Rosnąć powinna gospodarka, a nie nierówności

08.05.2016
Zależności między wzrostem a nierównością są bardziej złożone, niż sądzono jeszcze niedawno. Obecnie, gdy gospodarka USA wychodzi z fazy wydobywania się z konsekwencji światowego kryzysu, polityka powinna pobudzać inkluzywny, bardziej całościowy wzrost gospodarczy.

(infografiki Patrycja Stalewska)


Programy, które mają zmniejszyć nierówność szans i osłabić wpływ rent ekonomicznych, mogą poprawić dystrybucję dochodu i wywołać wzrost produktywności, a inne inicjatywy polityczne mogą skutecznie zmniejszać nierówność i zwiększać dochody.

2015 r. był siódmym rokiem wychodzenia amerykańskiej gospodarki z tąpnięcia po światowym kryzysie. Stopa bezrobocia zmalała do połowy szczytowej wielkości z 2010 r., a płace nominalne wzrastały najszybciej od światowego kryzysu. Wprawdzie trzeba zachować czujność, jeśli chodzi o perspektywy makroekonomiczne w najbliższej przyszłości i szczególnie uważać na zagrożenia zewnętrzne, ale nie należy też tracić z oczu problemów, z którymi gospodarka USA boryka się od dziesięcioleci, przede wszystkim zbyt wolno powiększających się dochodów amerykańskiej klasy średniej.

Trzy czynniki napędzające dochody klasy średniej to:

– wzrost produktywności,

– nierówność,

– uczestnictwo w rynku pracy.

W tegorocznym raporcie prezydenta Baracka Obamy o stanie amerykańskiej gospodarki omówiono koncepcje ekonomiczne i programy polityczne, które mogą umocnić wzrost produktywności, a jednocześnie przeciwdziałać nierówności poprzez wspieranie solidnego i inkluzywnego wzrostu przynoszącego korzyści licznej grupie gospodarstw domowych (zob. Rada Doradców Ekonomicznych [Council of Economic Advisers], Economic Report of the President, 2016).

Wielu ekonomistów zakładało wcześniej, że wzrost gospodarczy i nierówność układają się w zależność „coś za coś”, czyli że inicjatywy wspierające rozwój nie mogą jednocześnie przeciwdziałać nierówności. Wyniki przeprowadzonych niedawno badań i skutki inicjatyw politycznych świadczą jednak o tym, że zależność między wzrostem a nierównością jest bardziej złożona. Opracowywane z myślą o określonych grupach społecznych programy polityczne, które mają zmniejszyć nierówność szans i osłabić wpływ rent ekonomicznych, mogą poprawić dystrybucję dochodu, a przy tym wywołać wzrost produktywności, a inne inicjatywy polityczne mogą skutecznie zmniejszać nierówność i zwiększać dochody. Takie programy są zasadniczym elementem działań, które podejmuje prezydent USA w celu pobudzenia inkluzywnego wzrostu.

Formy nierówności: dochody, majątek i szanse

Obietnica nierównych wyników zapewnia bodźce skłaniające jednostki do wysiłków, a przez to może odgrywać produktywną rolę w gospodarce. Wielkie korzyści mogą zapewniać motywację wynalazcom, przedsiębiorcom i pracownikom oraz wynagrodzić im olbrzymiego ryzyko osobiste. W pewnych przypadkach mogą zapewnić korzyści ogólniejsze – liczniejszej grupie gospodarstw domowych. Ciężka praca i osobisty kapitał zaowocowały np. pierwszym komputerem osobistym. Mnóstwo zyskał jego konstruktor, ale jednocześnie bardzo wzrosła zagregowana produktywność.

Nierówność może wynikać po prostu z odmiennych ludzkich decyzji. Ile czasu chcę przeznaczać na pracę i przyjemności? Wolę nieprzyjemne zajęcie zapewniające wysokie zarobki czy pracę ciekawą, ale dającą mniej pieniędzy?

Zbyt duża nierówność może jednak wynikać nie tylko z zasłużonych korzyści, lecz również z innych czynników – od szczęścia po renty ekonomiczne. Co więcej, pewna nierówność może w jakimś stopniu pobudzać wzrost, ale nierówność nadmierna nie musi wywoływać wzrostu, a może go nawet utrudniać, szczególnie jeśli wynika z ingerencji na konkurencyjnym rynku lub z ochrony wysokich stóp zwrotu z kapitału albo pracy za pomocą naturalnych czy innych barier. Aby zrozumieć, jak należy pobudzać wzrost gospodarczy zapewniający powszechnie podzielane korzyści, trzeba odróżniać rozmaite formy nierówności gospodarczej.

Nierówność dochodów

Nierówność dochodów to sprawa o znaczeniu światowym, ale ze względu na skalę oraz na zmiany w ostatnim okresie szczególnie istotna jest w USA.

W wielkich, rozwiniętych gospodarkach od dziesięcioleci obserwuje się stałe powiększanie się nierówności, ponieważ osoby osiągające największe dochody mają coraz większą część zagregowanego dochodu. Do lat 80. XX w. Stany Zjednoczone nie różniły się pod tym względem od innych krajów. Jeszcze w 1975 r. 1 proc. najzamożniejszych Amerykanów i analogiczny odsetek obywateli pozostałych krajów grupy G7 mieli zbliżone dochody (patrz rysunek poniżej).

Od 1987 r. jednak część dochodu trafiająca do najzamożniejszego 1 proc. Amerykanów przewyższała ten wskaźnik dla każdego kraju z grupy G7 we wszystkich latach, o których mamy odpowiednie informacje. USA ponadto coraz bardziej się oddalają od pozostałych gospodarek rozwiniętych, ponieważ udział dochodów najbogatszego 1 proc. Amerykanów w latach 1990–2010 powiększał się średnio o 0,2 pkt proc. rocznie, o wiele szybciej niż np. w Wielkiej Brytanii, gdzie średnie roczne tempo wzrostu wynosiło 0,1 pkt proc.

Nie ma wielu danych z innych państw po 2010 r., ale w USA utrzymywała się tendencja wzrostowa. W 2014 r. Amerykanie należący do najzamożniejszego 1 proc. społeczeństwa uzyskiwali 18 proc. łącznego dochodu. W 1975 r. było to 8 proc. (zob. F. Alvaredo, A.B. Atkinson, T. Piketty, E. Saez, G. Zucman, The World Wealth and Income Database, 2015 r.).

Nierówność majątkowa

Gdy oszczędza się dochody, których rozkład cechuje się nierównością, prowadzi to do nierównego rozkładu statystycznego zamożności. Nierówność majątkową szczególnie trudno mierzyć dokładnie, gdyż zamożności nie śledzi się tak, jak zmian dochodu, a do tego jej tendencje dotyczą niewielkiej liczby gospodarstw domowych.

Przeprowadzony przez System Rezerwy Federalnej sondaż o finansach konsumentów ukazuje (rysunek poniżej), że od 2007 r. gospodarstwa domowe stanowiące grupę najzamożniejszych 3 proc. posiadają ponad 50 proc. zagregowanych składników majątku (zob. J. Bricker, L.J. Dettling, A. Henriques, J.W. Hsu, K.B. Moore, J. Sabelhaus, J. Thompson, R.A. Windle, Changes in U.S. Family Finances from 2010 to 2013: Evidence from the Survey of Consumer Finances, „Federal Reserve Bulletin”, t. 100, nr 4, 2014 r.). Ten wskaźnik stale rośnie od końca lat 80. XX w. Kolejne 7 proc. gospodarstw domowych z rozkładu statystycznego zamożności posiadało około 25 proc. zagregowanych składników majątku (ta wielkość utrzymywała się w badanym okresie mniej więcej na stałym poziomie). Należy zwrócić uwagę, że zmniejszenie łącznej wartości składników majątku należących do dolnych 90 proc., które w 2013 r. posiadały zaledwie 25 proc. łącznego majątku amerykańskich gospodarstw domowych, to skutek zwiększenia udziału należącego do najzamożniejszych 3 proc. Nie jest to równomierne rozszerzanie rozkładu statystycznego składników majątku, lecz coraz większa koncentracja tych składników na samej górze.

Inny obraz sytuacji majątkowej, uzyskany dzięki wielkościom naliczonym na podstawie informacji o podatkach odprowadzanych z tytułu zysków kapitałowych, świadczy o tym, że w posiadaniu gospodarstw znajdujących się na szczycie rozkładu statystycznego jest jeszcze większa część łącznego amerykańskiego majątku (zob. E. Saez, G. Zucman, Wealth Inequality in the United States Since 1913: Evidence from Capitalized Income Tax Data, „Quarterly Journal of Economics”, publikacja w przygotowaniu).

Nierówność szans

Tradycyjny argument, że nierówność wynika z normalnej konkurencji gospodarczej, ma za podstawę przekonanie, iż konkurowanie o nierówno dostępne korzyści zachęca do wytwarzania. Kiedy jednak nierówność przechodzi z pokolenia na pokolenie i ogranicza możliwości, to zmniejsza się pula kapitału ludzkiego, który może konkurować. Takie dławienie możliwości szkodzi wzrostowi gospodarczemu, uniemożliwiając potencjalnym innowatorom i pracownikom pełny udział w gospodarce i hamując wzrost produktywności. Co więcej, jeżeli mające dobrze okopaną pozycję grupy interesu mogą ograniczyć przyszłą konkurencję, wpływając na proces podejmowania decyzji politycznych albo dopuszczając się nadużycia posiadanej potęgi rynkowej, może się zmniejszyć dynamizm na rynkach pracy lub zmian barier wejścia. Konsekwencje nierównego rozkładu szans są prostsze od skutków nierówności dochodu i zamożności – cierpi na niej zarówno sprawiedliwość, jak i z efektywność.

Trzeba zrozumieć formy przybierane przez tę nierówność szans i badać struktury instytucjonalne, które ten schemat ugruntowują. Trzy konkretne przykłady omówione w serii wyników badań opublikowanej w ostatnim okresie przez Radę Doradców Ekonomicznych to gorsza sytuacja dzieci z rodzin o niskich dochodach, nierówność panująca w systemie wymiaru sprawiedliwości w zakresie spraw karnych oraz problemy kobiet w gospodarce amerykańskiej. W odniesieniu do każdej z tych sytuacji trudniej argumentować, że zachodzi zależność „coś za coś”, czyli że mniejsza nierówność oznacza słabszy wzrost i odwrotnie. Taka nierówność szans – przy wszystkich innych czynnikach takich samych – jest jednoznacznie zła dla gospodarki.

Wzajemne zależności między formami nierówności

Wymienione wyżej trzy formy nierówności nie są zjawiskami odrębnymi pojęciowo, pozostają w mocnej wzajemnej zależności. Nierówność majątkowa jest pod pewnymi względami skutkiem nierówności dochodów, gdyż oszczędzanie dochodów, których rozkład cechuje się nierównością, prowadzi do nierównego rozkładu zamożności. Natomiast nierówność szans w wielu aspektach jest zarówno przyczyną, jak i skutkiem nierówności dochodów i zamożności. Dlatego nierówność szans ugruntowuje nierówny rozkład dochodów, a nierówny rozkład dochodów prowadzi do wielu niesprawiedliwości, które napotykają dzieci z rodzin o niskich dochodach i małej wartości składników majątku.

Tzw. krzywa Wielkiego Gatsby’ego (pojęcie wprowadzone przez Alana Kruegera, byłego przewodniczącego Rady Doradców Ekonomicznych) ukazuje zależność między nierównością dochodów a nierównością szans. Rysunek poniżej ukazuje, że tam, gdzie jest większa nierówność dochodów, zmniejszają się szanse przejścia do wyższych grup dochodowych dzieci z rodzin o niskich dochodach. Nierówność wiąże się z mniejszą mobilnością (która oznacza tu przejście do wyższych grup dochodowych), a rozkład statystyczny szans jest jednym z istotnych mechanizmów transmisji. Gdy rozkład statystyczny różnic pod względem wykształcenia, przygotowania zawodowego, powiązań społecznych oraz systemu wymiaru sprawiedliwości w zakresie spraw karnych jest tak nierówny jak rozkład ogólnej zamożności, to uboższym rodzinom o wiele trudniej odnieść sukces w gospodarce.

Przyczyny: konkurencyjne rynki i renty ekonomiczne

Nierówność dochodów częściowo wynika ze zmian zachodzących na konkurencyjnych rynkach. Niektóre z tych sił przyczyniają się do wzrostu produktywności. Postęp techniczny wywołał podniesienie stóp zwrotu z kwalifikacji zawodowych, ale temu procesowi nie dorównało szybkością podnoszenie poziomu wykształcenia społeczeństwa, przez co pracownicy o najwyższych kwalifikacjach uzyskiwali większe korzyści. Dlatego zwiększona nierówność dochodów w części wynika ze zwiększonych różnic między różnymi pracownikami pod względem ich wydajności.

Ten konkurencyjny kanał działa najlepiej, gdy jest możliwa konkurencja największej możliwej do wykorzystania puli siły roboczej oraz kapitału, który można zainwestować. Dlatego to od polityki publicznej w decydującym stopniu zależy sprawne funkcjonowanie tego kanału konkurencji. Polityka ta jest tak istotna przez to, że przyczynia się do procesu zrównywania szans na wielką skalę przez inwestycje w szkolnictwo, służbę zdrowia i dobrostan dzieci z rodzin o niższych dochodach oraz reformę systemu wymiaru sprawiedliwości w zakresie spraw karnych, ale także zapewnienie siatki bezpieczeństwa tym, którzy na ewoluującym konkurencyjnym rynku napotykają przeszkody – to np. zapewnienie szkoleń umożliwiających nabycie nowych kwalifikacji, ubezpieczenie od utraty pracy, solidny system ubezpieczeń społecznych, dostęp do świadczeń medycznych i inne inicjatywy polityczne, które propagował prezydent.

Jednocześnie jednak przybywa dowodów, że pogłębiająca się nierówność w wielkim stopniu wynika z tego, co dzieje się na rynkach niekonkurencyjnych. Gdy np. monopole lub preferencyjne przepisy uniemożliwiają wejście na rynek nowym podmiotom, to działający już uczestnicy rynku mogą osiągać dochody wyższe, niż uzasadnia ich produktywność, czyli uzyskiwać rentę ekonomiczną. Dysponujemy dowodami, że wytwarzanie rent i coraz większa nierówność rozkładu statystycznego tych korzyści przyczyniły się do odnotowywanego w ostatnim okresie pogłębienia nierówności. Ponieważ coraz więcej rent uzyskuje nieliczna grupa wybranych inwestorów i osób osiągających wysokie dochody, pogłębia się nierówność, ale produktywność nie wzrasta. Mamy więc do czynienia z przeciwieństwem wzrostu inkluzywnego.

Podział rent

Renty wpływają na nierówność i przez ogólną wielkość, i sposób podziału. Za każdym razem, gdy przedsiębiorstwo zatrudnia pracownika, różnica między najwyższą oferowaną mu płacą a najniższą sumą do zaakceptowania przez pracownika (czyli nadwyżka wytworzona przez dopasowanie miejsca pracy i zatrudnionego) jest rentą ekonomiczną. Jak ta renta zostanie podzielona między firmę a pracowników, zależy od siły przetargowej obu stron. Ponieważ postępuje koncentracja rynków, a pewne formy pracy zostają utowarowione, większą siłę ma przedsiębiorstwo. Uzwiązkowienie i grupowe negocjacje płacowe – wraz z takimi inicjatywami politycznymi, jak płaca minimalna – przyczyniają się do zmniejszenia nierówności szans, skłaniając firmy do dzielenia się rentą z pracownikami. Ten proces tradycyjnie powodował wzrost płac pracowników osiągających dochody niskie i średnie, a przez to malała nierówność.

Od lat 70. XX w. jednak systematycznie maleje odsetek zatrudnionych należących do związków zawodowych (rysunek poniżej). W 1955 r. mniej więcej 25 proc. zatrudnionych Amerykanów należało do związków zawodowych. W 2014 r. – niecałe 10 proc. (wskaźnik zbliżony do wielkości z połowy lat 30. XX w.). W pewnych stanach do związków należy tylko 3 proc. zatrudnionych (zob. Council of Economic Advisers, Worker Voice in a Time of Rising Inequality, Issue Brief, 2015 r.).

Wyniki badań świadczą również o tym, że malejący stopień uzwiązkowienia w stopniu od 1/5 do 1/3 spowodował pogłębienie nierówności od lat 70 (zob. B. Western, J. Rosenfeld, Unions, Norms, and the Rise in U.S. Wage Inequality, „American Sociological Review” 76[4], 2011 r., s. 513–537). Przez związki zawodowe zwiększa się także prawdopodobieństwo, że zatrudnieni będą mieli zapewniony dostęp do świadczeń i bezpieczne warunki pracy.

Dowody na powiększanie się renty ekonomiczne

Zmienia się podział rent, ale też rynek wytwarza większe renty, które w większym stopniu przybierają formę zysków i trafiają do rentownych przedsiębiorstw.

Dowodem na wzrost rent ekonomicznych jest dywergencja zwiększających się zysków przedsiębiorstw i spadających realnych stóp procentowych. Gdy nie ma rent ekonomicznych, zyski przedsiębiorstw ogólnie powinny się zmieniać tak, jak stopy procentowe, które odzwierciedlają przeważającą stopę zwrotu z kapitału w danej gospodarce. W ostatnim 30-leciu jednak zyski przedsiębiorstw wzrosły, a stopy procentowe spadły (rysunek poniżej). Pewne zyski przedsiębiorstw mogą więc odzwierciedlać nie „czysty” zwrot z kapitału, lecz wzrost rent ekonomicznych uzyskiwanych przez korporacje. Ta dywergencja może być także skutkiem działania innych czynników, np. ryzyka kredytowego, ale jest nieprawdopodobne, aby takie czynniki mogły powodować całą różnicę.

W tabeli poniżej ukazano dane dowodzące, że w latach 1997–2007 w większości branż powiększyły się części przychodów uzyskiwane przez największe przedsiębiorstwa. Ta obserwacja uzupełnia analizy, które wykazały postępującą koncentrację m.in. w branżach pasażerskich przewozów lotniczych, telekomunikacji, bankowości i przetwórstwa żywności.

Jest możliwe, że zwiększona koncentracja może się przyczyniać do zaskakująco dużej i powiększającej się różnicy między stopami zwrotu z kapitału zainwestowanego w największe korporacje (J. Furman, P. Orszag, A Firm-Level Perspective on the Role of Rents in the Rise in Inequality). Rysunek poniżej ukazuje, że stopy zwrotu uzyskiwane przez firmy znajdujące się w 90. percentylu są obecnie ponad sześciokrotnie wyższe od stopy osiąganej przez spółkę należącą do zbioru wyznaczonego przez medianę, a w 1990 r. były one tylko niecałe trzy razy większe.

Dysponujemy również dowodami, że nasiliło się zjawisko osiągania rent ekonomicznych przy przyznawaniu państwowych uprawnień do wykonywania określonych zawodów. Morris Kleiner i Alan Krueger udokumentowali, że odsetek zatrudnionych Amerykanów, których obowiązują stanowe przepisy o uprawnieniach zawodowych, w drugiej połowie XX w. wzrósł pięciokrotnie – na początku lat 50. wynosił niecałe 5 proc., a w 2008 r. było to już 25 proc. (rysunek poniżej; M.M. Kleiner, A.B. Krueger, Analyzing the Extent and Influence of Occupational Licensing on the Labor Market, „Journal of Labor Economics” 31[2], 2013 r., s. S173-S202).

Zdecydowaną większość uprawnień do wykonywania określonych zawodów przyznają władze stanowe. Przez uprawnienia wydawane na poziomie władz lokalnych i federalnych odsetek zatrudnionych objętych tymi przepisami wzrasta do 29 proc.

Wprawdzie uprawnienia mogą się w dużym stopniu przyczyniać do ochrony zdrowia i bezpieczeństwa konsumentów, ale są dowody, że przez wymogi do spełnienia przy staraniu się o niektóre z tych uprawnień, renty ekonomiczne uzyskuje się kosztem osób niedopuszczonych do tych grup zawodowych i konsumentów – potęguje się bowiem problem nieefektywności i może się pogłębiać nierówność.

Również przepisy regulujące wykorzystanie terenów mogą prowadzić do wzrostu rent ekonomicznych. Takie regulacje rynku nieruchomości mieszkalnych mogą służyć celom uzasadnionym i prowadzącym do poprawy warunków życia (np. przepisy zabraniające wznoszenia obiektów przemysłowych obok dzielnic mieszkalnych albo ograniczające wielkość budynków z powodu małych dostaw wody). Gdy jednak są zbyt rygorystyczne lub mają służyć ochronie interesów obecnych właścicieli terenów, prowadzą do tego, że domy i mieszkania stają się mniej dostępne oraz powodują spadek produktywności i tempa wzrostu gospodarczego. Renty uzyskiwane na rynku nieruchomości mieszkalnych mogą ponadto ograniczać mobilność siły roboczej i prowadzić do większej nierówności.

Inicjatywy polityczne pobudzające inkluzywny wzrost gospodarczy

Ekonomiści coraz więcej wiedzą o zależnościach między wzrostem gospodarczym a nierównością, wobec czego trzeba wybrać programy polityki gospodarczej, które mogą prowadzić do inkluzywnego wzrostu, a do tego wywołać zmniejszenie nierówności.

Programy gospodarcze pobudzające wzrost inkluzywny można podzielić na cztery kategorie:

  • ogólnie wywołujące zwiększenie popytu zagregowanego;
  • poprawiające funkcjonowanie kanału konkurencji poprzez zmniejszenie nierówności szans;
  • zmniejszające nieproduktywną nierówność poprzez zmniejszenie rent nieuzasadnionych efektywnością i zredukowanie skali działań prowadzących do osiągania rent;
  • przyczyniające się do zapewnienia lepszej ochrony zatrudnionym i ich rodzinom przed skutkami nierówności, a jednocześnie umożliwiające przejście do wyższych grup dochodowych.

Plan działań amerykańskiego prezydenta obejmuje inicjatywy polityczne należące do każdej z tych kategorii programów.

Wywoływanie większego popytu zagregowanego

Gdy PKB jest niższy od potencjalnego, pobudzające wzrost programy, które przyczyniają się do likwidacji luki PKB, w naturalny sposób powodują zmniejszenie nierówności. Jest przecież tak, że bezrobocie samo w sobie jest pewną formą nierówności, która powoduje zerowe lub niewystarczające zyski z pracy dla pewnego podzbioru osób w wieku produkcyjnym. Te same programy polityki makroekonomicznej, które zwykle stosuje się do pobudzania wzrostu gospodarczego i powrotu do pełnego zatrudnienia, niewątpliwie mogą prowadzić do zmniejszenia tej cyklicznej formy nierówności dochodów.

Elementem reakcji USA na światowy kryzys była zakrojona na wielką skalę pomoc dla gospodarstw domowych o niskich dochodach m.in. poprzez ekspansję budżetową ujętą w ustawie o odbudowie i reinwestycjach z 2009 r. (American Recovery and Reinvestment Act) oraz przedłużenie ubezpieczenia od utraty zatrudnienia. Ekspansja budżetowa i akomodacyjna polityka pieniężna wywoływały zwiększenie zagregowanego PKB i dochodów, w wyniku czego odzyskali dochody ci, którzy w okresie kryzysu znaleźli się bez zajęcia.

Dążenie do równości szans

Konkurencyjny rynek działa najlepiej, gdy umożliwiona jest konkurencja największej możliwej puli do wykorzystania siły roboczej oraz kapitału, który można zainwestować, wobec tego zależy od równości szans, która pozwala wszystkim Amerykanom uczestniczyć w gospodarce w formie zapewniającej pełne wykorzystanie ich potencjału. Decydujące znaczenie mają tu wykształcenie i szkolenia, podobnie jak wdrażane w dzielnicach o dużych liczbach ubogich mieszkańców programy inwestowania w dzieci z rodzin o niskich dochodach i poszerzania zakresu szans. Zaczyna się to od planu prezydenta, aby umożliwić pracującym rodzinom lepszy dostęp do świadczeń medycznych dla dzieci, a przy tym inwestować miliardy dolarów w nauczanie początkowe oraz programy przedszkolne na wysokim poziomie.

Prezydent zaproponował także, aby wprowadzić darmową naukę w publicznych college’ach komunalnych dla wszystkich odpowiedzialnych studentów oraz zwiększyć zaangażowanie przedsiębiorstw, poprawić rozliczalność, zwiększyć dostęp i dopasowanie elementów szkoleń zawodowych, podnieść poziom usług publicznych w dziedzinie pośrednictwa pracy oraz programów edukacyjnych dla dorosłych. Te wszystkie inicjatywy przyczyniają się do zwiększenia podaży wykwalifikowanych pracowników, pozwalając większej liczbie ludzi wykorzystywać zwroty z umiejętności zawodowych, a przy tym zwiększając popyt względny na pracowników o niższych kwalifikacjach, co wywoła wzrost ich zarobków i zmniejszy rozproszenie dochodu.

Zmniejszanie koncentracji potęgi

Takie inicjatywy polityczne, jak podwyżki płacy minimalnej i większe poparcie dla zbiorowych negocjacji płacowych, mogą się przyczynić do zmniejszenia nierówności szans tam, gdzie pracownicy pertraktują z pracodawcami. Ponieważ takie programy powodują zmianę podziału rent ekonomicznych, mogą zmniejszyć nierówność, nie pogarszając ogólnej efektywności. Gdy zostaną odpowiednio dopasowane, mogą powiększać omawiane wyżej korzyści wynikające ze wzrostu gospodarczego, korzyści osiągane przez lepiej opłacaną siłę roboczą, np. lepszy dostęp do wykształcenia i większą skalę przedsiębiorczości.

Racjonalizacja wymogów, od których zależy wydawanie uprawnień umożliwiających pracę w określonych zawodach, redukowanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego i innych restrykcji ograniczających wykorzystywanie terenów oraz właściwe zrównoważenie systemów ochrony praw do własności intelektualnej – to wszystko może w pewnym stopniu zmniejszyć nadmierne renty ekonomiczne.

Przedsiębiorstwa o wielkiej potędze rynkowej mogą podejmować liczne działania ograniczające konkurencję, prowadzące do rent, których wielkości nie uzasadnia efektywność firmy. Istnieją już przepisy zabraniające takich praktyk. Ostrożne wykorzystywanie regulacji, które uniemożliwiają albo ograniczają dążenia do uzyskiwania rent, może jednocześnie zwiększyć efektywność i zmniejszyć nierówność.

Do tego trzeba dodać, że być może powiększanie się sektora usług finansowych w zbyt dużym stopniu wywołuje wzrost rent nieuzasadnionych efektywnością. Ustawa Dodda–Franka o reformie zasad działania firm z Wall Street w znacznej mierze zwiększyła bezpieczeństwo systemu finansowego i poprawiła ochronę konsumentów, ale prezydent zamierza pójść dalej. Proponuje m.in. wprowadzenie nowej opłaty od transakcji finansowych, która zniechęcałaby do nadmiernej skali działalności lub podejmowania zbytniego ryzyka przez największe instytucje finansowe, a także inicjatywy mające doprowadzić do likwidacji luk w przepisach o opodatkowaniu systemu finansowego.

Wreszcie trzeba wspomnieć, że w takim stopniu, w jakim dążenie do zapewniania rent ekonomicznych prowadzi do wypaczeń przepisów, decydenci polityczni powinni ograniczać jednostkom i korporacjom możliwości osiągania tych rent, osłabiając wpływów lobbystów na twórców regulacji. Bardzo podobnie jak dwa pierwsze kanały, programy polityczne powodujące zmniejszenie tych rent mogą także wywoływać wzrost efektywności, jednocześnie zmniejszając nierówność.

Ochrona rodzin i zwiększanie szans

Progresywny system podatkowy w połączeniu z istniejącymi już ważnymi mechanizmami obronnymi – np. ubezpieczeniem od utraty pracy czy ustawą o dostępności opieki zdrowotnej (Affordable Care Act) – oraz nowymi propozycjami prezydenta, np. ubezpieczeniem płac, mogą się przyczynić zarówno do zmniejszenia nierówności, jak i do zapewnienia ochrony tym, którzy napotykają problemy na rynku, czy to spowolnienie w danym roku, czy przeszkody utrzymujące się przez dłuższe okresy.

W wielu sytuacjach takie programy nie tylko wpływają na wielkość dochodów po opodatkowaniu, lecz także prowadzą po pewnym czasie do zwiększenia dochodów przed opodatkowaniem. Wykazano np., że ulga podatkowa dla osób o niskich dochodach (Earned Income Tax Credit) powoduje zwiększenie uczestnictwa samotnych matek w rynku pracy (zob. J.B. Liebman, The Impact of the Earned Income Tax Credit on Incentives and Income Distribution, „Tax Policy and the Economy” 12, MIT Press, 1998 r.).

Przybywa ponadto badań, których wyniki potwierdzają, że programy pomocy rodzinom o niskich dochodach, w tym Medicaid, kupony mieszkaniowe i program dożywiania najuboższych, mogą nie tylko poprawić położenie samych rodzin, lecz także korzystnie wpłynąć na produktywność w długim okresie (zob. D.W. Brown, A.E. Kowalski, I.Z Lurie, Medicaid as an Investment in Children: What is the Long-term Impact on Tax Receipts?, National Bureau of Economic Research, Working Paper 20835, 2015 r.; H.W. Hoynes, D. Whitmore Schanzenbach, D. Almond, Long Run Impacts of Childhood Access to the Safety Net, National Bureau of Economic Research Working Paper 18535, 2012 r. R. Chetty, J.N. Friedman, J. Rockoff, New Evidence on the Long-Term Impacts of Tax Credits, Internal Revenue Service Statistics of Income Working Paper, 2011 r.). Zależność między wzrostem a równością jest szczególnie widoczna w dolnej części rozkładu statystycznego dochodu, gdzie nierówny rozkład szans powoduje najpoważniejsze konsekwencje.

Na dochody klasy średniej wpływają wzrost produktywności, uczestnictwo w sile roboczej oraz równość warunków. Obecnie, gdy gospodarka USA wychodzi z fazy wydobywania się z konsekwencji światowego kryzysu, polityka powinna się skupić na poprawie każdego z wymienionych czynników, aby pobudzać inkluzywny wzrost gospodarczy. W tegorocznym raporcie prezydenta o stanie gospodarki wyróżniono rozmaite formy i przyczyny nierówności, aby lepiej nakreślić metody pozwalające osiągnąć ten cel. Dążąc do równości szans i rozwiązania problemu wpływu rent ekonomicznych – jednocześnie nadal starając się o to, aby zwiększyć łączny popyt zagregowany i zapewnić ochronę pracującym rodzinom – możemy w sporym stopniu zapewnić, że długookresowy wzrost będzie solidny i trwały oraz zapewni korzyści wszystkim.

Jason Furman przewodniczy Radzie Doradców Ekonomicznych prezydenta USA Baracka Obamy.

 Artykuł po raz pierwszy ukazał się w VoxEU.org (tam dostępna jest pełna bibliografia) i można go przeczytać tutaj. Tłumaczenie i publikacja za zgodą wydawcy.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test