Gazprom musi zapłacić za ignorowanie zmian na rynku

17.05.2012
Gazprom jest silny jak nigdy dotąd, mówią jego zwolennicy wskazując na rekordowy poziom zysku w 2011 roku. Gazprom w takim kształcie i tak zarządzany, to relikt, mówią przeciwnicy wskazując na błędy w polityce cenowej, źle ukierunkowany program inwestycyjny, brak reakcji na wyzwania związane z alternatywnymi źródłami gazu. Europa, jak nigdy dotąd, ma szansę wymusić lepsze warunki współpracy.

(opr. DG/ CC BY-NC-SA Vandalo)


„Opieka” władz, to, co przez lata stanowiło o sile i umacniało monopolistyczną pozycję Gazpromu na rynku, zaczęło się przekształcać – w ostatnim okresie w przyspieszonym tempie – w źródło jego słabości. Pupil władz obdarowywany był licznymi przywilejami (najważniejsze z nich to monopol transportowy oraz eksportowy); również fiskus był bardzo wyrozumiały dla Gazpromu. Obciążenie podatkowe gazowego monopolisty w ostatnich latach wynosiło ok. 30 proc., podczas gdy firmy naftowe rosyjskiego sektora paliwowego fiskusowi oddają ok. 70 proc. swoich dochodów.

Ceną za przywileje i uległość wobec władz były rosnące koszty działalności, wynikające z angażowania się w liczne i najczęściej kosztowne projekty, nie uwzględniające realiów ekonomicznych, zmniejszona wrażliwość, a nawet wręcz ignorowanie zmieniających się uwarunkowań na konkurencyjnym rynku gazowym.

Gazprom został z „historycznym”, inspirowanym przez władze obciążeniem, które decyduje o kosztach jego działalności, przy stopniowym rozmontowywaniu machiny przywilejów przez te same władze szukające dodatkowych wpływów do budżetu: Gazprom został objęty ponad dwukrotnie wyższą podwyżką podatku od wydobycia gazu niż inni producenci, nie mógł tez liczyć na spodziewane podwyżki cen na rynku krajowym.

Słabnące serce rosyjskiej gospodarki

We wrześniu 2008 r. Borys Niemcow, I wicepremier w latach 1997-1998 i Władimir Miłow, zastępca ministra energetyki w 2002 r., opublikowali niezależną analizę ekspercką „Putin i Gazprom”. Już wtedy ogłosili, że największa rosyjska kompania, od której stanu i efektywności w dużej mierze zależy stan i efektywność całej rosyjskiej gospodarki, znajduje się na progu kryzysu finansowego. Winą za ten stan rzeczy obarczyli Władimira Putina, który był pomysłodawcą i promotorem większości bardzo kosztownych i ambicjonalnych, ale oderwanych od realiów ekonomicznych projektów inwestycyjnych, takich jak np. gazociąg Nord Stream. Zdaniem obu analityków Władimir Putin od 2000 r. praktycznie nie tylko kontrolował, ale wręcz zarządzał kompanią, „przepychając” jej interesy zarówno w kraju jak i zagranicą.

Gazprom w rosyjskim życiu politycznym i gospodarczym jest zjawiskiem unikalnym. Dochody koncernu w 2011 r. wyniosły ponad 155 mld dol. (ponad 10 proc. PKB Rosji). Gazprom w ostatnich latach to ponad 12-15 proc. rosyjskiej produkcji przemysłowej i 15-20 proc. udział w strukturze eksportu. Zabezpiecza on ponad 40 proc. dostaw pierwotnych źródeł energii i produkcji energii elektrycznej. W istocie więc koncern postrzegany jest jako serce rosyjskiej gospodarki i od jego kondycji w dużej mierze zależy stan całej gospodarki. Gazprom to również kluczowy podmiot na światowym rynku energetycznym. Jego wydobycie gazu stanowi 15 proc. światowej produkcji tego surowca. Realizowane przez Gazprom dostawy gazu zabezpieczają ponad 25 proc. zapotrzebowania krajów UE.

Mimo tych imponujących danych Gazprom to dziś – według powszechnych ocen – najmniej efektywna kompania w sektorze paliwowo-energetycznym Rosji i jedyna, która w okresie ostatnich kilkunastu lat nie zwiększyła swej produkcji. Jest to szczególnie zdumiewające na tle bardzo szybkiego wzrostu całej rosyjskiej gospodarki. W latach 2000-2011 PKB Rosji zwiększył się o ponad 70 proc., produkcja przemysłowa o ponad 65 proc., podczas gdy wydobycie gazu przez Gazprom znacząco spadło. W 1999 r. wynosiło ono 546 mld m.sześc. , a w 2011 r. jedynie 513,2 mld m.sześc. (w kryzysowym roku 2009 produkcja spadla do 461,5 mld m.sześc., w 2010 r. wyniosła 508,6 mld m.sześc.). W wyniku tych tendencji, na tle szybkiego wzrostu wydobycia gazu przez innych niezależnych rosyjskich producentów, udział Gazpromu w wydobyciu gazu w Rosji systematycznie spada: z 84,7 proc. w 2006 r. do 76,7 proc. w 2011 r.

Gazprom na rynku europejskim

Gazprom od lat budował pozycję głównego dostawcy paliwa na rynek europejski. Narzędziem realizacji tej polityki stały się długoterminowe umowy i kontrakty podpisywane z odbiorcami, z reguły przekraczające okres 20-25 lat. Już na początku poprzedniej dekady Gazprom z dostawami na poziomie 127 mld m.sześc. przekroczył 25 proc. udział w europejskim rynku. Przełomowy był rok 2008, w którym całoroczny eksport do krajów europejskich osiągnął rekordowy poziom 158,8 mld m.sześc. Umocniło to pozycję Gazpromu jako głównego dostawcy, z udziałem w rynku europejskim w wysokości 28,4 proc. Mimo tak dobrych wyników za cały rok, już w ostatnich miesiącach 2008 r. wystąpił znaczący spadek popytu na rosyjski gaz. Tendencje te przeniosły się na rok 2009.

www.obserwatorfinansowy.pl (opr. DG/ CC BY stevendepolo)

www.obserwatorfinansowy.pl (opr. DG/ CC BY stevendepolo)

Tak znaczący spadek eksportu w 2009 r. skutkował pogorszeniem sytuacji rynkowej Gazpromu na rynku europejskim. Utrzymując pozycję głównego dostawcy, zmniejszył on swój udział w pokryciu zapotrzebowania europejskiego o przeszło 2 punkty procentowe, tj. do poziomu 26,3 proc. W roku 2010 niekorzystne dla Gazpromu tendencje były kontynuowane. Mimo, że popyt na europejskim rynku gazu wzrósł o ponad 10 proc., dostawy rosyjskiego monopolisty zmniejszyły się o dalsze 1,5 proc., co skutkowało spadkiem udziału Gazpromu w tym rynku do 24,5 proc.

Częściowa odbudowa pozycji związana była z jedynie z dwoma rynkami i jednorazowymi czynnikami, jakimi był zwiększony o 30,9 proc. popyt Włoch na rosyjski gaz wynikający z przerwania dostaw z Libii oraz zwiększony o 44,3 proc. import Turcji, wynikający z niekorzystnych warunków pogodowych.

Nowe realia, stara polityka

Wskazując na przyczyny pogorszenia sytuacji i załamania się polityki ekspansji na rynku europejskim, kierownictwo Gazpromu eksponuje przede wszystkim przyczyny obiektywne, nie dostrzegając uwarunkowań, które tkwią w błędach, leżących u podstaw samej strategii ekspansji, oderwanej często od realiów rynkowych, w mechanizmach realizacji tej strategii jak również w nadmiernym przeświadczeniu o swojej sile, co przekłada się na brak bieżącej i adekwatnej reakcji na zmieniające się uwarunkowania rynkowe.

Na spadek popytu wynikający z kryzysu nałożyła się zwiększona podaż gazu. Napłynęła ona ze strony Kataru, który rozbudowywane bardzo dynamicznie w ostatnich latach do 167 mld m.sześc. moce produkcyjne w zakresie gazu płynnego (LNG), ukierunkowane pierwotnie na rynek USA (Stany Zjednoczone uruchomiły na dużą skalę wydobycie gazu łupkowego na swoim terenie), zmuszony był skierować na rynek krajów UE. Na rynku tym równolegle rozbudowane zostały moce w terminalach obsługujących import gazu skroplonego (do 70 mld m.sześc.).

Dotychczasowe sukcesy oraz dalsze plany rozwojowe związane z wydobyciem gazu łupkowego w USA, wskazują, że jest to czynnik, który trwale wpłynął na kształt światowego oraz europejskiego rynku gazu, a zapoczątkowane procesy w najbliższych latach ulegną pogłębieniu.

Podstawowym nowym elementem na europejskim rynku gazu była zwiększająca się skala transakcji na rynku spotowym, na tyle znacząca, że spowodowała przełamanie ponad 40-letnigo „monopolu” kontraktów wieloletnich w zakresie kształtowania cen gazu. „Samodzielne” ceny gazu na rynku spotowym były w ostatnich latach średnio o 30 proc., a w niektórych okresach nawet o 50-60 proc. niższe niż ceny wynikające z kontraktów wieloletnich.

Wymuszenie przez negocjacje

Efektem polityki cenowej, odzwierciedlającej nowe relacje podażowo – popytowe jest przeszło 5-krotny wzrost dostaw gazu katarskiego na rynek europejski (z 7,9 mld m.sześc. w 2008 r. do 35,6 m mld m.sześc. w 2010 r.). Szybka reakcja na nowe zjawiska i uwzględnienie cen z rynku spotowego pozwoliły również norweskiej spółce Statoil Hydro, głównemu konkurentowi Gazpromu, zwiększyć dostawy w tym samym okresie o 5,3 proc.

To porażka rosyjskiej firmy. Załamanie się eksportu Gazpromu, w sytuacji, gdy dostawy głównych konkurentów uległy zwiększeniu lub znacznie mniejszemu niż w jego przypadku spadkowi, wskazuje, że u podstaw kryzysu spółki legły inne niż tylko obiektywne uwarunkowania wynikające z kryzysu gospodarczego.

Niczym nie zmącona wiara we własną potęgę powodowała, że Gazprom przez długi okres nie tylko, że nie reagował na pogarszającą się sytuację na rynku, ale wręcz ignorował pojawienie się nowych elementów.

Polityka Gazpromu opierała się na trzech podstawowych zasadach:

– dostawy na podstawie kontraktów wieloletnich,

– formuła ustalania cen gazu w powiązaniu z cenami paliw płynnych

– zasada take or pay, która określała dolną granicę wielkości odbioru zakontraktowanego surowca.

– Nie jesteśmy koniunkturalistami. Nie będziemy nic zmieniać w naszej polityce – mówił wtedy Aleksander Miedwiediew, wiceprezes Gazpromu.

Najwięksi kontrahenci Gazpromu w Europie zwrócili się już jesienią 2009 r. z postulatem obniżenia minimalnego poziomu odbioru gazu oraz powiązania cen z rynkiem spotowym. Pod naporem coraz gorszych wyników i pogłębiającej się zapaści w sektorze gazowym na rynku europejskim, Gazprom dopiero pod koniec stycznia 2010 r. zaczął mówić o nowej polityce marketingowej i wbrew wcześniejszym wielokrotnie powtarzanym zapewnieniom, zapowiedział „zmiękczenie” warunków kontraktów dla odbiorców europejskich, w tym w szczególności zmianę istniejącej od lat 70-tych ubiegłego wieku struktury tworzenia cen.

Utrzymująca się nadwyżka popytu nad podażą na europejskim rynku gazu i w efekcie znacząco niższy poziom cen na rynku spotowym od cen w transakcjach wieloletnich powodowała, że odbiorcy rosyjskiego gazu – niektórzy z nich wielokrotnie – renegocjowali w ostatnich latach warunki odbioru gazu. Według oficjalnych informacji Gazpromu zmiany warunków kontraktowych i w efekcie obniżki cen uzyskały następujące firmy-odbiorcy rosyjskiego gazu:

– 2010 r. : E.ON. Ruhrgas, Wingas i WIEH (Niemcy), GDF Suez (Francja), ENI (Włochy), EGL (Szwajcaria), Synergie Italiane (Włochy), ERG (Włochy), GWH Gashandel, EconGas (Austria), Centrex (Austria) i GasTerra (Holandia);

– 2011r. : Premium Gas, Singerie Italiane i Edison(Włochy), GDF Suez, Wingas i WIEH (Niemcy), SPP (Słowacja), DEPA (Grecja);

– 2012 r. : Econgas (Austria).

W sprawozdaniu za IV kwartał 2011 r. Gazprom informował, że prowadzi rozmowy w sprawie zmian warunków kontraktowych z wieloma europejskimi partnerami: niemieckimi RWE Transgas i E.On Ruhrgas, brytyjsko-holenderskim Shell Energy Europe, polskim PGNiG, austriackimi Centrexem i GWH Gashandel, włoskim Eni, szwajcarskim EGL, holenderskim Gas Terra i duńskim Dong.

W wyniku wybiórczego podejścia Gazpromu do postulatów poszczególnych odbiorców o konieczności zmian cen, jak również różnej determinacji w tym zakresie importerów rosyjskiego gazu, na rynku europejskim nastąpiło bardzo duże zróżnicowanie cen.

www.obserwatorfinansowy.pl (opr. DG/ CC BY-NC-SA by karathepirate)

www.obserwatorfinansowy.pl (opr. DG/ CC BY-NC-SA by karathepirate)

Niechęć Gazpromu do znaczącej modyfikacji zasad regulujących dostawy gazu na rynek europejski, w konfrontacji z dynamicznie zmieniającymi się realiami tego rynku, niekorzystnymi dla producentów powodowała, że polityka „na przeczekanie” skazywała rosyjskiego monopolistę na dalsze straty. Konkurencja w ustępstwach, głównie cenowych, szła znacznie dalej.

Udział dostaw rozliczanych według cen spotowych wzrósł w tym roku do ponad 40 proc. w porównaniu z 31 proc. w 2010 r., 24 proc. w roku 2009 i 21 proc. w 2008 r. W przypadku Gazpromu dotyczy to jedynie 10 proc. dostaw gazu.

Polska negocjuje

Polska należąc do największych odbiorców rosyjskiego gazu i ma najwyższe ceny, a PGNiG, będąc czwartym co do wielkości importerem, jako jeden z nielicznych nie wynegocjował dotychczas żadnych obniżek. Niektórzy odbiorcy, jak już wspominałem wyżej, uczynili to już dwukrotnie w latach 2010-2011 i aktualnie są w trakcie kolejnych negocjacji.

PGNiG dopiero 31 marca 2011 r. skierowało do Gazpromu formalny wniosek o renegocjację warunków cenowych kontraktu wieloletniego na dostawę gazu. Rozmowy nie przyniosły żadnych efektów. Zgodnie z zapisami kontraktu, w przypadku braku porozumienia w ciągu sześciu miesięcy od daty formalnego rozpoczęcia renegocjacji, każda ze stron ma prawo przekazać sprawę do Sądu Arbitrażowego w Sztokholmie. 7 listopada 2011 r. PGNiG skierował do Gazpromu zawiadomienie o wszczęciu postępowania arbitrażowego (notice of arbitration). Do 5 stycznia 2012 r. wskazano arbitrów wraz z przewodniczącym Trybunału Arbitrażowego. PGNiG złożyła pozew (statement of claim) w dniu 20 lutego 2012 r. Sąd prowadził będzie postępowanie zgodnie z zasadami UNICITRAL Arbitration Rules.

Aktualne ceny PGNiG są – według szacunków – ponad 30 proc. wyższe niż ceny firm niemieckich oraz ok. 20 proc. wyższe niż ceny włoskiej ENI i ceny francuskie. Uwzględniając te różnice, wydaje się, że żądania PGNiG powinny pójść w dwu kierunkach. Z jednej strony powinny dotyczyć przywrócenia formuły ustalania cen z roku 2006, z drugiej natomiast uwzględniania w formule ustalania cen rynku spotowego w co najmniej 15-30 proc. (Statoil Hydro uwzględnia 40-50 proc.). Skuteczne negocjacje w odniesieniu do pierwszego czynnika dałyby możliwość obniżki cen o ok. 10-11 proc., drugiego natomiast o ok. 10-12 proc. Oba te elementy dałyby szansę zbliżenia się cen PGNiG do poziomu cen włoskich i francuskich i znaczącego zniwelowania różnic w stosunku do cen niemieckich.

Polska, jako kraj bazujący na węglu, ma uzasadnienie by domagać się wprowadzenia do formuły ustalania cen gazu, w miejsce oleju opałowego, cen węgla jako realnego surowca alternatywnego.

Zagrożona renoma

W sytuacji niedawnego braku dostaw, kiedy deficyt rosyjskiego gazu odczuło od razu dziewięciu jego największych odbiorców w Europie, Rosja, broniąc bardzo wysokich cen sprzedawanego gazu, nie będzie mogła już twierdzić, że w zamian Europejczycy otrzymują komfort i bezpieczeństwo stabilnych dostaw.

Zaistniała sytuacja ożywiła ponownie dyskusję w Europie, odnośnie trwałości, solidności i mechanizmów regulujących powiązania europejskich importerów gazu z rosyjskim monopolistą Gazpromem. W tym kontekście analitycy zwracają uwagę na niemal demonstracyjne zmniejszenie dostaw eksportowych na rzecz zwiększenia dostaw na rynek wewnętrzny. Ta precedensowa decyzja Gazpromu, podjęta po raz pierwszy w historii, może być odebrana również jako komunikat dla partnerów europejskich, że alternatyw dla rosyjskiego gazu nie jest wcale tak dużo jak sądzą i przekonują.

Na jaw wyszły jednak strukturalne słabości rosyjskiego sektora gazowego. Po oddaniu do eksploatacji Nord Streamu eksportowe moce przesyłowe wzrosły co prawda do 210 mld m.sześc., ale zdaniem analityków nie mogą zapewnić eksportu nawet 180 mld m.sześc. Zmniejszenie importu gazu z Turkmenii z 40 do 10 mld m.sześc., spowodowało, że dwa gazociągi o mocy 50 mld m.sześc., obsługujące zachodni kierunek eksportu są znacząco niedociążone, podczas gdy gazociągi z Jamału, pracując praktycznie na 100 proc. swoich możliwości, stały się wąskim gardłem rosyjskiego systemu transportowego. Przy okazji wyświetliły się zaniedbania w rozbudowie systemu podziemnych magazynów gazu.

Wszystko to jeszcze dobitniej wskazuje na pilną potrzebę renegocjacji obowiązującego aktualnie mechanizmu regulującego dostawy rosyjskiego gazu do Europy. Według powszechnej opinii Gazprom dla ratowania swojej pozycji na rynku europejskim zmuszony będzie na dalsze ustępstwa cenowo – kontraktowe. Wydarzenia ostatniego okresu, związane z ograniczeniem dostaw, mocno nadwyrężyły opinię o Gazpromie jako niezawodnym i stabilnym dostawcy gazu. Ten czynnik, w połączeniu z pogłębiającymi się zmianami strukturalnymi na rynku, z jednej strony zwiększy determinację odbiorców w domaganiu się zmian cenowo – kontraktowych, z drugiej natomiast skłonność Gazpromu do ustępstw.

Jerzy Rutkowski pracuje w Ministerstwie Gospodarki w Departamencie Ropy i Gazu. Autor zaznacza, że powyższy artykuł przedstawia jego własne poglądy, a nie instytucji, którą reprezentuje.



Tagi


Artykuły powiązane