Stiglitz: Na surowcach zarabia ten kto ma dobre umowy

25.08.2012
Nowe odkrycia złóż surowców naturalnych w kilku krajach afrykańskich - w tym w Ghanie, Ugandzie, Tanzanii i Mozambiku - prowadzą do istotnego pytania. Czy ten uśmiech szczęścia okaże się dobrodziejstwem, które przyniesie tym krajom prosperity i nadzieję, czy też, politycznym i ekonomicznym przekleństwem, jak to zdarzyło się w tylu innych państwach?

Kopalnia odkrywkowa na Filipinach (CC BY-NC-ND Storm Crypt)


Okazuje się, że kraje bogate w surowce osiągają przeciętnie gorsze wyniki niż kraje, które surowców nie mają. Ich tempo wzrostu jest wolniejsze, a skala nierówności – większa, choć można się było spodziewać, że będzie akurat na odwrót. Przecież obłożenie wydobycia surowców naturalnych wysokimi stawkami podatkowymi nie powoduje zniknięcia tych złóż. A państwa, dla których są one głównych źródłem przychodów, mogą je wykorzystać do finansowania edukacji, ochrony zdrowia, rozwoju oraz w celach redystrybucji.

Wyjaśnianiem tego „przekleństwa zasobów” zajmuje się obszerna już literatura z zakresu nauk ekonomicznych i politycznych, a społeczeństwo obywatelskie tworzy organizacje (jak choćby Revenue Watch i Extractive Industries Transparency Initiative), które próbują mu przeciwdziałać.

Dobrze znane są trzy gospodarcze aspekty tego przekleństwa:

Po pierwsze – kraje obfitujące w surowce mają zwykle silne waluty, co tłumi eksport innych gałęzi;

Po drugie – wydobycie surowców kreuje niewielką tylko liczbę miejsc pracy, więc bezrobocie rośnie;

Po trzecie – duża zmienność cen surowców powoduje niestabilność wzrostu kraju, a pogłębiają ją międzynarodowe banki, które pędzą z kredytami, gdy ceny rosną, ale uciekają – gdy spadają. Potwierdza to odwieczną zasadę, że banki pożyczają tylko tym, którzy nie potrzebują ich pieniędzy.

Co więcej, kraje bogate w surowce nie realizują strategii trwałego wzrostu. Nie biorą pod uwagę faktu, że jeśli swojego bogactwa, pochodzącego z wydobycia surowców, nie zainwestują w sposób produktywny (i nie pod ziemią, a na powierzchni), to tak naprawdę będą coraz biedniejsze.

Nieprawidłowe funkcjonowanie życia politycznego dodatkowo pogłębia ten problem, gdyż spory o dostęp do renty surowcowej prowadzą do korupcji, a także powstawania niedemokratycznych rządów.

Istnieją dobrze znane sposoby rozwiązania każdego z tych problemów: niski kurs waluty, fundusz stabilizacyjny, rozważne inwestowanie dochodów ze sprzedaży surowców (także we własnych obywateli), zakaz zadłużania się oraz przejrzystość finansowa (żeby społeczeństwo przynajmniej wiedziało, skąd się biorą pieniądze i na co idą). Coraz częściej jednak uważa się, że te posunięcia, choć konieczne, nie są wystarczające. Nowo wzbogacone kraje muszą podjąć jeszcze kilka dodatkowych kroków, żeby zwiększyć szansę na to, że pojawi się „surowcowe błogosławieństwo”.

Przede wszystkim, władze powinny lepiej zadbać o to, żeby obywatele otrzymali pełną równowartość zasobów. Nieunikniony jest tu konflikt interesów między eksploatującymi złoża firmami (zwykle zagranicznymi) a krajami – gospodarzami. Firmy chcą minimalizacji ponoszonych opłat, druga strona — ich maksymalizacji. Sprzedaż licencji wydobywczych na dobrze przygotowanych, konkurencyjnych i przejrzystych aukcjach może przynieść krajowi większe wpływy niż interesy z wybrańcami, „po uważaniu”. Same umowy również powinny być przejrzyste i zawierać zapis, że jeśli ceny bardzo wzrosną – co zdarza się często – to korzyści z podwyżki trafią nie tylko do spółki wydobywczej.

Niestety, wiele państw podpisało już złe kontrakty, gwarantujące zagranicznym firmom prywatnym nieproporcjonalnie duży udział w zyskach z eksploatacji zasobów naturalnych. Na to jest jednak prosta odpowiedź: renegocjować, a jeśli to niemożliwe – wprowadzić podatek od nadzwyczajnych zysków.

Robią tak kraje na całym świecie. Spółki surowcowe będą oczywiście kontratakować, powołując się na świętość umów i grożąc wycofaniem się. Ale efekt takiego sporu jest zwykle inny. Uczciwie renegocjowana umowa może stanowić podstawę lepszych wzajemnych relacji w długim okresie.

Podjęta przez Botswanę renegocjacja kontraktów wydobywczych stworzyła podwaliny dla szybkiego wzrostu gospodarczego przez minione 40 lat. Umowy renegocjują nie tylko kraje rozwijające się, jak Boliwia i Wenezuela, ale również państwa rozwinięte, jak Izrael i Australia. Nawet Stany Zjednoczone wprowadziły zmiany i podatek od nadzwyczajnych zysków.

Co równie ważne, pieniądze z surowców muszą być przeznaczone na wspieranie rozwoju kraju. Dawne mocarstwa kolonialne traktowały Afrykę jak kopalnię, miejsce, z którego tylko wywozi się surowce. Niektórzy z nowych nabywców mają podobne podejście.

Infrastrukturę (drogi, koleje i porty) buduje się w jednym tylko celu: żeby wywieźć te surowce możliwie najtaniej, nie podejmując żadnych prób przetwarzania ich na miejscu – nie mówiąc już o rozwijaniu, bazującego na nich, lokalnego przemysłu.

Prawdziwy rozwój kraju wymaga tymczasem wykorzystywania wszelkich możliwych sprzężeń i powiązań, a więc:

– szkolenia miejscowych pracowników;

– tworzenia nowych małych i średnich firm, po to, by dostarczały materiały potrzebne kopalniom oraz koncernom wydobywającym ropę i gaz;

– rozwijania lokalnego przemysłu przetwórczego;

– włączenia branży wydobywczej w strukturę gospodarczą kraju.

Oczywiście, może się zdarzyć, że państwa te w wielu wymienionych dziedzinach nie będą osiągać korzyści komparatywnych. Niektórzy zaczną więc dowodzić, iż powinny się one trzymać tego, w czym są silne. Z tej perspektywy korzyść komparatywną dla tych krajów stanowić ma jedynie to, że inne kraje eksploatują ich zasoby.

To błędne podejście. Tak naprawdę liczy się dynamika korzyści komparatywnych, albo korzyści komparatywne w długim okresie, które można kształtować.

Czterdzieści lat temu Korea Południowa osiągała korzyści komparatywne z uprawy ryżu. Gdyby się tej swojej mocnej strony trzymała, nie stałaby się takim gigantem przemysłowym, jakim jest dziś. Może byłaby najbardziej wydajnym na świecie producentem ryżu, ale pozostałaby biedna.

Zagraniczne spółki będą się od Ghany, Ugandy, Tanzanii i Mozambiku domagać, aby szybko zawierać umowy na eksploatację surowców, ale kraje te mają wszelkie powody, żeby się nie spieszyć i postępować rozważnie. Zasoby naturalne nie znikną, a ceny surowców idą w górę. A kraje zdążą powołać instytucje, wprowadzić rozwiązania polityczne i przepisy, które zapewnią, że korzyści z wydobycia surowców trafią do wszystkich obywateli.

Zasoby naturalne powinny być błogosławieństwem, nie zaś przekleństwem. I mogą nim być, ale nie nastąpi samo z siebie to. I nie przyjdzie łatwo.

Joseph E. Stiglitz

Autor jest laureatem Nagrody Nobla z ekonomii, profesorem ekonomii w Columbia University.

©Project Syndicate, 2012

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test