Szwedzki raj dla najbogatszych

24.01.2014
Amerykańska prasa ogłosiła koniec szwedzkiego państwa opiekuńczego po raz pierwszy 37 lat temu. Ono tymczasem ma się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Tajemnicą sukcesu są niskie podatki dla najbogatszych.

(CC By NC ND GudikFoto)


Jak pisze Peter H. Lindert w książce „Growing public: Social spending and the Economic Growth Since The Eighteens Century” („Rosnąca sfera publiczna: Wydatki socjalne a wzrost gospodarczy od XVIII w.”) śmierć szwedzkiego państwa opiekuńczego jest jednym z ulubionych tematów anglosaskiej prasy już od 1977 r. (pierwszy taki tekst opublikowano w „The Wall Street Journal”). Anglosaski krytycyzm stał się tak powszechny, że w 1990 r. ówczesny szwedzki premier Ingvar Carlsson wysłał do „The Washington Post” list, w którym napisał, że szwedzki model państwa nie potrzebuje żadnej naprawy.

Pałeczkę po Amerykanach przejął brytyjski tygodnik „The Economist”. W serii artykułów opublikowanych w latach 1990–1994 jego dziennikarze określali szwedzki model jako klęskę. Byli zgodni, że szwedzka gospodarka tonie z winy rozdętego państwa opiekuńczego, Szwedzi zaś mieli właśnie porzucić ten model rozwoju. Zarzucali, że wysokie podatki zdusiły motywację do pracy i tempo wzrostu gospodarczego zaczęło spadać. „Trudno jest osobie z innego kraju nie odczuwać lekkiej satysfakcji, patrząc na Szwecję. (…) Gospodarka tego kraju to ledwie cień dawnej potęgi” – pisali.

Brytyjczycy nie mogli też zrozumieć, dlaczego Szwedzi w 1994 r. znowu wynieśli do władzy Partię Socjaldemokratyczną. „Szwedom trudno jest zaakceptować spadek standardu życia, ale to właśnie czeka ich w ciągu następnej dekady” – ostrzegali.

Wysoko wśród najbogatszych

Jak podaje Bank Światowy, w 2012 r. Szwecja była 13. najbogatszym krajem świata (43,2 tys. dol. na obywatela według parytetu siły nabywczej). To prawie o 1/5 więcej niż Wielka Brytania (36,9 tys. dol.) czy Niemcy (40,9 tys. dol.), Francja (36,1 tys. dol.) czy Japonia (35,2 tys. dol.). PKB na obywatela Szwecji wynosi 86,2 proc. tego co w USA, podczas gdy w 1929 r. było to 56 proc. a w 1950 r. 70,4 proc. To oznacza, że od czasu wprowadzenia państwa opiekuńczego Szwecja zmniejszyła swój dystans w stosunku do Stanów Zjednoczonych, przy czym różnica w PKB nie oddaje różnic w przeciętnym standardzie życia, w szczególności w przypadku osób o niższych kwalifikacjach, ze względu na mniejsze zróżnicowanie w dochodach w Szwecji. Po transferach ze strony państwa współczynnik Giniego wynosi w tym kraju 0,253, podczas gdy w USA 0,369 (dla porównania: w Polsce jest on na poziomie 0,299). Z tego względu przeciętnemu Szwedowi żyje się lepiej niż przeciętnemu Amerykaninowi.

Skąd ten sukces?

Powstaje pytanie: dlaczego Szwecja tak szybko podnosi standard życia w swoim kraju, mimo że państwo zabiera obywatelom tak dużo pieniędzy w podatkach? Często twierdzi się, że to obniża wzrost gospodarczy. Otóż, jak twierdzi Peter H. Lidert, na tę tezę nie ma żadnych dowodów. W swojej książce przedstawia wyliczenia zależności między wzrostem PKB na obywatela a udziałem wydatków socjalnych w PKB za lata 1880–2000 na podstawie danych z 19 rozwiniętych krajów i ta korelacja wynosi 0. Wydatki socjalne nie mają żadnego wpływu na wzrost gospodarczy.

Nie mają dlatego, że systemy podatkowe krajów opiekuńczych, których najbardziej skrajnym przypadkiem jest Szwecja, są regresywne, tzn. bogatych opodatkowują proporcjonalnie do dochodu niżej niż biednych. Piszą o tym Monika Prasad i Yingying Deng z Northwestern University w pracy „Taxation and the worlds of welfare”(„Opodatkowanie i światy dobrobytu”). Z wyliczeń autorów wynika, że Szwecja ma najbardziej regresywny system podatkowy ze wszystkich krajów rozwiniętych (można na temat przeczytać także w książce „Regressive Taxation and The Welfare State” Junko Kato, w szczególności w rozdziale „Sweden: A Mature Welfare State with Regressive Taxation”). Obliczeń dokonano na postawie wszystkich podatków z wyjątkiem VAT, który ze swojej natury jest silnie regresywny, bo ludzie bogaci przeznaczają znacznie mniejszą część dochodu na konsumpcję niż biedni.

Potwierdzają to także dane OECD. Jak wynika z raportu „Growing Unequal?: Income Distribution and Poverty in OECD Countries” („Dystrybucja dochodu i ubóstwo w krajach OECD”), w przypadku podatku od dochodów osobistych na 10 proc. najbogatszych Szwedów przypada 26,6 proc. dochodów, a płacą oni 26,7 proc. podatków. W Stanach Zjednoczonych 10 proc. najbogatszych Amerykanów ma 33,5 proc. wszystkich dochodów, a płaci 45,1 proc. podatków.

Bogaci obywatele

Skonstruowanie systemu podatkowego tak, by był korzystny dla najbogatszych, było celową polityką szwedzkiej Partii Socjaldemokratycznej. Jej rząd rozumiał, że przedsiębiorcy potrzebują kapitału, by inwestować. W 1938 r. w Szwecji zreformowano podatki od firm tak, że zyskały największe firmy z branż, które wymagają dużych inwestycji kapitałowych. Wprowadzono ulgi podatkowe zachęcające do oszczędzania i inwestowania i mające na celu skoncentrowanie majątku w największych i najbardziej zyskownych korporacjach (np. w 1965 r. podatki od korporacji jako procent PKB były o połowę niższe niż w USA). To właśnie dzięki takiej polityce podatkowej Szwecja wydaje więcej na badania i rozwój (w 2011 r. 3,3 proc. PKB) niż USA (2,7 proc. PKB). Jest pod tym względem na czwartym miejscu na świecie, po Izraelu, Korei Południowej i Japonii.

Potwierdza to Peter H. Lindert. Pisze on, że w latach 80. XX w. w Szwecji efektywna stopa opodatkowania dochodu osobistego była negatywna dla najbogatszych Szwedów. Mogli odpisywać odsetki od kredytów od podatku, z tym że odpisywało się odsetki nominalne, a dochód można było obniżyć o wysokość inflacji; w efekcie bogaci Szwedzi brali dużo kredytów i nie płacili w ogóle podatku dochodowego albo nawet dostawali pieniądze z budżetu. Na przykład po rozliczeniu podatku dochodowego w 1982 r. okazało się, że państwo musiało wypłacić obywatelom równowartość 0,5 proc. PKB.

W tym kontekście nie dziwi, że na ostatniej liście najbogatszych ludzi świata magazynu „Forbes” jest więcej dolarowych miliarderów ze Szwecji (w stosunku do liczby ludności – 14 bogaczy na kraj z 9,6 mln ludności) niż z USA. W 2007 r. The Research Institute of Industrial Economics ze Sztokholmu opublikował raport w którym podawał, że w rękach 1 proc. najbogatszych Szwedów jest 32 proc. prywatnego bogactwa w kraju, a jeżeli uwzględni się Szwedów mieszkających za granicą (takich jak Ingvar Kamprad, założyciel IKEA, czy rodzina Rausing – założyciele firmy Tetra Pack), to nawet 40 proc. W USA ten odsetek wynosi 35 proc.

Koncentracji bogactwa w rękach szwedzkich przedsiębiorców sprzyjały także obowiązujące jeszcze do niedawna (zlikwidowano je dopiero na początku lat 90. XX w., przed wejściem Szwecji do UE) silne obostrzenia inwestycji zagranicznych (na zakup większego pakietu akcji szwedzkiej firmy trzeba było mieć zgodę władz) oraz system preferowanych akcji, który sprawiał, że szwedzcy przedsiębiorcy mogli posiadać nawet 1000 razy więcej głosów na zgromadzeniach akcjonariuszy, niż wynikałoby z liczby posiadanych przez nich akcji.

Te przepisy wprowadzili politycy Parti Socjaldemokratycznej po zwycięstwie wyborczym w 1932 r. i już w 1945 r. 31 z 50 największych firm w Szwecji kontrolowanych było przez 15 rodzin. Jeszcze kilka lat temu rodzina Wallenbergów, mając 2 proc. akcji ze sztokholmskiej giełdy papierów wartościowych, kontrolowała m.in. firmy ABB, Ericsson, Electrolux, Atlas Copco, SKF, AstraZeneca i Saab, których wartość stanowiła 45 proc. kapitalizacji parkietu.

W ostatnich latach szwedzki raj stał się jeszcze bardziej przyjazny dla bogaczy. Od 2005 r. nie ma w Szwecji podatku od spadków, a od 2007 r. podatku od majątku, który istnieje na przykład we Francji, Hiszpanii, Holandii, Norwegii czy w niektórych kantonach Szwajcarii.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test