Stabilna gospodarka to szansa na utrzymanie kruchych porozumień na Bałkanach

10.03.2017
Kosowo, Bośnia i Hercegowina oraz Macedonia znajdują się daleko od akceptowalnego poziomu dobrobytu. Niewiele się zmieniło od czasów, gdy zaliczały się do najbiedniejszych i najsłabiej rozwiniętych gospodarczo regionów w byłej Jugosławii. Sytuacja jest stabilna, ale z negatywną perspektywą.


Najbardziej znaczącymi bezpośrednimi zagrożeniami dla regionalnej stabilizacji na Bałkanach są spory wokół państwowości Kosowa, Bośni i Hercegowiny oraz Macedonii. Ta kwestia jest zaś spotęgowana przez słabe wyniki gospodarcze tychże państw, wysoki poziom korupcji i nepotyzmu oraz ogólnie niski poziom zarządzania państwem.

Okoliczności te stanowią mocny fundament dalszych politycznych podziałów i radykalizacji, występujących często (choć nie zawsze) wzdłuż linii etnicznych. W konsekwencji wprowadzają one dodatkowy czynnik emocjonalny w dyskursie publicznym, prowadzący do upolitycznienia różnic kulturowych i religijnych, a następnie użycia ich jako pretekstu do eskalacji konfliktu.

Zasadniczo jednak możemy dziś zaobserwować konflikty, które łączą zarówno charakterystyki sporów wewnętrznych jak i międzynarodowych. Tradycyjnie duży udział mają w nich kraje sąsiednie, jak również bardziej znaczący międzynarodowi gracze, jak Stany Zjednoczone, Rosja, Turcja oraz UE włącznie z aktywnymi w regionie Niemcami, Austrią czy Włochami.

Deeskalacja

W słowniku badaczy stosunków międzynarodowych istnieje pojęcie sekurytyzacji. Oznacza ono, że dany przedmiot sporu, choćby najtrywialniejszej natury, został przedstawiony przez elity w dyskursie publicznym jako zagrożenia bezpieczeństwa „swojej” grupy, najczęściej narodu lub mniejszości etnicznej. Na przykład, w czasie rozpadu Jugosławii, propozycja z jednej strony konfliktu była zwykle przedstawiana jako istotne zagrożenie dla własnej grupy. Co za tym idzie, ten etap konfliktu oznacza jego eskalację.

Bałkany są zależne od pomocy zagranicznej.

Jednakże w obecnej sytuacji na Bałkanach Zachodnich istnieje wiele czynników ekonomicznych, które wskazują na desekurytyzację relacji między zwaśnionymi stronami. To znaczy, że kwestie tracą znamiona sporu „istotnego” i są „zdegradowane” do „normalnego” politycznego poziomu. W Bośni i Hercegowinie żaden z konkurencyjnych podmiotów, ani Federacja BiH, ani Republika Serbska nie eksploatują jedno drugiego, ponieważ pozostają one oddzielnymi gospodarkami zależnych głównie od pomocy zewnętrznej. Podobnie jest w relacji między Serbią a Kosowem. Brak oficjalnych kontaktów między dwoma podmiotami wyklucza (ponowne) ustanowienie silniejszych powiązań gospodarczych, a zatem także ekonomicznej eksploatacji.

W Macedonii konflikt polityczny pomiędzy partią rządzącą i opozycyjną przytępił nawet napięcia etniczne pomiędzy macedońskimi Słowianami i etnicznymi Albańczykami. W tym przypadku, słabe na ogół wyniki gospodarcze odzwierciedlają wysoki poziom korupcji i błędną alokację środków publicznych, a nie eksploatację jednej strony przez drugą. Zwolennicy partii rządzącej „radzą sobie” lepiej, niż robi to opozycja, więc istnieją różnice w dostępie do zatrudnienia, itd. Byłoby jednak przesadą mówić o eksploatacji.

Żaden z krajów nie skarży się na deficyt zasobów naturalnych (z wyjątkiem oczywiście gazu i ropy naftowej, oczywiście, ale te, tak czy siak nie są dostępne nigdzie w pobliżu). W rzeczywistości, słabe wyniki gospodarcze krajów zaangażowanych w spory spowodowało drastyczne zmniejszenie popytu na te towary. W regionie nie ma więc sytuacji, w którym jeden kraj pragnie konkretnych surowców, które są kontrolowane przez drugą stronę. Nie ma także możliwości konfliktu o dostęp do gazu, ropy lub wody. W rzeczywistości, cały region jest bogaty w surowce niestrategicznych (np. węgiel, cynk, miedź, itp.). Brak popytu, przestarzałe technologie i zmiany na rynkach światowych nie pozwalają jednak na ich wydobycie, zastosowanie i sprzedaż w skali i w sposób, które umożliwiłyby rozwój całej gospodarki.

Czynniki ekonomiczne wskazują w rzeczywistości na coś więcej – na odpolitycznienie, tj. dalszą deeskalację konfliktów. W praktyce oznacza to, że różnice między przeciwnikami nie są już przedmiotem debaty politycznej na wysokim szczeblu, często nacechowanej emocjami, a co za tym idzie – z łatwością prowadzącej do eskalacji konfliktu.

Bałkany są zależne od pomocy zagranicznej. Najbardziej podporządkowana w tym sensie jest Bośnia i Hercegowina oraz Kosowo, otrzymujące bezpośrednio znaczną pomoc finansową, głównie z krajów zachodnich i instytucji, takich jak Unia Europejska czy Bank Światowy. Macedonia i Serbia zależą od UE pośrednio. Jednak wpływ innych graczy, takich jak USA, Rosja, Turcja, Chiny czy kraje arabskie pozostawia tym dwóm państwom pole manewru – mogą starać się balansować pomiędzy wielkimi mocarstwami i wykorzystać spory i różnice między nimi.

Złe wieści

Istnieją jednak czynniki, które wskazują na coś odwrotnego – na to, że stabilność na Bałkanach ma perspektywę negatywną. Gospodarcza sytuacja w państwach regionu jest zła lub bardzo zła. Jak donosi Balkan Economic Forum globalny kryzys finansowy uderzył w region podwójnie.

Po pierwsze spowodował podniesienie poziomu długu publicznego.

Po drugie doprowadził do spadku popytu na eksportowane na rynki europejskie produktów i surowców, obniżenia poziomu bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz przekazów finansowych, którymi są zarobki i oszczędności wysyłane przez bałkańskich emigrantów mieszkających za granicą i które stanowią istotną i cenną część wymiany walut obcych.

Nawet Chorwacja, która wstąpiła do Unii Europejskiej wciąż stoi przed poważnymi wyzwaniami gospodarczymi oraz rosnącym niezadowoleniem społecznym wobec rządu i polityki gospodarczej.

Kraje bałkańskie nie znalazły jeszcze sposobu na rozwój gospodarczy i postępujący równolegle rozwój społeczny.

Różnice w dochodach i sytuacji społeczno-gospodarczej będą oznaczać, że elity są bardziej skłonne do eskalacji konfliktu bez względu na straty w „materiale ludzkim”.

Chociaż tendencje gospodarcze zmieniają się, kraje bałkańskie nie znalazły jeszcze sposobu na rozwój gospodarczy i postępujący równolegle rozwój społeczny. Oznacza to, że pomimo zaangażowania Unii Europejskiej, która dąży do stabilizacji swojego bezpośredniego sąsiedztwa, sytuacja jest na tyle zła, że wiele kwestii staje się przedmiotem upolitycznienia. Problemy wykorzystywane są przez państwowe elity do osiągnięcia swojej własnej korzyści, niekoniecznie w sposób konstruktywny dla ich rozwiązania.

Co ważniejsze, we wszystkich przypadkach, choć w różnym stopniu, rośnie przepaść między szeroko pojętą klasą rządzącą i posiadającą, a reszta populacji. Wysokie bezrobocie i niskie płace są łatwo wykorzystywane jako broń przeciwko elitom drugiej grupy. Te różnice w dochodach i sytuacji społeczno-gospodarczej będą również oznaczać, że elity są bardziej skłonne do eskalacji konfliktu bez względu na straty w „materiale ludzkim”.

Dalsza eskalacja

Dodając do tego obrazu inne, nieekonomiczne czynniki, możemy wyciągnąć wniosek, że sytuacja w regionie jest stabilna, jednakże z negatywną perspektywą.

Prawie wszystkie strony konfliktów oczekują i otrzymują wsparcie zewnętrzne, choć bez wyraźnych podziałów pomiędzy donatorami. Na przykład Bośniacy są wspierani przez niektóre państwa arabskie i Turcję, ale także przez niektóre z najsilniejszych państw członkowskich UE. Rosja tradycyjnie wspiera Serbów. Ankara, poza Bośnią, ma swoje wpływy w Macedonii. Stany Zjednoczone są bardzo wpływowe wśród przywódców albańskich. Oznacza to, że lokalne elity czują się bardziej pewne siebie, ale również, że wszelkie zawirowania między wielkimi mocarstwami zwiększają na Bałkanach napięcia w formie kreowania lub podsycania istniejących konfliktów zastępczych. Rosja na przykład postrzega konflikty w regionie, jako okazję do osłabienia UE i NATO. Innymi słowy, stosunki międzynarodowe nie zachęcają do zbliżenia między stronami.

Sytuacja w regionie jest stabilna, jednakże z negatywną perspektywą.

Lista czynników zwiększających potencjał konfliktu jest dłuższa. Historyczny dyskurs dotyczący stosunków między frakcjami zdominowany jest przez konflikty polityczne i wrogość. Często towarzyszy mu spór stawiając pod znakiem zapytania tożsamość narodową jednej ze stron konfliktu, jak również „historyczne” pytanie – kto jako pierwszy zamieszkiwał ziemie będące przedmiotem sporu?

Ponieważ idea państwowości lub narodowości bywa kwestionowana wybory parlamentarne i prezydenckie często wygrywają partie proponujące bardziej radykalne rozwiązania istniejących problemów, co oczywiście oznacza ich upolitycznienie. Jeśli tego nie zrobią, nowe elity rządzące oskarżone będą przez opozycję o zbyt uległe stanowisko wobec przeciwnika. Następujące porozumienie pomiędzy wrogimi stronami jest tylko częściowe i nie rozwiązuje istoty problemu.

Kwestia narodowości lub państwowość ogranicza również swobodę ruchu negocjatorów. Na przykład Bułgarzy uznali Macedończyków za (oddzielny) naród „tylko” w kategoriach politycznych – akceptują macedoński wybór koniecznością budowania odrębnego państwa i tożsamości politycznej, ale jednocześnie twierdzą, że kulturowo Macedończycy to tak naprawdę Bułgarzy. Kompromis został znaleziony, chociaż dla Macedończyków jest on jeszcze daleki od zadowalającego.

Konkluzje

Biorąc pod uwagę, że czynniki ekonomiczne „wstrzymują” konflikty na poziomie upolitycznienia ważne jest, aby podkreślić ich znaczenie.

Środowisko międzynarodowe w czasach nowej zimnej wojny będzie prawdopodobnie wpływać na tworzenie nowych wojen i konfliktów zastępczych. Dodając do tego powszechne upolitycznienie podziałów etnicznych, możemy spodziewać się rosnącej liczby trudnych kwestii eskalujących napięcia. W takich okolicznościach, stabilna gospodarka może stabilizować to, co jest niestabilne politycznie. Niestabilna przeciwnie – może zburzyć osiągnięte porozumienia.

Unia Europejska, w tym główni europejscy aktorzy, muszą wspierać te kraje w wychodzeniu na prostą. Klasyczne układy stowarzyszeniowe i handlowe nie są wystarczające, a czasami ich efekt jest odwrotny do zamierzonego.

 

Dr Jan Muś jest analitykiem w Zakładzie Badań Nad Konfliktami w Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie.

Dzisiejsza publikacja rozpoczyna stały cykl Zakładu w Obserwatorze Finansowym. Będziemy na bieżąco reagować na wydarzenia zachodzące na świecie.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test