Autor: Jerzy Rutkowski

Były radca ministra w Ministerstwie Gospodarki i Ministerstwie Rozwoju

Gazprom ściąga na siebie lawinę kłopotów

Gazprom sam solidnie „zapracował” na to, z czym przyjdzie mu się zmierzyć w najbliższym czasie. Ignorowanie realiów rynkowych, siłowe rozwiązywanie problemów, nadmierna wiara w siłę wsparcia Kremla sprowadziły na rosyjskiego monopolistę poważne kłopoty. Jeszcze większe przed nim.
Gazprom ściąga na siebie lawinę kłopotów

(CC BY-SA JanChr)

Rekordowe wyniki finansowe za 2011 r. nie zmyliły analityków. Według nich do historii przechodzi trwający od 10 lat okres dominowania Gazpromu na europejskim rynku gazu. Najnowsze wyniki naftowego dyktatora są wyraźnym tego sygnałem.

Jeszcze w ubiegłym roku zysk na poziomie 44,46 mld dol., czynił z rosyjskiego monopolisty najbardziej dochodowy podmiot w grupie największych firm świata (lider ostatnich lat, amerykański ExxonMobile, osiągnął „tylko” 41,06 mld dol.). W dodatku Gazprom przełamał wieloletni trend spadku udziału w europejskim rynku gazu, zwiększając eksport do 150 mld m.sześc. ze 140 mld m.sześc. w 2010 r., a udział w rynku z 24 do 28 proc.

Od początku tego roku rosyjski potentat odnotowuje jednak systematyczną redukcję zysku. Po pierwszym półroczu spadek wynosił 22 proc., a szacuje się, że na koniec roku przekroczy 25 proc. To skumulowany skutek zmniejszenia eksportu i wymuszonych, nie tylko przez rynek, obniżek cen.

Już analizując źródła ubiegłorocznego rekordu eksperci wskazywali, że zwiększenie eksportu było jednorazowe – związane z czynnikami koniunkturalnymi, w tym głównie zwiększonym zakupem gazu przez Włochy, w związku z przerwaniem dostaw z Libii oraz przez Turcję. Pozostali odbiorcy zmniejszyli zakupy.

Coraz mocniej na finansach firmy zaczyna ciążyć rozmach inwestycyjny, który do niedawna można było postrzegać w kategoriach sukcesu Gazpromu. Chodzi szczególnie o największe projekty infrastrukturalne, oderwane od realiów ekonomicznych, a zlecane przez szczebel polityczny, takie jak Nord Stream i South Stream.

Pyrrusowe zwycięstwo

8 października uroczyście uruchomiona została II nitka gazociągu Nord Stream z Rosji do Niemiec, po dnie Bałtyku. Zwiększyła ona dwukrotnie przepustowość całego gazociągu, do 55 mld m.sześc. Rzeczywiste koszty gazociągu, o długości 1224 km, nie są ujawniane. Jednak według oficjalnych szacunków, był dwa razy wyższy od pierwotnego kosztorysu. Wyniósł prawie 15 mld euro (8,8 mld euro część podwodna oraz 6 mld lądowa).

Podczas uroczystości wieńczących realizację największego w ostatnich 12 latach w sektorze energetycznym przedsięwzięcia, także politycznego, prezes Gazpromu Aleksiej Miller ogłosił, że akcjonariusze Nord Stream (Gazprom 51 proc., niemieckie Wintershall i E.ON Ruhrgas po 15,5 proc., francuski GDF Suez i holenderska Gasunie po 9 proc.) uznali za ekonomicznie celowe i technicznie możliwe ułożenie trzeciej i czwartej nitki gazociągu. Poinformował, że jedna z nich mogłaby być przedłużona do Wielkiej Brytanii. Podpisanie memorandum w tej sprawie, z inwestorami uczestniczącymi w projekcie, przewidziane jest do końca stycznia 2013 r.

Plany rozbudowy gazociągu bałtyckiego spotkał się z dużym zdziwieniem analityków. Wskazują oni na niekorzystne dla Gazpromu spadkowe tendencje zapotrzebowania na gaz rosyjski na rynku europejskim i problemy z wykorzystaniem mocy przesyłowych nawet I nitki. Od oddania jej do eksploatacji 8 listopada 2011 r. do 1 października tego roku transport gazu tą drogą wyniósł jedynie 8,7 mld m.sześc. przy przepustowości 27,5 mld m.sześc. A teraz, gdy moce przesyłowe gazociągu bałtyckiego wzrastają do 55 mld m.sześc., problem z jego zapełnieniem ulegnie zwielokrotnieniu.

>>zobacz: Rosneft potwierdza transakcje z BP

Plany Gazpromu na flance południowej także budzą zastrzeżenia. Po otrzymaniu 11 proc. obniżki cen gazu Bułgaria – kraj tranzytowy – jednoznacznie poparła ideę budowy gazociągu South Stream po dnie Morza Czarnego. Ciepło o tym projekcie, na spotkaniu z szefem Gazpromu, wypowiedział się ostatnio także premier Węgier. Analitycy podkreślają jednak, że celowość ekonomiczna tego przedsięwzięcia, w świetle niekorzystnych dla Gazpromu relacji podażowo – popytowych na rynku europejskim, jest wielce wątpliwa, a koszty szacuje się na 25 mld dol.

Aktualnie istniejące eksportowe moce przesyłowe rosyjskiego gazu (bez Nord Stream) wynoszą 203 mld m.sześc. Przekraczają znacząco potrzeby Europy w tym zakresie. Największy w historii eksport rosyjskiego gazu na rynki europejskie wyniósł 158 mld m.sześc., a w najbliższych latach zakłada się 140-150 mld m.sześc.

W rynkowym odwrocie

Najtrudniejszy okres dla rosyjskiego monopolisty dopiero się rozpoczyna. Przez wiele lat Gazprom, wbrew oczywistym faktom postrzegał gaz łupkowy bardziej jako fakt prasowy niż realny czynnik rynkowy.

W efekcie ignorował pojawienie się na europejskim rynku transakcji spotowych, „napędzanych” dostawami katarskiego gazu płynnego, wypychanego z rynku amerykańskiego przez rosnące tam wydobycie miejscowego gazu łupkowego. Zwiększająca się skala transakcji spotowych, z cenami niższymi o 25-30 proc. od cen gazu w dostawach realizowanych na podstawie kontraktów wieloletnich, których orędownikiem i obrońcą stał się Gazprom, powoduje, że popyt na drogi gaz rosyjski systematycznie maleje. W okresie trzech kwartałów tego roku dostawy Gazpromu na rynek europejski spadły o 8,3 proc., w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Szacunki na koniec roku przewidują zaś, że nie przekroczą one 137 mld m.sześc., co będzie najniższym poziomem od 10 lat.

Dopiero w dwa lata po swoim najgroźniejszym na rynku europejskim konkurencie, norweskim Statoil Hydro, rosyjski monopolista zaczął uwzględniać ceny rynku spotowego przy ustalaniu cen w kontraktach wieloletnich. Ale w skali znacznie mniejszej niż Norwegowie. Obecnie Gazprom uwzględnia w 15-20 proc. ceny rynku spotowego, Statoil Hydro jest już na poziomie powyżej 50 proc.

Mimo pogarszającej się pozycji rynkowej firma rosyjska godzi się na kompromisy cenowe często dopiero pod groźbą sądowych rozpraw arbitrażowych. Wobec niektórych partnerów została zmuszona do nawet dwu, trzykrotnych obniżek. Jest przy tym już regułą, że przeceny są z datą wsteczną. Na same rekompensaty dla odbiorców Gazprom zarezerwował w budżecie na 2012 r. sumę 10 mld dol.

Nowe realia europejskiego i światowego rynku gazu wymusiły na Gazpromie decyzję o rezygnacji z zagospodarowania olbrzymich złóż sztokmanowskich (3,8 bln m.sześc. gazu) na Morzu Barentsa. Po tym jak z przedsięwzięcia wycofał się norweski Statoil, również Gazprom i francuski Total nie znalazły uzasadnienia dla wielomiliardowych nakładów inwestycyjnych, przy braku perspektyw zbytu. Zaniechanie sztandarowego projektu Gazpromu i rosyjskiego sektora gazowego należy postrzegać w kontekście efektywnego funkcjonowania gazociągu Nord Stream. W zamierzeniu, to właśnie dostawy gazu ze złóż sztokmanowskich miały w istotny sposób zasilać gazociąg bałtycki.

Europa kontra Gazprom

Szereg działań podejmowanych w ostatnich latach przez Gazprom, które w zamyśle miały wzmocnić jego pozycję, przyniosły w praktyce efekt przeciwny. Dotyczy to w szczególności osławionych wojen gazowych z Ukrainą i Białorusią, szczególnie tej z 2009 r., kiedy to Europa na kilka dni pozbawiona została, w środku zimy, dostaw rosyjskiego gazu.

Wtedy to – zdaniem wielu analityków – Europa zdecydowała się przyspieszyć działania służące dywersyfikacji dostaw gazu i uniezależnienia się od monopolu Gazpromu. Determinację wzmocniła sytuacja z lutego br., kiedy to rosyjski potentat nie był w stanie wywiązać się z zamówień dotyczących dodatkowych dostaw gazu.

Pierwszymi działaniami zmierzającymi do rozbicia monopolu Gazpromu były te wynikające z postanowień III pakietu energetycznego. Zmuszają one Gazprom do oddzielenia funkcji sprzedawcy gazu i operatora sieci przesyłowych.

Może to zrobić według modelu takiego, jaki zastosowano w Polsce, tj. bez pozbywania się własności gazociągów tranzytowych lub też według modelu bardziej rygorystycznego, tj. z pozbyciem się prawa własności, który to wprowadzono na Litwie. Nerwowa reakcja Gazpromu, w tym wniesienie powództwa przeciwko rządowi Litwy do międzynarodowego arbitrażu UNICITRAL (United Nations Commision on International Trade Law) czyli komisji ONZ do spraw międzynarodowego prawa handlowego w Wiedniu, wskazuje, że ten drugi model jest dla Rosjan bardziej dokuczliwy.

W ubiegłym roku Komisja Europejska rozpoczęła wstępne procedury przeciwdziałania praktykom monopolistycznym rosyjskiego giganta. Wtedy to działania i kontrole dotyczyły biur spółek zależnych lub powiązanych z Gazpromem, w tym dużych narodowych dostawców/importerów gazu takich jak E.ON, RWE czy PGNiG. Zgodnie z wrześniową zapowiedzią, tegoroczna kontrola skupi się wyłącznie na Gazpromie. Komisja będzie badała m.in. czy spółka:

– nie utrudnia wolnych dostaw gazu na rynek europejski;

– nie przeszkadza w dywersyfikacji dostaw;

– nie narzuca klientom „niesprawiedliwych” warunków dostaw w kontraktach długoterminowych, wiążąc w nich ceny gazu z cenami ropy naftowej i innych paliw płynnych.

W przypadku potwierdzenia takich działań, firmie grozi kara w wysokości 10 proc. od rocznych dochodów na rynku europejskim. Może więc wynieść 4-5 mld dol. (w 2011 r. rekordowe dochody Gazpromu z eksportu gazu do Europy sięgały 57 mld dol.). Komisja ma dwa lata na przeprowadzenie śledztwa.

Z dokumentów Komisji wynika, że Gazpromowi stawiany jest zarzut realizacji strategii segmentowania rynków. Odnosi się to w szczególności do 8 krajów Europy Środkowo – Wschodniej, uzależnionych od dostaw rosyjskiego gazu.

Dla Bułgarii, Estonii, Litwy, Łotwy i Słowacji, Gazprom to jedyny dostawca gazu. W przypadku Polski udział dostaw ze wschodu w imporcie wynosi ponad 80 proc., Węgier – 83-85 proc., Czech – ok. 70 proc.

Litwa jako karę za przyjęcie przez nią najbardziej rygorystycznej wersji realizacji postanowień III pakietu energetycznego, płaci Gazpromowi znacząco wyższe ceny niż inni odbiorcy. We wrześniu br. złożyła wniosek do sądu arbitrażowego w Sztokholmie o wypłatę przez Gazprom rekompensaty w wysokości ok. 1,5 mld euro, z tytułu zawyżonych cen gazu. Litwa powołuje się tu na umowę z 2004 r. o prywatyzacji swojej firmy Lietuvos Dujos, zajmującej się importem i dystrybucją gazu. Gazprom zobowiązał się w niej do dostarczania gazu po cenach ustalanych według korzystnej dla Litwy formuły. Za to uczestniczył w prywatyzacji na lepszych warunkach niż inni zagraniczni inwestorzy. Rosyjski monopolista – zdaniem strony litewskiej – umowy nie dotrzymał, a w ostatnim okresie wręcz drastycznie zawyżył ceny. W sztokholmskim sądzie rozpatrywane są również wcześniejsze wnioski niemieckiego E.ON oraz PGNiG o obniżki cen.

Rosja kontra Europa

Rosja zareagowała bardzo nerwowo na wrześniowy komunikat Komisji Europejskiej o rozpoczęciu procedury badania, czy Gazprom w swojej działalności na rynku UE nie narusza zasad konkurencji. W ekspresowym tempie ukazał się dekret prezydenta Putina o obronie „strategicznych interesów Rosji”. Zgodnie z nim największe rosyjskie firmy, w tym Gazprom, nie mogą bez zgody rządu rosyjskiego udzielać informacji, ani też w żadnej innej formie współpracować z instytucjami zagranicznymi, badającymi ich działalność.

To typowo siłowa reakcja, charakterystyczna dla Rosji ery Putina w jej kontaktach z mniejszymi partnerami. Zastosowana wobec UE, oceniana jest jako histeryczna, upolityczniająca sprawę i merytorycznie nie pomagająca Gazpromowi w obronie jego pozycji na rynku europejskim.

Kurs na konfrontację widoczny był szczególnie w retoryce. Zarówno Putin, jak przedstawiciele Gazpromu, przedstawiali działania Komisji Europejskiej jako próbę rozwiązywania problemów nękających Unię, kosztem Gazpromu, poprzez zmuszanie strony rosyjskiej do obniżania cen gazu.

Przy tej okazji nie obyło się bez ponownego straszenia Europy możliwą alokacją podstawowych potoków dostaw rosyjskiego gazu na kierunek azjatycki. Od dawna jednak wiadomo, że w perspektywie najbliższych lat szanse na to są znikome. Skuteczne bariery to: znaczące rozbieżności cenowe w dostawach gazu do Chin (nie bez znaczenia są tu również perspektywy uruchomienia przez Chiny wydobycia gazu łupkowego), konkurencja gazu rurociągowego z Kazachstanu i Turkmenistanu, w coraz większych ilościach płynącego do Chin, brak infrastruktury przesyłowej, bardzo skromne moce w sektorze produkcji gazu skroplonego.

Ale nawet udana realizacja „manewru azjatyckiego” postawiłaby Gazprom wobec tych samych uwarunkowań i problemów oraz tych samych konkurentów, z którymi nie może sobie poradzić ostatnio na rynku europejskim.

Z Rosją (Gazpromem) czy bez?

Problemy przed jakimi staje aktualnie Gazprom, „okręt flagowy” rosyjskiej gospodarki, to sumaryczny skutek z jednej strony zmian strukturalnych na międzynarodowym rynku gazu, z drugiej – zaniedbań i błędów strony rosyjskiej.

Podczas gdy światowy sektor gazowy szedł w ostatnich latach w kierunku gazu skroplonego, Rosja nieprzerwanie forsowała realizację wielkich projektów infrastrukturalnych obsługujących tradycyjny gaz rurociągowy. Dziś udział gazu skroplonego w światowych obrotach gazu przekroczył 32 proc., w Rosji jest na poziomie ok. 1 proc. Rosja „przespała” całkowicie rewolucję łupkową, a jak pokazuje praktyka, to ona niesie największe zagrożenie dla pozycji Gazpromu.

Rosja może czuć się niepewnie wobec konieczności ponoszenia olbrzymich nakładów na sektor gazowy, przy niepewnych perspektywach zbytu. Jedynie dla podtrzymania dotychczasowej pozycji na rynku europejskim musi wyłożyć do 2015 r. 35-40 mld dol. Zagospodarowanie szelfu arktycznego to nakłady rzędu 500 mld dol.

Rosja jest potrzebna Europie, tak jak Europa – Rosji. Europa jednak jednoznacznie w ostatnich latach sygnalizuje, że jest za stabilnymi dostawami rosyjskiego gazu, ale nie za wszelką cenę. Rosja wydaje się przeceniać swoją pozycję, nieprzerwanie ulegając pokusom siłowego rozwiązywania problemów, które w wielu przypadkach sama stwarza.

Wydaje się, że Gazprom w obecnym kształcie i tak zarządzany nie jest w stanie sprostać pojawiającym się wyzwaniom. Ale czy władze są gotowe zlikwidować ustawowy monopol transportowy i eksportowy rosyjskiego potentata gazowego? Zdania są tu podzielone.

Autor pracuje w Ministerstwie Gospodarki w Departamencie Ropy i Gazu. Artykuł przedstawia jego własne poglądy, a nie instytucji, którą reprezentuje.

OF

(CC BY-SA JanChr)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Ukraina jest nie do zastąpienia w tranzycie gazu z Rosji

Kategoria: Analizy
Pod koniec roku wygasa 10-letnia umowa między Rosją i Ukrainą o tranzycie rosyjskiego gazu na rynki europejskie. Gazprom już w 2015 r. informował, że od 2020 r. będzie dostarczać gaz nowymi drogami. Jednak wszystko wskazuje na to, że Rosja będzie zmuszona przez 2-3 lata nadal przesyłać przez Ukrainę więcej niż połowę dotychczasowych dostaw.
Ukraina jest nie do zastąpienia w tranzycie gazu z Rosji

Co dalej z ukraińskimi gazociągami?

Kategoria: Analizy
Po kilku latach przymiarek Ukraina wypełniła swoje zobowiązanie z umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską i rozdzieliła funkcje transportu gazu i jego sprzedaży. Wciąż nie jest jasne, czy i na jakich zasadach będzie odbywać się tranzyt gazu rosyjskiego, bo umowa wygasa z końcem roku, a nowej nie ma.
Co dalej z ukraińskimi gazociągami?

Światowy rynek gazu skroplonego bez Rosji

Kategoria: Trendy gospodarcze
Rosja jest wiodącym światowym producentem i eksporterem gazu tradycyjnego, transportowanego rurociągami. Nie doceniła jednak rewolucji, związanej z rozwojem światowego rynku gazu skroplonego (LNG).
Światowy rynek gazu skroplonego bez Rosji