Strefa euro pod własnym ciężarem

21.11.2017
Wzrost znaczenia handlu, inwestycje zagraniczne, przepływ siły roboczej wskazują, że strefa euro się integruje. Malejąca stopa wzrostu i rosnące różnice między krajami świadczą, że tak nie jest – uważa prof. Leon Podkaminer z Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Porównań Gospodarczych.

Prof. Leon Podkaminer (fot. WIIM)


Prof. Podkaminer, polski ekonomista od wielu lat pracujący w Wiedniu, przedstawił w czasie seminarium naukowego w NBP swój pogląd na temat perspektyw europejskiej integracji gospodarczej, w tym zwłaszcza w strefie euro. Jego diagnoza jest taka, że pomimo obecnej poprawy kondycji gospodarki w większości krajów i powstawania nowych instytucjonalnych rozwiązań, mających pomóc zapobiec przyszłym kryzysom, strefa euro ma wady konstrukcyjne trwale dzielące silną gospodarkę Niemiec i kilku krajów ościennych oraz gospodarcze peryferia, zwłaszcza południa Europy.

– Różnic tych nie da się wyrównać przy pomocy jednego instrumentu, jakim jest euro, bo jego stosowanie przynosi różne skutki w poszczególnych krajach. Ta sama wysokość stopy procentowej dla całej strefy euro powoduje, że utrwala ona deflację tam gdzie ona występuje, czyli w gospodarce niemieckiej. I podobnie utrwala inflację tam gdzie ona ma miejsce, czyli w krajach południa Europy – mówił prof. Podkaminer.

Prowadzi to do narastania oszczędności w gospodarce niemieckiej oraz długu i ostatecznie recesji (bo aby zmniejszyć dług trzeba wymuszać krajowe oszczędności) w gospodarkach Włoch, czy Hiszpanii, nie mówiąc o Grecji. Gospodarki te, co dotyczy zwłaszcza Włoch, zanim powstała strefa euro rozwijały się znacznie szybciej i były w stanie doganiać gospodarkę Niemiec. Proces ten został zamrożony przez wprowadzenie sztywnego (wewnętrznie) kursu euro.

Wśród przyczyn trwałej nierównowagi prof. Podkaminer wymienia zmieniony na początku lat 70. ubiegłego wieku paradygmat ekonomiczny polegający na odejściu od ściślejszych regulacji na rzecz systematycznej liberalizacji, monetaryzmu, ograniczania kosztów płac, dogmatów dotyczących deficytów i długów publicznych. Nastąpiło też odrodzenie merkantylizmu w nowej postaci „chomikowania” nadwyżek handlowych pozwalających rozszerzać wpływy gospodarcze. Jednym z ubocznych tego skutków jest spadek udziału płac w kosztach, co z kolei prowadzi do osłabiania inwestycji („po co inwestować, skoro nie ma nowych nabywców, bo oni mają mniej pieniędzy”) i do rosnących różnic społecznych między tymi, którzy żyją z pracy, a tymi, którzy żyją z rosnących zysków.

Dobrze na tym wychodzi gospodarka niemiecka, gorzej kraje południa Europy, co powiększa dysproporcje. W Niemczech – przyznawał prof. Podkaminer – nie ma jednak zbyt wielu chętnych do dyskusji, że euro stwarza strukturalny problem. Żywa jest wciąż trauma hiperinflacji z lat 20. ubiegłego wieku. Mocno zakorzeniona jest także w świadomości niemieckiego społeczeństwa potrzeba oszczędzania, a także dyscyplinowania pracy i płacy. W powszechnym też mniemaniu to Niemcy finansują lekkomyślnie zadłużające się kraje południa Europy, choć w rzeczywistości ukrycie subsydiują własną produkcję i eksport, bo dłużnicy kupują niemieckie wyroby. I to właściwie Europa pomaga rozwijać Niemcy.

Polska gospodarka na tym tle bliska jest gospodarce niemieckiej. Gdyby miało kiedykolwiek dojść do podziału strefy euro powstałyby dwa odrębne bloki: wielkiej gospodarki niemieckiej, rozumianej jako w pełni zintegrowanej z gospodarką Austrii i Holandii, oraz pozostałych krajów. Polska gospodarka, podobnie jak gospodarki pozostałych krajów Grupy Wyszehradzkiej, chociaż nawet nie należymy do strefy euro, znalazłaby się w ścisłym związku z gospodarką naszych zachodnich sąsiadów. Decyduje o tym wielka skala inwestycji niemieckich w Polsce i realnych powiązań gospodarczych między naszymi krajami.

Czy dojdzie do podziału strefy euro? Prof. Podkaminer nie chce tego przesądzać, koncentrując się na diagnozie i przyczynach narastania gospodarczych nierówności. Przedstawia kilka scenariuszy dalszego rozwoju sytuacji, ale wybór pozostawia pomiędzy „jakoś to będzie”, a mniejszą lub większą utopią, zakładającą ścisłą fiskalną i polityczną integrację europejską. Utopijność ta wynika z jego oceny, że w Europie trudno wyobrazić sobie – co jest możliwe np. wewnątrz USA – dofinansowywanie jednych regionów kosztem innych, czy wielkie migracje w poszukiwaniu pracy w innych krajach.

Pesymizm diagnozy prof. Podkaminera tonował w dyskusji, współpracujący zresztą z wiedeńskim ekonomistą, prof. Jerzy Osiatyński, członek Rady Polityki Pieniężnej. Prof. Osiatyński zwraca uwagę, że powoli zmienia się ortodoksyjne dotychczas stanowisko niemieckie w sprawie dalszego rozwoju nie tylko Niemiec, ale i Europy.

– W Niemczech na nowo rosną płace. Nie należy też przesadzać z rolą Niemiec w deficycie handlowym Włoch. Tam właściwie zawsze był deficyt – zauważa prof. Osiatyński.

W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie czy strefa euro faktycznie się rozpadnie bardzo ważny jest także aspekt praktyczny. Jak by to miało być przeprowadzone. Zwrócił na to uwagę Dobiesław Tymoczko, zastępca dyrektora Departamentu Stabilności Finansowej NBP:

– Już na samą wieść, że np. gospodarka Włoch miałaby opuścić strefę euro, sam rynek podniesie rentowność włoskich papierów dłużnych. Wzrośnie dług, który trzeba będzie spłacać w szybko drożejącym euro.

Z tego samego zresztą powodu także Grecja broniła się rękami i nogami przed opuszczeniem, czy wyrzuceniem ze strefy euro.

Wszystko to razem przemawia za tym, że pomimo pesymistycznej diagnozy najbardziej realnym scenariuszem dla euro jest pozostanie przy wyborze „jakoś to będzie”. Nie brzmi to jednak zbyt optymistycznie.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły