Ropa staniała, gospodarka nie przyspieszyła

21.12.2015
Zawrotny spadek cen ropy nie stał się bodźcem dla wzrostu gospodarczego – to jedna z największych niespodzianek 2015 roku. Choć cena spadła z ponad 115 dol. za baryłkę w czerwcu 2014 roku do 45 dol. w końcu listopada 2015 r. – większość modeli ekonomicznych sugeruje, że wpływ tej zmiany na globalny wzrost był mniejszy, niż oczekiwano – wyniósł może 0,5 proc. PKB.


Dobra wiadomość w związku z tym jest taka, że ów pożądany, choć umiarkowany wpływ na wzrost nie zaniknie w 2015 roku. Zła natomiast – że dla krajów eksportujących ropę jej niskie ceny oznaczać będą jeszcze większe problemy.

Ostatni spadek cen ropy dorównuje skali ich obniżki w latach 1985-86, która miało źródła podażowe. Kraje OPEC (czytaj: Arabia Saudyjska) postanowiły odejść od stosowania cięć wydobycia, żeby odzyskać udział w rynku. Jest on również porównywalny ze spowodowanym czynnikami popytowymi załamaniem cen w latach 2008-2009, w następstwie globalnego kryzysu finansowego. Gdy zatem przyczyną spadku cen ropy są czynniki popytowe, nie można oczekiwać po nich istotnego wpływu dodatniego: ceny ropy funkcjonują wtedy raczej jako automatyczne stabilizatory koniunktury niż jako egzogeniczna siła, napędzająca gospodarkę światową. Wstrząsy podażowe powinny mieć natomiast na nią znaczny wpływ dodatni.

Analiza wstrząsów naftowych z lat 2014-2015 nie jest tak jednoznaczna jak w przypadku dwóch poprzednich takich epizodów. Powodujące je siły można jednak z grubsza podzielić na czynniki popytowe i podażowe. Spowolnienie w Chinach, które dokonują przestawienia gospodarki na konsumpcję wewnętrzną, powoduje rzecz jasna psucie cen globalnych wszystkich surowców. W 2015 roku mocno spadły również wskaźniki cen metali. Na przykład cenie złota – w końcu listopada 1050 dol. za uncję – daleko do szczytu z września 2011 roku, gdy sięgały one prawie 1890 dol., niemal równie silnie obniżyła się od 2011 r. cena miedzi.

Co najmniej tak samo istotna okazała się jednak podaż ropy z nowych źródeł. Dzięki łupkowej rewolucji amerykańska produkcja ropy z 5 milionów baryłek w 2008 roku wzrosła do 9,3 mln baryłek w roku 2015 – i mimo załamania cen boom w jej wydobyciu jak dotąd się utrzymuje. Na rynki mają również wpływ przewidywania dotyczące produkcji ropy w Iranie po zniesieniu sankcji.

Spadek ceny ropy to w jakimś stopniu gra o sumie zerowej, w której producenci tracą, a konsumenci zyskują. Zwykle uważa się, że niższe ceny stymulują popyt globalny, bo większość tej nieoczekiwanej gotówki konsumenci zapewne wydadzą, a typową reakcją producentów będzie zmniejszanie oszczędności.

W 2015 roku te różnice w postępowaniu były jednak mniej wyraziste niż zwykle. Jedną z przyczyn stanowi fakt, iż importerzy energii z krajów wschodzących mają dziś dla rynku ropy o wiele większe znaczenie niż w latach 80. XX wieku, a ich podejście do tego rynku jest znacznie bardziej interwencjonistyczne niż w krajach rozwiniętych.

Kraje takie jak Indie i Chiny stabilizują detaliczne rynki energii za pomocą finansowanych przez rząd subsydiów, które umożliwiają utrzymywanie niskich cen dla konsumentów. Gdy cena ropy sięgnęła szczytów, koszty tych subsydiów stały się ogromne i wiele krajów poszukiwało sposobów ich ograniczenia. Gdy więc ceny spadły, rządy krajów wschodzących korzystają z okazji, by obniżyć subsydia z budżetu.

Jednocześnie w obliczu mocno spadających przychodów wielu eksporterów ropy zmuszonych jest do redukcji planów wydatków. Nawet Arabia Saudyjska – mimo ogromnych zasobów ropy i rezerw finansowych – odczuwa problemy, związane z gwałtownym powiększaniem się populacji oraz wzrostem wydatków wojskowych na skutek konfliktów na Bliskim Wschodzie.

To przytłumione oddziaływanie cen ropy na tempo wzrostu globalnego nie powinno być całkowitą niespodzianką. Badania akademickie już od dawna wskazywały ten kierunek zmian. Ropa jest dziś uważana za mniej niezależny niż dawnej sądzono czynnik napędowy cyklu koniunkturalnego. Ograniczający wpływ na wzrost ma również mocny spadek inwestycji związanych z energią. Globalne nakłady na inwestycje w dziedzinie produkcji i poszukiwań ropy po latach gwałtowanego wzrostu zmalały w 2015 roku do 150 mld dol. To się w końcu odbije na cenach, ale powoli i stopniowo. Według rynków terminowych, cena baryłki ropy wzrośnie do 60 dol. dopiero w 2020 roku.

Jest i dobra wiadomość na 2016 rok: otóż większość modeli makroekonomicznych sugeruje, że wpływ niskich cen ropy na wzrost gospodarczy rozciągnie się na parę lat. Powinny one zatem nadal podtrzymywać tempo wzrostu, nawet jeśli importerzy z krajów wschodzących uzyskiwane z tego tytułu oszczędności wciąż będą wykorzystywać do zmniejszania subsydiów.

Rosną natomiast zagrożenia dla producentów ropy. Tylko paru z nich – zwłaszcza pogrążonej w nierządzie Wenezueli – grozi bezpośredni upadek; wielu jednak balansuje na krawędzi recesji. Państwom, gdzie – jak w m.in. w Kolumbii, Meksyku i Rosji – obowiązuje płynny kurs walutowy, udaje się jakoś dotąd dostosowywać do sytuacji, choć odczuwają one znaczne kłopoty budżetowe. Jeśli niskie ceny utrzymają się dłużej, szczególnie na nie podatna będzie Rosja. Na cięższą próbę wystawione są kraje, w których obowiązuje sztywny kurs waluty. Pod ogromną presją znajduje się w ostatnich tygodniach stosowane od dawna w Arabii Saudyjskiej powiązanie waluty z dolarem, które kiedyś wydawało się odporne na takie sytuacje.

Krótko mówiąc, w 2015 roku ceny ropy nie miały dla globalnego wzrostu aż takiego znaczenia, jak się na początku roku wydawało. Ponadto duże rezerwy oraz stosunkowo konserwatywna polityka makroekonomiczna umożliwiły jak dotąd większości głównych krajów – producentów przetrzymanie ogromnych napięć finansowych bez popadania w kryzys. Następny rok może być jednak inny, i może to nie być dobra zmiana – szczególnie dla producentów.

© Project Syndicate, 2015

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test