55 proc. PKB, ale jednocześnie przesunęłaby zobowiązania państwa w czasie o kilka lat.

Zdaniem Jolanty Fedak propozycje ministra Boniego nie poprawią sytuacji polskiego budżetu. Minister pracy odbywa obecnie szereg spotkań zarówno z członkami rządu, jak i opozycji, podczas których próbuje przekonać ich do poparcia przygotowanego przez resort pracy projektu. I, jak twierdzi, coraz rzadziej spotyka się z dezaprobatą.

 

OPINIA

 

Prof. Marek Góra, twórca nowego systemu emerytalnego

 

Obserwator Finansowy: Panie Profesorze, minister pracy Jolanta Fedak, uzasadniając przygotowywany przez siebie projekt ustawy o emeryturach kapitałowych, często tłumaczy, że twórcy nowego systemu emerytalnego liczyli się z tym, że w momencie, gdy system będzie generował zbyt duży dług publiczny, będzie należało go zreformować.

Marek Góra: To nieprawda, nigdy niczego takiego nie zakładaliśmy. Koszty dla budżetu państwa, o których mówi minister Fedak, nie powstały z powodu OFE.  A z jakiego? Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o politykę. Niestety często tak jest, że z tego powodu psute są ważne dla społeczeństwa sprawy. Lepiej by było, gdybyśmy zamiast rozmontowywać system emerytalny, zajęli się jego upowszechnianiem, np. poprzez likwidację KRUS czy przywilejów emerytalnych służb mundurowych.

Ale nie ulega wątpliwości, że jednak dług ten powstaje i to między innymi z powodu obligacji, które są emitowane po to, aby były pieniądze dla OFE.

Dług publiczny narasta z powodu złego zapisu o sposobie księgowania pieniędzy przekazywanych do OFE. Trzeba pamiętać, że OFE tak jak ZUS są częścią powszechnego systemu emerytalnego i pieniądze z naszych składek emerytalnych przekazywane są do obu tych systemów. Tyle, że w przypadku ZUS inaczej się je zapisuje i stąd nie ma problemu z narastaniem długu publicznego. Powinniśmy podobnie zrobić z OFE. To co proponuje minister Fedak, to nic innego jak tylko zamiatanie długu pod dywan. Teraz może rzeczywiście będzie on na pozór mniejszy, ale będzie narastał dług ukryty. Potem możemy nie poradzić sobie z jego rozmiarem.

Dlaczego Pan aż tak krytycznie ocenia obecny pomysł reformy systemu emerytalnego?

Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, co wydarzy się za 20, 30 czy 50 lat. Ale możemy starać się minimalizować ryzyko wynikające z niespodziewanych sytuacji poprzez jego dywersyfikację. Dlatego tworząc nowy system emerytalny, celowo oparliśmy go na dwóch filarach – repartycyjnym i kapitałowym. Przez okres funkcjonowania tego systemu mogliśmy zauważyć, że przez pierwsze kilka lat lepsze wyniki miały OFE, potem przez półtora roku znów ZUS, a w tym roku ponownie OFE zaczynają odrabiać straty. Czy to oznacza, że OFE jest lepsze? Absolutnie nie. Oba systemy są dobre w zależności od sytuacji gospodarczej.  System emerytalny tylko wtedy jest stabilny, gdy wiadomo, że niezależnie od sytuacji gospodarczej ludzie na starość dostaną swoje emerytury. Minister Fedak, dążąc do likwidacji drugiego filaru, chce pozbawić nasz system stabilności.

A co z jednorazową wypłatą pieniędzy zaoszczędzonych w OFE?

To kuriozalna propozycja i dziwię się, że wypływa ona od minister pracy, która jest odpowiedzialna za realizacje celów związanych z zabezpieczeniem społecznym. Nie wolno najpierw kazać ludziom odprowadzać składki, a na starość powiedzieć im, że nic z tego nie będą mieć. To niedopuszczalne.

Czy sądzi Pan, że w przyszłości zabraknie pieniędzy na wypłatę emerytur?

Wierzę, że pieniądze na emeryturę będą. Ale obawiam się, że zabraknie na coś innego… pewnie na edukację albo służbę zdrowia. Niewykluczone też, że trzeba będzie podnieść podatki.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test