Kłamstwo kursowe

 

„Słaby złoty jest korzystny dla polskiej gospodarki, gdyż dzięki temu rośnie eksport, co przyczynia się do wzrostu gospodarczego” – to jedno z głównych kłamstw, które często pojawia się w wypowiedziach nie tylko polityków, ale także ekonomistów. Niektórzy idą nawet dalej, zalecając aby rząd i NBP podjęły działania mające na celu utrzymanie niskiego kursu złotego. Między innymi taką tezę postawił prof. Krzysztof Rybiński w artykule „Gospodarka 2010 radość przez łzy”, otwierającym wydanie noworoczne tygodnika „Wprost”.

Profesor pisze: „Czynnikiem, na który rząd ma wpływ, jest kurs walutowy. Jeżeli polska waluta ustabilizuje się na poziomie 4-4,3 zł wobec euro, wówczas polscy eksporterzy będą w stanie konkurować na globalnych rynkach i wzrost może być nieco szybszy. Jeżeli jednak złoty zacznie się szybko umacniać (a niektóre banki prognozują średni kurs w 2010 r. na 3,5 zł za euro), wówczas wzrost PKB może się okazać sporo niższy, niż oczekiwano. Rząd i bank centralny powinny zrewidować politykę kursową i aktywnie przeciwdziałać aprecjacji kursu walutowego”.

Konstrukcja wydaje się logiczna, ale jest typowym sofizmatem – zawiera niewidoczny na pierwszy rzut oka błąd – jest jednostronna.

 Spójrzmy na problem szerzej:

Przykład 1. Firma, którą zarządzam, jest producentem pudełek, w które pakowane są artykuły spożywcze i leki. 99 proc. naszej produkcji sprzedajemy klientom na terenie Polski, otrzymując zapłatę w złotych. Znaczącą część materiałów wykorzystywanych do produkcji – papier, farby – kupujemy od dostawców zagranicznych płacąc w euro. Jeśli kupimy materiały za granicą z 1 mln EUR, to nasz koszt w złotych przy kursie 4,3 wyniesie 4.300.000 zł, zaś przy kursie 3,5 – 3.500.000 zł. 800.000 zł różnicy! Silniejszy złoty oznacza więc niższe koszty, a to oznacza niższe ceny, większe zyski, większe inwestycje, większe możliwości rozwoju.

Przykład 2. Aby zwiększyć nasze możliwości produkcyjne i unowocześnić firmę, musimy kupić maszynę, która kosztuje 1,5 mln EUR. Dzięki tej inwestycji będziemy bardziej konkurencyjni także wobec dostawców zagranicznych operujących na naszym rynku. Jeśli kurs 1 EUR będzie wynosił 4,3 zł, to za maszynę będziemy musieli zapłacić 6.450.000 zł. Przy kursie 3,5, cena maszyny wynosić będzie 5.250.000 zł – o 1.200.000 zł mniej. Tyle zaoszczędzi nasza firma, tyle zostanie więcej pieniędzy w banku do wykorzystania przez innych kredytobiorców, co wzmocni nasz rozwój gospodarczy.

Przykład 3. Załóżmy, że paczka kawy kosztuje na rynku międzynarodowym 2 EUR. Przy kursie 4,3 musielibyśmy za tę kawę zapłacić w sklepie 8,6 zł. Gdyby kurs wynosił 3,5, to kawa kosztowałaby 7 zł. Pytanie zasadnicze – chcemy płacić za kawę, a także inne sprowadzane z zagranicy produkty, więcej czy mniej? Pytanie oczywiście retoryczne. Zaoszczędzone pieniądze, dzięki niższemu kursowi, możemy przeznaczyć na zakup innych produktów wytworzonych także w Polsce, co zwiększa wzrost gospodarczy.

Przykład 4. Rząd chce sprywatyzować firmę, której wartość została wyceniona na 500 mln zł. Nabywa ją inwestor zagraniczny. Przy kursie 4,3 przeznacza na zakup 116.279.070 EUR, zaś przy kursie 3,5 musi wyłożyć 142.857.143 EUR. Przy silniejszym złotym do Polski wpływa 26.578.073 euro więcej, które możemy przeznaczyć na zakup towarów za granicą.

 

Podobnych przykładów można mnożyć więcej. Nie chodzi tu jednak o same przykłady, lecz o pokazanie, że słaby złoty, który jest korzystny dla firm eksportujących produkty za granicę, jest równocześnie niekorzystny dla firm importujących, dla konsumentów czy też dla rządu.

Przede wszystkim chciałbym obalić mit, że dla Polaków korzystny jest eksport. Otóż jest zupełnie odwrotnie – dla Polaków korzystny jest import, gdyż dzięki niemu mamy do dyspozycji więcej i tańszych produktów. Jeśli coś wysyłamy za granicę, to z tego produktu korzysta Niemiec, Rosjanin czy Francuz, jeśli coś sprowadzamy z zagranicy, to z tego produktu korzystamy My. A przecież gospodarka jest po to, abyśmy mogli korzystać z różnych produktów, jak najlepiej zaspakajając nasze potrzeby.

Powyższe nie oznacza, że eksport jest niekorzystny i niepotrzebny. Jest niezbędny, abyśmy mogli pozyskać walutę potrzebną do zapłaty za towary, które chcemy sprowadzać z zagranicy.

 

A wracając do kursu walutowego – najlepiej ustala go rynek w zależności do bieżącego zapotrzebowania i ilości oferowanej waluty. Kurs rynkowy pozwala utrzymać równowagę w bilansie płatniczym Polski z zagranicą i unikać groźnych wstrząsów finansowych. Każda próba arbitralnego sterowania kursem prędzej lub później kończy się dla gospodarki fatalnie.

 

Skończmy więc z kłamstwem kursowym mówiącym, że jakiś konkretny kurs jest bardziej lub mniej korzystny dla całej gospodarki. Punkt widzenia zależy bowiem, w tej konkretnej sytuacji, jedynie od punktu siedzenia. Co dla jednych jest korzystne, dla innych będzie niekorzystne. Popyt i podaż rynkowa będą w tym wypadku najlepszym regulatorem.


Tagi


Artykuły powiązane

Kurs równowagi: któremu modelowi powinniśmy zaufać?

Kategoria: Analizy
Kluczowym wnioskiem z naszych analiz jest to, że wbrew oczekiwaniom, im bardziej rozbudowany jest model kursu równowagi, tym jest on mniej pomocny w prognozowaniu zmian kursu.
Kurs równowagi: któremu modelowi powinniśmy zaufać?