Rosja nie może odciąć Ukrainy od ropy i paliw

15.05.2014
Ukraina nie musi się bać embarga Rosji na dostawy ropy i paliw. O perspektywach wznowienia projektu Odessa–Brody–Gdańsk, handlu z Białorusią i możliwych dostawach z Azerbejdżanu mówi Siarhij Kujun, ekspert ukraińskiego rynku paliwowego.

Spawanie rurociągu fot. Roman023/Shutterstock


ObserwatorFinansowy.pl: Na ile Ukraina jest uzależniona od dostaw ropy naftowej i paliw z Rosji? Czy trwający konflikt może wam grozić ich odcięciem?

Siarhij Kujun: W odróżnieniu od gazu – zupełnie nie jesteśmy od nich uzależnieni. O ile kwestie gazowe to prawie w całości polityka, to jeśli chodzi o ropę i paliwa, to na Ukrainie mamy do czynienia z rynkiem. Ukraina praktycznie nie importuje ropy naftowej, tylko produkty jej przetwarzania. Obecnie w całym kraju działa tylko jedyna rafineria w Kremeńczuku. Produkuje 25 proc. dostępnych na rynku paliw i to przy 30-proc. wykorzystaniu mocy przerobowych. Resztę paliw importujemy z Białorusi, Polski, Rumunii. Mamy też porty morskie, więc jeżeli np. Białoruś wstrzyma dostawy, możemy sprowadzić paliwa drogą morską.

Na razie porty są, ale przykład Krymu pokazuje, że nawet to nie jest pewne.

Wtedy będziemy sprowadzać paliwo np. z portu w Gdańsku. Nie ma więc zagrożenia dla ukraińskiego rynku paliw. Dwa lata przetrwaliśmy bez rosyjskiej ropy, w tym roku nie kupujemy też rosyjskich paliw. Akurat w tej sprawie nie chodzi o politykę – to Białoruś dała nam lepszą cenę.

W sprawie dostaw i tranzytu ropy przez Ukrainę wiele swego czasu mówiono o przedłużeniu ropociągu Odessa–Brody do Płocka i Gdańska.

Ropociąg Odessa–Brody był dotychczas wykorzystywany w odwrotnym kierunku przez Rosjan, jednak przestali go używać po otwarciu ropociągu bałtyckiego BTS-2. Potem przesyłano nim azerbejdżańską ropę dla Białorusi. Teraz, gdy Europa deklaruje gotowość zmniejszenia zależności od rosyjskich surowców energetycznych, ropociąg Odessa–Brody może odżyć. Według ukraińskiego ministra energetyki w kwietniu wznowiono rozmowy z UE na ten temat. Moim zdaniem dotychczas to głównie Polacy nie byli gotowi do realizacji projektu przedłużenia ropociągu, bo orientowali się na bezpośrednie dostawy rosyjskiej ropy przez ropociąg Przyjaźń. Wasze rafinerie są przystosowane do przetwarzania rosyjskiej ropy i dlatego Polska nie miała szczególnego interesu we wprowadzaniu zmian. Po co tracić pieniądze, skoro teraz jest dobrze. Wiele innych krajów też robi interesy z Rosjanami, którzy zresztą zaczęli aktywnie kupować udziały w europejskich rafineriach i teraz będą sabotować proces zmian, żeby w Europie nie pojawiło się alternatywne źródło dostaw ropy.

Skąd miałaby płynąć do Europy ropa przez przedłużony ropociąg Odessa–Brody?

Po pierwsze – ropociąg w zamyśle nie miał się kończyć na Płocku czy Gdańsku, tylko po dokonaniu niewielkich inwestycji miał dostarczać ropę do Niemiec i Austrii. Ropa miałaby pochodzić przede wszystkim z regionu Morza Czarnego – z Azerbejdżanu i Kazachstanu – poprzez ropociąg KTK (Caspian Pipeline Consortium/CPC).

Te kraje znajdują się pod rosyjskim wpływem. Szczególnie Kazachstan, członek Unii Celnej Rosji, Kazachstanu i Białorusi. Czy Rosja pozwoliłaby, żeby Kazachstan transportował swoją ropę przez Ukrainę, którą Rosja uznaje za głównego wroga w regionie?

W Kazachstanie ropę wydobywają amerykańskie firmy, np. Tengizchevroil, uczestnik konsorcjum KTK. Mają więc swoje zasoby surowca. Rynek naftowy nie jest stricte państwowy – ropa należy do firm prywatnych i to z nimi trzeba się dogadywać. A amerykańscy udziałowcy raczej nie będą przeciw. Będzie to o tyle łatwiejsze, że nawet w Unii Celnej nie wszystko idzie jak po maśle. Kazachowie np. z powodu oporu Rosji nie mogą dostarczyć swojego surowca Białorusinom. Niedawno w Mińsku odbył się szczyt przywódców krajów Unii Celnej i zakończył się niezbyt pozytywnymi sygnałami.

Ciekawe są białorusko-ukraińskie relacje energetyczne. Przedtem mieliśmy do czynienia z rodzajem dumpingu białoruskich paliw na ukraińskim rynku. Teraz, w obliczu konfliktu z Rosją, Aleksandr Łukaszenka oświadcza, że Białoruś nie zaprzestanie dostaw – produkowanych zresztą z rosyjskiej ropy – paliw na Ukrainę, gwarantując jej w ten sposób bezpieczeństwo energetyczne.

Łukaszenka składa takie deklaracje, ale pojawiają się też informacje, że Rosja doprowadzi do zerwania dostaw, obiecując Białorusi wynagrodzenie strat. Na razie to tylko plotki.

Dlaczego na Ukrainie przemysł rafineryjny jest nieopłacalny? To duże państwo z dużym rynkiem, a rafinerie są wyłączane z eksploatacji…

Pod koniec lat 90. XX w. zostały one sprzedane rosyjskim firmom. Nie wiadomo, czy była to zmowa, czy po prostu zaniedbano inwestowanie w zakłady, które utraciły konkurencyjność jakości i cen w porównaniu z zagranicznymi producentami, jak np. Orlen Lietuva, Orlen, a nawet z aktywnie modernizowanymi przedsiębiorstwami białoruskimi.

Dlaczego rosyjskie firmy nie sprzedały tych rafinerii, tylko zamknęły trzy z czterech zakładów?

W opinii niektórych ekspertów był to świadomy plan zlikwidowania ukraińskiego sektora przeróbki ropy i widzimy, że ta polityka przyniosła efekty. Dziś musimy kupować paliwa, co prawda nie od Rosji, tylko od innych producentów. Ja bardziej skłaniam się do wersji, że Ukraina nie stworzyła warunków dla inwestowania w ten sektor.

Czy po podpisaniu umowy stowarzyszeniowej z UE pojawiają się nowe perspektywy dla ukraińskiego sektora rafineryjnego?

Problem w tym, że straciliśmy wiele czasu, a do tego w Europie rafinerie przynoszą raczej straty, jak choćby rafineria Orlen Lietuva – bardzo nowoczesny zakład.

Do tego jednak przyczynili się Rosjanie, którzy po prostu odcięli dostawy swoim ropociągiem.

To prawda, jednak my też nie możemy pokładać nadziei w dostawach rosyjskiej ropy. Nie sądzę, byśmy szybko znaleźli inwestorów.

Czyli nie dało się uciec od polityki…

W dużych projektach inwestycyjnych nie da się od niej uciec. Wykupienie wszystkich naszych rafinerii przez Rosjan też było aktem politycznym Teraz, gdy ich już nie ma i każdy może kupować paliwa, gdzie chce, polityka się skoczyła.

Co do przyszłości, moim zdaniem jedynym krajem, który może u nas zainwestować, jest Azerbejdżan. Mają surowieć i kapitał, a Ukraina to ogromny rynek zbytu. Rafinerie w Europie nie przynoszą zysków, bo nie mają gdzie sprzedawać swojej produkcji – mają zbyt duże moce przerobowe. A Ukraina to duży rynek zbytu, który może zapewnić odpowiednie ceny. Kontakty z Azerbejdżanem są jednak również bardzo upolitycznione, o wszystkim decyduje ich prezydent.

Serhij Kujun jest ekspertem ds. rynku paliwowego, dyrektorem konsultacyjnej grupy A-95 oraz stałym komentatorem gazety „Dzerkało Niedieli”


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test