Biznes, a nie konsumpcja, tworzy produkt krajowy

Mark Skousen nie jest wielką postacią amerykańskiej ekonomii, mało kto o nim słyszał, a jego uniwersytet Grantham University, który on-line kształci  studentów zaocznych, to nawet nie średniak. Mimo to jego wykład „Co tak naprawdę napędza gospodarkę: C (konsumpcja), G (rząd) czy I (inwestycje)?”,  w warszawskiej Szkole Głównej Handlowej okazał się całkiem ciekawy.
Biznes, a nie konsumpcja, tworzy produkt krajowy

Źródłem bogactwa jest wytwarzanie a nie konsumowanie (CC BY-NC-ND Toyota Material Handling EU)

Skousen zaczął od kluczowej tezy: dziennikarze, ekonomiści, a czasem nawet autorzy podręczników, uważają, że o wzroście gospodarczym decyduje konsumpcja, która odpowiada w krajach wysokorozwiniętych za 55-70 procent produktu krajowego brutto. To mit. Konsumpcja jest efektem, a nie przyczyną prosperity.

Najważniejszy jest biznes. Tylko oszczędności, inwestycje, przedsiębiorcy, nowe technologie i wynalazki, mogą zwiększyć produktywność i zyskowność firm napędzając wzrost gospodarczy. Tu Skousen zacytował noblistę Roberta Solowa  („technologia jest pierwszym czynnikiem wzrostu gospodarczego” i byłego szefa rady doradców ekonomicznych prezydenta Busha – Gregory Mankiwa („stopa oszczędności jest kluczową determinantą wzrostu”).

Zwrócił też uwagę na niedawny artykuł Daniela Thorntona z FED w St. Louis, w którym wykazał on, że wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych był najwyższy   w latach 1948-1975, gdy stopa oszczędności równocześnie wzrosła z 6 do 12,5 procent PKB. Trzeba bowiem rozróżniać długi i krótki horyzont. W długim wzrost gospodarczy i stopa oszczędności są ściśle i pozytywnie skorelowane. W krótkim może być tak, że wyższa stopa oszczędzania ogranicza wzrost. Może, ale nie musi!

Na danych amerykańskich Thornton policzył, że wyższa stopa oszczędności w danym kwartale podwyższa (a nie obniża!) wzrost w nim i w kilku następnych, tyle, że korelacja jest słaba. Co sugeruje, że krótkoterminowy negatywny efekt wzrostu stopy oszczędności jest mniejszy niż pozytywny skutek wyższych inwestycji. Tymczasem politycy, analitycy, dziennikarze płaczą, gdy popyt konsumpcyjny siada, bo ludzie oszczędzają i wzrost PKB będzie słabszy…

Tymczasem już od czasów Jean Baptiste Saya – tak, tak, tego od prawa Saya z początku XIX wieku – to podaż jest najpierw i podaż kreuje swój własny popyt. Nokia nie pytała opinii publicznej, czy chce telefonu komórkowego. Apple nie pytał o to, czy ludzie będą chcieli iPhone’a. Steve Jobs powiedział wprost: konsumenci nie wiedzą co chcą, dopóki im się tego nie powie. Zresztą, popatrzmy jak sami odpowiadamy na banalne pytanie „co chcesz na obiad”? – A co masz? Jednak jeżeli pytanie brzmi: „ spaghetti, czy kotlet?”, dokonujemy wyboru. A czy Seattle jest bogate – pytał dalej Skousen – bo rząd, czy konsumenci coś tam robią? Nie, jest bogatym miastem, bo tam powstały, mają siedzibę lub fabryki, Microsoft, Boeing, Starbucks.

Po czym przeszedł do stworzonej przez siebie idei GDE – Gross Domestic Expenditure jako całkowitej miary ekonomicznej aktywności w całym procesie wytwarzania. Każdy produkt powstaje w wyniku przejścia przez cztery kolejne etapy: od surowców przez produkcję, dystrybucję, do produktu finalnego. Produkt krajowy brutto (GDP) opisuje jedynie ostatni etap – finalną wartość produktów i usług (lub tylko wartość dodaną na każdym etapie) pomijając wszystkie transakcje (wydatki) pośrednie. To dlatego na PKB w USA składa się konsumpcja (70,4 proc.), a w znacznie mniejszym stopniu inwestycje (14,0 proc.) i wydatki rządowe (20,2 procenta). Do tego dochodzi jeszcze eksport netto (-4,6).

Tymczasem jak policzył Skousen, jeśli uwzględnić etapy pośrednie i wszystkie decyzje, jakie trzeba podjąć dotyczące zgromadzenia kapitału, czy niezbędnych wydatków na surowce, płace, części itp., całkowite wydatki biznesu, czyli inwestycje I  plus wydatki pośrednie IE, dają w sumie 62,8 proc. GDE, wydatki konsumentów już tylko 30,5 proc., rządowe zaledwie 8,7 proc., a eksport netto minus 2,0. Owszem, GDE liczy wartość podwójnie, nawet potrójnie, ale ten wskaźnik nie ma zastąpić PKB, tylko pokazać, kto jest ważny w rozwoju gospodarczym.

I znacznie lepiej opisuje gospodarkę. Na przykład na indeks koniunktury amerykańskiej Conference Board składa się 10 wskaźników. Tylko jeden – indeks zaufania (optymizmu) konsumentów zależy od konsumpcji (podobnie jest w innych krajach). Dziewięć jest związanych z biznesem: zamówienia, pozwolenia na budowę, podaż pieniądza, godziny pracy, ceny akcji i inne. Co więcej, nawet sam indeks nastrojów konsumenckich także w znacznej części powstaje z odpowiedzi na pytania o wartości związane z biznesem, a nie o konsumpcję, m.in. o warunki gospodarowania, czy pracę.

GDE lepiej odpowiada także realiom cykli koniunkturalnych. Gdy popatrzeć na wykres konsumpcji (C) jest ona w miarę stabilna, bez względu na fazę cyklu. Wydatki rządu (G) często wręcz rosną w okresie spowolnienia czy recesji (w relacji do PKB). GDE jest natomiast znacznie bardziej zmienny, cykliczny, bo więcej w nim waży czynnik I (inwestycje) i IE (wydatki pośrednie).

Co zachęca biznes do większych wydatków? Inwestycje są funkcją bieżącej konsumpcji i przewidywanych przyszłych wydatków konsumpcyjnych. Biznes działa wyprzedzająco. Aktywny producent jest sercem ekonomii, ale potrzebuje mocnego pieniądza, niskich podatków, pokoju na świecie, niewielkiej administracji i sprawnego sądownictwa – wyliczał przedstawiciel austriackiej szkoły ekonomii, „najbardziej wolnorynkowej z wszystkich szkół” – jak ją przedstawił wprowadzając Skousena za katedrę Leszek Balcerowicz.

W jednym z tekstów Mark Skousen napisał: „Oczywiście, ostatecznym celem aktywności biznesu i przedsiębiorczości jest zaspokojenie potrzeb konsumentów. Ale ważniejsze jest kto odkrywa nowe produkty, których konsumenci pożądają. Czy to konsumenci wystąpili z ideą komputera, SUV-a, faxu, internetu czy telefonu komórkowego?  Nie, te przełomowe produkty i technologie są efektem geniuszu  kreatywnych przedsiębiorców oraz wysiłku oszczędzających i kapitalistów, którzy je sfinansowali”.

Oczywiście, można powiedzieć – nic nowego, rachunki Skousena, który jako ekonomista, doradca inwestycyjny i profesor napisał kilkanaście popularnych a nie naukowych  książek, to jedynie publicystyka. Eksponująca to, co każdy wie: bez inwestycji i przedsiębiorców nie ma rozwoju, jeśli chcesz chleba, upiecz większy bochenek itd. Ale kiedy patrzę jak w najbliższych latach sposobem równoważenia finansów publicznych ma być – według rządowych dokumentów – gwałtowne zmniejszenie inwestycji to pytam: czy naprawdę każdy wie?

Opr. DG (CC by mamnaimie)

Opr. DG (CC by mamnaimie)

Piotr Aleksandrowicz

Źródłem bogactwa jest wytwarzanie a nie konsumowanie (CC BY-NC-ND Toyota Material Handling EU)
Opr. DG (CC by mamnaimie)
Miary-aktywności-ekonomicznej CC by mamnaimie

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Świat musi ograniczyć apetyt na oszczędzanie, by wyjść z sekularnej stagnacji

Kategoria: Trendy gospodarcze
Brak wiary we wzrost gospodarczy, demografia, nierówności i tani kapitał są głównymi przyczynami tego, że apetyt na oszczędności w ostatnich dekadach jest większy niż skłonność do inwestycji. Poznajemy przyczyny sekularnej stagnacji, czas na szukanie recept – mówi Łukasz Rachel, ekonomista Banku Anglii.
Świat musi ograniczyć apetyt na oszczędzanie, by wyjść z sekularnej stagnacji

Powracające kłopoty fiskalne

Kategoria: Analizy
Dobra koniunktura międzynarodowa pozwoliła utrzymać przez kilka lat silny wzrost gospodarczy w Polsce. Dzięki temu poprawiła się też sytuacja finansów publicznych. Spowolnienie, które nas czeka w najbliższych miesiącach oraz konieczność zwiększenia wydatków dla wsparcia zamrożonej gospodarki pogorszą sytuację budżetu.
Powracające kłopoty fiskalne

Pięć lat rosyjskich sankcji – kto zyskał, kto stracił

Kategoria: Trendy gospodarcze
Rosyjskie embargo miało być z jednej strony „karą” dla zachodnich eksporterów za sankcje przeciwko Rosji, z drugiej zaś narzędziem wspierania rodzimej produkcji. W obu tych wymiarach Rosja nie odnotowała sukcesu.
Pięć lat rosyjskich sankcji – kto zyskał, kto stracił