Statystykami patentów można wykazać dowolne tezy

27.10.2015
Na tle państw wysoko rozwiniętych udział polskiego sektora naukowego w liczbie zgłaszanych wynalazków jest wysoki – ponad 40-proc. Ciągle niewiele z tych rozwiązań trafia jednak do przemysłu, bo na Zachodzie to przemysł inicjuje prace B+R. Jakość patentów to zupełnie odrębny temat – rozmowa z Alicją Adamczak, prezes Urzędu Patentowego oraz prof. Aurelią Nowicką z UAM.

(CC By Torch Magazine)


ObserwatorFinansowy.pl: Liczba patentów i zgłoszeń patentowych jest dość powszechnie uznawana za jedną z najtrafniejszych miar innowacyjności. Czy rzeczywiście te liczby mówią nam coś o innowacyjności państw?

Prof. Aurelia Nowicka, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu: Ja sama posługuję się tymi liczbami. Na przykład, porównanie patentów udzielanych na rzecz podmiotów z Polski i Niemiec ukazuje ogromną dysproporcję i traktuję te liczby wyłącznie jako potwierdzenie różnic w innowacyjności tych państw, ale to nie jest dowód sam w sobie. W ubiegłym roku Europejski Urząd Patentowy udzielił polskim podmiotom 108 patentów, a niemieckim ponad 13 tys. Tak wielka dysproporcja o czymś jednak świadczy, ale z porównania tych liczb wynika bardzo ogólny wniosek, że jeśli gospodarka jest innowacyjna, to liczba zgłoszeń patentowych i patentów jest duża, a jeśli mało innowacyjna, wówczas jest ich niewiele. Ogólnie przypisywanie decydującego znaczenia liczbie patentów nie jest uzasadnione.

Dr Alicja Adamczak, prezes Urzędu Patentowego RP: Zwróciłabym uwagę na jeszcze jeden aspekt. Biorąc pod uwagę dane Światowej Organizacji Własności Intelektualnej (WIPO World Intellectual Property Organization – przyp. red.) na 188 państw członkowskich Polska jest na 17 miejscu jeśli chodzi o liczbę zgłoszeń wynalazków i wzorów użytkowych, a na 15 miejscu jeśli chodzi o liczbę udzielanych praw wyłącznych. Mogłoby się więc wydawać, że jesteśmy na świetnej pozycji. Ale już w przeliczeniu na liczbę mieszkańców to ten efekt nie jest zadowalający. Danymi statystycznymi można uzasadnić wiele różnych tez.

Powinniśmy chyba jeszcze dodać, że w wielu wypadkach jeden patent może mieć wielokrotnie większą wagę niż dziesiątki, czy nawet setki innych.

AN: Jakość patentów to zupełnie odrębny temat. Nie liczy się sam patent, czyli uzyskanie wyłączności w formie dokumentu, ale to co się z nim później dzieje. Można uzyskać patent i powiesić go na ścianie lub schować do szuflady, albo wdrożyć go w gospodarce i uzyskiwać ogromne efekty.

AA: To jest również kwestia rodzaju rozwiązania i skali możliwej komercjalizacji. Bywają znakomite patenty, które mają jednostkowe, ograniczone zastosowanie, a czasem może być ono powszechne. Jakość patentów jest oczywiście bardzo ważna dla podjęcia decyzji o ich komercjalizacji i skali wdrożenia. Warto podkreślić też, że gigantyczną wartość miewają pojedyncze patenty wyznaczające pewne standardy, którym podporządkowują się całe branże.

Czy niektóre państwa mogą zachęcać do uzyskiwania patentów po to, żeby w ten sposób poprawić swoją pozycję w rankingach innowacyjności?

AA: Nie powiedziałabym, że odzwierciedla to politykę państw, ale niektóre podmioty starają się mieć jak największe portfolio patentowe, bo uznają, że zapewnia im to większy prestiż, a gdy miałoby dojść do przejęcia lub sprzedaży takiej firmy, wówczas jej wycena może być wyższa, mimo tego, że same te patenty nie mają znaczącej wartości, bądź nawet żadnej wartości. Gromadzenie wielkiej liczby patentów może odgrywać rolę w wojnach patentowych. Jeśli dwie firmy spierają się w sądzie o naruszenie patentów na przykład w telefonie komórkowym (a jedno takie urządzenie może zawierać w sobie setki, a nawet tysiące patentów), to w takiej sytuacji liczba patentów może determinować warunki ugody między stronami.

AN: Zdobywanie jak największej liczby patentów może również wynikać z dążenia firm do zablokowania konkurencji. Sprowadzając rzecz do skrajnego przypadku, gdyby ktoś uzyskał patent na koło, mógłby skutecznie zablokować rozwój konkurentów. Patent staje się straszakiem konkurencyjnym. Daje asumpt na przykład do pozwów przeciw konkurentom lub choćby wysłania do innych firm zapowiedzi pozwu. Tendencja do uzyskiwania jak największej liczby patentów jest wyraźnie widoczna. Siłą rzeczy wiele z nich to patenty „papierowe”. Przypuszczam, że część z nich może być uzyskiwana przez ośrodki naukowe, które składają wnioski, żeby dobrze wypaść w różnych rankingach.

Liczba zgłoszeń składanych przez polskie podmioty do Europejskiego Urzędu Patentowego – w ubiegłym roku było ich ponad 470 – była znacznie większa niż w 2013 roku. Jak możemy to zinterpretować? Czy możemy zakładać na tej podstawie, że Polska staje się krajem coraz bardziej innowacyjnym?

AN: To zależy od rodzaju wynalazków i dziedzin, których dotyczą zgłoszenia. Jeżeli są to wynalazki mające szanse na wdrożenie, to ten przyrost, trwający już kilka lat, powinien nastrajać optymistycznie, ale jeśli są to zgłoszenia wynikające tylko z tego, że są akurat dostępne środki na uzyskanie patentu europejskiego, wówczas efektem tego zjawiska będzie jedynie pośrednie dotowanie Europejskiego Urzędu Patentowego. Dodam jeszcze, że wspomnianą liczbę 475 europejskich zgłoszeń patentowych dokonanych w 2014 r. przez podmioty polskie warto zestawić z danymi dotyczącymi podmiotów, które w tym samym roku dokonały największej liczby takich zgłoszeń; na przykład Samsung dokonał ich 2541, Philips – 2317, Siemens – 2133, a Nokia – 1040.

Jakie refleksje nasuwają się po analizie wniosków składanych do Europejskiego Urzędu Patentowego?

AA: Wielokrotnie uczestniczyłam w posiedzeniach komisji programu Patent Plus w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, która rozpatrywała wnioski o dofinansowanie zgłoszeń patentowych. Każdy z nich był dobrze uzasadniony, ale żeby móc bardzo wnikliwie ocenić perspektywy rynkowe tych wynalazków, należałoby zatrudnić do tego grupy wysokiej klasy ekspertów. Wiele wniosków zawierało również listy intencyjne od firm, z których wynikało, że istnieją możliwości wdrożenia tych rozwiązań.

Jak w takim razie powinniśmy zinterpretować dane o wnioskach patentowych składanych w polskim urzędzie w latach 2013 i 2014? Tych jest z kolei mniej niż w latach poprzedzających.

AA: To nie są duże spadki, gdyż nie przekraczają one 10 proc. i nie powinniśmy na tej podstawie wnioskować, że będzie to skutkować obniżeniem innowacyjności naszej gospodarki.  Zwróciłabym uwagę, że w okresie światowego kryzysu Polska była jedynym krajem w Europie, w którym nie doszło do spadku liczby zgłoszeń. Przeciwnie, ich liczba rosła. Spadek ostatnich dwóch lat może wynikać na przykład z tego, że niektórzy naukowcy wstrzymywali się z wnioskami patentowymi, gdyż czekali na nową ustawę, która miała uwłaszczyć naukowców wynalazców, żeby przejąć prawa do rozwiązań tworzonych z ich udziałem. Spadek może też wynikać z faktu, iż coraz częściej nasi naukowcy uczestniczą w działalności badawczo-rozwojowej finansowej ze źródeł zagranicznych. Wynalazki powstałe w jej wyniku zgłaszane są na rzecz podmiotu finansującego, bo to on decyduje, do kogo będą należały prawa do tak powstałych rozwiązań. Z punktu widzenia interesu gospodarczego naszego kraju, sytuacja ta nie jest dla nas korzystna, chociaż pozytywnym zjawiskiem jest udział polskich naukowców, specjalistów w międzynarodowej działalności badawczej.

W Polsce przetoczyła się niedawno dyskusja o tym, kto powinien mieć decydujący głos w sprawie patentowania wynalazku, gdy wynalazek jest dziełem naukowca, ale powstał on dzięki infrastrukturze placówki naukowej. Jaki kształt przyjęły ostatecznie zmiany i jakie mogą być ich skutki?

AN: Chodzi o dyskusję na temat tzw. uwłaszczenia naukowców. Ostatecznie zmiany wprowadzone w Prawie o szkolnictwie wyższym i w ustawie o Polskiej Akademii Nauk przybrały kształt kompromisowy, przy czym kompromisu tego nie sposób ocenić pozytywnie. W ubiegłym roku, kiedy trwały prace legislacyjne nad tymi zmianami, środowisko naukowe zajmujące się prawem własności intelektualnej poddało je zdecydowanej krytyce i – wykazując ich negatywne konsekwencje – skierowało listy otwarte do Prezesa Rady Ministrów i Marszałka Sejmu z apelem o wycofanie się z tych zmian.  Niestety, stanowisko to nie zostało uwzględnione.

Jak wspomniałam, uchwalony kompromis oceniam negatywnie, m.in. ze względu na ryzyko „przechwytywania” rozwiązań powstałych w publicznych jednostkach naukowych przez grupy pośredników, także zagranicznych, z uszczerbkiem dla naszej gospodarki, a także ze względu na nierówność traktowania – z jednej strony pracowników jednostek naukowych, których te zmiany dotyczą, i – z drugiej strony – pozostałych pracowników. Odrębną sprawą jest chaos, do jakiego mogą prowadzić omawiane zmiany ustawodawcze zarówno w samych jednostkach naukowych, jak i w ich współpracy z gospodarką.

Jakie są w tej materii doświadczenia innych państw? Czy prawa do składania wniosków przysługują głównie naukowcom, czy też zatrudniającym ich ośrodkom naukowo-badawczym?

AN: W zdecydowanej większości państw obowiązują zasady, że prawa własności intelektualnej do dóbr stworzonych przez naukowców w ramach stosunku pracy przysługują pracodawcom. Niekiedy wręcz, zwłaszcza jeśli pracodawca jest instytucją publiczną, finansowaną ze środków publicznych, prawa te przysługują państwu. W kilku zagranicznych ustawodawstwach stosowano rozwiązania przyznające te prawa naukowcom (tzw. przywilej profesorski), jednakże później wycofano się z tych rozwiązań (np. Stany Zjednoczone, RFN, Austria, Dania, Norwegia czy Finlandia). W Unii Europejskiej „przywilej profesorski” obowiązuje we Włoszech i Szwecji.

Wiele krajów, w tym również niektóre z naszego regionu, stosuje narzędzia zwane patent box – zachęty fiskalne, do księgowania przychodów i zysków z wynalazków w miejscu ich wytworzenia. Czy Polska również powinna je wprowadzić?

AA: Zachęty fiskalne jako takie powinniśmy zawsze pozytywnie opiniować, jednakże często potrzeba tutaj szerszego spojrzenia na dochody budżetu państwa. Zachęty fiskalne dotyczące praw własności intelektualnej są coraz bardziej rozbudowywane w systemach podatkowych krajów UE. Warto odnotować także nowelizacje Ustawy o rachunkowości, które udostępniły w Polsce możliwości wnoszenia aportem do spółek wszystkich wartości niematerialnych i prawnych. Niezależnie w Polsce mamy wiele narzędzi sprzyjających przedsiębiorcom, którzy opierają przewagę konkurencyjną swoich firm na własności intelektualnej. Chociażby przy tzw. kredycie technologicznym prawa wyłączne stanowią jedno z podstawowych kryteriów. Na pewno w najbliższym czasie ważną kwestią będą szeroko rozumiane ulgi z tytułu wynalazczości, choć są one w zasadzie dostępne w dużej mierze przy także intensywnie rozbudowywanych ostatnio ulgach na rzecz prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej. Udowodnienie takiej działalności w znacznej mierze opiera się nie tylko na wykazaniu stworzenia innowacji, ale przede wszystkim na posiadaniu praw wyłącznych.

Być może warto byłoby podjąć prace legislacyjne nad komplementarną ulgą, związaną bezpośrednio z komercjalizacją wyników prac B+R, które uzyskały w Polsce ochronę patentową lub prawo ochronne na wzór użytkowy, gdyż patenty i prawa ochronne są w praktyce gospodarczej jedynymi, uznanymi na całym świecie, miernikami potencjału innowacyjnego myśli technicznej. Takiej uldze podlegałyby przychody osiągnięte z komercjalizowanych, chronionych rozwiązań. Podobne rozwiązania są znane pod nazwą „Patent Box” i stosowane w różnym zakresie przez kilka państw UE (Belgia, Francja, Hiszpania, Holandia, Luksemburg, Węgry, Wlk. Brytania).

Ulga typu „Patent Box”, stanowiłaby całościowy system zachęt podatkowych dla polskich przedsiębiorstw komercjalizujących rozwiązania techniczne. Wprowadzenie ulgi tego typu przyczyniłoby się do zwiększenia zainteresowania uzyskiwaniem przez innowatorów praw wyłącznych, stanowiłoby również czynnik stymulujący powstanie rynku obrotu prawami wyłącznymi (taki rynek w Polsce obecnie praktycznie nie istnieje).

Ponadto preferencje podatkowe typu „Patent Box” mogłyby przyczynić się do wzrostu zainteresowania tworzeniem krajowych rozwiązań oraz lokowaniem w Polsce centrów B+R przez międzynarodowe korporacje. Efekt taki przyczyniłby się do wzrostu zapotrzebowania na wysoko wykwalifikowaną kadrę do prowadzenia prac badawczych, czego skutkiem byłby znaczący wzrost innowacyjności i konkurencyjności polskich pracowników i przedsiębiorców, oraz całej gospodarki.

Propozycja wprowadzenia ulgi podatkowej przyczyniłaby się do wytworzenia w Polsce „masy krytycznej” proinnowacyjnych warunków, niezbędnej do wyzwolenia procesów napędzających rozwój gospodarki w kierunku innowacyjnym. Mając świadomość, że instrumenty w postaci ulg podatkowych należy stosować z wielką ostrożnością, proponuję, żeby elementem procesu legislacyjnego było przeprowadzenie stosownych badań makro- i mikroekonomicznych oraz cykl konsultacji z zainteresowanymi środowiskami. Urząd Patentowy RP byłby w ramach swoich możliwości i kompetencji pomocny w pracach zmierzających do stworzenia i wdrożenia tego rozwiązania.

Udział placówek naukowych w Polsce w liczbie składanych wniosków patentowych w Polsce w ostatnich latach sukcesywnie rośnie i jest on znacznie większy niż w krajach Europy Zachodniej. Jak możemy zinterpretować taką tendencję?

AA: Faktycznie, na tle państw wysoko rozwiniętych udział polskiego sektora naukowego w liczbie zgłaszanych wynalazków jest wysoki – ponad czterdziestoprocentowy. Niestety, ciągle niewiele z tych rozwiązań trafia do przemysłu. Różnica, o którą Pan pyta, wynika przede wszystkim z tego, że na Zachodzie to przemysł inicjuje prace B+R i bardzo często zleca ich przeprowadzenie uczelniom bądź instytutom badawczo-rozwojowym. W takiej relacji prawa do uzyskania patentu na efekt tych prac z reguły przypadają podmiotowi zamawiającemu i finansującemu badania, zaś uczelnia lub instytut, obok korzyści finansowych, rozbudowuje i wzbogaca swój potencjał badawczy. Ze względu na to, że współpraca polskiego przemysłu z nauką jest nadal mało efektywna, to uczelnie dokonują zgłoszeń patentowych licząc, że będą one stanowić ofertę i zachętę dla przemysłu. Jednak często występujący brak powiązania tych rozwiązań z rynkiem i rozwiązywaniem konkretnych problemów przemysłu nie służy innowacyjności i w moim przekonaniu jest to właśnie jeden z powodów tych dysproporcji.

Jednocześnie nadal zgłaszają one bardzo mało wniosków do Europejskiego Urzędu Patentowego. Skąd ta rozbieżność?

AA: O ile dokonanie zgłoszenia patentowego w Urzędzie Patentowym RP jest stosunkowo tanie, to wydatki związane ze zgłoszeniami międzynarodowymi, w tym do Europejskiego Urzędu Patentowego, stanowią już znaczące koszty. Oczywistym jest, że uczelnia nie ma potencjału do wdrażania zgłaszanych rozwiązań, nie leży to w obszarze kompetencji naukowców czy samej uczelni. Stąd też, bez efektywnej współpracy z partnerem biznesowym, uczelnia lub inna jednostka naukowa nie będzie z reguły chciała ponosić takich kosztów, nie mając wyraźnych widoków na ich zwrot z takiej inwestycji.

Co możemy wywnioskować z tego, że w Polsce w porównaniu z innymi krajami bardzo mały jest z kolei udział firm w składanych wnioskach patentowych?

AA: Przede wszystkim to, że nadal niewiele polskich firm postrzega patenty jako narzędzia służące podnoszeniu ich pozycji konkurencyjnej na rynku. Z pewnością patentowanie nie jest jedyną opcją rozwoju dla firm technologicznych, tym niemniej zmieniające się warunki zewnętrzne, a mam na myśli m.in. lawinowy wzrost aktywności patentowej na świecie w ostatnich dwóch dekadach, zmusza do refleksji. Może się bowiem wkrótce okazać, że nieposiadanie własnych patentów i innych praw wyłącznych znacząco utrudni, a nawet uniemożliwi funkcjonowanie nie tylko na rynku globalnym, ale nawet na rynkach lokalnych.

Jaki jest obecnie los jednolitego patentu europejskiego? W Polsce jak dotąd chyba większość ekspertów była przeciwna temu rozwiązaniu. Dlaczego?

AN: System patentu europejskiego o jednolitym skutku ciągle jeszcze nie funkcjonuje. Wprawdzie pod koniec 2012 r. w Unii Europejskiej przyjęto główne akty prawne tworzące podwaliny dla takiego systemu, jednakże rozpoczęcie stosowania tych aktów jest uzależnione od wejścia w życie porozumienia o Jednolitym Sądzie Patentowym. Z kolei warunkiem koniecznym wejścia w życie tej umowy międzynarodowej jest wcześniejsze ratyfikowanie jej przez 13 państw członkowskich UE, przy czym w gronie tym muszą się znaleźć Niemcy, Francja i Wielka Brytania. Dotychczas ratyfikacji dokonało 8 państw, w tym Francja.

Trwają też prace związane z utworzeniem struktur i opracowaniem zasad funkcjonowania przyszłego Jednolitego Sądu Patentowego. Jak można przypuszczać, uzyskiwanie jednolitych patentów będzie mogło się rozpocząć w 2017 r. Oczywiście, wszystkie argumenty przemawiające przeciwko obowiązywaniu w Polsce tych patentów zachowują pełną aktualność, a nawet – wraz z powstawaniem kolejnych szczegółowych regulacji (np. dotyczących kosztów i opłat) – uzyskują jeszcze silniejsze uzasadnienie.

W jakich warunkach przystąpienie do jednolitego patentu europejskiego mogłoby być korzystne dla Polski?

AN: Na to pytanie można odpowiedzieć krótko: przystąpienie Polski byłoby korzystne w sytuacji, w której stan innowacyjności naszej gospodarki znacząco się poprawi i osiągnie poziom porównywalny z wiodącymi w tym zakresie państwami Unii Europejskiej. Warto może dodać, że nie sprzeciwiamy się samej idei ujednolicenia ochrony patentowej, a tylko rozwiązaniom w takim kształcie, w jakim je ostatecznie przyjęto, nie uwzględniając w należytym stopniu interesów polskich przedsiębiorców i naszej gospodarki.

AA: W pełni podzielam przedstawione tu stanowisko.

Rozmawiał Artur Burak

Alicja Adamczak – prezes Urzędu Patentowego RP od lipca 2002 roku. Doktor prawa, radca prawny i rzecznik patentowy. Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Prowadzi działalność naukową na Politechnice Świętokrzyskiej.

Aurelia Nowicka – profesor nauk prawnych. Kierownik Katedry Prawa Europejskiego na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Autorka ponad 150 publikacji naukowych. W badaniach skupia się na prawie własności intelektualnej a także prawie UE.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test