• Branko Milanovic

Fale Kuźnieca: czy nierówność dochodów zacznie maleć?

30.04.2016
Krzywą Kuźnieca wykorzystywano powszechnie w drugiej połowie XX w. do opisania zależności pomiędzy wzrostem gospodarczym a nierównością, ale w ostatnich dziesięcioleciach wypadła z łask. Obecne pogłębienie się nierówności można uważać za drugą krzywą Kuźnieca. Podobnie jak pierwsza, jest napędzana przez postęp techniczny, przenoszenie się siły roboczej między sektorami, globalizację i inicjatywy polityczne.
OF_Cykle1_560px_2016_PS


W 1955 r., kiedy Siemion Kuźniec (Simon Kuznets) pisał o zmianach nierówności w zamożnych (i kilku ubogich) krajach, w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii odnotowywano największy w historii spadek nierówności dochodów, a towarzyszył mu szybki wzrost gospodarczy.

Kuźniec za przyczyny tego spadku uznał wykształcenie większych części społeczeństw, mniejsze różnice między sektorami pod względem produktywności (dzięki czemu nastąpiło zrównanie składnika rentowego płac), niższe stopy zwrotu z kapitału i polityczne żądania zwiększenia transferów socjalnych. Analizował później (czy raczej sobie wyobrażał) zmiany nierówności w poprzednim stuleciu i uznał, że wywoływane przez przechodzenie siły roboczej z rolnictwa do przemysłu zwiększanie nierówności postępowało, przez co w zamożnych krajach nierówność osiągnęła szczytową wielkość mniej więcej na początku XX w. Tak oto doszedł do swojej słynnej krzywej.

Krzywa Kuźnieca była najważniejszym narzędziem ekonomistów zajmujących się nierównością, gdy w minionym półwieczu badali zależności między rozwojem, czyli wzrostem gospodarczym, a nierównością. Stopniowo jednak wypadała z łask, gdyż przewidywanej przez tę teorię niewielkiej nierówności w bardzo zamożnych społeczeństwach nie można pogodzić z utrzymującym się powiększaniem nierówności dochodu, które rozpoczęło się pod koniec lat 70. XX w. praktycznie we wszystkich krajach rozwiniętych (zob. wykresy zmian zachodzących w długich okresach w USA i Wielkiej Brytanii). Z tego powodu krzywa Kuźnieca przez wielu została odrzucona.

Druga krzywa Kuźnieca

W swojej nowej książce wywodzę jednak, że obecne pogłębienie się nierówności powinniśmy uważać za drugą krzywą Kuźnieca w erze współczesnej, napędzaną – podobnie jak pierwsza – przede wszystkim przez rewolucję techniczną i przechodzenie siły roboczej z cechującego się większą jednorodnością sektora wytwórczego do zróżnicowanej pod względem kwalifikacji dziedziny usług (przez co pracownicy mają mniejsze możliwości tworzenia organizacji).

Ale także (znowu podobnie jak pierwsza) będącą następstwem globalizacji, która zarówno doprowadziła do często przywoływanego procesu redukcji klasy średniej w krajach zachodnich wskutek przechodzenia jej członków do grup zamożniejszych albo uboższych, jak i do presji, aby obniżyć wysokie stawki podatku nakładanego na mobilny kapitał i znaczne opodatkowanie płac pracowników o wysokich kwalifikacjach (zob. B. Milanovic, Global inequality: A new approach for the age of globalization, Harvard University Press 2016).

Wymienione tu elementy nie są niczym nowym, ale zestawienie ich (szczególnie zaś uznanie, że postęp techniczny i globalizacja są praktycznie nierozdzielne, nawet jeśli różnią się pod względem pojęciowym) i przyjęcie ich za część regularnych fal Kuźnieca to coś nowego. Ma to oczywiste konsekwencje dla przyszłości – istotne jest to, że wzrastająca nierówność osiągnie pewien szczyt, podobnie jak poprzednia, po czym zacznie maleć.

Zanim jednak przystąpię do tej części, wspomnijmy o opublikowanych w ostatnim okresie wynikach ważnych badań, które przeprowadzili historycy gospodarki, mianowicie Jan Luiten van Zanden, Carlos Álvarez-Nogal i Leandro Prados de la Escosura, Guido Alfani oraz Wouter Ryckbosch, dokumentując okresy nasilającej się i słabnącej nierówności w Europie przed erą współczesną (zob. J.L. van Zanden, Tracing the beginning of the Kuznets curve: western Europe during the early modern period, „The Economic History Review”, t. 48, wyd. 4, listopad 1995 r., s. 1-23; C. Alvarez-Nogal, L. Prados de la Escosura, The rise and fall of Spain [1270–1850], „Economic History Review”, t. 66[1], 2013 r., s. 1–37; G. Alfani, Economic inequality in the northwestern Italy: a long-term view [fourteenth to eighteenth century], Dondena Working Paper nr 61, Uniwersytet Bocconi, Mediolan, 2014 r.; W. Ryckbosch, Economic inequality and growth before the Industrial Revolution: A case study of Low countries [14th-16th century], Dondena Working Paper nr 67, Uniwersytet Bocconi, Mediolan, 2014 r.).

Interesujące jest to, że cykle Kuźnieca w społeczeństwach sprzed epoki współczesnej zasadniczo replikują cykle maltuzjańskie, gdyż odbywają się w warunkach średniego dochodu stanu quasi-stacjonarnego.

Cykle Kuźnieca sprzed epoki współczesnej nie są wywoływane przez czynniki gospodarcze, lecz przez epidemie i wojny. Jedne i drugie powodują spadek liczby ludności, wzrost średniego dochodu, wyższe płace (z powodu niedoborów siły roboczej), a wskutek tego mniejszą nierówność do czasu, kiedy zgodnie z założeniami maltuzjańskimi w następstwie wzrostu liczby ludności wszystkie te zdobycze przepadną.

OF_Cykle2_560px_2016_PSMożemy zatem obserwować fale Kuźnieca przez sześć, siedem stuleci europejskiej historii. W czasach poprzedzających epokę współczesną można obserwować zmiany zachodzące z upływem czasu, gdyż średni dochód jest mniej więcej stały (to tylko punkt na osi x).

Po rewolucji przemysłowej jednak te fale zaczynają reagować na czynniki gospodarcze (np. zmiany techniczne czy transfery siły roboczej) i możemy wyznaczyć, jak reagują na zmiany średniego dochodu, zgodnie z założeniami Kuźnieca.

Ukazano to na wykresach sporządzonych dla USA i Wielkiej Brytanii. W mojej książce ukazuję ponadto długookresowe cykle nierówności wyznaczone dla Hiszpanii, Włoch, Holandii, Niemiec, Japonii, Brazylii, Chile oraz dla Chin w krótszym okresie.

Ponieważ Kuźniec skupiał się niemal wyłącznie na czynnikach gospodarczych („niezłośliwych”), popełnił błąd – przeoczył skutek czynników „złośliwych” (szczególnie wojen), które są potężnymi siłami prowadzącymi do wyrównania dochodu.

Nieco mnie to zdumiewa, bo sam Kuźniec, który w czasie II wojny światowej pracował w Federalnym Urzędzie Planowania i Statystyki (US BPS), z pewnością dostrzegł, że wojna powoduje zmniejszenie dochodu poprzez wyższe stopy opodatkowania, represję finansową, reglamentację, kontrole cen, a nawet zwykłe zniszczenie aktywów fizycznych (do czego doszło w Europie i Japonii).

Nierówność nie zacznie maleć szybko

Tak oto dochodzimy do współczesności. Jak długo utrzyma się obecne wznoszenie fali Kuźnieca w świecie zamożnym? Kiedy i jak się zatrzyma? W moim przekonaniu nie dojdzie do zmiany tendencji wkrótce, przynajmniej nie w USA, gdzie dostrzegam cztery potężne siły, przez które nierówność nadal pogłębia się. Tutaj je tylko wymienię (są oczywiście omówione w książce):

– wzrasta udział dochodu z tytułu zysków kapitałowych, który we wszystkich krajach zamożnych w ogromnej większości osiągają bogaci (współczynnik Giniego przekracza 90 proc.);

– w coraz większym stopniu te same osoby osiągają wysokie dochody zarówno z tytułu zysków kapitałowych, jak i zatrudnienia (zob. A. Atkinson, C. Lakner, Wages, capital and top incomes: The factor income composition of top incomes in the USA, 1960-2005, wersja z listopada 2014 r.);

– istotna jest homogamia (w związki małżeńskie wstępują ludzie podobni pod względem wykształcenia i zamożności);

– pieniądze mają coraz większe znaczenie w polityce, co umożliwia zamożnym ustalanie korzystnych dla siebie zasad, a przez to utrzymanie procesu powiększania się nierówności (zob. M. Gilens, Affluence and Influence, Princeton University Press 2012).

W drugiej fali Kuźnieca szczyt nierówności powinien być niższy niż w fali pierwszej (gdy w Wielkiej Brytanii nierówność była taka sama jak obecnie w Afryce Południowej), gdyż w okresie dzielącym te fale zamożne społeczeństwa uzyskały pewne „stabilizatory nierówności” – od świadczeń dla bezrobotnych po państwowe emerytury.

Mniej więcej w najbliższym 30-leciu bardzo trudno będzie wywołać odejście od tendencji prowadzących do zwiększania nierówności, ale z czasem być może uda się to osiągnąć dzięki połączeniu zmian politycznych, innowacji technicznych sprzyjających osobom bez wysokich kwalifikacji zawodowych (które zapewnią większe zyski, gdy trzeba będzie więcej płacić za pracę wymagającą kwalifikacji), rozproszenia rent uzyskanych w czasie obecnego rozkwitu technicznego, a być może także intensyfikacji działań zmierzających do większej równości pod względem własności aktywów (poprzez formy kapitalizmu ludowego i udział pracowników we własności przedsiębiorstw).

Uważam za oczywiste, że te „niezłośliwe” czynniki ostatecznie wywołają spadek nierówności w krajach zamożnych. Wiemy jednak z historii także to, że istnieją czynniki „złośliwe” – szczególnie wojny powodowane przez złą dystrybucję dochodu w kraju oraz władzę elit (tak doszło do I wojny światowej) – które również mogą doprowadzić do zrównania dochodów. Wtedy jednak miliony ludzi tracą życie. Miejmy nadzieję, że historia czegoś nas nauczyła i zdołamy uniknąć tej niszczycielskiej drogi do równości w ubóstwie i śmierci.

Branko Milanovic jest profesorem wizytującym (visiting presidential professor) w Graduate Center przy Uniwersytecie Nowojorskim oraz starszym pracownikiem naukowym Luxembourg Income Center.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w VoxEU.org (tam dostępna jest pełna bibliografia). Tłumaczenie i publikacja za zgodą wydawcy.

OF_Cykle2_560px_2016_PS

Tagi


Artykuły powiązane