Składki emerytalne i petrodolary na ratunek rosyjskiej gospodarce

20.01.2013
Kilka dni przed końcem 2012 roku premier Dmitrij Miedwiediew musiał przyznać to, co od miesięcy mówili eksperci: rosyjska gospodarka traci oddech i wyraźnie zwalnia. W celu pobudzenia wzrostu Kreml chce obniżyć oprocentowanie  kredytów, zwiększyć wydatki budżetowe i na inwestycje, sięgnąć po odłożone petrodolary oraz składki na emerytury.

Dmitrij Miedwiediew, premier Rosji, przyznaje, że gospodarka jest w tarapatach (CC BY World Economic Forum)


W listopadzie 2012 r. tempo wzrostu rosyjskiego PKB spadło do 1,9 proc. – powiedział premier Miedwiediew na zamykającej rok specjalnej naradzie, na której zastanawiano się nad tym, jak dalej stymulować rozwój gospodarczy Rosji. Jeszcze w I kwartale 2012 r. tempo  rozwoju wynosiło 4,9 proc. Wyraźnie zmniejszyła się również dynamika przyrostu produkcji przemysłowej – z 2,5 proc. w III kwartale do 1,9 proc. w listopadzie ubiegłego roku.

Zdaniem szefa rządu rosyjskiego, przyczyną gospodarczego spowolnienia był m.in. nieurodzaj, a także pogorszenie koniunktury na światowych rynkach paliwowo-energetycznych. W rezultacie – przyznał – trzeba było skorygować prognozy na rok 2012. Przewidywane, roczne tempo wzrostu produkcji przemysłowej zmniejszono z 3,6 proc. do 3,2 proc., a popytu konsumpcyjnego – z 6,1 proc. do 5,7 proc. Odpowiednio – powiedział Miedwiediew – dokonywana jest również korekta przewidywanego tempa wzrostu PKB w 2013 r.

Budżetowe luzowanie

Rosyjski premier chciałby ratować sytuację poprzez zmianę polityki pieniężno – kredytowej. Za takim rozwiązaniem konsekwentnie opowiada się minister Rozwoju Ekonomicznego Andriej Biełousow. Jego zdaniem, zbyt drogie kredyty stały się jedną z barier rozwoju rosyjskiej gospodarki, a związane z tym problemy mają charakter systemowy.

W wywiadzie dla moskiewskich „Wiedomosti“ Biełousow przestrzegał przed nazbyt restrykcyjną polityką budżetową, bo ta – jak twierdzi – może wpływać hamująco na wzrost gospodarczy i pogłębiać nastroje kryzysowe. Nie tylko nie należy ciąć wydatków inwestycyjnych – także tych budżetowych, socjalnych oraz przeznaczanych na rozbudowę infrastruktury – lecz przeciwnie: wykorzystać je, jako stymulatory wzrostu. Co więcej, uważa Biełorusow, warto na te cele przeznaczyć część odłożonych petrodolarów, pilnując jednocześnie i zaostrzając kontrolę ich wykorzystania.

Mówiąc inaczej, mając do wyboru dwie strategie: z jednej strony – stymulowania wzrostu popytu wewnętrznego poprzez zwiększenie wydatków budżetowych i realizację „miękkiej“ polityki pieniężno-kredytowej, a z drugiej – podjęcie działań mających na celu zwiększenie konkurencyjności rosyjskiej gospodarki i podniesienie jej efektywności – premier Miedwiediew i jego ministrowie skłaniają się raczej, przynajmniej deklaratywnie, do przyjęcia pierwszego wariantu.

Suwerenna ekonomika

Decydujące znaczenie i tak jednak będzie miało stanowisko prezydenta Władimira Putina. Analizując niedawne orędzie gospodarza Kremla, rosyjscy komentatorzy podjęli próbę sformułowania „doktryny ekonomicznej“ Putina, którą – przez analogię do politycznego credo prezydenta, wyrażonego w stworzonym przez niego pojęciu rosyjskiej „suwerennej demokracji“ (zgodnej z tradycjami Rosji, a przez to odbiegającej od tego, co przyjęto w świecie demokracji zachodnich) – nazwano „suwerenną ekonomiką“.

Ocena ekspertów jest krytyczna. Prezydenta – dowodzi Natalia Akindinowa z Instytutu Centrum Rozwoju Wyższej Szkoły Ekonomiki – nie zadowala prognozowane przez Ministerstwo Rozwoju Ekonomicznego, 3 – 4 procentowe tempo wzrostu PKB. W istocie, niewiele ma jednak do zaproponowania. W swoim orędziu, na które tak czekano, powtórzył w rzeczywistości wszystko to, co mówił wcześniej, w czasie kampanii prezydenckiej.

Sęk w tym – podkreśla Akindinowa – że zgłaszane przez niego rozwiązania, mające służyć pobudzeniu wzrostu gospodarczego, są dość przypadkowe, nie powiązane ze sobą i trudno mówić tu o jakiejś spójnej koncepcji. Często mają charakter bardzo ogólny i wyłącznie deklaratywny.

Putin wielkie nadzieje wiąże przede wszystkim z reformami, które mają ułatwić życie przedsiębiorcom, służyć znoszeniu różnego rodzaju barier instytucjonalnych i biurokratycznych. Kierunek słuszny, ale – twierdzą krytycy – jeśli prezydent liczy, że uda mu się w ten sposób szybko osiągnąć jakieś znaczące, wymierne efekty, to jest w błędzie. Nawet zakładając, że wszystkie proponowane w tej sferze reformy zostaną wprowadzone w życie tak, jak są formułowane obecnie, to mimo wszystko miną jeszcze 3 – 4 lata, zanim ich skutki odczują przedsiębiorcy.

Dlatego – podkreślają rosyjscy komentatorzy – jeśli Putinowi rzeczywiście zależy na zmianie klimatu inwestycyjnego, to potrzebny jest z jego strony jakiś znaczący sygnał, impuls, który w środowisku biznesu podnosić będzie zaufanie do państwa, prawa i sądów. Tymczasem, wszystko dzieje się na odwrót: służby specjalne, system sądowniczy i cała struktura władzy – po putinowsku nazywana „wertykalną“ – działają tak jak dotąd i w sposób, mówiąc delikatnie, bardzo daleki od liberalnych haseł i obietnic złożonych w prezydenckim orędziu.

Skok na kasę

Nie lepiej jest i z innymi „reformami“ proponowanymi przez Putina. Dotyczy to na przykład uzgodnionej już decyzji o możliwości wykorzystania do 50 proc. dodatkowych wpływów z eksportu ropy i gazu na realizację inwestycji strukturalnych. Warunkiem sięgnięcia po petrodolary jest to, że wielkość środków zgromadzonych na Funduszu Rezerw musi wcześniej osiągnąć poziom 7 proc. PKB.

Tyle, że znów: minie co najmniej rok – półtora zanim Fundusz dojdzie do wskazanej wielkości i można będzie uruchomić te środki na finansowanie inwestycji infrastrukturalnych. A tymczasem – zwracają uwagę komentatorzy – spadek tempa wzrostu gospodarczego już teraz jest faktem, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Wreszcie, pomysł ostatni, zawarty w prezydenckim orędziu: sugestia aby Bank Centralny „rozważył“ możliwość uruchomienia długoterminowych i tanich kredytów, m.in. wykorzystujących środki nagromadzone ze składek emerytalnych.

– Idea, wzorowana na rozwiązaniach amerykańskich i Europejskiego Banku Centralnego, jest na pewno słuszna, ale – twierdzi cytowana wcześniej Natalia Akindinowa – w warunkach rosyjskich grozi to wzrostem korupcji, przyspieszeniem ucieczki kapitału i nakręcaniem inflacji. Jednakże – pyta – czy takie zagrożenia są w stanie powstrzymać naszego prezydenta? Pytanie, właściwie retoryczne.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test